Archiwum kategorii: Biblijnie

22. Jak żyjesz? – Mt 7, 1-23

Żydzi uważali, że są „w porządku”, bo spełniają uczynki wymagane przez Prawo. To znaczy: myli dłonie, liczyli kroki w szabat, robili wszystko, żeby tylko nie zaciągnąć nieczystości. A jak się zaciągało nieczystość? Dotykając czegoś lub kogoś nieczystego. 

Nie dotknę trędowatego, bo on jest nieczysty. Nie dotknę żebraka – bo jest nieczysty. Kubek też umyję, tak na wszelki wypadek, bo może być nieczysty (ktoś, kto jest nieczysty, mógl dotknąć ten kubek, albo jakaś nieczysta mucha mogła go dotknąć…), a jak wypiję z nieczystego kubka płyn, który przez nieczysty kubek tez stanie się nieczysty, to i ja się stanę nieczysty.

A jak u nas to funkcjonuje?

Czy mijając pijaka, od którego zwyczajnie śmierdzi, zatrzymam się, by mu pomóc? Dotknę go? Dlaczego nie? Bo jest „ohydny, obleśny, brudny…” – no właśnie… Nieczysty! 

A Jezus mówi, że bardziej nieczyste od tego pijaka może być moje serce, a więc i moje życie. 

Nie jest ważne to, jak się kreuję „na zewnątrz”. Nie jest ważne to, jak wyglądam, co ubieram na siebie, czym się ozdabiam, z czego jem, piję, czy cokolwiek innego. Nawet nie jest ważne to, czy w oczach drugiej osoby (czy tez wielu osób) jestem „w porządku”, fajny, dobry, śmieszny – no właśnie… Czysty. Mam czyste ręce! Mam czyste włosy! Jestem czysty (na zewnątrz). To nie jest ważne! Naprawdę!

O wiele ważniejsze jest to, czy znam prawdę o sobie. Co mam „w sobie”? To grzechy czynią mnie prawdziwie NIECZYSTYM, nie zewnętrzna „powłoka” czystości, czy pobożności. Wiecie? Znam takich, którzy ładnie składają ręce, robią nawet pobożne, poważne miny na Mszy… A są ostatnimi… Nie dokończę. Życiowo są gorsi od tych, których znam, i którzy święci nie są. I my mamy z tym problem! Bo wolelibyśmy ładnie wyglądać i żeby to wystarczyło. Nie wystarczy! Sorry, ale NIE WYSTARCZY. O wiele ważniejsze jest to, JAKIM JESTEŚ CZŁOWIEKIEM WEWNĄTRZ SIEBIE?!

My mówimy, że serce daje życie. Generalnie – utożsamiamy serce z życiem. Serce bije – człowiek żyje. Serce się zatrzymuje, człowiek przestaje żyć. 

A to nie tak! 

Serce przestaje bić, kiedy tracimy życie. To Bóg jest dawca życia. I serce musi być podporządkowane Bogu. 

Można żyć dwojako.

Albo żyć „według serca”, albo „według Boga”. Zależy, co dla nas jest prawdziwie BOGIEM. Serce (a więc moje grzechy, które popełniam, bo dają mi jakieś poczucie spełnienia moich pragnień, bo dają mi przyjemność), czy Bóg? 

Kiedy myślę, że to serce daje życie, wtedy wydaje mi się, że mogę panować nad moim życiem i robić, co chcę. Bo przecież serce należy do mnie, jest we mnie, jest moją własnością (i analogicznie życie), a wtedy wydaje mi się, że jestem panem swojego życia. 

Nie jestem! 

Panem jest Bóg. 

I kiedy On zabierze mi życie, wtedy moje serce zamieni się w proch. 

I jeżeli moim bogiem jest serce, a to, co robię, ma mi dać jedynie moje własne szczęście i przyjemność dla mnie – to skończę tak, jak to moje serce: stanę się prochem i nie będzie we mnie życia.

Jeżeli natomiast Bóg zakróluje na tronie mojego serca, wtedy On da mi życie wieczne. 

Innej drogi nie ma.

Jezu. 

Proszę Cię, abyś zakrólował nad moim życiem. 

Tylko o to dziś pragnę prosić. 

Zakróluj nade mną i moim życiem. Amen.

21. Największy cud – Mk 6, 45-56

To takie ciekawe, że uczniowie wciąż nie rozumieją, wciąż są zaskoczeni, zdumieni, a ludzie w Genezaret widząc Jezusa po prostu zaczynają przynosić do Niego chorych.

Jezus idzie po wodzie do uczniów. Oni się boją – to zrozumiałe. Noc, wiatr, są zmęczeni może nawet trochę wystraszeni. A do tego jeszcze taki niecodzienny widok! Mieli prawo się wystraszyć.

Jezus mówi do nich: Tharseite, ego eimi. Me fobeisthe! – odwagi, Ja jestem. Nie bójcie się! 

Bardzo ważne są słowa: EGO EIMI. 

Greckie Ego eimi, to hebrajskie JHWH, czyli polskie: Ja jestem. Jahwe – imię Boga! Tu trzeba przeczytać 3 rozdział Księgi Wyjścia. 

Może będzie to trochę naciągane, choć wątpię, ale warto zauważyć, że Mojżesz był zdumiony, zaskoczony i trochę zlękniony. Zdumiony krzewem płonącym, ale się nie spalającym, zaskoczony tym, co ma uczynić i zlękniony obecnością Boga – zakrywa twarz. I wtedy Bóg mówi do niego: Jestem, który Jestem. Jestem. 

Jezus mówi tu dokładnie to samo: Ego eimi – Jestem. Gdy wchodzi do łodzi wiatr się ucisza. A uczniowie dziwią się i nic nie rozumieją. A ludzie w Genezaret mają taką wiarę, że dotykają płaszcza Jezusa i są uzdrawiani.

Można mieć Boga obok siebie. W łodzi swego życia. I nic nie rozumieć! A można Boga spotkać po raz pierwszy i doświadczyć cudu.

To nie jest łatwe! My lubimy spektakularne momenty. Zauważcie jedno – uczniowie są świadkami cudów. ŚWIADKAMI. 

Czy do tej pory jakiś cud dotyczył bezpośrednio jakiegoś Apostoła? Np. jakiś cud uzdrowienia? Nie! Nie ma takiego cudu! 

Jezus będzie uciszał burze wokół mnie, będzie pozwalał mi na to, abym widział Jego cuda. Będzie mnie posyłał. Będzie obok mnie, a ja będę Jego narzędziem, i być może nie doświadczę cudu! Ja sam na sobie mogę NIE DOŚWIADCZYĆ CUDU.

I co cóż z tego? 

Bóg jest obok mnie! 

To jest NAJWIĘKSZY cud. 

On mnie prowadzi, On mnie uczy, On mi towarzyszy. On jest obok mnie! A ja wciąż chce więcej…

Nie można więcej. 

Nie można bardziej. 

Nie można doświadczyć większego cudu, jak Jego bycie obok mnie. 
Nie można. 

Wszystko inne wypływa z Jego obecności.

Jezu. 

Dziękuję Ci za to, że jesteś w moim życiu, przez co jest ono wypełnione największym cudem – Twoją obecnością, nawet pośród burz i przeciwnych wiatrów. Otwieraj moje oczy na Twoją obecność. Otwieraj moje oczy na Ciebie, Panie. Amen.

20. Jak mogę stać się cudem? – Mk 6, 30-44

Apostołowie wracają do Jezusa i zdają relację z tego, co dokonali. Jezus chce, by trochę odpoczęli, ale ludzi jest tak wielu, że nawet nie ma na to szansy. Jest wielu potrzebujących. Mój odpoczynek często musi zamienić się w służbę.

Mój tato często mówi, ze jak człowiek ma zajęcie, to głupstwa mu nie przychodzą do głowy. Coś w tym jest.

W oczach Jezusa ci, którzy są daleko od Niego, są owcami bez pasterza. Jezus chce być Twoim pasterzem. Ale tu konkretnie chodzi o Naród Wybrany. Ich pasterze paśli samych siebie. Nie dbali o owce.

Co czyni Jezus? Karmi w cudowny sposób wielką liczbę ludzi. I to jest fakt. Jednak jest też tutaj ukryta pewna symbolika.

5 chlebów – Tora (Prawo, Pięcioksiąg).

2 ryby – Psalmy i Prorocy.

Jezus karmi Naród Wybrany tym, co posiada Naród Wybrany. Karmi ich tym, w co wierzą. Bierze całe Prawo i Pisma w swoje ręce i karmi tym Żydów. To nie jest Mu obce! Nie ucieka przed tym! Staje się prawdziwym Pasterzem Izraela.

Uczniowie chcieli iść na łatwiznę. A Jezus im nie pozwala. Mowi: „WY dajcie im jesc”. WY!

MY mamy dać jeść. JA mam poświęcić swój czas, swoją energię, swoje zasady – i dać ludziom jeść. Ale. Nie nakarmię tak wielkiej liczby ludzi, jeżeli tego, co mam (a mam bardzo mało) nie złożę w rękach Jezusa.

Tylko w Jego rękach może dokonać się cud.

Tylko przez Jego ręce mogę zaspokoić ludzki głód.

Wszystko złożyć w rękach Jezusa, całe moje życie, a zobaczę największe cuda.

W Jego rękach ja mogę stać się cudem. Kosztem błogosławienia, łamania, rozdawania – ale w Jego rękach i przez Niego.

Jak pięknie jest być połamanym i rozdanym przez Boga cudem!!!

 

Jezu.

Nie pozwól mi popaść w lenistwo fizyczne, czy duchowe. Rozpalaj we mnie nieustannie ducha służby.

I weź w swoje ręce moje życie i błogosławi je, łam i rozdawaj – bym będąc narzędziem, mógł stać się cudem. Nie dzięki mojej małości czy moim zasługom, ale dzięki Twojej wszechmocy.

Pozwól mi do Ciebie wracać. Bądź mi pasterzem. Pozwól mi być w Twoich rękach. Amen.

19. Tchórz i już! – Mk 6, 14-29

Mówi się o Jezusie. Usłyszał nawet o Nim król Herod. I nikt nie mógł zrozumieć, kim On jest. 

Jan juz nie żyje, kiedy Marek opisuje jego śmierć. I ten opis jest otwarty przez rozesłanie Dwunastu, a zamknięty przez ich powrót. O powrocie będzie jutro, choć ważne jest zobaczenie tego „tryptyku”. Bo dzięki niemu można zrozumieć, że misja głoszenia Prawdy jest równoznaczna z poniesieniem męczeństwa. Świat nie lubi prawdy. A już najbardziej tej, która dotyka go bezpośrednio. 

Jan nazywa grzech po imieniu. 

Herod chciałby się go pozbyć, ale ma konflikt sumienia – no bo wie, że Jan ma rację. 

Herodiada nie boi się użyć własnej córki do osiągnięcia swoich celów. Nie kieruje się dobrem swojego dziecka, ale własnym – chce zagłuszyć własne sumienie. Nawet kosztem poświęcenia dziecka, jego przyszłości, psychiki, wszystkiego. 

Herod złożył przysięgę. I nie umie się wycofać. Dla honoru godzi się zabić człowieka! 

Herod obiecał, że da dziewczynie to, co ta zechce. Chciała głowę Jana na złotej tacy. Herod posyła kata. 

Kto DAJE dziewczynie głowę Jana na misie? Kat, nie Herod. Herod nie bierze tacy w swoje ręce. Chce uniknąć odpowiedzialności. Zachowuje się tak, jakby nie chciał brać w tym udziału. Wycofuje się. Nakazuje zabić i nie bierze za to odpowiedzialności. 

Ja grzeszę (obmową, plotkarstwem, wyśmiewaniem, oszczerstwami – wymierzając to w bliźnich) i nie chcę później ponosić za to odpowiedzialności. 

Czy nie jest czasem tak, że gdy ktoś mówi mi prawdę w oczy, bolesną prawdę o mnie, nie chcę go zdyskredytować, zniszczyć? W imię „mojego świętego spokoju”?

Trójjedyny Boże. 

Dawaj mi siłę do stawania w prawdzie o sobie. Nie pozwól mi wykorzystywać innych, może słabszych, do osiągania własnej korzyści. I spraw, o Trójjedyny, bym nie był tchórzem. 

Uchroń mnie od tchórzostwa. Amen.

18. Idź i czyń – Mk 6, 7-13

Jezus rozsyła Dwunastu. Ale zanim ich wysyła, przywołuje ich do siebie. Każde posłannictwo musi mieć początek w przyjściu DO Jezusa na JEGO wezwanie. Bliskość z Jezusem jest gwarantem udanej misji!

Co znaczy, że należy mieć ze sobą jedynie suknię, laskę i sandały? Znaczy to, że w trudzie pasterskiego wędrowania i głoszenia musimy polegać na Ojcu. On się zatroszczy.

Polecenie drugie: pozostać w domu, do którego się weszło i zostało się przyjętym. Wielka jest pokusa, żeby szukać lepszych wygód, wygodnienszego łóżka, smaczniejszego jedzenia czy w końcu mniej męczących domowników. Wraca jak echo: jaka wspólnota jest, tak jest, ale…

Jezus rozsyła po dwóch, bo gdzie dwaj albo trzej zebrało się w Jego imię, tam jest On obecny. Wszystkie cuda dokonywane są nie mocą apostołów, ale mocą Jezusa, bo jeśli zgodnie dwóch o coś prosić będzie w Jego imię, Ojciec to da. Uczniowie jeszcze tego nie rozumieją, wiec idą dwójkami, żeby nie popaść w pychę indywidualizmu. Muszą się mierzyć ze sobą nawzajem. Muszą uczyć się pokory wobec siebie. To wielka rzecz!

I Jezus daje im władzę nad duchami nieczystymi, nad chorobami i powierza im misję głoszenia nawrócenia (metanoi – zmiany myślenia).

Czy to czegoś przypadkiem nie przypomina?

Dokładnie tak wygląda misja JEZUSA!

Na pustyni usługiwały Mu anioły (nie brać niczego…), ujarzmiał złe duchy, uzdrawiał i głosił wzywając do nawrócenia.

Jezus najpierw pokazał JAK. Teraz uczniowie czynią to, co należy. Dlatego tak ważne jest to, by wszystko zaczynać od Jezusa – On jest WZOREM DO NAŚLADOWANIA i ŹRÓDŁEM POSŁANNICTWA!

Czy ja każdy mój dzień rozpoczynam od spotkania z Jezusem? Czy patrze na Niego, by móc Go naśladować?

Bo to jest WAŻNE!

Bardzo ważne!

Sedno jest w tym, by NAJPIERW był Jezus. By NAJPIERW spotkać Jezusa!

Jezu. 

Niech Twój Duch Święty nieustannie prowadzi mnie do Ciebie. Niech mnie jednoczy z Tobą. Ty bądź w centrum mojego życia. Chcę, byś Ty był dla mnie wzorem nade wszystko! Daj mi łaskę rozpoczynania wszystkiego od spotkania z Tobą. Niech wszystko co czynię, będzie Twoim dziełem. Twoim, nie moim. Amen.