Archiwum kategorii: Biblijnie

32. O małżeństwie i dzieciach słów parę – Mk 10, 1-16

Dwie bardzo ważne sprawy!

Pierwsza – nierozerwalność małżeńska. Druga – pozwolenie, aby dzieci przychodziły do Jezusa.

W sprawie małżeństwa Jezus jest bardzo precyzyjny. Nie trzeba nawet komentować stwierdzenia o nierozerwalności małżeństwa. Widać tu jednak dwie istotne sprawy: pierwsza – Bóg ustanowił małżeństwo jako świętą jedność; druga – to Mojżesz (a więc człowiek) dopuścił rozwód. Nie Bóg. A my mamy postępować według woli Boga, nie człowieka.

Kwestię nierozerwalności małżeństwa Jezus uzasadnia cytatami z Rdz 1, 27 i 2, 24. To też są bardzo ważne teksty! One mówią wprost o JEDNOŚCI w małżeństwie.

Rdz 1, 27: „Stworzył więc Bóg człowieka, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę”. Bóg stworzył JEDNEGO człowieka tak, jak On jest JEDEN. Ale JEDEN człowiek, to kobieta i mężczyzna, natomiast JEDEN Bóg to Trójca. Jedność we wspólnocie! Co więcej! Tylko ta jedność daje płodność! Tak, jak Bóg ma moc stwórczą, tak też mają ją małżonkowie (choć ograniczoną, bo tylko Bóg jest wszechmogący). Małżonkowie, razem, otrzymali przykazanie: „Bądźcie płodni…”. Bądźcie, a nie bądź. A więc: dawajcie życie! Tak, jak Bóg daje życie… (Rdz 1, 28).

Rdz 2, 24: „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną TAK ŚCIŚLE, że stają się jednym ciałem”.

Co jest prawdziwym małżeństwem?

Wspólnota jedności kobiety i mężczyzny, którzy łącząc się w jedno ciało, są w potencjalnej możności dania życia.

To jest małżeństwo.

To jest prawdziwa miłość!

Tak chciał Bóg. I żaden człowiek nie ma prawda tego zmieniać. ŻADEN!

W każdym innym wypadku – tak, jak mówi Jezus…

Wiem, że to nie jest łatwe. Ale to jest ważne!

Druga sprawa, a więc dzieci…

9, 37: „Kto jedno z tych dzieci przyjmuje w imię Moje, Mnie przyjmuje”, a chwilę po tych słowach Jezusa (10, 13), uczniowie nie pozwalają dzieciom przychodzić do Jezusa. Z zazdrości moim zdaniem. Bo uczniowie chcieli, żeby do nich należało królestwo, a Jezus pokazał, że należy ono do dzieci, które przecież nic nie mają… Nic.

Dzieci mają PRAWO i PIERWSZEŃSTWO w byciu blisko Jezusa. I koniec tematu! o!

 

       Jezu.

            Dziękuję Ci za jedność moich rodziców, dzięki której mam życie. I dziękuję Ci za wszystkich ludzi, żyjących w jedności sakramentalnej. Proszę Cię także, abyś tych, którzy przez złe decyzje zatracili jedność, doprowadził do jedności z Tobą. I za dzieci ci dziękuję. Za to, że jesteś im tak bardzo bliski. Naucz mnie szacunku dla wszystkich małżeństw i pomóż mi prowadzić dzieci do Ciebie. Pozwól mi być jak dziecko. Amen.

31. Miejmy smak – taki w sam raz! :) – Mk 9, 33-50

Nie jest ważne to, czy ktoś jest większy, czy mniejszy w godności, znaczeniu, czy czymkolwiek innym. Ważne jest to, by być człowiekiem wiary!

Zadanie osoby, która ma być solą, jest dwojakie. Po pierwsze: musi nadawać smak życiu, charakter wspólnocie, przełamywać mdły smak. I to jest pozytywne. Druga rzecz jest nieco negatywna (choć pozornie): musi piec. Czasami sól musi dostać się do rany i wywołać piekący ból, który zaprowadzi tego, którego zabolało, do lekarza, do kogoś, kto realnie uleczy ranę.

Sól nie tylko konserwuje! Sól ma wiele więcej właściwości.

I nie jest ważne stanowisko czy godność.

Bo można mieć wysokie stanowisko, a być mdłym, bez smaku, solą bez swoich właściwości.

Utracę wiarę, to utracę charakterystyczny smak – będę mdły. Jeśli w pełni utracę smak, to kto lub co mi go przywróci?

Ale też nie można przesolić, bo wtedy nie da się jeść. Dlatego Bóg jest niesamowity w tym swoim planie: posoli nas trochę, ale nie za wiele, tak, żebyśmy byli do zjedzenia, a nie wyplucia. I to mi się bardzo podoba, bo oznacza, że tu, na Ziemi, będzie raz lepiej, raz gorzej – po to, by smak był wyrównany.

No i to, co często wraca od 18 lutego – służyć. Służba okazuje się najważniejszą sprawą! Paradoks! Chcesz być pierwszy, to stań się ostatni.

Czy ja żyję tak?

Łatwo mi przychodzi zabranianie komuś czegoś, szczególnie wtedy, gdy komuś udaje się coś, w czym ja jestem nieudolny. Często chcę mieć wyłączne prawo do Chrystusa. Lecz nigdy takiego prawa nie otrzymam.

O wiele bardziej od ograniczenia imienia Jezusa, muszę ograniczyć swoje grzechy, walczyć z nimi, by nie stać się gorszycielem!

I rzecz równie ważna! Zachować pokój między sobą! Czy zachowuję pokój z bliźnimi?

Bo to jest prawdziwie ważne.

       Jezu.

            Nie pozwól mi utracić smaku, charakterystycznego smaku osoby ochrzczonej, a więc zanurzonej w Tobie. Nie pozwól mi utracić smaku wiary! I króluj w moim życiu Panie! Spraw, bym był narzędziem Twojego pokoju. I nigdy nie pozwól mi ograniczać Twojej mocy, mocy Twego imienia. Amen.

30. To wierzę, czy nie wierzę? – Mk 9, 14-32

Przede wszystkim – uwierzyć!

Niczego nie zrobimy bez wiary! To się nam nie uda! Musimy mieć w sobie wiarę, ale nade wszystko – musimy ją wykorzystać. Bo wiara jest łaską darmo daną od Boga dla ludzi. Nie można sobie zasłużyć na wiarę. Lecz jeśli ją dostaję od Boga, to ode mnie zależy, jak i do czego ją wykorzystam.

Jezusa słowa są bardzo mocne, ale i prawdziwe: „O plemię niewierne, jak długo mam być z wami?!”. My chcemy, żeby Jezus przyszedł, najlepiej by było, gdyby nam się pokazał i za nas wszystko zrobił, według naszych planów i zamiarów. A chodzi o to, żebyśmy potrafili sami ”robić” – w imię Jezusa! O to chodzi: mam czynić wszystko w imię Jezusa.

Inaczej we mnie nastąpi rozdarcie, bo już sam nie będę wiedział, czy to, co robię, to robię dla swojego dobra, czy też nie? Robię, a to moje robienie wypływa z wiary w Jezusa, czy też moje robienie nie ma nic wspólnego z wiarą?

Może mi się wydawać, że skoro nie widzę Jezusa, to jestem w beznadziejnym położeniu i niczego nie uda mi się osiągnąć. Równocześnie, podświadomie czuję, że… Że wcale tak nie musi być! I czuję w sobie rozdarcie: jestem beznadziejny, czy nie? Uda się, czy nie?! Mogę, czy nie?!

Duch niemy, kiedy łapał tego chłopca, hressei auton – rozrywa go. U nas tłumaczy się: rzuca nim, ale dosłownie chodzi o to, że rozrywa go i ten się pieni.

Nasze wewnętrzne rozdarcie może prowadzić do złości, do pienienia się z tej złości.

Ktoś się pieni w złości, pluje jadem. Dlaczego? Bo czuje się rozdarty i nie wie dlaczego! Nie potrafi wyjaśnić tego faktu. Czuje w sobie rozdarcie, nieme rozdarcie, prowadzące do frustracji, gniewu, złości – do pienienia się.

Jezus uzdrawia epileptyka, ale za tym kryje się coś więcej.

Ojciec chłopaka zawołał: Pisteuo, boethei mu te apistia – Wierzę, pomagaj mojej niewierze! No właśnie… Niby wierzę w Jezusa i w to, że On może coś tam pomóc. A Jezus mówi: „Jeśli możesz?! Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy!”.

Słowa Ojca, które padają po tym stwierdzeniu Jezusa, pokazują stan mojego życia: niby wierzę, ale tak naprawdę potrzebuję pomocy Jezusa w tym, by wierzyć naprawdę,  na serio, w pełni. Potrzebuję pomocy Jezusa, żeby ŻYĆ WIARĄ! Nie tylko wierzyć, ale wiarą ŻYĆ!

I czasami coś we mnie musi umrzeć, by Jezus mógł złapać mnie za rękę i podnieść.

Jezus po tym wszystkim zostaje sam na sam z uczniami, aby na osobności pouczyć ich o konieczności Jego śmierci. A uczniowie nie rozumieją. I boją się pytać…

A ja mam pytać, kiedy czegoś nie rozumiem. Muszę pytać. Pan odpowie. Zawsze.

           Jezu, daj mi łaskę życia wiarą, którą wyznaję. I pozwól mi pytać Ciebie o to, czego nie rozumiem. Zabierz ode mnie próżny lęk. Amen.

29. To jest Syn. Mój Syn. – Mk 9, 2-13

Po sześciu dniach tworzenia świata Bóg odpoczął. Siódmego dnia Bóg ustanowił dla Żydów Szabat. Jezus, na górę przemienienia, zabiera uczniów właśnie po sześciu dniach, aby ukazać im, czym jest prawdziwy szabat i do czego prowadzi: do kontemplacji Boga, do bycia z Nim – Światłością olśniewającą jak nic na ziemi! Na końcu czasów nastanie najpiękniejszy szabat.

Uczniowie potrzebowali to zobaczyć. Piotr wyznał: „Ty jesteś Mesjasz”, a teraz następuje potwierdzenie tego faktu i to nie przez byle kogo. Mesjańskość Jezusa zaświadcza obecność Eliasza i Mojżesza. Ale! Pojawia się obłok, tak samo, jak na górze Synaj, kiedy Mojżesz otrzymywał Prawo, i tak samo, jak pojawił się obło, kiedy poświęcono przybytek Pana w Jerozolimie. Ten obłok to „szekina” – szczególna obecność Boga! I ten właśnie Bóg zaświadcza: „Hutos estin ho hyios mu ho agapetos, akuete autu” – To jest Syn Mój umiłowany, słuchajcie Go!

Mesjasz to Syn Boga! I sam Bóg to zaświadcza!

Kiedy na początku działalności Jezusa Bóg nazwał Go Synem, to zwrócił się tylko do Niego (Mk 1, 11). Teraz Bóg zwraca się do nas.

Słuchajcie Go!

Nie siebie, nie kogokolwiek innego, ale słuchajcie GO!

Pojawia się bardzo proste pytanie: Czy ja słucham Jezusa?

Widząc te wszystkie wspaniałości, jak inaczej mógł się zachować Piotr, człowiek czynu? „Rabbi, kalon estin hemos hode einai – Rabbi, DOBRZE NAM TU BYĆ!”. Zostańmy tu. Tu jest dobrze! Jestem szczęśliwy, zadowolony – zostańmy tu. Namioty Wam zbuduję! Jak dobrze jest nam tu być!

I zaraz wszystko się kończy!

Mam słuchać Jezusa? Więc słucham… I co On mówi? „Jak jest napisane o ton hyion tu anthropu hina polla pathe kai edzudenethe – Synu Człowieczym, żeby wiele wycierpiał i stał się za nic mianym”.

To słowo: „edzudenete” oznacza dosłownie: „Stał się za nic mianym”.

Można kimś wzgardzić, ale to nie znaczy, że ma się kogoś za nic.

Jezus…

Od pierwszego dnia odsłania On przede mną prawdę o sobie: Pan aniołów, mający władzę nad demonami, Pan świata przyrody i żywiołów, mający władzę nad chorobami, mogący nasycić w pełni mój głód, Mesjasz, Syn Boga – On zostanie UZNANY ZA NIC!

Co za uderzenie po górze przemienienia! I co teraz mówi Piotr? NIC! Tam było mu dobrze być! A w obliczu zła, które ma nadejść NIC NIE MÓWI!!!

Tak, zobaczę Pana w Jego pięknie. Ujrzę Go. Jeżeli tylko pozwolę Mu na to, aby przeprowadził mnie przez krzyż tego świata. Nie muszę się bać. On jest obok mnie. Naprawdę! Tylko muszę Mu zaufać, że zło, które mnie spotyka, pomaga mi w byciu z Nim twarzą w twarz w przyszłości.

      Ojcze.

            Pozwól mi słuchać Twojego Syna. Daj mi, Ojcze, niezachwianą pewność Jego obecności w moim życiu i pozwól doświadczyć Jego prowadzenia. Daj mi siłę do przebrnięcia przez różne trudności i doświadczenia i spraw Ojcze, abym nie chciał tylko przyjemnych momentów w moim życiu, lecz abym zawsze miał przed oczami krzyż – jedyną bramę prowadzącą do Twojego Domu. Amen.

28. Zasada życia – Mk 8,34 – 9,1

Jezus, uznany przez ludzi za Mesjasza, odsłania przed nimi zasadę życia. Zasada ta jest zupełnie inna niż możemy się spodziewać. My liczymy na dobrobyt i bogactwo, długie życie, bez chorób i udręk, a Jezus wskazuje na coś diametralnie innego.

Jeżeli chcę iść za Jezusem, to muszę zaprzeć się samego siebie – czyli muszę przestać być bogiem dla siebie i muszę uznać prawdę o tym, że nie ja mam rację i nie ja wiem, co robić, ale Jezus.

Rzecz druga: wziąć swój krzyż i naśladować Jezusa. Nie mam brać Jego krzyża, ale mój własny krzyż. Nie mam rzucać się na krzyże wszystkich moich bliźnich, ale najpierw muszę poradzić sobie z moim własnym krzyżem. Musze chcieć przyjąć mój własny krzyż moich ograniczeń, mojej grzeszności, moich słabości i go dźwignąć. I wtedy pójść za Jezusem i naśladować Go.

Kolejna rzecz, to prawda o tym, że będę miał życie wieczne, jeśli zgodzę się utracić to życie. Kiedy chcę zachować życie, czuć, że żyję tu i teraz, że jestem panem mojego życia, wtedy używam tego życia tak, jak chcę – grzesząc do woli. Bo przecież mam do tego prawo… A Jezus mówi: Stracisz to życie.

„Lecz jeśli poddasz się Mnie, będziesz żył ze Mną, nie tu, przez jakiś czas, ale w Niebie – bez bólu, rozpaczy, trudu… I do tego – wiecznie!”.

Nie mogę odkupić swojej duszy. Ona jest mi dana, ale jeśli oddam ją Bogu  – będę żył. Jeśli będę chciał ją zatrzymać dla siebie, to w konsekwencji – oddaję ją szatanowi. Bo człowiek nie żyje wiecznie… Co nie jest oddane Bogu, zostanie oddane diabłu…

No i kolejna rzecz: czy ja żyję w tym świecie według słów Jezusa?

Ileż to razy milczałem, gdy ktoś próbował zło nazywać dobrem! Ile razy wstydziłem się i bałem się odezwać? Jak bardzo brakuje mi konsekwentnego opowiedzenia się po  stronie Jezusa! Oby był On dla mnie miłosierny…

Królestwo Boże przychodzące w mocy, to Kościół, który tu, na Ziemi, rozwijał się po zesłaniu Ducha Świętego. I faktycznie tamci ludzie, przynajmniej ich część, mogła być świadkami rodzącego się Kościoła.

Ale i ja mogę być świadkiem rodzącego się Kościoła. Przecież w dzisiejszym świecie więcej jest samowoli i pustyni niż Boga! Agresywny neopoganizm, agresywny ateizm, agresywny egocentryzm – a więc wielu bogów nie wierzących w jednego Boga, chcących być bogiem dla samego siebie i dla innych… To się nie może udać.

Ja mogę być świadkiem tego, jak Pan buduje Kościół. Jeżeli Mu zaufam. Jeżeli będę żył Jego prawdą, a nie swoją.

      Panie.

            Pozwól mi pogodzić się z prawdą o tym, że śmierć nie jest końcem, ale początkiem. Pomóż mi dźwignąć mój krzyż i Ciebie naśladować, iść za Tobą i Tobie towarzyszyć. I ofiaruj mi wiarę konsekwentną, wyrażoną życiem i przekonaniami. Daj mi odwagę do podążania za Tobą w Twojej prawdzie! Amen.