Przede wszystkim – uwierzyć!
Niczego nie zrobimy bez wiary! To się nam nie uda! Musimy mieć w sobie wiarę, ale nade wszystko – musimy ją wykorzystać. Bo wiara jest łaską darmo daną od Boga dla ludzi. Nie można sobie zasłużyć na wiarę. Lecz jeśli ją dostaję od Boga, to ode mnie zależy, jak i do czego ją wykorzystam.
Jezusa słowa są bardzo mocne, ale i prawdziwe: „O plemię niewierne, jak długo mam być z wami?!”. My chcemy, żeby Jezus przyszedł, najlepiej by było, gdyby nam się pokazał i za nas wszystko zrobił, według naszych planów i zamiarów. A chodzi o to, żebyśmy potrafili sami ”robić” – w imię Jezusa! O to chodzi: mam czynić wszystko w imię Jezusa.
Inaczej we mnie nastąpi rozdarcie, bo już sam nie będę wiedział, czy to, co robię, to robię dla swojego dobra, czy też nie? Robię, a to moje robienie wypływa z wiary w Jezusa, czy też moje robienie nie ma nic wspólnego z wiarą?
Może mi się wydawać, że skoro nie widzę Jezusa, to jestem w beznadziejnym położeniu i niczego nie uda mi się osiągnąć. Równocześnie, podświadomie czuję, że… Że wcale tak nie musi być! I czuję w sobie rozdarcie: jestem beznadziejny, czy nie? Uda się, czy nie?! Mogę, czy nie?!
Duch niemy, kiedy łapał tego chłopca, hressei auton – rozrywa go. U nas tłumaczy się: rzuca nim, ale dosłownie chodzi o to, że rozrywa go i ten się pieni.
Nasze wewnętrzne rozdarcie może prowadzić do złości, do pienienia się z tej złości.
Ktoś się pieni w złości, pluje jadem. Dlaczego? Bo czuje się rozdarty i nie wie dlaczego! Nie potrafi wyjaśnić tego faktu. Czuje w sobie rozdarcie, nieme rozdarcie, prowadzące do frustracji, gniewu, złości – do pienienia się.
Jezus uzdrawia epileptyka, ale za tym kryje się coś więcej.
Ojciec chłopaka zawołał: Pisteuo, boethei mu te apistia – Wierzę, pomagaj mojej niewierze! No właśnie… Niby wierzę w Jezusa i w to, że On może coś tam pomóc. A Jezus mówi: „Jeśli możesz?! Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy!”.
Słowa Ojca, które padają po tym stwierdzeniu Jezusa, pokazują stan mojego życia: niby wierzę, ale tak naprawdę potrzebuję pomocy Jezusa w tym, by wierzyć naprawdę, na serio, w pełni. Potrzebuję pomocy Jezusa, żeby ŻYĆ WIARĄ! Nie tylko wierzyć, ale wiarą ŻYĆ!
I czasami coś we mnie musi umrzeć, by Jezus mógł złapać mnie za rękę i podnieść.
Jezus po tym wszystkim zostaje sam na sam z uczniami, aby na osobności pouczyć ich o konieczności Jego śmierci. A uczniowie nie rozumieją. I boją się pytać…
A ja mam pytać, kiedy czegoś nie rozumiem. Muszę pytać. Pan odpowie. Zawsze.
Jezu, daj mi łaskę życia wiarą, którą wyznaję. I pozwól mi pytać Ciebie o to, czego nie rozumiem. Zabierz ode mnie próżny lęk. Amen.

