Archiwum kategorii: Na nowo poznać Chrystusa

16. Nie bój się i uwierz – Mk 5, 21-43

Nie bez znaczenia jest fakt, że kobieta cierpiąca na krwotok była w tym batogu dwanaście lat. I nie bez znaczenia jest, że córka Jaira ma dwanaście lat.

Ta konkretna historia – kobiety i dziewczynki, ma nam wiele do przekazania.

12 pokoleń Izraela.

Tyle pokoleń liczył sobie Naród Wybrany. Naród ten, pragnąć żyć, szukał pomocy u wielu ludzi i królów z obcych państw, bo czuł, że upływa z niego życie. I za każdym razem było coraz gorzej… Jak u tej kobiety. Dla Żydów krew, to życie.

Tylko Jezus może wysuszyć źródło upływu życia – grzeszność. Ale jest potrzebna wiara! Izrael musi uwierzyć w Jezusa i chcieć chociaż Go dotknąć. Choćby w tłumie, od tyłu – nie ważne jak. Jezus i tak będzie szukał tych, którzy Go dotknęli, by móc na nich spojrzeć i powiedzieć: „Córko/Synu/Dziecko – twoja wiara cię ocaliła”.

Do Jaira Jezus mówi: Me fobu, monon pisteue! – Nie bój się, jedynie wierz. Jedynie wierz!

Niedawno uczniom na ładzi brakło wiary, nie mieli jej. Teraz dwa konkretne zdania: „twoja wiara cię ocaliła…” i „jedynie wierz”.

Wiara.

Jakże ważna jest wiara w to, że nawet w obliczu totalnej beznadziei, kiedy wszyscy mówią, że się nie uda, że to już koniec, że przegrałeś – Bóg może uczynić WSZYSTKO! Uwierz w to!! Uwierz, że On MA MOC! On jest WSZECHMOGĄCY! On może WSZYSTKO!

Córka Jaira ma dwanaście lat. Umarła. W oczach wszystkich ludzi ona nie życie!

Izrael umarł.

Kai kratesas tes cheiros tu paidiu legei aute: Thalita cum! – I chwyciwszy silnie rękę dziacka, mówi jej: Talitha cum! Mówię Ci dziewczynko wstań – WSTAŃ!

Wstań, bo mocno trzymam Twoją dłoń – mówi Jezus. Masz siłę! Ja ci ją daję!

Bóg, Twój Ojciec w Niebie, nie mógł patrzeć na Twoją śmierć i posłał Jezusa, by ten wyciągnął ciebie ze śmierci! Syn Ojca wydobywa nas z otchłani, bagna, gnoju, dna śmierci! I nie przeraża Go, Jezusa, że będzie musiał umrzeć. On jest gotowy to uczynić, byleby tylko zejść na dno naszej ludzkiej egzystencji. Na dno!

Nie ważne, w jakiej jestem otchłani, czy też na jakim dnie. Nie ważne, czy umieram, czy już umarłem w oczach ludzi. Nie ważne!

Bóg Ojciec posyła mi ratunek – swojego Syna. Ten Syn ma moc wydobyć mnie z dołu zagłady, I czyni to.

Me fobu, monon pisteue!!

   Ojcze.

            Wierzę, że Twój Syn może mnie uratować ze śmierci. Wierzę, że choć jestem najmniejszy ze wszystkich, że choć dotknąłem dna, albo jestem bliski upadku, On o mnie nie zapomni. On będzie o mnie walczył – wierzę w to Ojcze.

            Ojcze, dziękuję Ci za to, że nie jestem Tobie obojętny, i że robisz wszystko, by mnie uratować, nawet tak wielkim kosztem, jak ofiarowanie Syna na śmierć.

            Tato, przepraszam…

            Ty wiesz, za co.

            I proszę. O życie. Amen.

15. By pragnąć żyć mimo otaczającego mnie zła – Mk 5, 1-20

To ciekawe, że anthropos en pneumati akatharto – człowiek w duchu nieczystym, wychodzi Jezusowi naprzeciw. Dlaczego? Bo naprzeciw wychodzi zazwyczaj przedstawiciel wspólnoty, rodziny, albo jakiejś społeczności. Tu, w kraju Gerazeńczyków, przedstawicielem witającym jest człowiek sponiewierany przez Legion. Opis tego człowieka aż krzyczy bólem! Dlaczego?

Bo nikt nie mógł go powstrzymać. Przed czym? Łaził między grobami kai katakopton heauton lithois – i tłukąc siebie kamieniami, wrzeszczał, krzyczał. Nie tylko „tłukł się”, bo można „tłuc się w kuchni”, „tłuc się w pokoju”. A on SIEBIE TŁUKŁ KAMIENIAMI!! Człowiek, który nienawidził swojego własnego życia, człowieczeństwa, czy jakkolwiek inaczej… Sam sobie zadaje krzywdę, ból, rani sam siebie.

I łazi miedzy tymi grobami, jakby chciał leżeć właśnie tam, między nimi. Jak bardzo trzeba nienawidzić własnego życia!

I świnie.

Żydzi uważali świnie za zwierzęta nieczyste, a pasterze świń w oczach Żydów byli gorzej niż grzesznikami. Nie byli to ludzie godni pogardy. To byli ludzie wyzuci z człowieczeństwa, z dobrych obyczajów. Pasterz świń, to ktoś, kto dotknął moralnego dna. Takiemu człowiekowi, w oczach Żydów, blisko było do szatana…

Kiedy Jezus wyrzuca Legion, pozwalając im wejść w świnie, to świnie biegną ku przepaści i toną w jeziorze. Autor wtedy opisuje pasterzy i reakcję ludzi. Po co?

Bo kiedy opis wraca do Jezusa i człowieka, który wyszedł Mu naprzeciw, czytamy, że człowiek ten siedzi ubrany i przy zdrowych zmysłach. Kto go ubrał? Myślę, że Jezus. Jezus nie wystawił jego intymności na pośmiewisko. Jezus zadbał o tego człowieka.

Grzech nieczystości prowadzi do tego, że zaczynam siebie nienawidzić. Dopadają mnie wyrzuty umienia, oskarżam siebie. Taki człowiek kocha życie w przyjemnościach, a równocześnie nienawidzi takiego życia. Tragedia polega na tym, że życie bez przyjemności też nie jest dla niego życiem! I choćby nawet otoczył się ludźmi o podobnych „zainteresowaniach” i kondycji moralnej – nic mu nie pomoże! Dopadnie go w końcu wszystko – cały Legion zła, który chce upokorzyć człowieka do końca.

I możesz się nawet okaleczać.

Nikt, prócz Jezusa, ci nie pomoże!

Tylko On ma moc ubrać Ciebie na nowo w godność człowieka i uleczyć Twoje zmysły, Twoje myśli. TYLKO ON!

W tym człowieku jednak było coś, czego nigdy nie może nam zabraknąć – chęć życia. Kiedy Legion włazi w świnie, pędzą one ku przepaści i giną. Tego nie udało się zrobić z tym człowiekiem! Ten człowiek, choć żył między trupami, choć przez złego ducha, ducha nieczystości, znienawidził swoje życie – nie potrafił sobie życia odebrać! Dlaczego? Bo tylko szatan nienawidzi życia. Ten człowiek jednak wyszedł naprzeciw Jezusa. Nie Legion. Marek pisze bardzo konkretnie – człowiek. A to, że w duchu nieczystym, to już inna sprawa. Najpierw człowiek. Ten człowiek jest W DUCHU NIECZYTYM, a nie duch nieczysty w nim. To zasadnicza różnica. Ten człowiek nie do końca poddał się złu! Zło nie weszło W NIEGO do końca. Pozostało w nim coś ludzkiego, co nie miało w sobie zła, choć było otoczone złem.

I nawet jeśli byłoby wstyd nam wrócić do domu, to mamy to uczynić i opowiadać o wszystkim, co Bóg dla nas uczynił. Nawet, jeśli wydaje się nam, że tak bardzo się ośmieszyliśmy, że już nie ma dla nas szansy. Ona zawsze jest. Zawsze do końca. Bo Jezus w naszych upadkach potrafi ukazać zwycięską siłę miłości. Jego MIŁOŚCI.

Jezu.

            Cały Legion grzechów tak często odbiera mi godność bycia człowiekiem czystym, zdrowym, szczęśliwym. Przywróć mi, Panie, godność. Uzdrów mnie z nieczystości, zatroszcz się o mnie Ty, mój Boże! Amen.

14. Jeszcze nie macie wiary? – Mk 4, 35-41

Żydzi wierzyli, że w wodach (nie tylko Jordanu) zamieszkuje demon, którego nazywali Lewiatanem. I wiedzieli, ze wobec niego są bezradni. Tylko Bóg mógł pokonać Lewiatana – demona z wieloma łbami (Ps 74, 14).

A uczniowie Jezusa, doświadczeni rybacy, przerażeni gwałtownym wichrem, zapominają z Kim płyną. Tak przynajmniej zawsze myślałem – no bo przecież kto, jak nie Apostołowie, od zawsze mieli niezachwianą wiarę?

No właśnie… Nie do końca sprawa ich wiary jest tak kolorowa.

Jezus stanął w łodzi, zgromił wicher, a do jeziora rzekł: Siopa! Pefimoso! – Milcz! Załóż sobie kaganiec. Jezus ucisza demona. Ucisza Lewiatana.

Kai ekopasen ho anemoc kai egeneto galene megale – I uciszył się wiatr i stała się wielka cisza.

Wielka cisza.

Przez tę krótką chwilę nawet umysły uczniów jak gdyby przestały myśleć. Wielka cisza. Głęboka cisza.

I dało się słyszeć słowa Jezusa: Ti deiloi este? Upo echete pistin? – Dlaczego trwożliwi jesteście? Jeszcze nie macie wiary?

Ryk Lwa uciszył wszystko dookoła.

Stoję twarzą w twarz z Nim, czyli z osobą posiadającą nie tylko moc, ale POTĘGĘ.

Wierzę?

Tłumaczenie Tysiąclatki nie jest złe, ale myślę, że zamiast zarzutu: „Jakże brak wam wiary!”, w obliczu tego, co się dokonało już wcześniej i co się dokonuje, lepiej brzmi pytanie: „Jeszcze nie macie wiary?”. W greckim tekście nie ma znaków interpunkcyjnych i często pisany był nawet bez przerwy między wyrazami, bo materiał, na którym pisano, był kosztowny i w taki sposób oszczędzano miejsce. Musimy więc niekiedy interpretować sami niektóre słowa, zdania. Ważny jest kontekst.

I tu kontekst, w moim odczuciu, rodzi pytanie, które równocześnie jest wielkim wyrzutem wobec uczniów.

„Jeszcze nie macie wiary?” – słyszysz to pytanie?

Jezus ma władzę nad zwierzętami, aniołami, demonami, chorobami… A uczniowie się bali, że zginą. Teraz pokazał swą władzę nad naturą! A uczniowie myślą sobie: „Kim On jest właściwie…?”.

Zderzyli się z prawdą o Jezusie! Ewidentnie! „Ty [Boże] zmiażdżyłeś łby Lewiatana…” (Ps 74, 14a). I co? I zastanawiają się, kim jest Jezus.

Czy nie jest tak, że ja interpretuję Jezusa po swojemu? Sprowadzam Go do mojego wygładzonego wyobrażenia? Że traktuję Go jak maszynkę do spełniania życzeń? Moich życzeń? Czy w ogóle zastanawiam się nad tym, KIM ON JEST DLA MNIE?

Czy ja mam w sobie tak naprawdę wiarę? Czy ja w ogóle wierzę w Jezusa? Tak naprawdę? Tak z całych sił? Definitywnie?

Czy wierzę w to, że On jest POTĘŻNYM BOGIEM?

Jezu pozwól mi doświadczyć głębokiej ciszy, w której spotkam Ciebie i usłyszę to niełatwe pytanie: Jeszcze nie masz wiary? Ucisz łby Lewiatana, które chcą zatopić łódź mego życia w odmętach rozpaczy i strachu. Ucisz Panie moje serce! I daj mi wiarę w to, że nawet podczas największych burz, Ty jesteś ze mną. Jeśli moje życie prawdziwie będzie narażone, Ty obudzisz się i uratujesz mnie.

Dziękuję Ci za to, że jesteś. Chcę, byś mógł odpocząć w mojej łodzi. Przepraszam, ze tak często Cię budzę. Naucz mnie ufności wobec Ciebie. Wiary w Twoją cichą obecność. Amen.

13. By On był wszystkim – Mk 4, 21-34

O czym Jezus naucza w tych przypowieściach?

Jest On Słowem Wcielonym, który będąc Siewcą, sieje Słowo. W naszym świecie sieje Siebie samego.

Tekst grecki pyta: „meti erchetai ho lychnos…” – czy przychodzi lampka… by ją schować pod korcem? A więc oryginał mówi o świetle, że ono przychodzi (u nas oddane przez „wnosi się”, co akcentuje osobę wnoszącą, natomiast w greckim tekście sprawa wygląda inaczej, bo światło przychodzi) i należy je umieścić na świeczniku. Kiedy przychodzi do mnie Jezus, Światłość Świata (J 8, 12), to przychodzi do mnie, abym ja był dla Niego świecznikiem. Mam lśnić Jego blaskiem, nie swoim. I nie wolno mi tego światła ukryć. Muszę mu pozwolić na to by był najważniejszy. Ale to ja muszę na to się zgodzić i to uczynić.

Czasami wydaje mi się, że mam wielką wartość sam z siebie. To tak, jakby świecznik bez świecy uważał, że świeci. Nie świeci! Jeżeli uważam, że lśnię dzięki własnym zasługom, to się mylę. I kiedy przyjdzie sąd, a przyjdzie, wtedy nie będę miał ani tego, co mi się wydaje, ani niczego innego. Ale jeśli będę pamiętał, że jestem świecznikiem, i że świecę światłem Boga, to Bóg udzieli mi tego, czego sam z siebie nigdy nie będę miał. Życia. Życia wiecznego.

Benedykt XVI stwierdził w swojej książce „Jezus z Nazaretu”, że to Jezus jest Królestwem Bożym. Chodzi więc o to, by to On wzrastał w naszym świecie, by lśnił blaskiem chwały pośród nas i by dla nas stał się schronieniem. My musimy być glebą, musimy pozwolić na to, by być glebą, na której On będzie sadził Siebie. Musimy być świecznikiem, na którym będzie świecił On. Musimy więc służyć Mu. Być sługą dla Niego.

Czy zgodzę się na to, by nawet jeśli ktoś przyjdzie do mnie, nie spotkał mnie, ale Jego? Czy umiem pokornie świecić Jego, nie swoim, światłem? Czy zgodzę się, by zachwyceni Jego plonami ludzie deptali po mnie, glebie?

Czy zgodzę się na to, by On był najważniejszy?

By był dla mnie wszystkim?

Jezu.

 Wlej we mnie łaskę pokornego uniżenia, abym potrafił zrezygnować ze wszystkiego, co moje, byś Ty mógł być wszystkim moim. Daj mi także łaskę cierpliwości, bym umiał czekać na plony w moim życiu kosztem nawet podeptania. Pozwól mi zaświecić Twoim światłem. Uczyń mnie Twoi świecznikiem. Wiem, że przyjdziesz. Czekam. Amen.

12. Gleba – Mk 4, 1-20

Co jest piękne w przypowieści o Jezusie Chrystusie? Bo to On jest Siewcą, który sieje Słowo Boże. Ba! On jest Słowem Wcielonym Ojca, posłanym by zasiać słowo.

Piękne jest to, że pozwala ziarnom słowa paść na każdą glebę. Nie wybiera tylko tej dobrej, lepszej, żyznej, która na pewno wyda plon. Wybiera każda i każdej daje szansę.
To sianie słowa dotyka głębi naszego bycia, naszego jestestwa, głębi serca. Bo gleba jest podłożem, na którym wzrasta ziarno. Jaką glebą jestem?

Zadałem Wam pytanie w Legnickim Polu: „Jaki ogród masz w sercu?”. Dziś pytam: jaką jesteś glebą?

Ja chyba tą glebą z cierniami. Już kiedyś w Piśmie Świętym zaznaczyłem ten fragment i napisałem obok: „Ja?”.

Chyba tak.

Jezus naucza.

Ode mnie zależy to, czy będę widział, rozumiał, nawracał się i czy pozwolę Bogu, aby odpuścił mi winy. Kiedy? Kiedy zacznę słuchać. Kiedy zacznę przyjmować Słowo, które czasami będzie dla mnie trudne, bolesne, zbyt realistyczne, nazbyt raniące. Ale coś musi się we mnie zmienić, a to nie ja mam moc dokonać w sobie przemiany. To On ma moc.

Czy otworzę serce dla Słowa?

Czy przyjmę Pana?

Jezu. 
Dziękuję Ci za to, że Twoje ziarna padają także na taką glebę, jaką ja sam jestem – nieopłacalną, mało urodzajną. Proszę – oczyść mnie z tego, co ogranicza Twój wzrost we mnie. Uczyń mnie glebą żyzną, wydającą plony nie dzięki swoim zasługom, ale dzięki Twemu przebaczeniu i Twojemu zbawieniu. Tylko Ty możesz to uczynić.  Ja w to mocno wierzę. Amen.