Archiwum kategorii: Na nowo poznać Chrystusa

46. Ostatni rozdział – Mk 16, 1-20

Mało kto wie, że najstarsze przekazy spisanej Ewangelii według św. Marka kończą się na 8 wersecie 16 rozdziału: „One wyszły i uciekły sprzed grobu: ogarnęło je bowiem zdumienie i przestrach. Nikomu też nic nie powiedziały, bo się bały”.

Gdy minął szabat, kobiety udały się do grobu Jezusa i martwiły się tym, że nie poradzą sobie z kamieniem zatoczonym przed wejściem. Zastały jednak kamień odsunięty.

Mi też się często wydaje, że nie poradzę sobie z tym, co oddziela mnie od Jezusa, że sobie nie poradzę z przesunięciem tego wielkiego „kamienia grzechu”. I bardzo dobrze!

Gdy zaczęliśmy rozważać tę Markową Ewangelię, Jezus jawił mi się jako odległy bohater historii nie z tego świata. Wydawało mi się, że oddziela mnie od Niego wielka przepaść, ziejąca strachem i niepojętym wszystkim…

A co dziś zrozumiałem?

Że nie ma przepaści, bo On ją przekroczył i zbliżył się do mnie. Kamień nie jest już problemem – został odsunięty. Nie jestem niewolnikiem mojej niemocy. Mogę wejść do grobu mego życia i usłyszeć w nim: „śmierci nie ma”, „śmierć przegrała”, „idź. głoś”.

W moim życiu mogę spotkać Boga. Zmartwychwstałego Jezusa, który powstał, który odsunął kamień niemocy, który zniżył się do dna mego życia i pozostawił w nim na świadectwo dla mnie płótna, w które Go owinięto. Miały Go one ograniczyć, ale to się nie udało. Porzucił je i „uciekł” od mojej próby ograniczenia Go (porównaj z Mk 14-50-52).

Strach może spowodować milczenie. Ale Jezus i tak sobie poradzi – przyjdzie, ukaże się nam i być może wyrzuci nam brak wiary. Bo nie jest łatwo wierzyć ludziom. Szczególnie, jeśli On wyrzucił z nich siedem złych duchów. I ja mogę nie wierzyć, lub też mi inni mogą nie uwierzyć.

I tu jest pytanie: Czy ja jestem gotowy iść i głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu?

WSZELKIEMU stworzeniu?

Wszystkim. Bez wyjątku. Przepowiadając lub po prostu milcząc i świadcząc postawą wypływającą z wiary?

Kochani!

Kobiety szły do grobu, bo chciały namaścić Jezusa. Celem był Jezus. I wyszły z domu i szły. Miały w głowie myśl o kamieniu, ale nie zniechęciły się. Mogły zostać w domu stwierdzając, że kamień jest zbyt ciężki. A one poszły – wbrew logice! Najprawdopodobniej nie poradziłyby sobie z kamieniem, ale szły, bo chciały NAMAŚCIĆ JEZUSA! Chciały zobaczyć JEZUSA! Być może po raz ostatni być przy Nim. I dobrze, że szły. Bo co zobaczyły? Odsunięty kamień i pusty grób i od młodzieńca dowiedziały się, że Jezus żyje.

Czasami wydaje nam się, że nigdy nie przeskoczymy naszych problemów i słabości i rezygnujemy z pójścia drogą do Jezusa. Dziś chcę Wam życzyć, z głębi mego serca, abyście szli. Bo Jezus odsunie kamień. I zawsze będzie zmartwychwstały.

Życzę Wam, byście zawsze pragnęli iść do Jezusa.Do zabitego Baranka, który żyje.

Jezu.

 Nie pozwól mi prawdy o Twoim zwycięstwie nad śmiercią pozostawić tylko dla siebie. Pozwól mi doświadczyć Twego zwycięstwa w moim życiu.

 Proszę, odsuń kamień grzechu, który mnie od Ciebie oddziela i pozwól mi zrozumieć, że jeśli pozwolę na to, byś Ty mnie prowadził – nie umrę. Będę żył.

 Jezu, proszę, bądź w moim życiu i w życiu Oli, Natalii, Piotrka, Jędrka, Kuby i Janka wszystkim. Bądź dla nas wszystkim. Bądź wszystkim w nas. Napełniaj nas swoją OBECNOŚCIĄ. Amen. Amen. Amen!

P.S. Dzięki za 46 dni wędrówki i poznawania Jezusa 🙂

45. Jak umiera Król, Syn Ojca? Mk 15, 20b-47

Żeby nieść krzyż Jezusa, trzeba było być przymuszonym. Nikt nie chciał pomagać
z własnej woli. Możemy zarzekać się niczym Piotr i inni, ale… ostatecznie też uciekniemy. Muszę skonfrontować się z tą prawdą o sobie – ucieknę przed krzyżem Jezusa! Jego krzyż zawsze będzie mnie przerastał i zawsze będę przed nim uciekał. Dlatego Jezus mówił, żeby ci, którzy chcą iść za Nim, brali swój krzyż, nie Jego. Mam naśladować Jezusa dźwigając swój krzyż.

Jezusa przyprowadzono na Miejsce Czaszki (Golgotę). Sama góra miała złowrogi wygląd czaszki. Ale ważniejsze jest chyba to, że uważano to miejsce za grobowiec pierwszego człowieka – Adama. Krew Baranka musiała skropić kości Adama, by je oczyścić, by je odkupić.

Jezus nie przyjmuje wina zaprawionego mirrą. Baranek paschalny podczas składania go w ofierze (przecinano jego szyję, aby się wykrwawił), nie mógł być ogłuszony w żaden sposób! Musiał być w pełni świadomy – inaczej byłby nieczysty (niekoszerny). Jezus nie pozwala się odurzyć, bo On jest prawdziwym Barankiem Paschalnym, czystym i wolnym w tym akcie oddania siebie.

Zaliczono Go w poczet złoczyńców. Co było Jego winą? To, że BYŁ KRÓLEM. Piłat nie pisze nic innego! Marek jest do końca wierny przesłaniu: Jezus jest królem! Nawet na krzyżu. To pokazuje, że Piłat w jakimś sensie uwierzył Jezusowi…

Króla zaliczył Jego własny naród w poczet złoczyńców…

Wszyscy Go lżą, wyśmiewają, drwią z Niego. Wszyscy!

A do kogo Jezus się zwraca?

„Ho Theos mu, ho Theos mu, eis ti egchatelipes me?” – Boże mój, Boże mój, dlaczego pozostawiłeś mnie?

W tym okropnym wrzasku nienawiści Jezus trwa w jedności z Ojcem. Tylko do Ojca się zwraca.

My, ludzie, mamy tendencję oczekiwać spektakularnych akcji, cudów, zdarzeń. Żądamy ich i ich oczekujemy.

A Jezus?

Jezus apeis ponen megalen eksepneusen – Jezus wydawszy głos wielki oddał ducha. Wyzionął ducha. Ostatnie tchnienie życia z Niego uszło. Stał się w jakimś sensie pusty.
W Nim nic nie pozostało, niczego nie zostawił „dla siebie”.

Bardzo dosłowne tłumacząc – oddał ducha. Komu? Ojcu. A więc Ojciec był blisko. Wcześniejsze pytanie w tym miejscu odnajduje odpowiedź. Ojciec był przy Nim, więc Jezus mógł oddać Mu swoje życie, złożyć je w Jego rękach. Niczym Mojżesz (Pwt 34), który „umarł przez usta Pana”, składając Bogu pocałunek i swego ducha oddając w usta Boga.

Mojżesz wyszedł na górę Nebo i tam umarł „według postanowienia Pana”, lub też, jak inni tłumaczą: „zgodnie ze słowem Pana/zgodnie z tym, co usta Pana wyrzekły”. Tłumaczenia są różne i zasadniczo oddają one sens tłumaczenia z Septuaginty.

Jak więc widzimy tę scenę? Mojżesz nie sprawdził się, kiedy był kuszony wraz
z całym narodem nad Meriba i zamiast raz, uderzył dwa razy laską w skałę, a wtedy Bóg powiedział: „Nie dość broniłeś mojej chwały, więc nie wejdziesz do Ziemi Obiecanej”.
I następnie wyprowadził Mojżesza na górę Nebo, pokazał Ziemię Obiecaną, pogroził palcem
i powiedział: „Ty tam nie wejdziesz”. Dosłownie beznadziejny obraz Boga…

Ale tak nie jest!!

Oryginalny tekst hebrajski mówi: „Mojżesz umarł przez usta Pana”. Komentarze żydowskie dość jednoznacznie mówią, że MOJŻESZ UMARŁ PODCZAS POCAŁUNKU Z BOGIEM. Nie można ani piękniej, ani delikatniej umrzeć, niż wydając ostatnie tchnienie
w usta Boga. Oryginalny tekst nie ukazuje Bożej groźby i kary. Mówi o największej możliwej intymności człowieka z Bogiem. Przypomnijcie sobie słowa z Pieśni nad pieśniami: „Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust” (Pnp 1,2). Kto całuje pocałunkiem? TYLKO BÓG!
To jest „największy pocałunek nad innymi pocałunkami” w dosłownym rozumieniu tego tekstu.

Septuaginta i nasze przekłady idące za nią piszą dalej: „pochowano go i nikt nie wie, gdzie”. Ale tak nie jest! Znowu. Tekst hebrajski mówi wprost, że Bóg pochował Mojżesza. Dlatego „nikt nie wie, gdzie” to jest. I dlatego też tradycja rabinistyczna mówi, że Mojżesz został wzięty do Nieba tak, jak Eliasz (2Krl 2) , jak Henoh (Rdz 5,16; Syr 49,16).

W konsekwencji okazuje się, że Bóg ukazał Mojżeszowi Ziemię Obiecaną
i powiedział:”Spójrz. Dokonałeś tego, co miałeś dokonać i przyprowadziłeś ich do tej Ziemi. Teraz zjednocz się ze Mną. Zapraszam Cię do radości wiecznego obcowania ze Mną”.

Tak i Jezus – oddaje życie Bogu.

Ojciec Go nie opuścił. Nie zostawił, choć po ludzku sytuacja była beznadziejna.

Zasłona przybytku rozdarła się. Użyte tutaj słowo ma taki sam źródłosłów, jak opis rozwierającego się Nieba podczas chrztu – schizo (Mk 1,10). Od tego słowa mamy słowo schizma – rozerwanie, rozdzielenie. Najpierw rozerwało się Niebo, bo Bóg stał się bliski nam, ludziom. Teraz rozrywa się zasłona przybytku, gdyż Bóg nie jest już tylko Bogiem Żydów. Oni Boga zabili, stare Prawo zostało wypełnione… Miejsce przebywania Boga przestało być tak bardzo ograniczone. Teraz Bóg mieszka pośród nas – w Eucharystii, we wspólnocie. Choć wtedy nikt jeszcze tego nie rozumiał i nie spodziewał się.

Setnik, poganin, wyznał, że Jezus „istotnie był Synem Bożym”. Jaki obraz widział? Co miał przed oczami? Znieważonego, oplutego, ubiczowanego, przybitego do krzyża i umarłego człowieka, który w całym tym wrzasku wokół Niego, trwał w niesamowitej ciszy. Nawet Jego śmierć była pokorna. I zachował godność – nie klął, nie wyklinał tych, którzy stali pod krzyżem…

Kto z nas potrafiłby tak pokornie umrzeć, tak bardzo ufając Bogu?

Kto z nas dobrowolnie ODDAŁBY życie?

Kto z nas wchłonąłby w siebie całe zło, które na niego spadło, i by się nie uskarżał?

Kto z nas potrafiłby tak umrzeć?

Jezu.

W Twoje ręce składam moje życie. Przeprowadź mnie przez umieranie do życia. Pomóż mi trwać w nieustannym dialogu z Tobą. Amen.

44. Król i Buntownik – Mk 15, 1-20a

Żydzi wydają Jezusa Piłatowi. Dlaczego? Nie mogli oni wydać wyroku śmierci, który zarezerwowany był dla Rzymian. Jedynie w przypadku bluźnierstwa wypowiedzianego lub uczynionego w Świątyni mogli oni kogoś ukamienować.

Jezus nie zbluźnił w Świątyni.

Więc wysyłają Go do Piłata. Nie dla sprawiedliwego sadu, ale dlatego, bo oczekują kary śmierci.

Wystarczy spojrzeć na scenę, gdzie Piłat pyta Jezusa, czy jest królem Żydowskim. Jezus odpowiada: „Tak, ja nim jestem”. Tak. On jest królem.

A później?

To jest bulwersujące, że uwolniono Barabasza, a pozbyto się (skazano na śmierć) Jezusa. Buntownik za Króla. Buntownik za sprawiedliwego. Siła  fizyczna za Pana wszystkiego. Nie ważne, co złego uczynił, „Ukrzyżuj Go!”. Nie podoba się nam. Wypieramy się Go. UKRZYŻUJ! Tylko tyle masz zrobić – skazać na śmierć.

Tak, jak Żydzi chcieli zgnieść w Jezusie Jego dumę, tak też i Rzymianie. Wierzący i poganie. Poniżano Jezusa. I co się zdarzyło? Nic. Wyczekał do końca. „A gdy Go wyszydzili…”. Pozwolił im na to. Cierpliwie przyjął wszystko i milczał.

Rodzi się ty niełatwe pytanie: czy ja potrafię przyjąć zło we mnie wymierzone, bez obrony siebie, w pełni?

To jest możliwe tylko dla tego, kto wie, że jest dzieckiem Boga. Kto wie, że w najgłębszym upokorzeniu może odnaleźć Jezusa. Może Go tam spotkać i od Niego zaczerpnąć siły. Bo On też przez to przeszedł.

 

 Jezu.

 Nie ważne jest to, kim jestem. Ważne jest to, że chętniej upokarzam, niż pozwalam upokarzać siebie. Ratuj mnie. Wzmocnij mnie. Amen.

43. Niezbywalna godność Syna Boga – Mk 14, 53-72

Żydzi próbują jak najszybciej skazać Jezusa. Potrzeba było dwóch zgodnych w zeznaniach świadków, a byłoby po sprawie (przeczytajcie 13 rozdział Księgi Daniela). Problem ich polegał na tym, że nie znalazło się dwóch świadków zeznających identycznie.

Kłamią na temat Jezusa, a On stoi, milczący i godny. Wie, że to są kłamstwa – nie dyskutuje z nimi. Jezus odzywa się dopiero wtedy, gdy pada pytanie: „Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Błogosławionego?”, mówiąc: „EGO EIMI! – Ja jestem. I od razu przywołuje proroctwo, które było znane Żydom (Ps 110, 1; Dn 7, 13).

Ktoś, kto jest po prawicy, ma współudział we wszystkim, co należy do tego, po którego prawej stronie stoi. Miejsce uprzywilejowane! Wielkie wyróżnienie! I Jezus daje im tymi słowami do zrozumienia, że On jest Synem Człowieczym.

My naprawdę nie potrafimy odczuć ciężkości tych Jezusowych słów. Jesteśmy ubodzy w rozumienie tych stwierdzeń. Ale Żydzi rozumieli je bardzo dobrze. Dlatego nie potrafili ich udźwignąć patrząc na Jezusa.

Zauważyliście kiedyś, że wszystkie ciosy wymierzone w Jezusa, dotykały Jego twarzy? Pluli Mu w TWARZ. Zakrywali Mu TWARZ. Policzkowali Go po TWARZY. Nawet słudzy bili Go pięściami PO TWARZY! JAKŻE WIELKĄ DUMĘ I GODNOŚĆ MUSIAŁA WYRAŻAĆ TWARZ JEZUSA! I jak bardzo musieli chcieć Go pozbawić tej dumy i godności.

Z czego wypływała ta duma?

Jezus wiedział, kim jest i nikt nie mógł pozbyć Go dumy i zaszczytu bycia Mesjaszem, Synem Najwyższego.

Za co więc Go skazali?

Za prawdę.

Jezus jest Synem Bożym i tego nie ukrywał. Co więc zrobili? Postanowili Go zabić.

To, że bili Go nawet słudzy, pokazuje jedno: przez swoich współbraci Jezus uznany został za… kogoś, kto nie jest człowiekiem. Słudzy to także niewolnicy, a niewolnik często był traktowany jak przedmiot. Skoro niewolnik (sługa) bije kogoś po twarzy, to ten ktoś musi być jak zwierzę… Na pewno nie człowiek..

Kiedy Jezus przed swymi oskarżycielami odsłonił swą tożsamość, Piotr się Go zapierał. Trzy razy. A tak bardzo się zarzekał…

Służąca najpierw odezwała się do Niego. Później do innych. Na koniec ci, którzy tam stali, odezwali się do Piotra, stwierdzając: „Na pewno jesteś jednym z nich…”. A Piotr zaczął się zaklinać i przysięgać…

Kai epibalon echlaien – i rzuciwszy się płakał. Nie wybuchnął płaczem. Rzucił się. Może na ziemię, może do ucieczki, a może na ratunek? Nie wiemy. Rzucił się i płakał.

Nie potrafił przyjąć prawdy o swojej słabości od Jezusa. Teraz – nie potrafił przyjąć prawdy o swojej tożsamości. Tożsamości ucznia Jezusa.

Jezus znał swą tożsamość i był dumny. Piotr – wypierał się swej tożsamości. A ja? Gdzie jestem? Gdzie siebie odnajduję?

 Jezu.

 Pozwól mi być dumnym z bycia Twoim uczniem, dzieckiem Ojca w Tobie. Pozwól mi. I spraw, bym był wiadomy swojej tożsamości do końca i pomimo trudności, strachu, bólu… Proszę. Amen.

42. Ogród trwogi – Mk 14, 26-52

Jezus modli się w Ogrodzie Oliwnym. Modli się pięknym słowem: „Abba”, które oznacza: „Tatusiu”. Tym pięknym słowem Jezus prosi o odsunięcie kielicha, ale pod warunkiem, że będzie to zgodne z wolą Ojca, z wolą Jego Tatusia.

Nie dziwię się.

Kielich zazwyczaj kojarzy nam się z błogosławieństwem i dobrobytem. Ale w Biblii niejednokrotnie padają słowa, które mówią o tym, że kielich Bożego gniewu zostanie podany do picia wrogom Narodu wybranego i wrogom samego Boga. Kielich ma więc dwa znaczenia.

Kielich gniewu, kielich sprawiedliwego gniewu, miał w sobie proporcjonalną gorycz do naszych przewinień i ich ilości. Po ludzku kielich ten był nie do spożycia. Po ludzku to przerażało! Bo kto jest w stanie znieść gniew Boga, jeśli nie sam Bóg?!

Piotr najpierw zarzeka się: „Choćby wszyscy zwątpili (dosłownie: SCHANDALISTHESONTAI – potkną się). to na pewno nie ja”. Jezus jest bardzo szczery wobec Piotra i zapowiada jego zaparcie się. Ale Piotr, jak zresztą wszyscy inni, zarzeka się.

Później śpi, ucina ucho…

Nie wiadomo o co właściwie chodzi Piotrowi. Chce bronić Pana, czy nie? Jak to jest? O co chodzi?

Duch ochoczy (ile razy podejmowałem wielkie plany…), ale ciało słabe (…a później nic mi się nie udawało?).

Jezusa pojmali ludzie, którzy przyszli z mieczami i kijami. Zgraja. A Jezus na to pozwolił. Ba! Czekał na nich. BA!! Wyszedł im naprzeciw!! Wyszedłbym naprzeciw moim problemom i powiedziałbym: „tu jestem, chodźcie i róbcie ze mną to, co chcecie”? A Jezus tak zrobił.

Judasz całuje Pana.

Jak łatwo jest nam udawać miłość do kogoś, kogo zaraz oplotkujemy. Ile razy byłem miły dla kogoś, kogo potem opluwałem?

Tu nie ma czasu na nic. Pojawia się Judasz, całuje Jezusa, zgraja Go chwyta i…

I Jezus mówi: Codziennie byłem w Świątyni. Mogliście mnie złapać. A teraz jest noc. Noc! I jestem bezbronny. Ale dobrze, niech tak będzie. Musza się wypełnić Pisma.

CO ZA POKORA!

Wtedy opuścili Go wszyscy i uciekli. WSZYSCY!

Marek pokazuje, że w momencie, kiedy Jezus demaskuje fałszywą sytuację i kiedy wskazuje na to, że muszą się spełnić proroctwa odnoszące się do Niego, wokół Niego czyni się pustka. Wszyscy Go opuścili. Nie tylko uczniowie. Wokół Jezusa tworzy się ogólna atmosfera ucieczki!

Uciekają uczniowie – bo ich wizja Mesjasza runęła. Uciekają zbiry – bo postawa Jezusa ich przerasta. Bardzo ważny jest ten ruch ucieczki wszystkich i ta moc Jezusa ostania się w takiej sytuacji. Bo skoro WSZYSCY uciekli, to znaczy, że mógł odejść, odsunąć się, nie iść na mękę. To była chyba największa pokusa wymierzona w Jezusa! Wszyscy uciekali – choć z różnych powodów. Wszyscy!! Ale nie On. On został. Ta Jego stałość jest cudowna!

Zwycięski Jezus idzie dobrowolnie w czekającą Go mękę – mimo tego, że jest pojmany i prowadzony. Król do końca.

Uciekający młodzieniec nie jest postacią przypadkową.

Ubrany w prześcieradło (gr. sindon), nie pozwala na to, by go złapano. I ten chłopak idzie za Jezusem, podczas gdy inni od Niego uciekają, to znaczy, że idzie pod prąd – dlatego, że idzie za Jezusem.

Greckie „sindon” powraca w Markowej Ewangelii jeszcze dwukrotnie – w odniesieniu do pogrzebu Jezusa, do pogrzebania Jego Ciała – Mk 15,46.

Ludzie, chcą „złapać” Jezusa, zabili Go i owinęli w płótna (prześcieradła), myśląc, że sprawa została zakończona.

Tu widać jedno: choć złapali Jezusa i Go skrępowali, wydarzy się coś, co pokaże im, że nic nie jest w stanie Go skrępować. W tym kontekście nagość jest pozytywna! Oznacza brak wstydu i skrępowania. Bo przecież ciuchy wymyślił Bóg. Kiedy? Po grzechu pierworodnym (Rdz 3,21).

A Jezus pozwolił pozwolił poprowadzić się na Mękę, aby nas z niewoli grzechu wyrwać.

 Jezu.

 Spraw, abym zawsze czynił to, co jest w woli Boga, nawet jeśli dla mnie będzie się to wiązało koniecznością poniesienia straty. Wzmacniaj we mnie odwagę. I uwolnij mnie z krepujących moje życie grzechów.