Archiwum kategorii: Na nowo poznać Chrystusa

21. Największy cud – Mk 6, 45-56

To takie ciekawe, że uczniowie wciąż nie rozumieją, wciąż są zaskoczeni, zdumieni, a ludzie w Genezaret widząc Jezusa po prostu zaczynają przynosić do Niego chorych.

Jezus idzie po wodzie do uczniów. Oni się boją – to zrozumiałe. Noc, wiatr, są zmęczeni może nawet trochę wystraszeni. A do tego jeszcze taki niecodzienny widok! Mieli prawo się wystraszyć.

Jezus mówi do nich: Tharseite, ego eimi. Me fobeisthe! – odwagi, Ja jestem. Nie bójcie się! 

Bardzo ważne są słowa: EGO EIMI. 

Greckie Ego eimi, to hebrajskie JHWH, czyli polskie: Ja jestem. Jahwe – imię Boga! Tu trzeba przeczytać 3 rozdział Księgi Wyjścia. 

Może będzie to trochę naciągane, choć wątpię, ale warto zauważyć, że Mojżesz był zdumiony, zaskoczony i trochę zlękniony. Zdumiony krzewem płonącym, ale się nie spalającym, zaskoczony tym, co ma uczynić i zlękniony obecnością Boga – zakrywa twarz. I wtedy Bóg mówi do niego: Jestem, który Jestem. Jestem. 

Jezus mówi tu dokładnie to samo: Ego eimi – Jestem. Gdy wchodzi do łodzi wiatr się ucisza. A uczniowie dziwią się i nic nie rozumieją. A ludzie w Genezaret mają taką wiarę, że dotykają płaszcza Jezusa i są uzdrawiani.

Można mieć Boga obok siebie. W łodzi swego życia. I nic nie rozumieć! A można Boga spotkać po raz pierwszy i doświadczyć cudu.

To nie jest łatwe! My lubimy spektakularne momenty. Zauważcie jedno – uczniowie są świadkami cudów. ŚWIADKAMI. 

Czy do tej pory jakiś cud dotyczył bezpośrednio jakiegoś Apostoła? Np. jakiś cud uzdrowienia? Nie! Nie ma takiego cudu! 

Jezus będzie uciszał burze wokół mnie, będzie pozwalał mi na to, abym widział Jego cuda. Będzie mnie posyłał. Będzie obok mnie, a ja będę Jego narzędziem, i być może nie doświadczę cudu! Ja sam na sobie mogę NIE DOŚWIADCZYĆ CUDU.

I co cóż z tego? 

Bóg jest obok mnie! 

To jest NAJWIĘKSZY cud. 

On mnie prowadzi, On mnie uczy, On mi towarzyszy. On jest obok mnie! A ja wciąż chce więcej…

Nie można więcej. 

Nie można bardziej. 

Nie można doświadczyć większego cudu, jak Jego bycie obok mnie. 
Nie można. 

Wszystko inne wypływa z Jego obecności.

Jezu. 

Dziękuję Ci za to, że jesteś w moim życiu, przez co jest ono wypełnione największym cudem – Twoją obecnością, nawet pośród burz i przeciwnych wiatrów. Otwieraj moje oczy na Twoją obecność. Otwieraj moje oczy na Ciebie, Panie. Amen.

20. Jak mogę stać się cudem? – Mk 6, 30-44

Apostołowie wracają do Jezusa i zdają relację z tego, co dokonali. Jezus chce, by trochę odpoczęli, ale ludzi jest tak wielu, że nawet nie ma na to szansy. Jest wielu potrzebujących. Mój odpoczynek często musi zamienić się w służbę.

Mój tato często mówi, ze jak człowiek ma zajęcie, to głupstwa mu nie przychodzą do głowy. Coś w tym jest.

W oczach Jezusa ci, którzy są daleko od Niego, są owcami bez pasterza. Jezus chce być Twoim pasterzem. Ale tu konkretnie chodzi o Naród Wybrany. Ich pasterze paśli samych siebie. Nie dbali o owce.

Co czyni Jezus? Karmi w cudowny sposób wielką liczbę ludzi. I to jest fakt. Jednak jest też tutaj ukryta pewna symbolika.

5 chlebów – Tora (Prawo, Pięcioksiąg).

2 ryby – Psalmy i Prorocy.

Jezus karmi Naród Wybrany tym, co posiada Naród Wybrany. Karmi ich tym, w co wierzą. Bierze całe Prawo i Pisma w swoje ręce i karmi tym Żydów. To nie jest Mu obce! Nie ucieka przed tym! Staje się prawdziwym Pasterzem Izraela.

Uczniowie chcieli iść na łatwiznę. A Jezus im nie pozwala. Mowi: „WY dajcie im jesc”. WY!

MY mamy dać jeść. JA mam poświęcić swój czas, swoją energię, swoje zasady – i dać ludziom jeść. Ale. Nie nakarmię tak wielkiej liczby ludzi, jeżeli tego, co mam (a mam bardzo mało) nie złożę w rękach Jezusa.

Tylko w Jego rękach może dokonać się cud.

Tylko przez Jego ręce mogę zaspokoić ludzki głód.

Wszystko złożyć w rękach Jezusa, całe moje życie, a zobaczę największe cuda.

W Jego rękach ja mogę stać się cudem. Kosztem błogosławienia, łamania, rozdawania – ale w Jego rękach i przez Niego.

Jak pięknie jest być połamanym i rozdanym przez Boga cudem!!!

 

Jezu.

Nie pozwól mi popaść w lenistwo fizyczne, czy duchowe. Rozpalaj we mnie nieustannie ducha służby.

I weź w swoje ręce moje życie i błogosławi je, łam i rozdawaj – bym będąc narzędziem, mógł stać się cudem. Nie dzięki mojej małości czy moim zasługom, ale dzięki Twojej wszechmocy.

Pozwól mi do Ciebie wracać. Bądź mi pasterzem. Pozwól mi być w Twoich rękach. Amen.

19. Tchórz i już! – Mk 6, 14-29

Mówi się o Jezusie. Usłyszał nawet o Nim król Herod. I nikt nie mógł zrozumieć, kim On jest. 

Jan juz nie żyje, kiedy Marek opisuje jego śmierć. I ten opis jest otwarty przez rozesłanie Dwunastu, a zamknięty przez ich powrót. O powrocie będzie jutro, choć ważne jest zobaczenie tego „tryptyku”. Bo dzięki niemu można zrozumieć, że misja głoszenia Prawdy jest równoznaczna z poniesieniem męczeństwa. Świat nie lubi prawdy. A już najbardziej tej, która dotyka go bezpośrednio. 

Jan nazywa grzech po imieniu. 

Herod chciałby się go pozbyć, ale ma konflikt sumienia – no bo wie, że Jan ma rację. 

Herodiada nie boi się użyć własnej córki do osiągnięcia swoich celów. Nie kieruje się dobrem swojego dziecka, ale własnym – chce zagłuszyć własne sumienie. Nawet kosztem poświęcenia dziecka, jego przyszłości, psychiki, wszystkiego. 

Herod złożył przysięgę. I nie umie się wycofać. Dla honoru godzi się zabić człowieka! 

Herod obiecał, że da dziewczynie to, co ta zechce. Chciała głowę Jana na złotej tacy. Herod posyła kata. 

Kto DAJE dziewczynie głowę Jana na misie? Kat, nie Herod. Herod nie bierze tacy w swoje ręce. Chce uniknąć odpowiedzialności. Zachowuje się tak, jakby nie chciał brać w tym udziału. Wycofuje się. Nakazuje zabić i nie bierze za to odpowiedzialności. 

Ja grzeszę (obmową, plotkarstwem, wyśmiewaniem, oszczerstwami – wymierzając to w bliźnich) i nie chcę później ponosić za to odpowiedzialności. 

Czy nie jest czasem tak, że gdy ktoś mówi mi prawdę w oczy, bolesną prawdę o mnie, nie chcę go zdyskredytować, zniszczyć? W imię „mojego świętego spokoju”?

Trójjedyny Boże. 

Dawaj mi siłę do stawania w prawdzie o sobie. Nie pozwól mi wykorzystywać innych, może słabszych, do osiągania własnej korzyści. I spraw, o Trójjedyny, bym nie był tchórzem. 

Uchroń mnie od tchórzostwa. Amen.

18. Idź i czyń – Mk 6, 7-13

Jezus rozsyła Dwunastu. Ale zanim ich wysyła, przywołuje ich do siebie. Każde posłannictwo musi mieć początek w przyjściu DO Jezusa na JEGO wezwanie. Bliskość z Jezusem jest gwarantem udanej misji!

Co znaczy, że należy mieć ze sobą jedynie suknię, laskę i sandały? Znaczy to, że w trudzie pasterskiego wędrowania i głoszenia musimy polegać na Ojcu. On się zatroszczy.

Polecenie drugie: pozostać w domu, do którego się weszło i zostało się przyjętym. Wielka jest pokusa, żeby szukać lepszych wygód, wygodnienszego łóżka, smaczniejszego jedzenia czy w końcu mniej męczących domowników. Wraca jak echo: jaka wspólnota jest, tak jest, ale…

Jezus rozsyła po dwóch, bo gdzie dwaj albo trzej zebrało się w Jego imię, tam jest On obecny. Wszystkie cuda dokonywane są nie mocą apostołów, ale mocą Jezusa, bo jeśli zgodnie dwóch o coś prosić będzie w Jego imię, Ojciec to da. Uczniowie jeszcze tego nie rozumieją, wiec idą dwójkami, żeby nie popaść w pychę indywidualizmu. Muszą się mierzyć ze sobą nawzajem. Muszą uczyć się pokory wobec siebie. To wielka rzecz!

I Jezus daje im władzę nad duchami nieczystymi, nad chorobami i powierza im misję głoszenia nawrócenia (metanoi – zmiany myślenia).

Czy to czegoś przypadkiem nie przypomina?

Dokładnie tak wygląda misja JEZUSA!

Na pustyni usługiwały Mu anioły (nie brać niczego…), ujarzmiał złe duchy, uzdrawiał i głosił wzywając do nawrócenia.

Jezus najpierw pokazał JAK. Teraz uczniowie czynią to, co należy. Dlatego tak ważne jest to, by wszystko zaczynać od Jezusa – On jest WZOREM DO NAŚLADOWANIA i ŹRÓDŁEM POSŁANNICTWA!

Czy ja każdy mój dzień rozpoczynam od spotkania z Jezusem? Czy patrze na Niego, by móc Go naśladować?

Bo to jest WAŻNE!

Bardzo ważne!

Sedno jest w tym, by NAJPIERW był Jezus. By NAJPIERW spotkać Jezusa!

Jezu. 

Niech Twój Duch Święty nieustannie prowadzi mnie do Ciebie. Niech mnie jednoczy z Tobą. Ty bądź w centrum mojego życia. Chcę, byś Ty był dla mnie wzorem nade wszystko! Daj mi łaskę rozpoczynania wszystkiego od spotkania z Tobą. Niech wszystko co czynię, będzie Twoim dziełem. Twoim, nie moim. Amen.

 

17. Zlekceważony Bóg, bo znany – Mk 6, 1-6

Jezus chciał przyjść, do tych, którzy Go znali od małego. I co? I przyszedł. A oni? Oni nie uwierzyli. Dlaczego? Bo Go znali. Wiedzieli o nim wszystko – przynajmniej tak twierdzili.

Łapię się czasami na tym, że gdy ktoś chce mi cos powiedzieć o Jezusie, to sobie mysle: „Przecież ja juz to wiem” i nawet nie skupiam się za bardzo na tym, co ktoś do mnie mówi. Nawet wczoraj, w katedrze, gdy nasz Ojciec duchowny mówił homilię, myśli krążyły mi to tu, to tam… No bo przecież „ja juz to wiem”.

A to przecież Bóg naucza. Nie kapłan. Kapłan jest narzędziem, a narzędzie może być liche, słabe, a nawet popsute! Ale to nadal jest narzędzie w rękach Boga!

Poza tym – kto lubi być pouczany?

Nikt!

Kto lubi pouczać?

Wielu!

Jakie jest moje podejście do Ewangelii? Czy ja traktuje Ewangelię na serio? Czy myślę sobie: „Ja już to wiem!”? Ale czy ja tym żyje?

Gdyby Jezus dziś stanął przede mną, nie czułby się lekceważony? Dziwiłby się mojemu niedowiarstwu? Jak miałby to zweryfikować? Patrząc na moje życie. Czy ja żyję według tego co wiem, co znam i w co wierzę?

A może powątpiewam w Jezusa? Bo dla mnie to tylko cieśla z Nazaretu? Może myślę sobie: Jak Jego słowo, może nawet i mądre, może odmienić moje życie? Zmienić w nim cokolwiek? Ano może!

Jezus dziwił się ich niedowiarstwu, bo przecież Go znali!

Jednak mimo zlekceważenia słów Jezusa, On uzdrawia. Choć kilku, ale leczy. Nie poddaje się. Nie popada w zniechęcenie. Naucza. Mimo wszystko. Mimo wszystkich przeciwności.

Czy ja wierzę w to, że Jezus naprawdę ma moc przemienić moje życie? Czy pozwolę Mu zadziałać w sobie mimo tego, że uważam, że wiem o Nim wszystko?

Jezu.

Zbyt często lekceważę Ciebie i Twoje słowa. Daj mi proszę łaskę, która usposobi mnie do przyjęcia Twojej nauki i życia według niej. Niech Twój dobry Duch otworzy moje serce na przyjęcie prawdy o Tobie. Pomóż mi żyć według tej prawdy. Prawdziwie żyć Tobą. Amen.