19. Tchórz i już! – Mk 6, 14-29

Mówi się o Jezusie. Usłyszał nawet o Nim król Herod. I nikt nie mógł zrozumieć, kim On jest. 

Jan juz nie żyje, kiedy Marek opisuje jego śmierć. I ten opis jest otwarty przez rozesłanie Dwunastu, a zamknięty przez ich powrót. O powrocie będzie jutro, choć ważne jest zobaczenie tego „tryptyku”. Bo dzięki niemu można zrozumieć, że misja głoszenia Prawdy jest równoznaczna z poniesieniem męczeństwa. Świat nie lubi prawdy. A już najbardziej tej, która dotyka go bezpośrednio. 

Jan nazywa grzech po imieniu. 

Herod chciałby się go pozbyć, ale ma konflikt sumienia – no bo wie, że Jan ma rację. 

Herodiada nie boi się użyć własnej córki do osiągnięcia swoich celów. Nie kieruje się dobrem swojego dziecka, ale własnym – chce zagłuszyć własne sumienie. Nawet kosztem poświęcenia dziecka, jego przyszłości, psychiki, wszystkiego. 

Herod złożył przysięgę. I nie umie się wycofać. Dla honoru godzi się zabić człowieka! 

Herod obiecał, że da dziewczynie to, co ta zechce. Chciała głowę Jana na złotej tacy. Herod posyła kata. 

Kto DAJE dziewczynie głowę Jana na misie? Kat, nie Herod. Herod nie bierze tacy w swoje ręce. Chce uniknąć odpowiedzialności. Zachowuje się tak, jakby nie chciał brać w tym udziału. Wycofuje się. Nakazuje zabić i nie bierze za to odpowiedzialności. 

Ja grzeszę (obmową, plotkarstwem, wyśmiewaniem, oszczerstwami – wymierzając to w bliźnich) i nie chcę później ponosić za to odpowiedzialności. 

Czy nie jest czasem tak, że gdy ktoś mówi mi prawdę w oczy, bolesną prawdę o mnie, nie chcę go zdyskredytować, zniszczyć? W imię „mojego świętego spokoju”?

Trójjedyny Boże. 

Dawaj mi siłę do stawania w prawdzie o sobie. Nie pozwól mi wykorzystywać innych, może słabszych, do osiągania własnej korzyści. I spraw, o Trójjedyny, bym nie był tchórzem. 

Uchroń mnie od tchórzostwa. Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *