1. Syn – Mk 1, 1-13

Początek Dobrej Nowiny o Jezusie jest związany przede wszystkim z nawróceniem. Czym jest nawrócenie? Jest to odwrócenie się od siebie, jest to zejście z dotychczasowej drogi o obranie drogi zupełnie innej! Jakiej? Drogi odpuszczenia grzechów. Jakiego odpuszczenia? Takiego, jakie zostało zapowiedziane przez proroków i zrealizowane w Jezusie, które było także obecne w przymierzu z Abrahamem – odpuszczenie w pełni darmowe i w pełni dokonane przez Boga.

Co oznacza ochrzczenie Duchem Świętym?

Jest to podniesienie zepsutej i skażonej ludzkiej natury do godności usynowienia. Kto może mnie usynowić i zbawić? Tylko Bóg. A Bóg jest Bogiem żyjącym w Trójcy. Ojciec, Syn i Duch Święty. Skoro Jan zapowiadał, że za nim idzie MOCNIEJSZY który będzie chrzcił Duchem Świętym, to wydaje mi się, że jasnym jest fakt, iż ten sam, ten MOCNIEJSZY, ma moc mnie zbawić i usynowić w sobie. Syn Boży – Jezus Chrystus – może tego dokonać, bo tylko prawdziwy Syn może mnie, grzesznika, uczynić synem.

Ojciec zapewnił Go: Tyś jest mój Syn umiłowany… I Jezus mógł zacząć czynić wielkie rzeczy! Mógł strącić z tronu jakiegoś króla, mógł zakończyć czas niewoli rzymskiej, mógł zrobić wiele! Nie zrobił. Pozwolił jednak na to, by być kuszonym.

Jak często jest tak, że dobra opinia o mnie, zamiast mnie zachęcać do tego, by służyć, sprawia raczej rzecz odwrotną – chcę być dobrze postrzegany, dobrze traktowany. A Jezus nie chciał!

Jezus zszedł na dno Jordanu, stanął w miejscu, gdzie spływały najróżniejsze brudy
i syfy, bo było to ujście Jordanu do Morza Martwego. I tam, na dnie, w miejscu pełnym najróżniejszych ohydnych plugastw, Ojciec nazywa Go Synem Umiłowanym. Nie na tronie. Nie z tytułami. Nie z zaszczytami. Synem Umiłowanym jest Ten, który solidaryzuje się
z grzesznikiem i chce go zbawić.

     Boże.

            Wlej w moje serce łaskę pokory. Spraw, abym nie pragnął zaszczytów i uprzywilejowanych miejsc, ale bym mógł w mojej grzeszności spotkać zbawiającego mnie Jezusa, Twoje Syna.

            Spraw, Boże, abym w godzinach pokus potrafił otwierać się na pomoc, którą Ty mi dajesz.

            Daj mi łaskę, jeśli jest taka Twoja wola, abym pozwolił Jezusowi dokonać zbawienia we mnie i abym umiał przyjąć łaskę usynowienia w Nim, mocą Ducha Świętego.

            Przez Tegoż Chrystusa, Pana naszego. Amen.

Na nowo poznać Chrystusa…

…czyli czterdzieści dni drogi z Ewangelią wg św. Marka 

W Wielkim Poście 2015 razem z małą grupką „Brewiarzowe Mordki” przebyliśmy drogę tych czterdziestu dni rozważając Ewangelię według świętego Marka, czyli Ewangelię dla katechumenów – jak uważa się powszechnie wśród wielu biblistów.

Zgłębianie treści tej Ewangelii niesamowicie pogłębiało sposób patrzenia na osobę Jezusa Chrystusa, Mesjasza, Syna Bożego. To po prostu zmieniało myślenie!

Dlatego pomyślałem sobie, że może warto te moje wypocinowe komentarze udostępnić. Postanowiłem je nieco zaktualizować, uporządkować i systematycznie (w miarę możliwości oczywiście) zamieszczać tutaj. No bo przecież nie są to treści w jakiś sposób zarezerwowane tylko dla mnie! Nie! To jest konkretne doświadczenie wiary, dar od Boga, którym, jak czuję, powinienem się dzielić. Dlatego ten „Brat nikt”. No bo kim jestem przed Tym, Który Jest? Bez Niego – nikim. Z Nim – usynowionym przez Syna dziedzicem. Bez Syna – też jestem nikim. Tylko W SYNU jestem usynowiony. Wszystkie więc niech będzie Syna. Niech oczy wszystkich będą wpatrzone w Syna. Nie we mnie, bo ja, bez Syna, byłbym nikim.

Pozdrawiam „Brewiarzowe Mordki” i życzę, by chcieli dzielić się własnym doświadczeniem wiary, bo jak wierzę, jest ono niesamowicie piękne. Bo i Wy jesteście piękni. Tacy, jacy jesteście.

Być odpowiedzią

Kiedy Bóg stworzył człowieka, na obraz Boży go stworzył, stworzył mężczyznę i kobietę (Rdz 1, 27). Człowiek jest dopiero wtedy człowiekiem, kiedy potrafi z drugim człowiekiem wejść w taką relację jedności, że tworzą wspólnotę jednego ciała (por. Rdz 2, 24).

Gdy Adam i Ewa zgrzeszyli, przestali żyć w jedności. Adam, jako winowajczynię popełnionego grzechu, wskazał Ewę, Ewa wskazała węża, a wąż… On już nie miał na kogo wskazać. Wąż dokonał swego – poróżnił i rozdzielił ludzi, między którymi pojawił się egoizm, indywidualizm, życie dla siebie.

Od tego momentu człowiek chce żyć z innymi tylko pod takim warunkiem, że wszystko będzie tak, jak on tego chce. Ja chcę żyć. Inni mi w tym przeszkadzają, więc albo będą mi posłuszni, albo moja egoistyczna agresja pozbawi ich godności, dobrego imienia, a w konsekwencji – wolności i życia.

Bóg szuka człowieka, który chce się przed Nim ukryć, bo grzech obnaża ludzką nagość, słabość i niemoc. Na tym właśnie polega dramat poszukiwania człowieka, w którym objawia się piękno troskliwego Boga: On sam wychodzi z inicjatywą szukania tego, który się wobec Niego sprzeniewierzył. Szukania tego, który postanowił nie szukać Boga!

A Maryja swoim życiem udowodniła, że jest czystą odpowiedzią!

Jej Bóg nie szuka. Anioł powiedział do Niej: Pan z Tobą! Maryja sprzeciwiła się byciu jak Bóg. Ona żyła dla Boga.

I w jeszcze jednej kwestii jest Ona przeciwieństwem Adama i Ewy. Kiedy oni uprawiali swoistą spychologię, ona pyta o męża. Maryja wie, że bez męża nie będzie płodna. Ona wie, że aby dać życie, trzeba trwać w komunii miłości. Maryja wręcz upomina się o komunię płodnej miłości! Bóg ma jednak inny plan. Ona ma być płodna w Słowo Boga! Bóg zechciał swym słowem wypełnić Jej łono, a dzięki Jej pozytywnej odpowiedzi, Słowo stało się Ciałem w Niej!

Jak mówi autor listu do Efezjan: wszyscy jesteśmy naznaczeni pieczęcią Ducha Świętego, jesteśmy w Nim zanurzeni. Możemy więc stać się Jezusem i stanąć przed Ojcem odziani nie w swoje zasługi, ale w zasługi Syna Bożego. Przyoblec się w Chrystusa oznacza żyć ku chwale Boga w Synowskiej relacji!

Bóg mnie woła. Bóg chce wejść ze mną w dialog. Bóg chce dać mi taką miłość, która nie będzie niszczyła, ale rodziła do komunii, do jedności. Dokona się to we mnie tylko wtedy, gdy zanurzę się w Jego Słowo i pozwolę Mu kształtować mnie na obraz i podobieństwo Syna. Gdy tak, jak Maryja, pozwolę na to, by całkowicie BYĆ ODPOWIEDZIĄ, by być jedynie tak wobec Boga.

BÓG CIĘ ZBAWIA!

Bóg obdarowuje nas nieustannie swoją wielką miłością i zawsze interesuje się losem każdego człowieka. Nawet w obliczu grzechu pierworodnego Bóg nie poprzestaje jedynie na karze, lecz zapowiada wybawienie. To wybawienie daje nam w osobie swojego Syna, Jezusa Chrystusa, najlepszego Pasterza i wiernego Przyjaciela ludzi!

             Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni – powiedział Jezus do Żydów (por. J 8, 36). Czym jest owa wolność? To przede wszystkim wyzwolenie nas z grzechu a w konsekwencji ze śmierci. Całe posłannictwo Jezusa jest przesiąknięte wolnym wyborem ofiarowania swojego życia za ludzi.

W Mądrościach Syracha zapisane są takie słowa: Wierny przyjaciel potężną obroną, kto go znalazł, skarb znalazł. Za wiernego przyjaciela nie ma odpłaty, ani równej wagi za wielką jego wartość. Wierny przyjaciel jest lekarstwem życia; znajdą go bogobojni (Syr 6, 14-16).

Te słowa są dla mnie bardzo ważne. Szczególnie wtedy, gdy myślę o moich przyjaciołach, wspaniałych ludziach, na których zawsze mogę polegać. Przyjaciel jest tym, który nie pozwoli zboczyć z prawej drogi i zawsze się troszczy o swojego brata w przyjaźni. Lecz czy chodzi tylko o naszych ziemskich przyjaciół?

Znów sięgnijmy do Ewangelii wg św. Jana, gdzie Jezus mówi: Wy jesteście przyjaciółmi moimi (J 15, 14a) i chwilę później dodaje: Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego (J 15, 15). Także te słowa w dziwny sposób korelują ze słowami Syracha: Kto się boi Pana, dobrze pokieruje swoją przyjaźnią, gdyż taki jak on stanie się jego bliźni (Syr 6, 17). Zauważ, jak bardzo ważne są te dwa stwierdzenia – Syracha i Jezusa. Syrach zaznacza, że jaki jest Ten, który jest pokorny, taki i będzie jego przyjaciel. Jezus stał się jednym z nas (por. Flp 2, 7)! Stał się do nas podobny we wszystkim, oprócz grzechu (Hbr 4, 15). Uniżył się, aby być lekarstwem naszego życia, byśmy mogli stać się tacy, jak On. Bo nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają (Mt 9, 12).

Jezus nigdy nie zgrzeszył, abyśmy i my mogli zawsze kroczyć drogami sprawiedliwości, byśmy podobnie jak On, wybierali nie zło, ale dobro. Za każdym razem, kiedy nie wybieramy dobra, świadomie bądź nieświadomie dopuszczamy się zła. Śmierć Jezusa wyzwoliła nas wszystkich spod prawa grzechu i śmierci (Rz 8, 2). Teraz już Zły nie ma nad nami władzy. Jedynie przez nasze złe decyzje, możemy znów popaść w niewolę grzechu.

Zapewne pamiętasz słowa z Psalmu 23: Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego. Jezus, kiedy spojrzał na gromadzące się tłumy ludzi tam, gdzie On przychodził, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce bez pasterza (Mk 6, 34).To wzruszenie Jezusa pokazuje, jak bardzo zależy Mu na nas. On jest Wielkim Pasterzem Owiec
(por. Hbr 13, 20), który sam o sobie powiedział: Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce (J 10, 11). Lecz nie tylko jako Pasterz chciał On ofiarować za nas życie. Już wspomniałem wcześniej o tym, że Jezus jest naszym najlepszym Przyjacielem. Także o tym wspomniał Jezus, mówiąc: nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15, 13).

Jezus jest Twoim i moim najlepszym Przyjacielem, bo oddał swoje życie za nas. On jest Twoim i moim Pasterzem, więc nie musimy się już lękać, nawet, jeśli się zagubimy na niełatwych drogach życia. Bo On będzie nas zawsze szukał i zawsze będzie nas wspierał!

Nasz Pan nie poprzestał na słowach deklaracji. On zrealizował wszystko to, co miał zrealizować i co zapowiadał. Umarł za nas. Chciałbym się teraz nieco zatrzymać nad Jego śmiercią.

Zacznijmy od sięgnięcia do zapowiedzi męki i śmierci Mesjasza w Księdze Izajasza. Proroctwa spisane w tej księdze sięgają VIII wieku przed narodzeniem Chrystusa. To właśnie tam padają słowa: Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, (…) wzgardzony tak, że mieliśmy go za nic. Lecz on się obarczył naszym cierpieniem, on dźwigał nasze boleści, a my uznaliśmy go za skazańca, chłostanego przez Boga i zdeptanego (Iz 53, 3-4). Faktycznie – Jezus uznany był za bluźniercę, któremu należy się kara śmierci. W oczach Żydów był grzesznikiem, który zasługiwał na potępienie i w ich myśleniu na pewno był przez Boga znienawidzony.

Jezus został odrzucony przez człowieka. Ludzkość odrzuca Go, kiedy przychodzi
w ludzkim ciele (Łk 2, 7), odrzuca Jego naukę, szemra przeciwko niemu i chce go zgładzić (Łk 19,47) aż w końcu pada to najgorsze stwierdzenie: Na krzyż z Nim! (Mt 27, 23).

On jednak nadal nas kocha…

W starym testamencie, kiedy Bóg zawiązał przymierze z Noem, powiedział: Upomnę się też  u człowieka o życie człowieka i u każdego – o życie brata. Jeśli kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego. Był to dla Izraelitów największy zakaz – przelewać ludzką krew! Zabijanie bliźniego było najgorszą zbrodnią!

Pełnia złamania tego przymierza to śmierć Jezusa.

Chcę zwrócić Twoją uwagę na to, co dzieje się przed samym skazaniem Jezusa na śmierć. Żydzi najpierw wołają: Ukrzyżuj! Ukrzyżuj! (J 19, 6) i do tego podkreślają, że: my mamy Prawo, a według Prawa powinien On umrzeć (J 19, 7)! Kiedy pojawia się żądanie Piłata, aby to oni osądzili Jezusa i zabili, Żydzi wtedy bronią się i wołają: Nam nie wolno nikogo zabijać (J 18, 31). Zauważasz, jak wielka jest to hipokryzja z ich strony? Oskarżyciele chcą śmierci Jezusa, ale nie chcą ponosić winy za Jego śmierć. Próbują się wybronić. Jednak zapędzają się w swoich krzykach i wtedy pada to znamienne zdanie: Krew Jego na nas i na dzieci nasze (Mt 27, 25), co oznacza przyjęcie całej odpowiedzialności za Jego śmierć.

Prorok Izajasz prorokował: Dręczono go, lecz sam pozwolił się gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema (…). Tak! Zgładzono go z krainy żyjących; za grzechy mego ludu został zbity na śmierć (Iz 53, 7-8).

Ludzkość zabija Tego, Który całe swoje nauczanie i cuda opierał na miłości. Bo przecież uzdrawiał wielu ludzi, między innymi chromego nad sadzawką (J 5, 1-18), paralityka (Łk 5, 17-26), kobietę cierpiącą na krwotok (Mk 5, 21-34) i wielu, wielu innych. Jezus uczył o obowiązku przebaczenia (Łk 17, 3-4), uczył, jak ważna jest pokorna służba (Łk 17, 7-10). Czy czyniłby to, gdyby nie kochał? Gdyby nie kochał mnie i Ciebie?

Pełnia grzeszności ludzi ukazuje się w tym samym momencie, kiedy objawia się pełnia miłości Boga. Kiedy ludzie coraz bardziej wykrzykiwali najgorsze przekleństwa wobec Niego, On prosił Ojca, aby nie poczytywał im tego za winę, aby im wybaczył. Czynił to wyłącznie z miłości. W wielkim swoim cierpieniu nie zapomina o Tej, która kochała Go całym sercem – o swojej Matce. Więcej nawet! Troszczy się o nią i oddaje swoją Matkę w ręce Umiłowanego Ucznia, aby ten zajął się Nią, gdyż jedyny Jej Syn umiera (por. J 19, 25-27). Gdyby Jezus tego nie uczynił, Maryja nie miałaby nikogo, kto by mógł się nią zająć, przez co byłaby zmuszona do życia tułaczego, podobnie jak Rut i jej teściowa, których historia opisana jest w Księdze Rut.

Jezus oddaje swoje życie za nas. Przybity do krzyża, cały pobity, ubiczowany, wyszydzony i upokorzony oddaje swego Ducha w ręce Ojca (Łk 23, 46).

Urodził się w ubóstwie i opuszczeniu. Umarł wzgardzony i opuszczony niemalże przez wszystkich, których nauczał.

Mój Bracie, moja Siostro.

Jezus umarł za Ciebie, za mnie, abyśmy mogli żyć. Plan Boga jednak nie kończy się na śmierci. Nawet Izajasz powiedział: Jeśli on wyda swe życie na ofiarę za grzechy (…) wola Pańska spełni się przez niego. Po udrękach swej duszy ujrzy światło i nim się nasyci. Sprawiedliwy mój Sługa usprawiedliwi wielu (…). Dlatego w nagrodę przydzielę mu tłumy (por. Iz 53, 10-12).

Nasz Zbawiciel zmartwychwstał! Pokonał śmierć! A my staliśmy się owcami prowadzonymi przez najwspanialszego Pasterza!

On chciał nas zbawić! Bo KOCHA NAS! I zrobił to! Oddał życie za nas – słabych przyjaciół i błąkające się owce. Nie bój się więc, mała Trzódko, bo spodobałaś się Bogu naszemu i zbawiona zostałaś przez Jego Syna.

Felieton, cz. 1: „Bóg cię zna!”

„Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię” (Jr 1, 5). Bóg. On naprawdę troszczy się o nas – ludzi. On przenika i zna nas, przenika nasze zamysły i zna wszystkie słowa nasze nim my je wypowiemy (por. Ps 139). Zna nas z imienia. Kocha nas.

W trzech kolejnych numerach legnickiego „Echa Seminarium” pojawił się trzyczęściowy felieton: „Bóg Cię zna, zbawia i kocha”. Postanowiłem podzielić się tymi moimi przemyśleniami, które miały na celu przede wszystkim zachęcić czytelników do sięgnięcia po Pismo Święte, także z Wami, czytelnikami bloga. 

Nie jest wcale łatwo otworzyć Pismo Święte i je czytać. Księga, której używam, ma 1629 stron tekstu. To potrafi zniechęcić. Nim zdecydowałem się przeczytać Stary i Nowy Testament, wielokrotnie myślałem o tym, jak ja przebrnę przez tę nudę? Sam tekst. Co ciekawego może być w czymś napisanym jakieś… cztery tysiące lat temu?

Słyszałem od wielu ludzi, że będzie ciężko przebrnąć przez Księgę Kapłańską, Księgę Liczb, Pierwszą Kronik. Zniechęcony byłem do lektury Pisma Świętego bardziej, niż do „W pustyni i w puszczy”, które osobiście uważam za bardzo nudne dzieło Sienkiewicza. W końcu jednak usiadłem w ławce i otworzyłem Księgę Rodzaju.

Od tamtego dnia mija rok, a ja znajduję w Piśmie Świętym wspaniałe symbole, znaki, proroctwa, modlitwy, opisy bitew. Okazuje się, że nie można się nudzić czytając kolejne strony. Niesamowite zwroty akcji (polecam Wj 13, 17-31), świetnie ukazywane koleje losu Narodu Wybranego – jednym słowem – nawet Tolkien i Lewis nie powstydziliby się powieści napisanych z równie wielkim rozmachem. Nic dziwnego! Wszak autorem jest sam Bóg.

Przede wszystkim jednak ważne jest to, że Pismo Święte nie jest tylko „jakąś-tam-powieścią”. Gdy czyta się Pismo Święte, wtedy sam Bóg mówi do nas, wskazuje nam drogę, prowadzi nas ścieżkami życia. Staje się wtedy drogowskazem, celem, drogą. On – Bóg.

Bóg powiedział do proroka Jeremiasza: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię” (Jr 1, 5a). Bóg jest wspaniałym Ojcem, bardzo troskliwym. Kiedy pochyla się on nad niedolą człowieka, zawsze chce pomóc i robi to bardzo konkretnie (por. Wj 3, 7-10).

Bóg naprawdę się troszczy o nas. Nawet w obliczu popełnionego grzechu pierworodnego (Rdz 3, 6), czyli nieposłuszeństwa człowieka względem Boga, obiecuje On ludziom, że ich wybawi (Rdz 3, 14-15). Obietnica ta dawała nadzieję na przyszłość. Dlatego pomimo udręk potopu czy czterdziestoletniej wędrówki po pustyni wielu trwało nadal przy Panu. Bóg bowiem jest blisko tych, którzy Mu służą i są wierni względem Niego. Pomimo tego, że lud wybrany przez Boga nie trwał w wierności względem Niego, On i tak składa w końcu obietnicę królowi Dawidowi, że oto wzbudzi po nim potomka i utwierdzi jego królestwo na wieki (por. 2Sm 7, 12-16).Wiele lat później prorok Izajasz powie: „Oto Panna pocznie i porodzi Syna i nazwie Go imieniem EMMANUEL” (Iz 7, 14).

Czy zauważyłeś coś ciekawego w tym wszystkim? Nie mam jednak na myśli samej obietnicy na temat wyzwolenia. Chcę raczej pójść nieco dalej.

Nie bez przyczyny na początku umieściłem fragment z Księgi Jeremiasza. Pozwól, że zacytuję go raz jeszcze: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię”. Do tego dołóżmy jeszcze cały psalm 139 (jeśli masz Pismo Święte, przeczytaj go), moment obietnicy wyzwolenia z Księgi Rodzaju (Rdz 3, 14-15) czy nawet obietnica dana Dawidowi i w końcu słowa proroka Izajasza. Wszystkie one zwracają uwagę na taki fakt: potomek, człowiek, narodzony z niewiasty, dla którego Bóg będzie Ojcem.

Nie będzie dla świata żadnego pocieszenia do momentu, aż spełnią się obietnice dane Dawidowi i słowa skierowane przez Izajasza do Achaza. Nie będzie zbawienia do momentu, gdy Dziecko Niewiasty nie zmiażdży głowy złu. Jakkolwiek mi i tak wciąż chodzi po głowie zupełnie inna myśl.

Jak ma przyjść obiecany Mesjasz? Ma się począć i narodzić. Ma być dzieckiem Niewiasty, Panny. Ma być człowiekiem. Bóg, który tak bardzo nas kocha, że nawet tka nas w łonie naszych matek, zna nasze imię nim się narodzimy, który zna nasze myśli, słowa, czyny długo przed tym, nim my je poznamy, który stwarza nas „tak cudownie” jak pisze o tym Psalmista w psalmie 139 – chce, aby posłany Mesjasz stał się jednym z nas. Bóg chce pochylić się nad Nim tak samo, jak pochyla się nad nami i utkać go w łonie Niewiasty, aby mogła go porodzić.

Jezus Chrystus „istniejąc w postaci Bożej, (…) ogołocił samego siebie przyjąwszy postać sługi, stając się podobny do ludzi” (Flp 2, 6n). Przez to swoje uniżenie doświadczył dokładnie tego samego, czego i my doświadczamy – troskliwości Boga, który powiedział do nas: „Nie bój się robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam” (Iz 41, 14).

Wszechmogący Bóg posłał swoje Słowo do nas a my Słowa nie poznaliśmy (por. J 1, 10). Nasz Pan po urodzeniu został położony w żłobie, owinięty w pieluszki przez swoją Matkę, bo zabrakło dla nich miejsca w gospodzie (por. Łk 2, 7). Pan sam dał znak – Panna porodziła Syna, utkanego przez Boga z wielką troskliwością i miłością przez Ducha Świętego w Jej łonie. Dziewicy tej było na imię Maryja i była ona zaręczona z Józefem z domu i rodu Dawida (por. Łk 1, 27), któremu Pan obiecał, że to z jego potomstwa wzbudzi on Tego, którego tron i panowanie utwierdzi na wieki.

Zatroszczył się Bóg o swojego Syna tak bardzo, że wybrał ludzi prawych i pokornych na Jego rodziców tutaj, na Ziemi. Dał Mu ich miłość, ciepło, dobroć. Zatroszczył się o swojego Syna dokładnie tak samo, jak zawsze troszczy się o nas, dając nam to, co jest nam koniecznie potrzebne do życia. Bo On nas zna. On nas kocha. Bo on nas utkał pod sercem naszych matek!

Od zapowiedzi danej Dawidowi do momentu narodzenia Jezusa minęło około 1000 lat. Było to mniej więcej trzy tysiące lat temu . Najciekawsze jest to, że Bóg nadal się o nas troszczy. Tak samo, jak zatroszczył się o ludzi przed narodzeniem Jezusa i o samego Jezusa.

Oto malutka kropelka wody w oceanie bogactwa Pisma Świętego.

Spróbuj i Ty otworzyć księgi Starego i Nowego Testamentu. Warto!