Jak być piękniejszym?

Jeśli zastanowić się nad tym, dlaczego człowiek jest piękny i kiedy staje się piękniejszy, można dotrzeć do przekonania, że zawdzięczamy ową piękność miłości. Im bardziej kochamy, tym bardziej piękni jesteśmy.

Święty Franciszek z Asyżu powiedział kiedyś: „Kochajmy Miłość, bo Miłość nie jest kochana!”. Bóg jest Miłością. Jeśli Bóg jest miłością, to wezwanie Franciszka tyczy się własnie Jego – Boga. Kochajmy Boga, bo nie jest On kochany.

Równocześnie – im bardziej Go kochamy, tym bardziej stajemy się Piękni. Warto więc kochać!

Nasz Bóg, to Bóg pełen MIŁOŚCI!

            Nie wszyscy chrześcijanie mają świadomość tego, jak bardzo Bóg kocha wszystkich ludzi i jak wiele jest gotów uczynić z miłości dla nich. Rok Wiary powinien pomóc nam w pogłębieniu jej. Jednak wiara bez miłości nie może się ostać. Miłość jest jej fundamentem.

            „Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bój jest miłością” (1J 4,8) napisał Jan Ewangelista w swoim liście. Prawda niezaprzeczalna. Z tej miłości stworzył wszechświat, stworzył nas i wszystko to, co nas otacza. Oddał za nas życie, pozostawił nam samego Siebie i wciąż ożywia nas swoją wszechmocą. Chciałbym zabrać was, drodzy czytelnicy, na niedługi spacer po ogrodach miłości Boga.

 

  1. Miłość Boga Stwórcy.

Wielka miłość Boga objawia się w akcie stworzenia. On, który Jest miłością, chce kochać, dać istnienie. Chce w swojej wszechmocy dać początek istnienia, aby jak najpełniej realizować się w miłości i ofiarować miłość, aby przez to samemu móc być kochanym.

Tworzy więc wszechświat i nas. Starotestamentalny opis stworzenia świata, który znajduje się w „Księdze Rodzaju” podaje, w symbolice dni, proces tworzenia istnienia. Bóg, pełen miłości, tworzy, daje początek. Kiedy stworzył już świat, umieścił w nim człowieka, którego „Stworzył (…) na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę (…)” [Rdz 1, 27]. To stworzonemu mężczyźnie oddaje wszystko, całą ziemię, wszystkie stworzenia. Jednak aby miłości na ziemi stało się zadość, Bóg postanawia: „<<Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc>>” [Rdz 2, 17] i tworzy z żebra mężczyzny niewiastę.

Bóg w pełni swojej miłości oddaje wszystko człowiekowi i co więcej, sprawia, że człowiek może kochać także inne istoty. Nie tylko zwierzęta, ale i tą, która „jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!” jak powie Adam o Ewie [Rdz 2, 23]. Człowiek ma możliwość kochania drugiego człowieka, co jest wielkim dla nas darem od Boga.

Jednak całe to piękno kończy się wraz z grzechem pierworodnym. Szatan wykrzywia obraz Boga w ludzkim sercu i powoduje upadek człowieka. Upadek ten jest konsekwencją zwątpienia w szczerą miłość Boga.

2. Miłość Boga Przymierza.

Bóg jest tak bardzo miłosierny, że chce nam zawsze wybaczać. Najprostszy tego przykład to fakt, że pomimo grzechu pierworodnego, On dalej chce nas kochać, dalej traktować nas jak swoje dzieci. Pomimo wielkiej grzeszności człowieka Bóg chce naszego powrotu, naszego zbawienia.

Zawiązuje więc z nami Swoje Przymierze. Pierwsze z Noem po potopie, kiedy to powie do niego: „<<Upomnę się też  u człowieka o życie człowieka i u każdego – o życie brata. Jeśli kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego>>” [Rdz 9, 5-6]. To żądanie o przelanie krwi, moim zdaniem miało na celu wystraszenie ludzkości i zmusić w jakiś sposób człowieka do zastanowienia się przed popełnieniem morderstwa. Czy człowiek jednak przestał zabijać?

Gdybyśmy przejrzeli dokładnie kolejne Księgi Starego Testamentu, ujrzelibyśmy, że oto Bóg nawiązuje kolejne Przymierza. Po Noem jest Abraham, po nim Mojżesz aż w końcu Dawid. Sprawa się komplikuje. Bóg musi coraz więcej znaków ostrzegawczych i drogowskazów stawiać na drodze ludzkości. Najpierw Bóg obiecuje Abrahamowi, że jego potomkowie będą mieli własny kraj. Następnie zawiera przymierze na  Synaju z Mojżeszem. Daje ludzkości Dekalog (czyli dziesięć przykazań o czymś, co jest przecież naturalne: Bóg chce miłości wobec siebie i bliźnich!). Jednak wiele spraw zaczyna konkretyzować, stąd tak wiele przepisów Prawa danych Mojżeszowi. Aż w końcu Bóg zapowiada Dawidowi: „<<Kiedy wypełnią się Twoje dni (…), wtedy wzbudzę po tobie potomka twojego (…) i utwierdzę jego królestwo>>” [2Sam, 7,12]. Bóg zapowiada przyjście swojego Syna [2Sam 7, 14]. Ludzkość bowiem tak bardzo zapędza się w swoich grzechach, że okazuje się, iż nie ma innego wyjścia, jak ofiarowanie się Boga. Jakie ofiarowanie? Pełne. Pełnia zaś ofiarowania objawia się na krzyżu.

3. Miłość Boga – Człowieka.

Odrzucony Bóg rodzi się w ludzkim ciele w stajni w Betlejem. Bez fanfar, bez tłumu ludzi, bez bogatego stroju. Nagi, bezbronny i w żłobie. Widzę tutaj coś w rodzaju pierwotnego stanu szczęścia Raju. Bóg nagi na sianie – Adam nagi w Edenie. Maryja i Józef stają się przykładem pełnej ufności wobec Boga, czyli tego, co odrzucili Ewa i Adam.

Co więcej – Jezus zawsze jest odrzucany przez człowieka. Ludzkość odrzuca go, kiedy przychodzi w ludzkim ciele [Łk 2, 7], odrzuca Jego naukę, szemra przeciwko niemu i chce go zgładzić [Łk 19,47] aż w końcu pada to najgorsze stwierdzenie: „Na krzyż z Nim!” [Mt 27, 23].

Bóg jednak wciąż kocha.

Przypomnijmy sobie słowa przymierza Boga z Noem. „Jeśli ktoś przeleje krew…”. Pełnia złamania tego przymierza to śmierć Jezusa, kiedy to ci, którzy krzyczą: „Ukrzyżuj! Ukrzyżuj!” [J 19, 6] mówią następnie: „My mamy Prawo, a według Prawa powinien On umrzeć” [J 19, 7] wcześniej powiedzieli „Nam nie wolno nikogo zabić” [J 18, 31]. Oskarżyciele chcą śmierci Jezusa, ale także nie chcą ponosić winy za Jego śmierć. Próbują się wybronić. Jednak zapędzają się w swoich krzykach i wtedy pada to znamienne zdanie: „Krew Jego na nas i na dzieci nasze” [Mt 27, 25].

Ludzkość zabija Tego, Który całe swoje nauczanie i cuda opierał na miłości. Bo przecież uzdrawia wielu ludzi, między innymi chromego nad sadzawką [J 5, 1-18], paralityka [Łk 5, 17-26], kobietę cierpiącą na krwotok [Mk 5, 21-34] i wielu, wielu innych. Jezus uczy o obowiązku przebaczenia [Łk 17, 3-4], uczy, jak ważna jest pokorna służba [Łk 17, 7-10].

Kiedy uczył w przypowieści o zabłąkanej owcy poszukiwanej przez pasterza [Łk 15, 1-7], sam o Sobie powie: „Ja jestem dobrym pasterzem” i doda: „Dobry Pasterz daje życie swoje za owce” [J 10, 11]. W przykazaniu miłości, danym nam przez Jezusa, mieszczą się wszystkie przykazania dane Mojżeszowi. Jest to streszczenie pełni przesłania Boga z Góry Synaj. Ponowne wezwanie do miłości. Czy jakikolwiek pasterz odda życie za owce, których nie kocha? „Nikt nie ma większej miłości” powie Jezus „od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” [J 15, 13] i doda: „Wy jesteście moimi przyjaciółmi” [J 15, 14].

Pełnia grzeszności ludzi ukazuje się w tym samym momencie, kiedy objawia się pełnia miłości Boga. Jezus oddaje swoje życie za nas! Przybity do krzyża, cały pobity, ubiczowany, wyszydzony i upokorzony oddaje swego Ducha w ręce Ojca [Łk 23, 46]. Tak, jak ogołocony był przychodząc, tak tez ogołocony pozostał odchodząc. W pełni swojej miłości.

4. Miłość Boga Nowego Przymierza.

Nowe przymierze zostało przypieczętowane śmiercią Jezusa, Jego przelaną Krwią i ofiarowanym Ciałem. Lecz Jezus zmartwychwstał, wstąpił do Nieba i króluje [por. 1 Kor 15, 3-4].

Pozostawił nam jednak najwspanialszy dar, coś, co w sumie nie mieści się w naszych głowach. Coś, czego nie zrozumiemy bez wiary i miłości w sercach. Jezus powiedział wszak do uczniów: „To czyńcie na moją pamiątkę” [Łk 22, 19]. Co mieli czynić? Mieli brać w swoje ręce chleb i kielich z winem, błogosławić je i powtarzać za nim: „<<To JEST ciało moje (…). To JEST moja krew>>” [Mt 26,26 i 28], aby mógł stać się obecny w swoim Ciele i swojej Krwi wśród nich. Była to ostateczna realizacja złożonej przez Jezusa obietnicy: „<<Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym>>” [J 6, 54]. Bóg daje nam swoje umęczone, ukrzyżowane i zmartwychwstałe Ciało, aby być obecnym namacalnie. Kiedy zostaje uzdrowiona kobieta, która dotyka się Jego szaty [Mk 5, 21-34], Jezus mówi do Niej: „Córko, Twoja WIARA cię uzdrowiła”.

Jej wystarczyło dotknięcie szaty Chrystusa. On natomiast nam, ze względu na swoją niezgłębioną miłość, daje możliwość dotykania nie tylko szaty, ale i swojego Ciała, picia Jego Krwi.

Ten niezmierzony i nieogarnięty Bóg, niepojęty w swoim boskim Istnieniu, miłości i miłosierdziu, staje przed nami, zakryty jedynie cienką warstwą chleba. Nasze zmysły, tak bardzo zwodnicze, nie dostrzegają Go i nigdy nie dostrzegą bez wiary, tak bardzo ważnej i koniecznej.

Wystarczy popatrzeć na ten kruchy kawałek Chleba, naszego pokarmu, na Ciało Jezusa, by dostrzec ponownie to Jego ogołocenie. Zimna świątynia, wielka i monumentalna i On, kruchy i bezbronny ze względu na swoje uniżenie i chęć najgłębszego ukochania człowieka. W naszych czasach, kiedy materializm jest częstym powodem odrzucenia Boga i Jego nauki miłości, na ołtarzu objawia się ponownie On, jako ogołocony z wszelkiego posiadania, w pełni pierwotnego stanu szczęścia. Raj objawia się na naszych oczach na Ołtarzu właśnie.

5. Zakończenie.

Rok Wiary może umocnić naszą wiarę, która wypływa z miłości i z nadziei.

Wydaje mi się, że każdy Chrześcijanin ma świadomość przemijalności. Nadzieja natomiast usposabia nas do ciągłej radości i szczęścia, bo jest odpowiedzią właśnie na miłość i na wiarę. Nasz Bóg jest Bogiem pełnym miłości.

By Miłość była wszystkim…

Kochać i być kochanym to więcej niż żyć. Kochać i wszystko oddać ze względu na miłość to więcej niż heroiczność czynu. Jednak kochać jest tak bardzo ciężko…

„Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13.) – powiedział Jezus do swoich uczniów i dodał: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję” (J 15, 14.). Niesamowicie też brzmią słowa Jezusa: „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce” (J 10, 11.).

Uwielbiam te momenty, kiedy słowa Jezusa wypełniają słowa Starego Testamentu, kiedy wyjaśniają je, sprawiają, że to słowo staje się żywe. „Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego” (Ps 23, 1.) . Jezus jest Panem. Czynić to, co przykazał, to znaczy żyć. A przykazał nam jedną rzecz, najważniejszą… „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mt 22, 37-39).

Wciąż na nowo odkrywam tą rzecz pozornie ukrytą w drugiej części Przykazania Miłości. „Jak siebie samego”. Nie można więc kochać drugiego człowieka, jeśli najpierw nie pokocha się siebie. Najpierw trzeba pokochać swoje słabości, swoją niemoc, wszystkie ograniczenia. Kochać Boga, kochać siebie i wtedy dopiero pokochać drugiego człowieka. Kochać nade wszystko. By miłość była wszystkim…

Beznadziejne zwątpienie…

Już chyba wszyscy wiemy, jak bardzo zła i zdemoralizowana jest młodzież. Sami najgorsi, beznadziejni, niemający własnego zdania, pijacy, ćpuni, onaniści i sodomici. Nie ma nawet jednego dobrego słowa, które można by było o nich powiedzieć. Naprawdę? BZDURA!

Mam dość, naprawdę serdecznie dość, słuchania nieustannie o beznadziejnej młodzieży. Irytuje mnie, kiedy mijam dwie starsze kobiety i słyszę: „no, ta młodzież to straszna jest! Pijacy, ćpuni, SODOMICI! Powinno się wszystkich leczyć! Albo w więzieniach pozamykać! A najlepiej to wytępić!”.

Co najbardziej zbulwersowało mnie w tej wypowiedzi? To, że pani wypowiadająca te słowa codziennie przychodzi o kościoła, widzi młodych lektorów, ministrantów, młodzież, która może i czasem się chowa za filarem – ale jest. Widzi ich. Albo szczerze próbuje udawać, że nie widzi.

W Legnicy,w której mam niewypowiedziany zaszczyt mieszkać, powstała pewna inicjatywa. „Młodzież Tworzy Musical”. Zebrała się grupa młodzieży w wieku od 15. do 26. roku życia i postanowili zrobić musical. I ja miałem zaszczyt w tej grupie się znajdować, bowiem jestem autorem libretta. Ale nie to jest najważniejsze!

Prawie NIKT, kogo ta młodzież poprosiła o pomoc, nie pomógł. Prawie, bo na szczęście są jeszcze takie miejsca jak LSIO (Legnickie Stowarzyszenie Inicjatyw Obywatelskich) i LCK (Legnickie Centrum Kultury). Niemniej, ani prezydent, ani ktokolwiek inny nie pomyślał: oni robią coś DOBREGO!

Wszystko z założenia było odrzucane, bo robi to… Młodzież – ćpuni, alkoholicy, generalnie sami najgorsi. Beznadziejni, bez przyszłości, tylko piwsko im w głowie – to po co im pomagać?!

Kiedy w końcu przyszedł dzień premiery i za przyzwoleniem oraz nieopisaną pomocą dyrektora Legnickiego Teatru, pana Jacka Głomba, młodzież ta mogła wystawić musical na teatralnej, dużej scenie (bardziej zaszczytnego miejsca w Legnicy nie ma!) miałem ochotę wykrzyczeć wszystkim: TO JEST PRAWDZIWA MŁODZIEŻ! Ale nie mogłem, bo brawa trwały prawie pół godziny! Brawa na koniec!

I rozpierała mnie duma, bo za mną stała osiemdziesięcioosobowa grupa młodych ludzi, którzy przyszli na słowo Asi Brylowskiej, inicjatorki i koordynatorki całego projektu. 80 osób! MŁODYCH! Śpiewających, grających na scenie, na instrumentach, dyrygent, tancerze, statyści i wielu, wielu innych. Otrzymali najlepszą zapłatę, lepszą od najszczerszego złota (bo ostatecznie nikt im nie zwrócił nawet za bilety na dojazd do Legnicy ani za poświęcony w pełni czas, bo rezygnowali z wolnych dni, weekendów, NAWET Z WAKACJI, bo każdy wolny dzień był dla nich dniem dla musicalu). Zapłata ta, to słowa dyrektora Teatru w Legnicy: „Mamy cudowną młodzież. Przestańmy narzekać!”.

Właśnie! Przestańmy narzekać!

Chciałbym wykrzyczeć wszystkim młodym ludziom: „PRZESTAŃCIE SŁUCHAĆ TYCH, KTÓRZY WAS KRYTYKUJĄ!”. Ja w ogóle nie dziwię się, że młodzież sięga po alkohol, narkotyki, popada w grzechy pornografii i inne.

BO JAK MAJĄ SIĘ PRZED TYM OBRONIĆ?! NO JAK?! Skoro matka, ojciec, babcia, dziadek, kolega, pani w sklepie, nauczyciel, ksiądz, siostra zakonna i sam Bóg wie, kto jeszcze, wciąż wmawiają im: jesteście beznadziejni! Nie macie przyszłości! Jesteście niczym!

JAK TAK MOŻNA!

W czasach wielkiego kryzysu tożsamościowego i osobowościowego, kiedy wciąż pędzimy przed siebie nie zwracając w ogóle uwagi na to, co dzieje się obok nas i kiedy liczy się bardziej moje „mieć” niż kogoś „być”, zranić drugiego człowieka jest bardzo łatwo. Tym bardziej, kiedy młody człowiek nie ma osoby, która by pomogła mu wejść w „dorosły świat”. Bo wszyscy dorośli już dawno pobiegli nie wiadomo dokąd i pogubili się w swoich życiach, więc autorytety z nich żadne.

Młodzi ludzie mają dużo strachu w sobie. Chcą być kochani, chcą czuć się potrzebni. Chcą nieść pomoc. Znam wielu, których na pierwszy rzut oka można by było zamknąć w kiciu za narkotyki, pobicia i zapewne za gwałt na niewinnej kobiecie także. Z tym tylko, że to tylko pierwsze wrażenie. Wrażenie na oko. A więc widzenie drzazgi u kogoś, pomijając własną belkę w oku. Ostatecznie ci, których „na oko” skazaliśmy, są lektorami, klerykami, księżmi, wspaniałymi ojcami, kochającymi małżonkami i ludźmi pokory, wiary. Kochającymi Boga.

Życzenie pani z początku wpisu, aby „wytępić” tych, którzy nie pasują do jej „wizji świata” (ja osobiście nie chciałbym mieszkać w jej świecie, bo to świat pełen agresji i totalnie pozbawiony miłości) spowodowałaby, że stracilibyśmy wspaniałych ludzi.

Ich pasje, ich zapał, chęci, świeżość, pomysłowość, talenty, zaangażowanie, wiara, brak zepsucia przez „beznadziejne zwątpienie wobec życia” – to coś pięknego.

Młodzi ludzie potrafią kochać, potrafią być wdzięczni za każdą poświęconą im, choćby krótką, chwilę. Tylko najpierw trzeba im tę chwilę poświęcić.

Ten, kto narzeka na młodzież – nie zna jej. Nawet nie próbuje jej poznać. Powiela jakieś bzdurne argumenty, które nie mają racji bytu i powtarza utarte powiedzonka. W ten sposób rani ich. Niszczy ich marzenia.

Ten, kto kocha młodzież – nie mówi zbyt dużo. Jest po prostu przy nich, wspiera ich i stara się im pomóc. Jest wyrozumiały i cierpliwy.

Mateusz, celnik i Ewangelista, poszedł za Jezusem, gdy tylko zobaczył Jego oczy. Oczy pełne miłości. Mateusz codziennie widział oczy pełne pogardy, niechęci, obrzydzenia – bo był celnikiem, bo współpracował z zaborcą! Był zdrajcą Narodu Wybranego! A Jezus spojrzał na niego nie jak na wszystkich innych, ale jak na najpiękniejszą osobę świata. Nic nie mówił. Spojrzał po prostu z miłością.

Mateusz wstał i poszedł za Nim.

Nie dlatego, bo Jezus go zbeształ, zwyzywał, wylał na niego gar pomyj.

Mateusz wstał i poszedł za Jezusem, bo zobaczył oczy pełne miłości, wyrozumiałości i cierpliwości. Bo pokochał te oczy.

„…Tu omnia scis…”

Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: Czy kochasz Mnie? I rzekł do Niego: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego Jezus: Paś owce moje.” (J 21, 17).

Niełatwo jest zasmucić się nad tym, co mówi do nas Bóg. Częściej to my chcemy mówić a On ma słuchać. Gdy jednak jakieś słowa usłyszymy, do tego słowa będące pytaniem od Boga, odpowiadamy pochopnie i… uciekamy.

Piotr nie miał łatwo. Targały nim wyrzuty sumienia, bo przecież zaparł się Pana. Teraz zaś ten Pan stoi przed nim i pyta go: „Piotrek, czy Ty Mnie kochasz?”. Być może Piotr pomyślał: „O co Mu chodzi?!” i szybko odpowiedział: „No pewnie! Oczywiście, że Ciebie kocham!” – przecież to takie oczywiste! Jak można nie kochać Tego, który ZMARTWYCHWSTAŁ! Facet ma moc! Trzeba Go kochać.

Jezus przyjmuje to słowo, niemniej zadaje to pytanie ponownie: „Piotrek, ale czy Ty Mnie naprawdę kochasz?”. Przesadził. Przecież Piotr Mu przed chwilą powiedział, że tak, kocha Go. Możliwe, że wtedy pomyślał o swoim drugim zaparciu się Pana. Może zrozumiał, że nie chodzi  o Jego moc, dzięki której zmartwychwstał? Może… Może chodziło o coś innego. Ale kto by się zastanawiał, kto by wracał do spraw sprzed dawien dawna (no i co z tego, że wydarzyły się one jakoś… miesiąc wcześniej? Kto by pamiętał o tym, co było tak dawno temu?!). „No przecież wiesz, mówiłem już, kocham Cię…”. „Paś więc owce moje”.

Ufff… Skończył. Zrozumiał, pewnie już nie zapyta o… „Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?”. A jednak zapytał…. Dlaczego zapytał o to znowu…?

Wydaje mi się, że Jezus pyta po to, by w końcu ruszyć sercem Piotra. „Zaparłeś się Mnie trzy razy… Czy choć trochę żałujesz? Czy żałujesz, bo Mnie kochasz, czy dlatego, bo oto żyję, choć mnie zabito? Bo oto jestem, choć nie powinno Mnie tu być? Dlaczego Mnie kochasz?”.

„Kocham, bo…”. No właśnie. Dlaczego kocham?

Pan wie, że Piotr Go kocha, że większość Go kocha. On wie. Ale dlaczego się Go kocha? Pan wie, jednak pyta po części też nas: DLACZEGO Mnie kochasz? Czy Ty w ogóle wiesz, że Mnie kochasz? Dlaczego Mnie kochasz? Czy TY WIESZ?!”.

Piotr spojrzał w siebie. Jezus rozdrapał swoim pytaniem wszystkie jego rany i to pomogło Piotrowi spojrzeć na swoje życie. Raz jeszcze. Inaczej, niż do tej pory. Dopiero wtedy, kiedy otwarto jego serce, dość boleśnie, wykorzystując trzy pytania o miłość, kiedy on trzy razy się zaparł, może on, Szymon, syn Jana, spojrzeć na swoje życie stając w prawdzie przed sobą samym.

„Jestem beznadziejny, słaby i pesymistyczny. Jestem robakiem a może nawet i czymś gorszym…”. Może tak pomyślał, może inaczej. „Panie” – mówi Piotr – „Ty wszystko wiesz… Ty wiesz, że Ciebie kocham nie dlatego, bo zmartwychwstałeś, bo jesteś wszechmocny, bo jesteś zwycięzcą… Kocham Ciebie, bo jesteś. Pomimo mojej słabości, pomimo moich niedoskonałości i zapierania się Ciebie Ty…. jesteś przy mnie… Tak, kocham Cię, bo jesteś. Kocham bez względu na cokolwiek. Kocham Cię…”.

„Paś owce moje. Teraz wiem, że mi ich nie zgubisz”.

„Tu omnia scis” – „Ty wszystko wiesz”. To są słowa brzmiące także w moim sercu. Od nich zaczynam i chcę się nimi dzielić.

Niech to wystarczy za słowo wstępu.