Archiwum kategorii: Biblijnie

Felieton, cz. 1: „Bóg cię zna!”

„Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię” (Jr 1, 5). Bóg. On naprawdę troszczy się o nas – ludzi. On przenika i zna nas, przenika nasze zamysły i zna wszystkie słowa nasze nim my je wypowiemy (por. Ps 139). Zna nas z imienia. Kocha nas.

W trzech kolejnych numerach legnickiego „Echa Seminarium” pojawił się trzyczęściowy felieton: „Bóg Cię zna, zbawia i kocha”. Postanowiłem podzielić się tymi moimi przemyśleniami, które miały na celu przede wszystkim zachęcić czytelników do sięgnięcia po Pismo Święte, także z Wami, czytelnikami bloga. 

Nie jest wcale łatwo otworzyć Pismo Święte i je czytać. Księga, której używam, ma 1629 stron tekstu. To potrafi zniechęcić. Nim zdecydowałem się przeczytać Stary i Nowy Testament, wielokrotnie myślałem o tym, jak ja przebrnę przez tę nudę? Sam tekst. Co ciekawego może być w czymś napisanym jakieś… cztery tysiące lat temu?

Słyszałem od wielu ludzi, że będzie ciężko przebrnąć przez Księgę Kapłańską, Księgę Liczb, Pierwszą Kronik. Zniechęcony byłem do lektury Pisma Świętego bardziej, niż do „W pustyni i w puszczy”, które osobiście uważam za bardzo nudne dzieło Sienkiewicza. W końcu jednak usiadłem w ławce i otworzyłem Księgę Rodzaju.

Od tamtego dnia mija rok, a ja znajduję w Piśmie Świętym wspaniałe symbole, znaki, proroctwa, modlitwy, opisy bitew. Okazuje się, że nie można się nudzić czytając kolejne strony. Niesamowite zwroty akcji (polecam Wj 13, 17-31), świetnie ukazywane koleje losu Narodu Wybranego – jednym słowem – nawet Tolkien i Lewis nie powstydziliby się powieści napisanych z równie wielkim rozmachem. Nic dziwnego! Wszak autorem jest sam Bóg.

Przede wszystkim jednak ważne jest to, że Pismo Święte nie jest tylko „jakąś-tam-powieścią”. Gdy czyta się Pismo Święte, wtedy sam Bóg mówi do nas, wskazuje nam drogę, prowadzi nas ścieżkami życia. Staje się wtedy drogowskazem, celem, drogą. On – Bóg.

Bóg powiedział do proroka Jeremiasza: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię” (Jr 1, 5a). Bóg jest wspaniałym Ojcem, bardzo troskliwym. Kiedy pochyla się on nad niedolą człowieka, zawsze chce pomóc i robi to bardzo konkretnie (por. Wj 3, 7-10).

Bóg naprawdę się troszczy o nas. Nawet w obliczu popełnionego grzechu pierworodnego (Rdz 3, 6), czyli nieposłuszeństwa człowieka względem Boga, obiecuje On ludziom, że ich wybawi (Rdz 3, 14-15). Obietnica ta dawała nadzieję na przyszłość. Dlatego pomimo udręk potopu czy czterdziestoletniej wędrówki po pustyni wielu trwało nadal przy Panu. Bóg bowiem jest blisko tych, którzy Mu służą i są wierni względem Niego. Pomimo tego, że lud wybrany przez Boga nie trwał w wierności względem Niego, On i tak składa w końcu obietnicę królowi Dawidowi, że oto wzbudzi po nim potomka i utwierdzi jego królestwo na wieki (por. 2Sm 7, 12-16).Wiele lat później prorok Izajasz powie: „Oto Panna pocznie i porodzi Syna i nazwie Go imieniem EMMANUEL” (Iz 7, 14).

Czy zauważyłeś coś ciekawego w tym wszystkim? Nie mam jednak na myśli samej obietnicy na temat wyzwolenia. Chcę raczej pójść nieco dalej.

Nie bez przyczyny na początku umieściłem fragment z Księgi Jeremiasza. Pozwól, że zacytuję go raz jeszcze: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię”. Do tego dołóżmy jeszcze cały psalm 139 (jeśli masz Pismo Święte, przeczytaj go), moment obietnicy wyzwolenia z Księgi Rodzaju (Rdz 3, 14-15) czy nawet obietnica dana Dawidowi i w końcu słowa proroka Izajasza. Wszystkie one zwracają uwagę na taki fakt: potomek, człowiek, narodzony z niewiasty, dla którego Bóg będzie Ojcem.

Nie będzie dla świata żadnego pocieszenia do momentu, aż spełnią się obietnice dane Dawidowi i słowa skierowane przez Izajasza do Achaza. Nie będzie zbawienia do momentu, gdy Dziecko Niewiasty nie zmiażdży głowy złu. Jakkolwiek mi i tak wciąż chodzi po głowie zupełnie inna myśl.

Jak ma przyjść obiecany Mesjasz? Ma się począć i narodzić. Ma być dzieckiem Niewiasty, Panny. Ma być człowiekiem. Bóg, który tak bardzo nas kocha, że nawet tka nas w łonie naszych matek, zna nasze imię nim się narodzimy, który zna nasze myśli, słowa, czyny długo przed tym, nim my je poznamy, który stwarza nas „tak cudownie” jak pisze o tym Psalmista w psalmie 139 – chce, aby posłany Mesjasz stał się jednym z nas. Bóg chce pochylić się nad Nim tak samo, jak pochyla się nad nami i utkać go w łonie Niewiasty, aby mogła go porodzić.

Jezus Chrystus „istniejąc w postaci Bożej, (…) ogołocił samego siebie przyjąwszy postać sługi, stając się podobny do ludzi” (Flp 2, 6n). Przez to swoje uniżenie doświadczył dokładnie tego samego, czego i my doświadczamy – troskliwości Boga, który powiedział do nas: „Nie bój się robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam” (Iz 41, 14).

Wszechmogący Bóg posłał swoje Słowo do nas a my Słowa nie poznaliśmy (por. J 1, 10). Nasz Pan po urodzeniu został położony w żłobie, owinięty w pieluszki przez swoją Matkę, bo zabrakło dla nich miejsca w gospodzie (por. Łk 2, 7). Pan sam dał znak – Panna porodziła Syna, utkanego przez Boga z wielką troskliwością i miłością przez Ducha Świętego w Jej łonie. Dziewicy tej było na imię Maryja i była ona zaręczona z Józefem z domu i rodu Dawida (por. Łk 1, 27), któremu Pan obiecał, że to z jego potomstwa wzbudzi on Tego, którego tron i panowanie utwierdzi na wieki.

Zatroszczył się Bóg o swojego Syna tak bardzo, że wybrał ludzi prawych i pokornych na Jego rodziców tutaj, na Ziemi. Dał Mu ich miłość, ciepło, dobroć. Zatroszczył się o swojego Syna dokładnie tak samo, jak zawsze troszczy się o nas, dając nam to, co jest nam koniecznie potrzebne do życia. Bo On nas zna. On nas kocha. Bo on nas utkał pod sercem naszych matek!

Od zapowiedzi danej Dawidowi do momentu narodzenia Jezusa minęło około 1000 lat. Było to mniej więcej trzy tysiące lat temu . Najciekawsze jest to, że Bóg nadal się o nas troszczy. Tak samo, jak zatroszczył się o ludzi przed narodzeniem Jezusa i o samego Jezusa.

Oto malutka kropelka wody w oceanie bogactwa Pisma Świętego.

Spróbuj i Ty otworzyć księgi Starego i Nowego Testamentu. Warto!

Zapalić pochodnię, biodra przepasać…

Dzisiejsza Ewangelia (Łk 12, 35-38) jest wołaniem nie tylko o to, by czekać, ale także wskazuje JAK czekać. Bardzo mnie zachwyciły dzisiejsze sformułowania w Ewangelii wg św. Łukasza i postanowiłem się niektórymi myślami podzielić.

1. „Niech będą przepasane wasze biodra…” – Jezus nie mówi tutaj „przepaszcie”. Używa bardzo dziwnego stwierdzenia, jakby było to bardziej Jego życzenie: „chcę, aby…”, ewentualnie wyraża swoje wielkie pragnienie, byśmy zawsze mieli przepasane biodra. Co to znaczy? Cóż… Przepasanie bioder bardzo często następowało po umyciu się (oczyszczeniu) i było to zawsze pewnym synonimem czystości zewnętrznej, ale i wewnętrznej (np. po odbytej pokucie);

2. „I zapalone wasze pochodnie” – tutaj w zrozumieniu pomógł mi dziś diakon. Otóż: spróbuj zapalić pochodnię w małym pomieszczeniu i pomyśl, dlaczego głupio brzmi wytłumaczenie: masz siedzieć w domu i potulnie czekać z zapaloną pochodnią w ręku. Przecież można się zaczadzić! Pochodnie się KOPCĄ, więc jak na warunki mieszkalne czasów Jezusa, można by było się zabić, siedząc z pochodnią w domu. Dlaczego więc Jezus każe odpalić pochodnię? Po to, aby zmusić do wyjścia. Kiedy nadejdzie Pan, oczekuj na niego między domem a bramą, oświetl mu drogę. Wyjdź i czekaj, nie siedź bezczynnie!

3. „Bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci i zakołacze” – śluby w tamtych czasach trwały bardzo długo. A więc czekanie może się znudzić, można coś ukraść pod nieobecność swojego pana, można nie wykonać swoich obowiązków… Można także czekać na niego, być gotowym na jego powrót, wykonać wszystkie swoje zadania a wtedy on przyjdzie i w ramach wielkiej wdzięczności za wierność, obsłuży swoje sługi i pozwoli im ucztować. On stanie się sługą swoich sług!

Jezus mówi: „Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie”. Nawet nie wspomina On o szczęściu pana, który wróci. Mówi o szczęściu sług. Bo prawdą jest, że spotka ich wielka radość, bowiem ich pan będzie wdzięczny im za wierność. Wierność pomimo długiego, wydawać by się mogło – bezowocnego czekania. A jednak czekanie, nawet żmudne, sprawi, że słudzy będą ucztować a On, Pan, będzie dla nich wszystkim, obdarzy ich wielkim szczęściem, wielką miłością, wielkimi zaszczytami.

Wierność nie jest nudna! Wierność nigdy nie może się znudzić! Wiernym trzeba być do końca, zawsze, bez przerwy, bez wyjątku.

Trzeba więc nam zapalić pochodnie, biodra przepasać i wyjść z ciasnych, brudnych, zakurzonych i małych ram pychy, egoizmu i grzechu, stanąć przed bramą swojego serca i oczekiwać. Bo Pan w każdej chwili może przyjść i zapukać. Otwórz wtedy bramę serca, oświetl mu drogę – on skruszy Twoje ograniczenia, oczyści Twoje życie i z wdzięcznością posadzi Ciebie przy stole uczty, przy stole życia i da Ci to, co ma najlepszego – swoją Miłość.

Zawalczyć o życie!

Tyle w dzisiejszym świecie mówi się o tym, by robić to, na co tylko ma się ochotę. Kłam – jeśli ma to tobie w czymś pomóc, oszukuj – jeśli masz coś zyskać, jesteś homoseksualistą – poddaj się temu i żądaj równouprawnienia dla swoich dewiacji, pij, baw się, używaj! RÓB CO CHCESZ!

Psychologowie tak często namawiają do tego, by nie tłamsić swoich pragnień (nawet tych złych!), by robić to, co chce się robić. Generalnie ująć to można w słowach: „hulaj dusza, piekła nie ma!” – co za bzdura!

Jezus Chrystus mówi: „Kto nie bierze swego krzyża,(…) nie jest mnie godzien” (Mt 10, 38) a w innym miejscu zachęca, by zaprzeć się samego siebie, wziąć krzyż i Go naśladować (Por. Mt 16, 24).

Co znaczy „zaprzeć się samego siebie”? To znaczy zaprzeć się tego, co pochodzi z tego świata. Zaprzeć się tego, co we mnie złe i co od Boga nie pochodzi, walczyć z tym i ZWALCZAĆ to w sobie, bo jeśli nie jest to Boże, to jest to złe!! Jeśli moje „ja” nadane mi przez siebie samego jest dla mnie ważniejsze niż moje „Ja” ofiarowane mi przez Boga, to znaczy, że mam się czego wypierać.

A brać krzyż i naśladować Chrystusa oznacza, że nie możemy pozwolić na to, by dać się stłamsić przez ten krzyż.

Chrystus bowiem sam wziąć krzyż, sam go przyjął – z WOLNEJ WOLI. To była Jego decyzja, jego pragnienie – ponieść krzyż i ofiarować siebie.

Podjąć krzyż znaczy więc, że mamy wziąć te nasze wszystkie słabości i stawić im czoła – czyli – zaprzeć się ich, radzić sobie z nimi, walczyć z nimi. Nie pozwolić na stłamszenie nas krzyżem, ale samemu ten krzyż wziąć i ponieść. Zawalczyć o życie! Kroczyć po nie.

Jezus da nam wystarczająco dużo sił. Nie pozwoli On na to, by nam ich zabrakło a jeśli nawet zabraknie, to On poniesie z nami ten krzyż.

Ale trzeba WALCZYĆ!

Walczyć o swoje życie tak samo, jak Jezus zawalczył o życie każdego z nas.

Twój los jest w twoich rękach. Podejmij krzyż. Nie poddawaj się. Nie pozwól się przygnieść ciężarem tego, co w tobie złe. Zawalcz o swoje życie. Już dziś. Nie jutro, nie za tydzień. Teraz.

Nasz Bóg, to Bóg pełen MIŁOŚCI!

            Nie wszyscy chrześcijanie mają świadomość tego, jak bardzo Bóg kocha wszystkich ludzi i jak wiele jest gotów uczynić z miłości dla nich. Rok Wiary powinien pomóc nam w pogłębieniu jej. Jednak wiara bez miłości nie może się ostać. Miłość jest jej fundamentem.

            „Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bój jest miłością” (1J 4,8) napisał Jan Ewangelista w swoim liście. Prawda niezaprzeczalna. Z tej miłości stworzył wszechświat, stworzył nas i wszystko to, co nas otacza. Oddał za nas życie, pozostawił nam samego Siebie i wciąż ożywia nas swoją wszechmocą. Chciałbym zabrać was, drodzy czytelnicy, na niedługi spacer po ogrodach miłości Boga.

 

  1. Miłość Boga Stwórcy.

Wielka miłość Boga objawia się w akcie stworzenia. On, który Jest miłością, chce kochać, dać istnienie. Chce w swojej wszechmocy dać początek istnienia, aby jak najpełniej realizować się w miłości i ofiarować miłość, aby przez to samemu móc być kochanym.

Tworzy więc wszechświat i nas. Starotestamentalny opis stworzenia świata, który znajduje się w „Księdze Rodzaju” podaje, w symbolice dni, proces tworzenia istnienia. Bóg, pełen miłości, tworzy, daje początek. Kiedy stworzył już świat, umieścił w nim człowieka, którego „Stworzył (…) na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę (…)” [Rdz 1, 27]. To stworzonemu mężczyźnie oddaje wszystko, całą ziemię, wszystkie stworzenia. Jednak aby miłości na ziemi stało się zadość, Bóg postanawia: „<<Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc>>” [Rdz 2, 17] i tworzy z żebra mężczyzny niewiastę.

Bóg w pełni swojej miłości oddaje wszystko człowiekowi i co więcej, sprawia, że człowiek może kochać także inne istoty. Nie tylko zwierzęta, ale i tą, która „jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!” jak powie Adam o Ewie [Rdz 2, 23]. Człowiek ma możliwość kochania drugiego człowieka, co jest wielkim dla nas darem od Boga.

Jednak całe to piękno kończy się wraz z grzechem pierworodnym. Szatan wykrzywia obraz Boga w ludzkim sercu i powoduje upadek człowieka. Upadek ten jest konsekwencją zwątpienia w szczerą miłość Boga.

2. Miłość Boga Przymierza.

Bóg jest tak bardzo miłosierny, że chce nam zawsze wybaczać. Najprostszy tego przykład to fakt, że pomimo grzechu pierworodnego, On dalej chce nas kochać, dalej traktować nas jak swoje dzieci. Pomimo wielkiej grzeszności człowieka Bóg chce naszego powrotu, naszego zbawienia.

Zawiązuje więc z nami Swoje Przymierze. Pierwsze z Noem po potopie, kiedy to powie do niego: „<<Upomnę się też  u człowieka o życie człowieka i u każdego – o życie brata. Jeśli kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego>>” [Rdz 9, 5-6]. To żądanie o przelanie krwi, moim zdaniem miało na celu wystraszenie ludzkości i zmusić w jakiś sposób człowieka do zastanowienia się przed popełnieniem morderstwa. Czy człowiek jednak przestał zabijać?

Gdybyśmy przejrzeli dokładnie kolejne Księgi Starego Testamentu, ujrzelibyśmy, że oto Bóg nawiązuje kolejne Przymierza. Po Noem jest Abraham, po nim Mojżesz aż w końcu Dawid. Sprawa się komplikuje. Bóg musi coraz więcej znaków ostrzegawczych i drogowskazów stawiać na drodze ludzkości. Najpierw Bóg obiecuje Abrahamowi, że jego potomkowie będą mieli własny kraj. Następnie zawiera przymierze na  Synaju z Mojżeszem. Daje ludzkości Dekalog (czyli dziesięć przykazań o czymś, co jest przecież naturalne: Bóg chce miłości wobec siebie i bliźnich!). Jednak wiele spraw zaczyna konkretyzować, stąd tak wiele przepisów Prawa danych Mojżeszowi. Aż w końcu Bóg zapowiada Dawidowi: „<<Kiedy wypełnią się Twoje dni (…), wtedy wzbudzę po tobie potomka twojego (…) i utwierdzę jego królestwo>>” [2Sam, 7,12]. Bóg zapowiada przyjście swojego Syna [2Sam 7, 14]. Ludzkość bowiem tak bardzo zapędza się w swoich grzechach, że okazuje się, iż nie ma innego wyjścia, jak ofiarowanie się Boga. Jakie ofiarowanie? Pełne. Pełnia zaś ofiarowania objawia się na krzyżu.

3. Miłość Boga – Człowieka.

Odrzucony Bóg rodzi się w ludzkim ciele w stajni w Betlejem. Bez fanfar, bez tłumu ludzi, bez bogatego stroju. Nagi, bezbronny i w żłobie. Widzę tutaj coś w rodzaju pierwotnego stanu szczęścia Raju. Bóg nagi na sianie – Adam nagi w Edenie. Maryja i Józef stają się przykładem pełnej ufności wobec Boga, czyli tego, co odrzucili Ewa i Adam.

Co więcej – Jezus zawsze jest odrzucany przez człowieka. Ludzkość odrzuca go, kiedy przychodzi w ludzkim ciele [Łk 2, 7], odrzuca Jego naukę, szemra przeciwko niemu i chce go zgładzić [Łk 19,47] aż w końcu pada to najgorsze stwierdzenie: „Na krzyż z Nim!” [Mt 27, 23].

Bóg jednak wciąż kocha.

Przypomnijmy sobie słowa przymierza Boga z Noem. „Jeśli ktoś przeleje krew…”. Pełnia złamania tego przymierza to śmierć Jezusa, kiedy to ci, którzy krzyczą: „Ukrzyżuj! Ukrzyżuj!” [J 19, 6] mówią następnie: „My mamy Prawo, a według Prawa powinien On umrzeć” [J 19, 7] wcześniej powiedzieli „Nam nie wolno nikogo zabić” [J 18, 31]. Oskarżyciele chcą śmierci Jezusa, ale także nie chcą ponosić winy za Jego śmierć. Próbują się wybronić. Jednak zapędzają się w swoich krzykach i wtedy pada to znamienne zdanie: „Krew Jego na nas i na dzieci nasze” [Mt 27, 25].

Ludzkość zabija Tego, Który całe swoje nauczanie i cuda opierał na miłości. Bo przecież uzdrawia wielu ludzi, między innymi chromego nad sadzawką [J 5, 1-18], paralityka [Łk 5, 17-26], kobietę cierpiącą na krwotok [Mk 5, 21-34] i wielu, wielu innych. Jezus uczy o obowiązku przebaczenia [Łk 17, 3-4], uczy, jak ważna jest pokorna służba [Łk 17, 7-10].

Kiedy uczył w przypowieści o zabłąkanej owcy poszukiwanej przez pasterza [Łk 15, 1-7], sam o Sobie powie: „Ja jestem dobrym pasterzem” i doda: „Dobry Pasterz daje życie swoje za owce” [J 10, 11]. W przykazaniu miłości, danym nam przez Jezusa, mieszczą się wszystkie przykazania dane Mojżeszowi. Jest to streszczenie pełni przesłania Boga z Góry Synaj. Ponowne wezwanie do miłości. Czy jakikolwiek pasterz odda życie za owce, których nie kocha? „Nikt nie ma większej miłości” powie Jezus „od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” [J 15, 13] i doda: „Wy jesteście moimi przyjaciółmi” [J 15, 14].

Pełnia grzeszności ludzi ukazuje się w tym samym momencie, kiedy objawia się pełnia miłości Boga. Jezus oddaje swoje życie za nas! Przybity do krzyża, cały pobity, ubiczowany, wyszydzony i upokorzony oddaje swego Ducha w ręce Ojca [Łk 23, 46]. Tak, jak ogołocony był przychodząc, tak tez ogołocony pozostał odchodząc. W pełni swojej miłości.

4. Miłość Boga Nowego Przymierza.

Nowe przymierze zostało przypieczętowane śmiercią Jezusa, Jego przelaną Krwią i ofiarowanym Ciałem. Lecz Jezus zmartwychwstał, wstąpił do Nieba i króluje [por. 1 Kor 15, 3-4].

Pozostawił nam jednak najwspanialszy dar, coś, co w sumie nie mieści się w naszych głowach. Coś, czego nie zrozumiemy bez wiary i miłości w sercach. Jezus powiedział wszak do uczniów: „To czyńcie na moją pamiątkę” [Łk 22, 19]. Co mieli czynić? Mieli brać w swoje ręce chleb i kielich z winem, błogosławić je i powtarzać za nim: „<<To JEST ciało moje (…). To JEST moja krew>>” [Mt 26,26 i 28], aby mógł stać się obecny w swoim Ciele i swojej Krwi wśród nich. Była to ostateczna realizacja złożonej przez Jezusa obietnicy: „<<Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym>>” [J 6, 54]. Bóg daje nam swoje umęczone, ukrzyżowane i zmartwychwstałe Ciało, aby być obecnym namacalnie. Kiedy zostaje uzdrowiona kobieta, która dotyka się Jego szaty [Mk 5, 21-34], Jezus mówi do Niej: „Córko, Twoja WIARA cię uzdrowiła”.

Jej wystarczyło dotknięcie szaty Chrystusa. On natomiast nam, ze względu na swoją niezgłębioną miłość, daje możliwość dotykania nie tylko szaty, ale i swojego Ciała, picia Jego Krwi.

Ten niezmierzony i nieogarnięty Bóg, niepojęty w swoim boskim Istnieniu, miłości i miłosierdziu, staje przed nami, zakryty jedynie cienką warstwą chleba. Nasze zmysły, tak bardzo zwodnicze, nie dostrzegają Go i nigdy nie dostrzegą bez wiary, tak bardzo ważnej i koniecznej.

Wystarczy popatrzeć na ten kruchy kawałek Chleba, naszego pokarmu, na Ciało Jezusa, by dostrzec ponownie to Jego ogołocenie. Zimna świątynia, wielka i monumentalna i On, kruchy i bezbronny ze względu na swoje uniżenie i chęć najgłębszego ukochania człowieka. W naszych czasach, kiedy materializm jest częstym powodem odrzucenia Boga i Jego nauki miłości, na ołtarzu objawia się ponownie On, jako ogołocony z wszelkiego posiadania, w pełni pierwotnego stanu szczęścia. Raj objawia się na naszych oczach na Ołtarzu właśnie.

5. Zakończenie.

Rok Wiary może umocnić naszą wiarę, która wypływa z miłości i z nadziei.

Wydaje mi się, że każdy Chrześcijanin ma świadomość przemijalności. Nadzieja natomiast usposabia nas do ciągłej radości i szczęścia, bo jest odpowiedzią właśnie na miłość i na wiarę. Nasz Bóg jest Bogiem pełnym miłości.

By Miłość była wszystkim…

Kochać i być kochanym to więcej niż żyć. Kochać i wszystko oddać ze względu na miłość to więcej niż heroiczność czynu. Jednak kochać jest tak bardzo ciężko…

„Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13.) – powiedział Jezus do swoich uczniów i dodał: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję” (J 15, 14.). Niesamowicie też brzmią słowa Jezusa: „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce” (J 10, 11.).

Uwielbiam te momenty, kiedy słowa Jezusa wypełniają słowa Starego Testamentu, kiedy wyjaśniają je, sprawiają, że to słowo staje się żywe. „Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego” (Ps 23, 1.) . Jezus jest Panem. Czynić to, co przykazał, to znaczy żyć. A przykazał nam jedną rzecz, najważniejszą… „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mt 22, 37-39).

Wciąż na nowo odkrywam tą rzecz pozornie ukrytą w drugiej części Przykazania Miłości. „Jak siebie samego”. Nie można więc kochać drugiego człowieka, jeśli najpierw nie pokocha się siebie. Najpierw trzeba pokochać swoje słabości, swoją niemoc, wszystkie ograniczenia. Kochać Boga, kochać siebie i wtedy dopiero pokochać drugiego człowieka. Kochać nade wszystko. By miłość była wszystkim…