Archiwum kategorii: Genealogia Mesjasza

GENEALOGIA MESJASZA cz. 7

Logo

Bliźnięta

            Dla Izaaka, na życzenie Abrahama, sługa znalazł żonę – Rebekę. Cała ta historia jest opowiedziana w 24 rozdziale Księgo Rodzaju. Kiedy Abraham umarł (Rdz 25, 7 i następne), Izaak i Izmael pochowali swego ojca, choć i tak wszystko odziedziczył Izaak (synowie drugorzędni zostali „obdarowani” i wysłani jeszcze przez Abrahama na wschód). I okazuje się, że Izaak ma podobny problem do swego ojca – Rebeka była niepłodna. Jednak Izaak zwraca się do Boga i Bóg jego modlitwy wysłuchuje.

Rebeka zaszła w ciążę bliźniaczą, a dzieci już w jej łonie zaczęły ze sobą walczyć. Kiedy zapytała Boga dlaczego tak się dzieje, Bóg dał jej odpowiedź: „Dwa narody są w twoim łonie, dwa odrębne ludy wyjdą z twych wnętrzności; jeden będzie silniejszy od drugiego, starszy będzie sługą młodszego”. I tak też się stało – że pozwolę sobie wybiec nieco w przyszłość.

Historia dwóch synów Izaaka – Ezawa i Jakuba – jest naprawdę ciekawa i wręcz obfituje w ciekawe sytuacje i tak zwane „zwroty akcji”. Skupię się jedynie na kilku rzeczach – nie mogę bowiem sobie pozwolić na omówienie zdanie po zdaniu całej ich historii. Chcę wskazać tylko kilka rzeczy, w sumie – dotyczących początków tej historii.

Uwertura do konfliktu 

Kiedy urodzili się bliźniaki – Jakub i Ezaw – to pierwszym narodzonym był Ezaw, cały pokryty owłosieniem i czerwony (admoni – stąd później Edom; Edom – admoni [czerwony]). Zaraz po nim z łona Rebeki wyszedł drugi syn, trzymający Ezawa za pietę – Jakub (Jaaqob od aqeb [pięta]).

Izaak dwadzieścia lat czekał na ten dzień!

Chłopcy, kiedy urośli, zajęli się każdy inną dziedziną życia. Ezaw stał się zręcznym myśliwym, żyjącym w polu. Natomiast Jakub był człowiekiem spokojnym, mieszkającym w namiocie.

No właśnie.

Ezaw ciężko pracował na polu i polował na zwierzynę. Tymczasem Jakub – mieszkał w namiocie. Rozbraja mnie to, że autor Księgi Rodzaju tak wprost pisze, że Izaak kochał Ezawa, bo lubił potrawy z upolowanej zwierzyny, natomiast Rebeka kochała Jakuba. Tu można zobaczyć jedno: ojcowie kochają raczej „za coś”, matki „po prostu kochają”. Piszę to trochę z ironią – ale też z uśmiechem na twarzy, bo jednak COŚ w tym jest, czyż nie?

Oto przyczynek do otwartej wojny. Dlaczego? Bo rodzice podzielili swoich synów!

Pierworództwo i podstęp

Rdz 25, 29-34 opisuje bardzo ciekawą sytuację. Oto Ezaw wraca z pola, jest zmęczony, głodny i najwyraźniej niezadowolony. Z czego? Z własnego życia. Nie jest ono łatwe i przyjemne. Ale Ezaw jest pierworodnym! Ma wielki przywilej, ogromny. My nie rozumiemy ciężaru tych określeń. Pierworodny otrzymywał to, co najcenniejsze po śmierci ojca. Największe doba. A Ezaw tym wzgardził, bo był… głodny. Tak, głodny!

A Jakub właśnie gotował soczewicę. Coś za coś – Ezaw dostanie jedzenie, jeżeli odstąpi przywilej pierworództwa Jakubowi. I Ezaw się… zgadza. Nie dziwi mnie więc to, co potem się dzieje.

Kiedy Izaak się zestarzał, zawołał swego pierworodnego – Ezawa i poprosił o to, by ten upolował mu zwierzynę i przyrządził potrawę, którą ten lubił. Ezaw więc wychodzi na polowanie.

27 rozdział Rdz o tym mówi.

Rebeka usłyszała, co mówił Izaak do Ezawa i wymyśliła PODSTĘP. Tak! PODSTĘP! Rebeka przyrządziła potrawę, przebrała Jakuba i Jakub otrzymał błogosławieństwo zarezerwowane dla pierworodnego… Ale! Ale! Przecież tu żadnego nieprawidłowego czynu nie ma! Kto jest pierworodnym? Ezaw? NIE! „Ezaw zlekceważył przywilej pierworództwa” – Rdz 25, 34b. Odstąpił pierworództwo Jakubowi za miskę soczewicy!

Jakub otrzymał błogosławieństwo, które w tym wypadku słusznie mu się należało. Choć podstęp jest podstępem. Jakub mógł powiedzieć Izaakowi prawdę, no ale cóż. Jakub później zapłacił za ten podstęp długimi latami trudów i tułaczki, a Bóg z tego postępu i tak potrafił skorzystać i posłużył on Jego planom.

Ezaw, pewny siebie, wchodzi do ojca z potrawą, którą przygotował i mówi: „Podnieś się mój ojcze i jedz to, co twój cyn upolował abyś mi udzielił błogosławieństwa!”. Lecz błogosławieństwo już zostało udzielone. Wtedy Ezaw podniósł głośny, pełen goryczy lament: „Daj i mnie błogosławieństwo, mój ojcze!”.

Jeżeli nie zaczniemy korzystać z przywilejów, jakie daje nam chrzest i pozostałe sakramenty, to nie miejmy pretensji do Boga, że powodzi się komuś innemu, a do tego jeszcze na przykład bratu odłączonemu, na przykład protestantowi. Co z tego? Bóg jest wolny w wyborze, kogo będzie obdarowywał swą łaską (Ml 1,2n; Rz 9, 10-16).

Nie gardźmy przywilejem, jaki otrzymaliśmy, choć niczego w zamian nie musieliśmy dawać. Przestańmy gardzić Bogiem, Kościołem, Sakramentami i modlitwą. Zacznijmy być dumni z tego, KIM jesteśmy!

GENEALOGIA MESJASZA cz.6

Logo

Ofiara z syna 

Czynię spore skróty, albowiem uważam je za potrzebne. Nie omawiamy przecież całej historii Abrahama, a naszym celem jest zrozumienie genealogii Jezusa. No właśnie. Czy Jezus miał z czego być dumny?

21 rozdział Księgi Rodzaju opisuje narodziny Izaaka, oddalenie Izmaela i przymierze Abrahama z Abimelekiem. Tu skupimy się na narodzinach Izaaka i oddaleniu Izmaela.

Sara urodziła w końcu Izaaka, Syna Abrahama, którego mu obiecał Bóg. Niemożliwe stało się możliwe dzięki łasce Boga. Abraham obrzezał Izaaka, a kiedy Izaak podrósł i odłączono go od piersi Sary, ta z zawiścią spoglądała na Hagar i Izmaela. Nakazała więc Abrahamowi, aby oddalił Izmaela i Hagar, a co równie zadziwiające – Bóg to potwierdza!

To Izaak jest Synem Obietnicy. Izmael został zrodzony przez pomysłowość Sary, nie przez obietnicę od Boga. Dlatego Izmael musi odejść.

Dwa razy pojawia się: „Nazajutrz rano”. Pierwszy raz, to dzień oddalenia Izmaela. Abraham daje Hagar chleb oraz bukłak z wodą i oddala ją wraz z Izmaelem. Zauważmy – słowa Sary były dla Abrahama „złe” (werset 11). Ale kiedy Bóg potwierdza te słowa, Abraham nie dyskutuje, tylko czyni tak, jak Bóg tego pragnie.

Hagar błąka się po pustyni Beer-Szeby, aż w końcu zabrakło jej wody. Położyła Izmaela pod krzakiem i odeszła daleko (jak łuk doniesie – czyli na odległość, jaką może przebyć wystrzelona strzała), bo nie chciała patrzeć na śmierć swojego dziecka. I zaczęła głośno płakać.

Bóg usłyszał jęk dziecka.

To też ciekawe. Nie usłyszał głośnego płaczu matki, ale jęk chłopca. Jak głośny mógł być jęk spragnionego, niemogącego stać o własnych siłach chłopca? Raczej cichy…

Płacz Hagar był szczery, niewątpliwie! Jednak to dziecku groziła śmierć. Bóg usłyszał jęk chłopca. I Anioł Boży zawołał na Hagar: „Cóż ci to, Hagar? Nie lękaj się…!”. I otworzył jej oczy, a ona zobaczyła, że niedaleko jest studnia.

Tak czasami może być i w naszym życiu. Widzimy, jak ktoś umiera, jak się stacza, jak tracimy kogoś bliskiego, ważnego dla nas i czujemy się niemocni w tej sprawie. Wydaje nam się, że pozostaje nam jedynie rozpacz z bezsilności.

A Bóg nam pokazuje, że jest rozwiązanie. I że nie ma się czego bać. Jeśli Bóg obiecał, dotrzyma danego słowa. Wstań. Przestań rozpaczać. Pan Ci wskaże rozwiązanie.

Ofiara z syna 2 

            „Nazajutrz rano” – pojawia się jeszcze raz. Po tym, kiedy Abraham oddalił Izmaela i Hagar na życzenie Sary potwierdzone przez Boga, Bóg nakazuje Abrahamowi ofiarować Sobie Izaaka, „jedynego syna, którego miłujesz” – powiedział Bóg. Jedynego syna! Izmaela już nie ma! Abraham wcześniej złożył ofiarę z Izmaela, teraz ma złożyć ofiarę z Izaaka.

Wiecie, co mnie urzeka w Abrahamie?

Uwierzył Bogu, że będzie miał syna, dostał syna, stracił pierwszego syna, a teraz ma stracić drugiego, a jednak – nic nie mówi! Zero reakcji! Bóg nakazuje, Abraham milcząco przyjmuje to do wiadomości i czyni to.

My często myślimy, że Izaak miał jakieś „naście” lat. Okazuje się jednak, że można to zinterpretować nieco inaczej.

Sara, kiedy urodziła Izaaka, miała 90 lat (Abraham – 100 lat). W Rdz 23, 20 czytamy: „Po tych wydarzeniach…” a w 23,1: „Sara doczekała się stu dwudziestu siedmiu lat życia”. Musimy pamiętać, że oryginalny tekst ciągiem, bez podziału na rozdziały i wersety. Co by to dla nas oznaczało?

Że Izaak miał wtedy około 37 lat!

Abraham nie prowadzi do Morii nastolatka! Abraham prowadzi tam DOROSŁEGO MĘŻCZYNĘ!

Dlaczego?

Musiały się wydarzyć dwie rzeczy. Abraham musiał „uwolnić się” od Izaaka, a Izaak musiał się usamodzielnić. Abraham musiał przestać traktować Izaaka „jak boga” i uzależniać od niego swoje szczęście, a Izaak musiał stać się samodzielny, dojrzały i musiał zobaczyć i zrozumieć, na czym polegała dojrzałość wiary jego ojca.

Trzy dni trwała ich droga. W ogóle w opisie tej sceny można znaleźć wiele ciekawych „zapowiedzi”. Drwa na barkach Izaaka – drzewo krzyża na ramionach Jezusa. Wiekiem Izaak i Jezus byliby do siebie zbliżeni. Posłuszeństwo obu (przecież Izaak na pewno był silniejszy od swego ojca, a jednak nie stawia oporu). No i trzy dni – Jezus tyle był w grobie, a trzeciego dnia zmartwychwstał.

Trzeciego dnia Abraham odzyskał syna. Bo czyż te trzy dni drogi nie były dla Abrahama dniami umierania jego syna Izaaka? Jak gdyby już go nie miał.

I jeszcze jedno – werset 19 (22 rozdziału): „Abraham wrócił do swych sług i wyruszył razem z nim w drogę, poszedł do Beer-Szeby”. Abraham. Sam. Bez Izaaka!

Czasami musimy stracić to, co najcenniejsze w naszym życiu. Musimy ofiarować to Bogu. Tylko po to, by stać się wolnymi, w pełni niezależnymi.

Izaak zobaczył wiarę swego ojca, jej bezkompromisowość i całkowite oddanie. I mógł stać się samodzielny. I stał się.

No i – bądźmy szczerzy – czy Abraham zostawiłby nastolatka samego? Wątpię. Izaak zaczął prowadzić samodzielne życie wiary.

I tego nam życzę.

A tak dla zaspokojenia ciekawości chciałbym wam powiedzieć, gdzie zamieszkał Izaak: Rdz 24, 62 „A Izaak, który naówczas mieszkał w Negebie, właśnie wracał od studni Lachaj-Roj…”.

Abraham musiał złożyć dwóch synów w ofierze. Najpierw Izmaela, później Izaaka. Resztą pokierował już Bóg.

GENEALOGIA MESJASZA cz. 5

Logo

Abram

Abram był starcem, który nie mógł mieć dzieci ze swoją żoną Saraj. Cierpiał z tego powodu, bo oto ktoś obcy miał odziedziczyć jego spadek. Abram był człowiekiem, który potrafił zawierzyć Bogu. Kiedy Bóg mówi mu, aby wyszedł ze swojej rodzinnej ziemi, Abram czyni to bez namysłu (Rdz 12, 1-4). Co ciekawe – w tekście hebrajskim Bóg mówi do Abrama: leh leha – wyjdź dla siebie.

Bóg nie nakazuje stawiając Siebie w pozycji władcy absolutnego. I co więcej – Bóg jest daleki od tego, by wydany przez Niego rozkaz miał dać coś Jemu. Bóg mówi do Abrama: wyjdź DLA SIEBIE. Bądź posłuszny dla twojego dobra! Bóg nie chce, by Abram zrobił to dla Boga, ale dla siebie samego.

Terach, Ojciec Abrama, wziąwszy ze sobą całą rodzinę, udał się w drogę do Kanaanu, ale osiedlili się w Charanie. Nie doszli do swego celu. Więc teraz Bóg „wkroczył do akcji”.Leh leha! Wyjdź dla siebie z tego miejsca które wydaje się tobie dobre, gdzie jest ci miło, gdzie wszystko już sobie poukładałeś. Wyjdź z tego wszystkiego DLA TWOJEGO DOBRA.

Wybrać tę opcję, gdzie jedynym gwarantem stabilności jest Bóg – nie jest łatwo. Nie decydować w swoim życiu i być zawsze zaskoczonym – nie jest łatwo! Być zawsze w drodze, nie wiedząc, co się wydarzy za miesiąc lub za dwa – nie jest łatwo!! Ale jeśli wierzy się Bogu, to udaje się w drogę, jeśli On mówi, że to jest dobre dla mnie.

Tak zrobił Abram.

Bez obietnicy

Tu nie ma żadnej obietnicy prócz jednej: Ja wszystko zrobię. Ty wyjdź dla siebie, a Ja, Bóg, będę błogosławił, Ja uczynię, Ja będę złorzeczył tym, którzy tobie złorzeczą i Ja będę błogosławił tym, którzy tobie będą błogosławili.

Warto zadać sobie samemu pytanie: Czy ja zgodziłbym się na takie warunki? Czy zgodziłbym się na to, by to Bóg decydował w moim życiu? Czy jestem gotów zrezygnować z mojego, po mojemu poukładanemu życiu, na rzecz jedynej stałości Jego, Boga, obietnicy, że On zrobi WSZYSTKO za mnie?

Wszystko!

A wszystko znaczy: WSZYSTKO!

Obietnica

            Z Abramem jednak związana jest również obietnica. Abram jest starcem, ale Bóg zapowiada mu liczne potomstwo i zawiera z nim przymierze. I tutaj chciałbym zwrócić uwagę na jedno zdanie, z wersetu 6 (Rdz 15): Abram uwierzył i Pan poczytał mu to za zasługę. Słowo „zasługa” to tak dosłownie w tym miejscu „sprawiedliwość”. Ale jedno i drugie znaczenie jest potrzebne do dobrego zrozumienia pewnej sprawy.

Ustalmy jedno: ABRAM NIC NIE ZROBIŁ!

Nie ma jeszcze ani obrzezania, ani Prawa. Abram nie zrobił niczego, za co mógłby spodziewać się nagrody czy zapłaty. Nie wykonał żadnego gestu! Niczego nie zrobił w tym momencie, za co mógłby sobie zasłużyć na dobre traktowanie przez Boga. Prócz jednego.

Abram uwierzył słowu Pana.

Najpierw Bóg obiecuje mu liczne potomstwo, potem Abram uwierzył, a wtedy Bóg uznał to za sprawiedliwość. To totalnie przekracza schemat zasługa-zapłata! Okazuje się, że Bóg niczego nie oczekuje od Abrama, aby mu potem móc coś obiecać.

Pierwszy krok należy do Boga.

Bo uwierzył

Poczytane za sprawiedliwość zostało to, że Abram uwierzył Bogu w daną mu obietnicę. Koniec! Wszystko, co następuje dalej, jest poniekąd konsekwencją wiary Abrama. Wystarczy zauważyć, że obrzezanie pojawia się o wiele później, kiedy Abram ma syna Izmaela z niewolnicy Hagar. Lecz to nie był syn obietnicy…

Nie-Boże przyspieszanie

             Saraj i Abram chcą „przyspieszyć” rozwój zdarzeń. Saraj wysłała więc do Abrama swoją niewolnicę, która po nocy spędzonej z Abramem zachodzi w ciążę. I rodzi się Izmael. W trakcie późniejszych lat Hagar zaczyna wynosić się nad Saraj, która czuje się zagrożona i upokorzona, dlatego sama postanawia upokorzyć swoją niewolnicę. Hagar ucieka, ale Anioł Pański ją znajduje i każe jej wrócić… Istna opera mydlana!

I w końcu Abram ma 99 lat.

I zanim tu się zatrzymamy, powinniśmy wybiec nieco do przodu. Ewangelia według św. Jana, rozdział 8, werset 56: Jezus powiedział do Żydów: „Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał Mój dzień – ujrzał go i ucieszył się”. Jak Abram mógł zobaczyć „dzień Jezusa Chrystusa”?!

Oczywiście są tacy, którzy mówią, że Abraham, już po śmierci, w Otchłani, miał „objawienie” o działającym już Zbawcy. Jak dla mnie – niezły i pobożny mit, tudzież – legenda.

Wróćmy do Księgi Rodzaju, rozdziału 17-go.

Śmiech wiary

Bóg przychodzi do Abrama, zmienia mu imię na Abraham, czyli Ojciec Mnóstwa, wchodzi z Abrahamem w przymierze, którego znakiem ma być obrzezanie, zmienia imię Saraj na Sara, to znaczy Księżniczka i mówi Bóg: dam ci z niej syna!

I tu bardzo ważny jest werset 17: Abraham, upadłszy na twarz, roześmiał się; pomyślał sobie bowiem: „Czyż człowiekowi stuletniemu może się urodzić syn? Albo czy dziewięćdziesięcioletnia Sara może zostać matką?”

W tekście hebrajskim pada słowo: sachaq. A oznacza ono: „zaśmiał się”. Dla mnie jest to piękny obraz!

Wiecie, co czuje człowiek, kiedy dostaje coś, czego bardzo pragnął, ale sam nie mógł tego zdobyć? Albo radość dziecka, które dostało prezent? A może radość matki, która dowiaduje się, że jej syn cudem przeżył wypadek?

Coś nieosiągalnego staje się osiągalne, ale nie dzięki nam, lecz dzięki – tak to najczęściej nazywamy – cudowi.

Bardzo lubię oddawać tę scenę w sparafrazowanych słowach: „Abraham zaśmiał się, bo oto zrozumiał, że Bóg ma wielką moc i może uczynić coś, co po ludzku jest niemożliwe. Abraham zrozumiał, że Bóg jest wszechmocny i uwierzył w to. Stąd ta radość”.

I o to chodziło Jezusowi! Bóg może uczynić wszystko. Definitywnie wszystko! Bóg może zmienić moje życie NIEZALEŻNIE OD TEGO, w jakim bagnie i gnoju życiowym jestem. Bóg może definitywnie przemienić moje życie w pełni, jeśli tylko Jemu zawierzę. Jeśli przylgnę w pełni do Niego, jak dziecko pełne radości przytulające się do taty lub mamy, których kocha i w których rękach czuje się bezpiecznie.

Abraham miał sto lat, kiedy urodził się mu Izaak – syn z łona Sary.

GENEALOGIA MESJASZA cz.4

Logo

Olbrzymy

             Autor Rdz stara się wykazać genealogiczne powiązanie między pierwszym człowiekiem, a Noem. Wymienia więc patriarchów przed potopem (rozdział 5), a następnie pisze o fakcie mnożenia się ludzi na ziemi i o Synach Boga (początek rozdziału 6.). Jest to legenda dotycząca również olbrzymów (hebr. Nefilim), którzy byliby jakimiś wschodnimi tytanami, zrodzonymi ze związku istot śmiertelnych z istotami niebieskimi. Jest to po prostu zapis legendy, mało wiarygodnej i raczej mitologicznej, który miał dać nam pewne pojęcie o tym, co zaraz nastąpi.

Oto zuchwała rasa nadludzi staje się dla nas przykładem rosnącej przewrotności!

I choć początkowo uważano, że chodzi w Synach Bożych o upadłych aniołów, to ostatecznie – kiedy już zrozumieliśmy, że aniołowie są istotami duchowymi i bezcielesnymi – interpretacja kwestii Synów Bożych idzie w nieco inną stronę. Uważa się obecnie, że w synach Bożych autor widział linię pochodzącą od Seta, natomiast w synach ludzkich potomków Kaina.

W końcu padają słowa: „Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi i zasmucił się”. Żal Boga wyraża na ludzki sposób to, czego domaga się świętość Boga, która nie może znieść grzechu. Jednak później nastąpi odcięcie od zbyt dosłownej interpretacji. W 1Sm 15,29 przeczytamy: „Chwała Izraela nie kłamie i nie żałuje, gdyż to nie człowiek, aby żałował”. Chwała Izraela to Bóg. Ludzie musieli dojrzeć do takiego rozumienia Boga, który – jeśli coś stwarza – to stwarza to z miłości, w miłości i dla miłości. Jednak to my – niestety – często niszczymy dobro stworzenia, bo chcemy być jego (stworzenia) panami i decydować, czy to jest dobre, czy złe. Nasze kategorie są zupełnie różne od Bożych!

Bóg, według autora Rdz, postanawia zgładzić ludzi. Jednak był jeden człowiek, którego Bóg darzył życzliwością.

Oto dzieje Noego

„Oto dzieje Noego” – czytamy w Rdz 6, 9. Był to człowiek prawy, nieskazitelny, który żył w przyjaźni z Bogiem. Miał on trzech synów: Sema, Chama i Jafeta.

„Ziemia uległa skażeniu wobec Boga i napełniła się gwałtem. Gdy Bóg widział, iż ziemia jest skażona, że wszyscy ludzie postępują na ziemi niegodziwie, rzekł do Noego…” (Rdz 6, 11-13). Zanim przejdziemy do tego, co rzekł Bóg, chciałbym, byśmy się zatrzymali nad powyższym fragmentem. Na chwilę.

Nam się wydaje, że potop był czymś złym. Mówimy o karze dla ludzi, którą zesłał Bóg. Może i była to kara, ale spróbujmy się zastanowić, czy aby na pewno. Bo przecież Bóg wie, co jest dla nas dobre. I Bóg chce dla nas dobra. My traktujemy śmierć jako coś złego, ale przecież śmierć pomaga nam wyzwolić się z cierpienia, dalej nam wolność od konieczności śmierci. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale przecież stworzeni jesteśmy do życia. Kiedy dotyka nas śmierć i kiedy umieramy, to zaczynamy żyć w nowej rzeczywistości. Śmierć pomaga nam wyzwolić się z naszej śmiertelności! Choć to jeszcze nie jest takie oczywiste tutaj, w Rdz, gdzie nie ma Jezusa.

Bóg zsyła potop, aby definitywnie zakończyć lawinę grzechu, w którą wpadł człowiek. Jeśliby człowiek nadal uprawiał gwałt i postępowałby niegodziwie i nikt by tego nie przerwał – ściągnął by na siebie potępienie i by nie osiągnął życia wiecznego. Jeśli tak na to spojrzymy, to kara okazuje się litościwym i wspaniałomyślnym darem od Boga. Ktoś musiał przerwać ten upadek ludzi. A kto, jak nie Bóg?

Budowa Arki i potop

Bóg powiedział do Noego: „Postanowiłem położyć kres istnieniu wszystkich ludzi, bo ziemia przez nich jest pełna gwałtu; zatem zniszczę ich wraz z ziemią. Ty zaś zbuduj sobie arkę z drzewa żywicznego, uczyń w arce przegrody i powlecz ją smołą wewnątrz i zewnątrz (…). Ja zaś sprowadzę na ziemię potop, aby zniszczyć wszelką istotę pod niebem, w której jest tchnienie życia; wszystko, co istnieje na ziemi, wyginie, ale z tobą zawrę przymierze” (Rdz 6, 13-14. 17-18).

Noe miał zbudować arkę. Przecież ludzie to widzieli. Wychodzi na to, że NIKT się nie opamiętał, NIKT się nie nawrócił. Jak wielkie musiało to być zepsucie! Musieli śmiać się z Noego, bo przecież nie rozumieli go, a budowa „wielkiej łodzi” musiała być co najmniej dziwna i nie wierzę, że nie zwracała na siebie uwagi.

Potem Noe z rodziną i zwierzętami weszli do Arki, spadł deszcz i… „trysnęły z hukiem wszystkie źródła Wielkiej Otchłani i otworzyły się upusty nieba; przez czterdzieści dni i przez czterdzieści nocy padał deszcz na ziemię” (Rdz 7, 11). Wszystko, co pozostało na ziemi, zginęło.

Minęło sto pięćdziesiąt dni i wody zaczęły opadać (Rdz 8, 3).

Noe najpierw wypuścił kruka – ale ten wylatywał i wracał. Potem wypuścił gołębicę, ale i ona wróciła. Następnie znów Noe wypuścił gołębice – wróciła z zielonym listkiem drzewa oliwnego w dziobie. Kiedy ponownie ją wypuścił – nie wróciła już.

Kiedy ziemia już wyschła, Bóg nakazał Noemu wyjść z Arki.

W 17 wersecie 8 rozdziału mamy powtórzenie błogosławieństwa: „niech będą płodne i niech się rozmnażają”. To błogosławieństwo jest związane z opisem stworzenia świata w Rdz 1. Oto nowy początek. Bóg niejako na nowo tworzy świat.

Noe wybudował ołtarz i złożył ofiarę ze wszelkich czystych zwierząt. Kiedy Bóg poczuł miłą woń, powiedział: „Nie będę już więcej złorzeczył ziemi ze względu na ludzi, bo usposobienie człowieka jest złe od młodości. Przeto już nigdy nie zgładzę wszystkiego, co żyje, jak to uczyniłem. Będą zatem istniały, jak długo trwać będzie ziemia: siew i żniwo, mróz i upał, lato i zima, dzień i noc”. Miła woń to tak dosłownie zapach uspokajający. Słuszny gniew Boga mógł w końcu minąć. Natomiast usposobienie człowieka możemy oddać również inaczej: zamysły serca człowieka. Przecież serce jest zawsze odróżniane od tego, co na zewnątrz nas. To w sercu rodzą się nasze myśli, uczucia, słowa, decyzje, działanie. Bóg zna nasze serca do głębi, choć nie wiem, jak bardzo próbowalibyśmy udawać innych, pozorować (1Sm 16,7; Ps 17, 3; Jr 11, 20n). Przecież to właśnie w sercu szukamy Boga (Pwt 4,29; Ps 105,3), słuchamy Go (1Krl 3,9 Oz 2,16), służymy Mu (1Sm 12, 20), uwielbiamy Go (Ps 111, 1) i kochamy (Pwt 6,5). Serce proste, prawe, czyste to takie, którego nie oddzielają od Boga ani od ludzi żadne zastrzeżenia, ukryte myśli, żadne udawanie.

Bóg ponownie ustanawia prawa świata – na zawsze. On wie, że nasze serce pozostaje skłonne do zła, ale to przecież Bóg zbawia swoje stworzenie i – wbrew człowiekowi – prowadzi je tam, dokąd sam chce.

Przymierze

Przymierze Boga z Noem, którego znakiem jest tęcza, rozciąga się na całe stworzenie. Dotyczy każdego – człowieka i zwierzęcia. Każdej istoty żywej. Człowiek na nowo zostaje pobłogosławiony i uświęcony jako król stworzenia, ale nie jest to już królestwo pokoju. Nowa era ujrzy walki zwierząt z ludźmi oraz walki ludzi między sobą. Rajski pokój zakwitnie na nowo dopiero na końcu czasów (Iz 11, 6n). I jeszcze jedno. Każda krew należy do Boga, choć szczególnie dotyczy to człowieka uczynionego na Jego obraz. Stąd wielka przestroga: „Kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego” (Rdz 9, 6).

Uważam, że zasada krew za krew jest przestrogą, która miała na celu powstrzymać człowieka przed zabijaniem. Jeśli ktoś by chciał przelać krew innej osoby, zastanowiłby się, nim by to uczynił – przynajmniej ze strachu. Myślę również, że jest to odpowiedź na pytanie o przyczynę potopu. Kiedy Kain zabił brata, wtedy rozpoczęła się lawina zabijania siebie nawzajem. Bóg chciał to powstrzymać i dowodem na to jest przymierze z Noem. Niestety – ludzkość wzięła sobie dosłownie słowa Boga. Stworzono nawet „mścicieli krwi” (Lb 35, 19n).

Człowiek nie przestał zabijać. Zabił nawet własnego Boga – na krzyżu.

Noe pobłogosławił przed śmiercią Sema, swego pierworodnego syna (Rdz 9, 26-27). Sem jest przodkiem Teracha (Rdz 11, 10-26). Terach natomiast jest ojcem Abrama…

GENEALOGIA MESJASZA cz. 3.

onlinelogomaker-111415-2005

Kain i Abel 

Historia Kaina i Abla jest nam doskonale znana i wielokrotnie komentowana. Dlatego ja chciałbym akurat tutaj troszeczkę skupić się na innej sprawie, choć jak zwykle – musimy zachować pewną kolejność.

Mężczyzna nazwał swą żonę „Ewa” – po hebrajsku: Chawwah. To hebrajskie imię zostało wyprowadzone z innego hebrajskiego słowa: chajah – „żyć”. Dlatego właśnie w Piśmie Świętym czytamy: „Mężczyzna dał swej żonie imię Ewa, bo ona stała się matką wszystkich żyjących”.

Ewa urodziła dwóch synów – Kaina i Abla. Lecz ani Kain ani Abel nie są przodkami Jezusa. Jest nim Set.

Set urodził się po zamordowaniu Abla przez Kaina. I kiedy się urodził, Ewa powiedziała: „dał mi Bóg innego potomka w zamian za Abla, którego zabił Kain”. Set, to hebrajskie Szet od hebrajskiego czasownika szat, które oznacza: „on mi udzielił”. Bóg dał – udzielił – Ewie nowego syna. I to udzielenie zawarte jest w imieniu Seta. I od Seta – jeśli przeczytacie sobie 5 rozdział Księgi Rodzaju – wywodzi się Noe. Z kolei od Noego wywodzi się Abraham.

Jednak okazuje się, że sprawa nie jest wcale taka prosta…

Kto czyim potomkiem?

Świetną myśl podaje Tomasso Federici.

W Księdze Liczb (Lb 24, 21) czytamy, że Kenici są potomkami Kaina. Jednak nie  jest to tak oczywiste w przekładzie Pallottinum.  A kim są Kenici? Jest to plemię kananejskie, którego nazwa wywodzi się od Kaina. Kenici zamieszkiwali wśród Amalekitów. W Biblii Jerozolimskiej (ale nie chodzi o wydanie z Pallottinum, lecz o wydanie francuskie) dodaje się imię Kain do wersetu 21, gdyż uważa się, że jest to potrzebne dla poprawienia rytmu i przywrócenia gry słów między qajin („Kain”) i qen („gniazdo”). Wtedy mielibyśmy tak: Twoja siedziba jest trwała, Kainie / a twoje gniazdo uwite na skale.

Kenici to nomadzi (1 Krn 2,55, gdzie są braćmi Rekabitów), bardzo ściśle związani z Madianem (np. Lb 10, 29 i Sdz 1,16). Wyparci przez Edomitów osiedlają się w kraju Amalekitów (Sdz 1, 16; 1 Sm 15,4-6). Kaina należy powiązać z Kenazem poprzez imię ojca, Otniela, który sam był bratem lub bratankiem „Kaleba Kenizyty”, który spokrewniony był z pokoleniem Judy (Lb 32, 12).

I teraz robi się ciekawie!

Potomek pierwszego mordercy?

Na czele pokolenia Judy stoi Kaleb, zwany „Kenizzytą”. To właśnie jemu Jozue wyznacza dział ziemi Judy. „Kenici” są więc „częścią pokolenia Judy” i posiadają ziemię na „terenie górzystym”, ze stolicą w Hebronie. Ta ziemia obejmowała również Betlejem.

Bóg, spośród wszystkich narodów ziemi (Rdz 10) wybrał Sema i jego potomstwo (Rdz 11, 27-33). Spośród synów Teracha wybrał Abrama (Rdz 12, 1-3) i jego potomstwo: Izaaka i Jakuba. Spośród dwunastu synów Jakuba wybrał Bóg pokolenie Judy (Rdz 49, 8-12). Z pokolenia Judy wybrał półpokolenie Kainitów (inaczej albo Kenizzytów albo Kenitów) z Kalebem i stolicą w Hebronie (Joz 14, 6-15). Z tej połowy pokolenia wybrał rodzinę Jessego, a spośród ośmiu jego synów wybrał Dawida (1 Sm 16, 1-12) na którego zesłał swego boskiego Ducha, wszechmocnego i mesjańskiego (1 Sm 16, 13). Co to oznacza? Otóż Bóg wyprowadził Mesjasza z klanu MORDERCY – Kaina. Pierwszego mordercy w dziejach ludzkości, o którym mówi Biblia!

Oto otchłań, w jaką zstępuje Nieśmiertelny, Przedwieczny, ażeby przyjąć ciało grzeszników. Jezus przygarnia w ten sposób do siebie wszystkich Kainów z wszystkich czasów. Po co? To proste! Żeby go zbawić!

A co do Seta…

Wbrew pozorom nie stoi to w sprzeczności z tym, że Jezus wywodzi się z rodu Seta. Bo jak najbardziej również i od niego się wywodzi.

Set był synem Adama i bratem Kaina. Dopiero 5 rozdział Rdz mówi o tym, że Bóg stworzył człowieka – jednego człowieka jako mężczyznę i niewiastę – pobłogosławił im i nazwał ich „ludzie” (Rdz 5, 2). Co ciekawe – okazuje się, że istnieje różnica między „człowiekiem” a „ludźmi”. Ciekawe…

Kiedy Set się urodził, Adam patrząc na niego zauważył, że jest do niego podobny jak obraz. Adam miał 130 lat, gdy zorientował się, że jego potomstwo jest „na jego obraz”, czyli tak, jak on jest na „obraz Boży”. Podobieństwo Boże jest więc pewnym znamieniem natury, które pierwszy człowiek przekazuje swoim potomkom. Jesteśmy więc powołani do bycia na podobieństwo Boże i wciąż to znamię podobieństwa posiadamy w sobie, ale musimy się nauczyć korzystać z tego faktu.

No i tak na koniec – Henoch, potomek Seta (Rdz 5, 18-24). Henoch był PIERWSZYM WNIEBOWZIĘTYM CZŁOWIEKIEM. Naprawdę. Pisze o tym autor Rdz: „Żył więc Henoch w przyjaźni z Bogiem, a następnie znikł, bo zabrał go Bóg”. Podobnie było przecież z Eliaszem i najprawdopodobniej z Mojżeszem (przypomnijcie sobie to, co napisałem w konferencji nt. śmierci Jezusa w opisie z Ewangelii wg św. Marka). Wniebowzięcia nie są dla nas żadną nowością. Od dawien dawna one istnieją i dostąpili ich ludzie szczególnie zaprzyjaźnieni z Bogiem ludzie. A więc już tutaj otwierają się nam drzwi do dogmatu o wniebowzięciu Matki Boga. Kto by pomyślał?