Archiwum kategorii: Na nowo poznać Chrystusa

41. Ostatnia Wieczerza – egoizm, Chleb i Kielich – Mk 14,12-25

Wchodzimy w dzień Ostatniej Wieczerzy, a więc w czwartek. Znów trochę dłużej zatrzymamy się nad tym dniem.

Rozpoczyna się Pascha Jezusa.

Jesteśmy w dniu, który w związku z tym, iż poprzedzał dzień Paschy, nazywany był dniem Przygotowania. Wieczorem tego dnia świętuje się tak, jak czynili to Żydzi przed wyjściem z Egiptu (Księga wyjścia, rozdziały 11-12). Sens paschalny jest tu bardzo ważny.

Markowy Jezus jest do końca królewski. Nawet, gdy wysyła uczniów, mówi im, by zapytali w Jego imieniu: Pu estin to kataluma mu hopu to pascha meta ton matheton mu fago? – Gdzie jest kwatera MA, gdzie Paschę z uczniami moimi zjadłbym?

JEGO kwatera.

Tylko Król mógłby w cudzym domu szukać swojej kwatery!

Znaleźli kwaterę i przygotowali Paschę.

A Jezus jest do końca Panem sytuacji. Judasz jeszcze Go nie wydał, choć zamiar już powziął i Jezus go ujawnia. I nic uczniowie nie robią! Jan Ewangelista pisze, że tylko On, Umiłowany Uczeń spoczywający na piersi Jezusa wiedział, kto jest zdrajcą (J 13, 21-30). Marek jednak pisze coś, co jest dość ważne: wszyscy pytają: „Czyżbym JA?”. O wiele bardziej martwią się o SWOJE dobre imię, niż o Jezusa Chrystusa – swego Pana. I w tym swoim zapatrzeniu w siebie, w myśleniu o sobie – nie zauważają momentu, gdy Jezus w sposób konkretny wskazuje zdrajcę: „ten, który ze Mną rękę zanurza w misie”.

Wydawanie Jezusa nie zakończyło się na osobie Judasza. Wystarczy tylko się rozejrzeć, by zobaczyć, jak wielu ludzi Kościoła zdradza Jezusa w swoim życiu, wyrzekając się Jego królowania, a stawiając siebie w centrum własnego życia.

To nie jest łatwe pozwolić Jezusowi królować! Ale trzeba chcieć Mu pozwolić. Resztę On zrobi za nas.

Pascha i niezakwaszony chleb udręczenia Jezus bierze w swoje ręce i łamie go mówiąc: „To jest Ciało moje”. Kielich, który w Biblii jest symbolem zarówno błogosławieństwa, jak i goryczy grzechów i przewinień Izraela, symbolem sprawiedliwego gniewu Boga na tych, którzy nie wypełniają Jego przykazań, Jezus uniósł i rzekł: „To jest Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana”.

Ps 116, w którym padają słowa: „Podniosę kielich zbawienia i wezwę imienia Pańskiego”, był odmawiany jako błogosławieństwo nad kielichem (tzw. Wielkie Hallelu).

Jezus wnika w nasze udręczenia, udręczenia naszego życia, wypełnia je sobą i pozwala się połamać. Czy ja pozwalam na to, by mnie łamano? Czy pozwalam łamać moje życie? Moje plany, moje koncepcje. Pozwalam na to?

Jezus na to pozwolił. I On tak doskonale podniósł kielich gniewu Boga, że ten kielich prawdziwie dla nas stał się kielichem zbawienia. Dlaczego? Bo Jezus cały gniew, który był w pełni sprawiedliwy i uzasadniony, wziął na Siebie. Wypił kielich goryczy naszych grzechów do końca, do dna, czyli nawet te najgorsze odmęty. Wszystko wziął na Siebie. Za nas. Zamiast nas.

I Jezus nieustannie jest dla nas zbawieniem, bo pozwala się łamać na każdej Eucharystii i rozdzielać kielich Krwi Nowego Przymierza.

Co my musimy zrobić?

Nic, prócz brania i jedzenia, brania i picia. Resztę On, Jezus, uczyni, jeśli tylko my Go przyjmiemy.

Pan przemieni nasze życia i sprawi, że nawet wtedy, gdy ktoś będzie łamał nasze życie, On nas będzie zbawiał, dzięki czemu łatwiej będzie nam przejść przez trudne doświadczenia wyzwalania z niewoli Faraona (czyli z niewoli grzechu, egoizmu, itd.).  On nas przeprowadzi przez Morze Czerwone naszej niemocy i nie pozwoli, byśmy stracili honor. Ale ten prawdziwy honor – honor bycia dzieckiem Boga.

 Jezu.

 Nie chcę się skupiać na sobie, ale całym sobą być skupionym na Tobie. Proszę, pozwól mi na to. Daj mi Panie siły i dodaj odwagi. Pomóż mi wypełniać moje życie Tobą, szczególnie wtedy, gdy przyjmuję Ciebie w Eucharystii. Wypełniaj Tobą nędzę mojego życia i zbawiaj mnie, Panie, bo tylko Ty jesteś moją wolnością i moim zbawieniem. Wiem, że nie opuszczasz mnie. Amen.

40. Po której stronie staniesz? – Mk 14, 1-11

Środa.

Jezus jest w domu Szymona Trędowatego w Betanii. I do tego domu przychodzi kobieta (według Łukasza – grzesznica; według Jana – siostra Łazarza i Marii, czyli Magdalena, a Marek i Mateusz mówią o niej po prostu: kobieta), która przyniosła ze sobą alabastron muru nardu pistiches polutelus – alabaster pachnidła nardu prawdziwego wiele wyszukanego. Rozbija (dosłownie: kruszy) flakonik i wylewa olejek na głowę Jezusa.

Olejek ten jest wart 300 denarów (a nawet więcej), czyli tyle, ile zarabia pracownik najemny w ciągu roku (denar za dzień)! Dlatego niektórzy są oburzeni! Można było w ich myśleniu sprzedać olejek i pieniądze rozdać ubogim! Szlachetny cel!

Ale Jezus broni tej kobiety: „Zostawcie ją, czemu sprawiacie jej przykrość?”. Ona spełnia dobry uczynek względem Jezusa. Dlaczego? Bo Jezus jest najuboższą osobą siata – stał się człowiekiem i wszystko oddał, nawet życie. W obliczu męki, która ma ponieść, Jezus jest najuboższy. Bo On już nie ma nic. Ubogi ma jeszcze życie (ja wiem, że być może jest to życie tragiczne, beznadziejne, ale jednak – życie). Jezus nawet tego nie ma. Wkrótce odbędzie się Jego pogrzeb.

On traci wszystko, tajemnica kobieta traci też wszystko (roczny zarobek!), tak, jak uboga wdowa straciła wszystko.

Wiara w Jezusa jest wiarą tracenia w myśleniu ludzi, ale zysku w myśleniu Jezusa.

Judasz takiego stylu życia nie chciał przyjąć i apelthon pros tus archiereis hina auton paradois autois – odszedł do arcykapłanów, aby Go im wydać.

Użyty tutaj przez Marka czasownik grecki aperchomai wyraża więcej, niż tylko samo pójście. Jako czasownik złożony z „apo” i „erchoma” może wskazywać nie tylko na docelowość, czyli udanie się do arcykapłanów aby osiągnąć zamierzony cel, ale także odejście od „grupy” Dwunastu i przejście do grupy arcykapłanów, czyli na ich stronę.

Potwierdzają to słowa Ewangelisty o Judaszu: „odtąd szukał dogodnej sposobności, jak by Go wydać”, które są bliźniaczo podobne do słów o arcykapłanach i uczonych w Piśmie, którzy „szukali sposobu, jak by Jezusa podstępem ująć i zabić”. Do tego Judaszowi zostają przyrzeczone pieniądze, zapewniony zysk, czyli to, co jest obce Jezusowi, który traci wszystko.

Judasz przeszedł na drugą stronę. Stanął w kontrze do Jezusa. Jak napisze Ewangelista Jan o Judaszu (co prawda w opisując czwartkową ucztę): „On [Judasz] więc po spożyciu kawałka [chleba] zaraz wyszedł. A była noc” (J 13, 30). Tak, jak ci, którzy zwracali się na zachód, ku ciemności, a nie w stronę wchodu, gdzie był Jezus – Światłość świata.

 Panie Jezu.

 Proszę Cię o łaskę wierności wobec Ciebie. Nie pozwól mi odejść od Ciebie i stanąć w obozie Twoich nieprzyjaciół, którzy zaślepieni są rządzą zysku i żyją w ciemności, nieustannym mroku. Pomagaj mi tracić. Uczyń mnie wolnym od chęci zysku. Proszę. Amen.

39. O sprawach trzech słów kilka, czyli: nigdy nie odwracaj się plecami do Lwa! – Mk 13, 1-37

Już czwarty dzień rozważamy to, co wydarzyło się we wtorek przed męką Jezusa. To bardzo dobrze! Jest w tym dniu wiele treści przekazanej przez Jezusa, który w dzisiejszym fragmencie wychodzi ze Świątyni.

Pozwolę sobie przejść przez perykopę po kolei, choć pewne tematy potraktuję jako bloki tematyczne, a więc: Świątynia, prześladowanie uczniów, przyjście Chrystusa.

Jesteśmy w 13 rozdziale.  Jezus opuszcza Świątynie i siada naprzeciwko niej, na Górze Oliwnej, żeby przepowiedzieć odrzucenie i zagładę nie tylko jałowej Świątyni (jaskinia zbójców,  a nie dom modlitwy), ale też Jerozolimy, a nawet świata.  Język budujący przestrzeń opisu jest bardzo wymowny i nieprzypadkowy:

„Wychodził ze Świątyni” – Mk 13, 1;

„Siedział naprzeciw Świątyni” – Mk 13, 3.

Jaka jest tego wymowa?

Żeby dobrze ten opis zrozumieć,  trzeba jedną rzecz uściślić: Jezus nie tyle siedzi „naprzeciw Światyni” (co sugeruje, że ma przed sobą front, a więc główne wejście do Świątyni), co siedzi mając Świątynie PRZED sobą,  ale stoi ona do Niego tyłem.  Ogród Oliwny jest ulokowany ZA miastem, na wschód, tak  jak świątynia jest zorientowana na wschód. Co to znaczy? Że osoba wchodząca do Świątyni szła w stronę wschodu, a za Świątynią był potok Cedron i Góra Oliwna.

Z perspektywy Jezusa Świątynia stoi do Niego tyłem, a więc wejście do niej jest po drugiej stronie, w mieście – Jezus natomiast jest poza miastem. Co Jezus obserwuje? Ludzi, którzy przychodzą do Świątyni i po „załatwieniu” swoich spraw wychodzą z niej, obracając się do Jezusa plecami. Powiem więcej – kierują się na zachód, w mrok. Jezus jest Światłem, które przyszło, jak słońce,  które wschodzi. Gdzie wschodzi?  Na wschodzie! I tam, na wschodzie jest Jezus.  A ludzie „uciekają” przed jasnością w mrok! To pokazuje ich kondycję duchową – chcą mrokiem okryć prawdę o sobie.

Ludzie odrzucili Jezusa, obrócili się do Niego plecami. Jak można skonkludować ten opis? Posłużę się cytatem z Burridge’a: „Ci, którzy odwracają się plecami do lwa, na ogół są pożerani”. Tyle, że w tym przypadku nie są pożerani przez lwa, ale przez własną pychę.  Odrzucili Lwa, który chciał ich ochronić przed nimi samymi.

Jezus mówi uczniom o przesladowaniach,  stwierdzając,  że najważniejsze jest zaufanie Bogu: „nie martwcie się przedtem, co macie mówić”. Dlaczego tak?

Chodzi o to, by nie obmyślać samemu obrony… Oskarżają mnie? Trudno. Ufam Panu! Ufam, bo Jezus mnie zapewnił: „Bo nie wy będziecie mówić,  lecz Duch Święty”. Lecz kiedy tak się stanie? Kiedy ja oprę się na Bogu, w pełnym zaufaniu. Kiedy pozwolę na to, by to On mnie bronił,  a nie ja siebie. Kiedy nie będę paktował z ludźmi,  ale zaufam Bogu i Jego wszechmocy (czyli nie będę kpił z Boga jak król Achaz w Iz 7).

Nie chodzi tu o bycie pasywnym. Opowiadając się po stronie Jezusa jestem zobowiązany zgodzić się na to, że On mnie wybawi z opresji, a ja Mu na to pozwolę.  Nawet, jeśli oskarżenia będą bolesne i kłamliwe – bo przecież wiem, że mój Pan jest potężny i wszechmocny.

No i powtórne przyjście Jezusa.

Wraca temat figowca,  drzewa, które budzi się do życia i które staje się symbolem gotowości na niespodziewane przyjście Pana domu bez względu na porę. Poznajemy po drzewie, że nadchodzi lato. Możemy też poznać czas przyjścia Pana. Zauważcie,  że opis czasu przed Jego powrotem nie napawa nas radością i zadowoleniem, a raczej lękiem, niepewnością,  smutkiem. Będzie naprawdę nieciekawie! Chodzi jednak o to, by pomimo setek sytuacji beznadziejnych i tragicznych MIEĆ NADZIEJĘ! Mieć ją w sobie i ufać Panu, który nadejdzie i zatryumfuje nad światem.  A my musimy być czujnymi i ufni.

Jerozolima zaufała sobie i około 70 roku została zrównana z ziemią przez Rzym. Jezus to zapowiedział w 13, 14-23.

Problem w tym, że mało kto Mu uwierzył…

 Jezu, wierzę Tobie. Pomóż mi zaufać Tobie, 05mój Królu i całym sercem zwrócić się do Ciebie, nawet kosztem odwrócenia się od świata.  Pozwól mi i pomóż mi w zaufaniu oprzeć całe moje życie na Tobie i wyczuwać Twą obecność, abym mógł rozpoznać moment Twego przyjścia.  Amen.

38. Król i uboga wdowa wskazana jako wzór – Mk 12, 35-44

Mesjasz miał pochodzić z królewskiego rodu Dawida, wedle proroctwa z 2Sm 7, 12-16. Mówiono,  że będzie to następca tronu, a więc myślano w prosty sposob: będzie to ktoś taki, jak Dawid, będzie pochodził od Dawida – będzie więc na wskroś ludzki i potężny, jak król Dawid.

Ale wydaje mi się,  że zasadniczy jest tu fragment wskazanego proroctwa z 2Sm 7, 12: „Kiedy wypełnią się twoje dni i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę po tobie potomka twojego…”.

Bóg wzbudzi potomka. Nie Dawid! Pójdę dalej: Dawid tego potomka NIE SPŁODZI! Dlatego właśnie możliwe jest to, że Mesjasz będzie PONAD Dawidem, choć wyjdzie z jego rodu (w tekście z 2Sm: z wnętrzności). Przytoczony przez Jezusa tekst z Ps 110, 1 wskazuje właśnie na takie widzenie tego faktu: „Rzekł Pan do Pana mego”. Psalmy według tradycji napisał król Dawid, który, jak się zdaje, świetnie to wyczuł z danego mu proroctwa.

Oczywiście bibliści by mnie teraz zjedli na śniadanie, bo od razu odczytuje sprawę proroctwa w bardzo szerokim kontekście. Ale ja nie twierdzę,  że Dawid wszystko wiedział i rozumiał. Być może myślał o swoim synu,  Salomonie, kiedy patrzył na niego i przypominał sobie słowa dane mu od Jahwe. Jezus mówił,  że: „Dawid mówi mocą Ducha Świętego”. Mówi. Bo jego mówienie trwa w jego psalmach.  I dzięki temu my możemy rozumieć to, czego on zapewne w ogóle nie rozumiał i możemy wiedzieć to, czego on nie wiedział.

Strój prawdziwie zdobi człowieka,  ale częściej „przykrywa” to, co człowiek ma W sobie. Co z tego, że ktoś ładnie wygląda,  skoro to tylko pozór, przez który uciska bliźnich?

O wiele ważniejsza jest skromność i prawda. Nie mówię o dziadostwie. Mówię o skromności,  a więc o nie robieniu czegoś na pokaz. I o prawdzie – żeby ładnymi ciuszkami nie zakrywać brzydoty swego wnętrza.

Wszyscy do skarbonki wrzucali to, co im zbywało.  A wdowa wrzuciła wszystko to, co miała: dwa pieniążki, a więc jeden grosz. Oddała wszystko, bo w pełni zaufała Bogu, bo oparła się na Nim.

Mogła wrzucić jeden pieniążek,  a drugi zachować „tak na wszelki wypadek”, „tak na czarną godzinę”. Nie zrobiła tego. Oddała wszystko i nie płakała nawet, że nie ma środków do życia. Jak wielka musiała być w niej pokora i jak ogromna ufność.

Myślę,  że tak mógł zachować się ktoś,  kto już doświadczył troskliwości Boga. Musiała juz raz tak uczynić i się nie zawiodła,  dlatego powtarza to wszystko. A może to jest właśnie ten pierwszy raz? Jak wielką trzeba mieć wiarę! Mi samemu jest niełatwo cos takiego uczynić.

Bóg po BOŻEMU zatroszczył się o jej życie, jak wierzę.  Dlaczego? Bo po ludzku „oddała” ona życie (oddała wszystko, co miała, a więc wszystko, co pozwalało jej przeżyć i nie umrzeć z glodu).

Ta uboga wdowa jest więc totalnym zaprzeczeniem postawy bogatego młodzieńca.

I życzę sobie i Wam zaufania wobec Boga na wzór tej kobiety!

 Jezu.

 Naucz mnie pokory i ufności. Pozwól mi i pomóż mi tak ufać Bogu, bym oddawał Mu wszystko, co wydaje się być „moim”, bym oparł się we wszystkim na Bogu. Amen.

37. Miłość – największe przykazanie – Mk 11, 13-34

Trwa wtorek…

Faryzeusze, razem ze zwolennikami Heroda, saduceusze, a także jeden z uczonych w Piśmie. Faryzeusze i zwolennicy Heroda zostali wysłani do Jezusa przez arcykapłanów, uczonych w Piśmie i starszych, w celu podchwycenia Go w mowie. To się nie udaje, choć pięknie udają podziw wobec osoby Jezusa. On od razu zauważa ich obłudę i precyzyjnie rozdziela sprawy światowe od Bożych.

Bóg nie chce moich bogactw. On i tak jest Panem wszystkiego, bo On wszystko stworzył. Oddawać cześć Bogu, to nie dawać Mu to, czego mam wiele. To dać Mu chwałę w tym, że wiem, iż moje życie pochodzi od Niego i kupić go nie mogę.

Saduceusze przyszli po nic. Twierdzili oni, że nie ma zmartwychwstania, bo źle rozumieli zmartwychwstanie. Ono nie będzie polegało na tym, że wszystko wróci tu, na ziemię. Nie… To będzie nowa rzeczywistość, bez grzechu i bez Prawa, które dał Mojżesz, a więc człowiek. Będziemy kontemplować Boga, jak aniołowie i wszyscy będziemy jednością w miłości, bez podziałów, które są skutkiem grzechu. Kiedy człowiek umiera tu, na Ziemi, nie oznacza to, że jego istnienie definitywnie się kończy! Nie! Ono trwa, tak samo, jak trwa istnienie Abrahama, Izaaka i Jakuba, którzy żyli przecież PRZED Mojżeszem.

To jest wielka tajemnica! Żyć, choć się umarło… I oczekiwać zmartwychwstania na sąd ostateczny.

No i w końcu jeden z uczonych w Piśmie. On przychodzi do Jezusa ze szczerym pytaniem, bo widzi, że Jezus ma rację. I zadaje Jezusowi to pytanie, z którym przyszedł. A Jezus odpowiada cytując mu Torę (Pięcioksiąg; Prawo), łącząc Pwt 6, 44 z Kpł 19, 18. Początek brzmi: Shema Izrael! – SŁUCHAJ IZRAELU!

Słuchaj nie twojego własnego głosu, który chwali Ciebie! Słuchaj głosu, który Ci mówi, że PAN jest TWOIM BOGIEM! Nikt, ani nic innego!

Więc kochaj Pana CAŁYM SOBĄ! Bądź w Niego wpatrzony. Kontempluj Go, myśl o Nim. I kochaj bliźniego tak, jak kochasz siebie.

Właśnie! KOCHAĆ SIEBIE!

Bez miłości wobec Boga nie odkryję tego, jak bardzo Bóg mnie kocha. Lecz jeśli  odkryję to, jak bardzo Bóg mnie kocha (a prawdę o tym odkryję, gdy Boga pokocham), to zobaczę siebie jako dziecko Boże. I pokocham siebie, gdyż odkryję godność, jaką Bóg mi dał. Wielką godność! I odkryję wtedy, że każdy człowiek ma taką godność.

Kochać Boga – to pierwsza i najważniejsza sprawa, która rodzi się ze SŁUCHNIA Go. Druga – pokochać siebie takim, jakim się jest: słabym, biednym, niemocnym, bo Bóg troszczy się o mnie mimo tego! On mnie kocha właśnie takiego – do granic bólu i wytrzymałości normalnego, słabego, nic nie mogącego zrobić sam z siebie. Po trzecie: pokochać bliźniego tak jak siebie, a więc także jego słabości, niemoce, jego biedę. W oczach Boga jesteśmy bowiem wszyscy tacy sami.

Kiedy to odkryjesz, patrzenie na bliźniego się zmieni: w oczach Boga ja i Ty jesteśmy dokładnie tacy sami – Jego umiłowanymi dziećmi, które On chce zbawić i dać im życie.

   Panie.

            Pozwól mi usłyszeć Twoje słowa pełne miłości wobec mnie, pomimo moich słabości i ułomności. Pomóż mi odkryć ten bezcenny dar Twojej miłości we mnie i w bliźnich. Proszę. Amen.