Mało kto wie, że najstarsze przekazy spisanej Ewangelii według św. Marka kończą się na 8 wersecie 16 rozdziału: „One wyszły i uciekły sprzed grobu: ogarnęło je bowiem zdumienie i przestrach. Nikomu też nic nie powiedziały, bo się bały”.
Gdy minął szabat, kobiety udały się do grobu Jezusa i martwiły się tym, że nie poradzą sobie z kamieniem zatoczonym przed wejściem. Zastały jednak kamień odsunięty.
Mi też się często wydaje, że nie poradzę sobie z tym, co oddziela mnie od Jezusa, że sobie nie poradzę z przesunięciem tego wielkiego „kamienia grzechu”. I bardzo dobrze!
Gdy zaczęliśmy rozważać tę Markową Ewangelię, Jezus jawił mi się jako odległy bohater historii nie z tego świata. Wydawało mi się, że oddziela mnie od Niego wielka przepaść, ziejąca strachem i niepojętym wszystkim…
A co dziś zrozumiałem?
Że nie ma przepaści, bo On ją przekroczył i zbliżył się do mnie. Kamień nie jest już problemem – został odsunięty. Nie jestem niewolnikiem mojej niemocy. Mogę wejść do grobu mego życia i usłyszeć w nim: „śmierci nie ma”, „śmierć przegrała”, „idź. głoś”.
W moim życiu mogę spotkać Boga. Zmartwychwstałego Jezusa, który powstał, który odsunął kamień niemocy, który zniżył się do dna mego życia i pozostawił w nim na świadectwo dla mnie płótna, w które Go owinięto. Miały Go one ograniczyć, ale to się nie udało. Porzucił je i „uciekł” od mojej próby ograniczenia Go (porównaj z Mk 14-50-52).
Strach może spowodować milczenie. Ale Jezus i tak sobie poradzi – przyjdzie, ukaże się nam i być może wyrzuci nam brak wiary. Bo nie jest łatwo wierzyć ludziom. Szczególnie, jeśli On wyrzucił z nich siedem złych duchów. I ja mogę nie wierzyć, lub też mi inni mogą nie uwierzyć.
I tu jest pytanie: Czy ja jestem gotowy iść i głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu?
WSZELKIEMU stworzeniu?
Wszystkim. Bez wyjątku. Przepowiadając lub po prostu milcząc i świadcząc postawą wypływającą z wiary?
Kochani!
Kobiety szły do grobu, bo chciały namaścić Jezusa. Celem był Jezus. I wyszły z domu i szły. Miały w głowie myśl o kamieniu, ale nie zniechęciły się. Mogły zostać w domu stwierdzając, że kamień jest zbyt ciężki. A one poszły – wbrew logice! Najprawdopodobniej nie poradziłyby sobie z kamieniem, ale szły, bo chciały NAMAŚCIĆ JEZUSA! Chciały zobaczyć JEZUSA! Być może po raz ostatni być przy Nim. I dobrze, że szły. Bo co zobaczyły? Odsunięty kamień i pusty grób i od młodzieńca dowiedziały się, że Jezus żyje.
Czasami wydaje nam się, że nigdy nie przeskoczymy naszych problemów i słabości i rezygnujemy z pójścia drogą do Jezusa. Dziś chcę Wam życzyć, z głębi mego serca, abyście szli. Bo Jezus odsunie kamień. I zawsze będzie zmartwychwstały.
Życzę Wam, byście zawsze pragnęli iść do Jezusa.Do zabitego Baranka, który żyje.
Jezu.
Nie pozwól mi prawdy o Twoim zwycięstwie nad śmiercią pozostawić tylko dla siebie. Pozwól mi doświadczyć Twego zwycięstwa w moim życiu.
Proszę, odsuń kamień grzechu, który mnie od Ciebie oddziela i pozwól mi zrozumieć, że jeśli pozwolę na to, byś Ty mnie prowadził – nie umrę. Będę żył.
Jezu, proszę, bądź w moim życiu i w życiu Oli, Natalii, Piotrka, Jędrka, Kuby i Janka wszystkim. Bądź dla nas wszystkim. Bądź wszystkim w nas. Napełniaj nas swoją OBECNOŚCIĄ. Amen. Amen. Amen!
P.S. Dzięki za 46 dni wędrówki i poznawania Jezusa 🙂

