Wchodzimy w dzień Ostatniej Wieczerzy, a więc w czwartek. Znów trochę dłużej zatrzymamy się nad tym dniem.
Rozpoczyna się Pascha Jezusa.
Jesteśmy w dniu, który w związku z tym, iż poprzedzał dzień Paschy, nazywany był dniem Przygotowania. Wieczorem tego dnia świętuje się tak, jak czynili to Żydzi przed wyjściem z Egiptu (Księga wyjścia, rozdziały 11-12). Sens paschalny jest tu bardzo ważny.
Markowy Jezus jest do końca królewski. Nawet, gdy wysyła uczniów, mówi im, by zapytali w Jego imieniu: Pu estin to kataluma mu hopu to pascha meta ton matheton mu fago? – Gdzie jest kwatera MA, gdzie Paschę z uczniami moimi zjadłbym?
JEGO kwatera.
Tylko Król mógłby w cudzym domu szukać swojej kwatery!
Znaleźli kwaterę i przygotowali Paschę.
A Jezus jest do końca Panem sytuacji. Judasz jeszcze Go nie wydał, choć zamiar już powziął i Jezus go ujawnia. I nic uczniowie nie robią! Jan Ewangelista pisze, że tylko On, Umiłowany Uczeń spoczywający na piersi Jezusa wiedział, kto jest zdrajcą (J 13, 21-30). Marek jednak pisze coś, co jest dość ważne: wszyscy pytają: „Czyżbym JA?”. O wiele bardziej martwią się o SWOJE dobre imię, niż o Jezusa Chrystusa – swego Pana. I w tym swoim zapatrzeniu w siebie, w myśleniu o sobie – nie zauważają momentu, gdy Jezus w sposób konkretny wskazuje zdrajcę: „ten, który ze Mną rękę zanurza w misie”.
Wydawanie Jezusa nie zakończyło się na osobie Judasza. Wystarczy tylko się rozejrzeć, by zobaczyć, jak wielu ludzi Kościoła zdradza Jezusa w swoim życiu, wyrzekając się Jego królowania, a stawiając siebie w centrum własnego życia.
To nie jest łatwe pozwolić Jezusowi królować! Ale trzeba chcieć Mu pozwolić. Resztę On zrobi za nas.
Pascha i niezakwaszony chleb udręczenia Jezus bierze w swoje ręce i łamie go mówiąc: „To jest Ciało moje”. Kielich, który w Biblii jest symbolem zarówno błogosławieństwa, jak i goryczy grzechów i przewinień Izraela, symbolem sprawiedliwego gniewu Boga na tych, którzy nie wypełniają Jego przykazań, Jezus uniósł i rzekł: „To jest Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana”.
Ps 116, w którym padają słowa: „Podniosę kielich zbawienia i wezwę imienia Pańskiego”, był odmawiany jako błogosławieństwo nad kielichem (tzw. Wielkie Hallelu).
Jezus wnika w nasze udręczenia, udręczenia naszego życia, wypełnia je sobą i pozwala się połamać. Czy ja pozwalam na to, by mnie łamano? Czy pozwalam łamać moje życie? Moje plany, moje koncepcje. Pozwalam na to?
Jezus na to pozwolił. I On tak doskonale podniósł kielich gniewu Boga, że ten kielich prawdziwie dla nas stał się kielichem zbawienia. Dlaczego? Bo Jezus cały gniew, który był w pełni sprawiedliwy i uzasadniony, wziął na Siebie. Wypił kielich goryczy naszych grzechów do końca, do dna, czyli nawet te najgorsze odmęty. Wszystko wziął na Siebie. Za nas. Zamiast nas.
I Jezus nieustannie jest dla nas zbawieniem, bo pozwala się łamać na każdej Eucharystii i rozdzielać kielich Krwi Nowego Przymierza.
Co my musimy zrobić?
Nic, prócz brania i jedzenia, brania i picia. Resztę On, Jezus, uczyni, jeśli tylko my Go przyjmiemy.
Pan przemieni nasze życia i sprawi, że nawet wtedy, gdy ktoś będzie łamał nasze życie, On nas będzie zbawiał, dzięki czemu łatwiej będzie nam przejść przez trudne doświadczenia wyzwalania z niewoli Faraona (czyli z niewoli grzechu, egoizmu, itd.). On nas przeprowadzi przez Morze Czerwone naszej niemocy i nie pozwoli, byśmy stracili honor. Ale ten prawdziwy honor – honor bycia dzieckiem Boga.
Jezu.
Nie chcę się skupiać na sobie, ale całym sobą być skupionym na Tobie. Proszę, pozwól mi na to. Daj mi Panie siły i dodaj odwagi. Pomóż mi wypełniać moje życie Tobą, szczególnie wtedy, gdy przyjmuję Ciebie w Eucharystii. Wypełniaj Tobą nędzę mojego życia i zbawiaj mnie, Panie, bo tylko Ty jesteś moją wolnością i moim zbawieniem. Wiem, że nie opuszczasz mnie. Amen.

