Beznadziejne zwątpienie…

Już chyba wszyscy wiemy, jak bardzo zła i zdemoralizowana jest młodzież. Sami najgorsi, beznadziejni, niemający własnego zdania, pijacy, ćpuni, onaniści i sodomici. Nie ma nawet jednego dobrego słowa, które można by było o nich powiedzieć. Naprawdę? BZDURA!

Mam dość, naprawdę serdecznie dość, słuchania nieustannie o beznadziejnej młodzieży. Irytuje mnie, kiedy mijam dwie starsze kobiety i słyszę: „no, ta młodzież to straszna jest! Pijacy, ćpuni, SODOMICI! Powinno się wszystkich leczyć! Albo w więzieniach pozamykać! A najlepiej to wytępić!”.

Co najbardziej zbulwersowało mnie w tej wypowiedzi? To, że pani wypowiadająca te słowa codziennie przychodzi o kościoła, widzi młodych lektorów, ministrantów, młodzież, która może i czasem się chowa za filarem – ale jest. Widzi ich. Albo szczerze próbuje udawać, że nie widzi.

W Legnicy,w której mam niewypowiedziany zaszczyt mieszkać, powstała pewna inicjatywa. „Młodzież Tworzy Musical”. Zebrała się grupa młodzieży w wieku od 15. do 26. roku życia i postanowili zrobić musical. I ja miałem zaszczyt w tej grupie się znajdować, bowiem jestem autorem libretta. Ale nie to jest najważniejsze!

Prawie NIKT, kogo ta młodzież poprosiła o pomoc, nie pomógł. Prawie, bo na szczęście są jeszcze takie miejsca jak LSIO (Legnickie Stowarzyszenie Inicjatyw Obywatelskich) i LCK (Legnickie Centrum Kultury). Niemniej, ani prezydent, ani ktokolwiek inny nie pomyślał: oni robią coś DOBREGO!

Wszystko z założenia było odrzucane, bo robi to… Młodzież – ćpuni, alkoholicy, generalnie sami najgorsi. Beznadziejni, bez przyszłości, tylko piwsko im w głowie – to po co im pomagać?!

Kiedy w końcu przyszedł dzień premiery i za przyzwoleniem oraz nieopisaną pomocą dyrektora Legnickiego Teatru, pana Jacka Głomba, młodzież ta mogła wystawić musical na teatralnej, dużej scenie (bardziej zaszczytnego miejsca w Legnicy nie ma!) miałem ochotę wykrzyczeć wszystkim: TO JEST PRAWDZIWA MŁODZIEŻ! Ale nie mogłem, bo brawa trwały prawie pół godziny! Brawa na koniec!

I rozpierała mnie duma, bo za mną stała osiemdziesięcioosobowa grupa młodych ludzi, którzy przyszli na słowo Asi Brylowskiej, inicjatorki i koordynatorki całego projektu. 80 osób! MŁODYCH! Śpiewających, grających na scenie, na instrumentach, dyrygent, tancerze, statyści i wielu, wielu innych. Otrzymali najlepszą zapłatę, lepszą od najszczerszego złota (bo ostatecznie nikt im nie zwrócił nawet za bilety na dojazd do Legnicy ani za poświęcony w pełni czas, bo rezygnowali z wolnych dni, weekendów, NAWET Z WAKACJI, bo każdy wolny dzień był dla nich dniem dla musicalu). Zapłata ta, to słowa dyrektora Teatru w Legnicy: „Mamy cudowną młodzież. Przestańmy narzekać!”.

Właśnie! Przestańmy narzekać!

Chciałbym wykrzyczeć wszystkim młodym ludziom: „PRZESTAŃCIE SŁUCHAĆ TYCH, KTÓRZY WAS KRYTYKUJĄ!”. Ja w ogóle nie dziwię się, że młodzież sięga po alkohol, narkotyki, popada w grzechy pornografii i inne.

BO JAK MAJĄ SIĘ PRZED TYM OBRONIĆ?! NO JAK?! Skoro matka, ojciec, babcia, dziadek, kolega, pani w sklepie, nauczyciel, ksiądz, siostra zakonna i sam Bóg wie, kto jeszcze, wciąż wmawiają im: jesteście beznadziejni! Nie macie przyszłości! Jesteście niczym!

JAK TAK MOŻNA!

W czasach wielkiego kryzysu tożsamościowego i osobowościowego, kiedy wciąż pędzimy przed siebie nie zwracając w ogóle uwagi na to, co dzieje się obok nas i kiedy liczy się bardziej moje „mieć” niż kogoś „być”, zranić drugiego człowieka jest bardzo łatwo. Tym bardziej, kiedy młody człowiek nie ma osoby, która by pomogła mu wejść w „dorosły świat”. Bo wszyscy dorośli już dawno pobiegli nie wiadomo dokąd i pogubili się w swoich życiach, więc autorytety z nich żadne.

Młodzi ludzie mają dużo strachu w sobie. Chcą być kochani, chcą czuć się potrzebni. Chcą nieść pomoc. Znam wielu, których na pierwszy rzut oka można by było zamknąć w kiciu za narkotyki, pobicia i zapewne za gwałt na niewinnej kobiecie także. Z tym tylko, że to tylko pierwsze wrażenie. Wrażenie na oko. A więc widzenie drzazgi u kogoś, pomijając własną belkę w oku. Ostatecznie ci, których „na oko” skazaliśmy, są lektorami, klerykami, księżmi, wspaniałymi ojcami, kochającymi małżonkami i ludźmi pokory, wiary. Kochającymi Boga.

Życzenie pani z początku wpisu, aby „wytępić” tych, którzy nie pasują do jej „wizji świata” (ja osobiście nie chciałbym mieszkać w jej świecie, bo to świat pełen agresji i totalnie pozbawiony miłości) spowodowałaby, że stracilibyśmy wspaniałych ludzi.

Ich pasje, ich zapał, chęci, świeżość, pomysłowość, talenty, zaangażowanie, wiara, brak zepsucia przez „beznadziejne zwątpienie wobec życia” – to coś pięknego.

Młodzi ludzie potrafią kochać, potrafią być wdzięczni za każdą poświęconą im, choćby krótką, chwilę. Tylko najpierw trzeba im tę chwilę poświęcić.

Ten, kto narzeka na młodzież – nie zna jej. Nawet nie próbuje jej poznać. Powiela jakieś bzdurne argumenty, które nie mają racji bytu i powtarza utarte powiedzonka. W ten sposób rani ich. Niszczy ich marzenia.

Ten, kto kocha młodzież – nie mówi zbyt dużo. Jest po prostu przy nich, wspiera ich i stara się im pomóc. Jest wyrozumiały i cierpliwy.

Mateusz, celnik i Ewangelista, poszedł za Jezusem, gdy tylko zobaczył Jego oczy. Oczy pełne miłości. Mateusz codziennie widział oczy pełne pogardy, niechęci, obrzydzenia – bo był celnikiem, bo współpracował z zaborcą! Był zdrajcą Narodu Wybranego! A Jezus spojrzał na niego nie jak na wszystkich innych, ale jak na najpiękniejszą osobę świata. Nic nie mówił. Spojrzał po prostu z miłością.

Mateusz wstał i poszedł za Nim.

Nie dlatego, bo Jezus go zbeształ, zwyzywał, wylał na niego gar pomyj.

Mateusz wstał i poszedł za Jezusem, bo zobaczył oczy pełne miłości, wyrozumiałości i cierpliwości. Bo pokochał te oczy.