Archiwum kategorii: Biblijnie

37. Miłość – największe przykazanie – Mk 11, 13-34

Trwa wtorek…

Faryzeusze, razem ze zwolennikami Heroda, saduceusze, a także jeden z uczonych w Piśmie. Faryzeusze i zwolennicy Heroda zostali wysłani do Jezusa przez arcykapłanów, uczonych w Piśmie i starszych, w celu podchwycenia Go w mowie. To się nie udaje, choć pięknie udają podziw wobec osoby Jezusa. On od razu zauważa ich obłudę i precyzyjnie rozdziela sprawy światowe od Bożych.

Bóg nie chce moich bogactw. On i tak jest Panem wszystkiego, bo On wszystko stworzył. Oddawać cześć Bogu, to nie dawać Mu to, czego mam wiele. To dać Mu chwałę w tym, że wiem, iż moje życie pochodzi od Niego i kupić go nie mogę.

Saduceusze przyszli po nic. Twierdzili oni, że nie ma zmartwychwstania, bo źle rozumieli zmartwychwstanie. Ono nie będzie polegało na tym, że wszystko wróci tu, na ziemię. Nie… To będzie nowa rzeczywistość, bez grzechu i bez Prawa, które dał Mojżesz, a więc człowiek. Będziemy kontemplować Boga, jak aniołowie i wszyscy będziemy jednością w miłości, bez podziałów, które są skutkiem grzechu. Kiedy człowiek umiera tu, na Ziemi, nie oznacza to, że jego istnienie definitywnie się kończy! Nie! Ono trwa, tak samo, jak trwa istnienie Abrahama, Izaaka i Jakuba, którzy żyli przecież PRZED Mojżeszem.

To jest wielka tajemnica! Żyć, choć się umarło… I oczekiwać zmartwychwstania na sąd ostateczny.

No i w końcu jeden z uczonych w Piśmie. On przychodzi do Jezusa ze szczerym pytaniem, bo widzi, że Jezus ma rację. I zadaje Jezusowi to pytanie, z którym przyszedł. A Jezus odpowiada cytując mu Torę (Pięcioksiąg; Prawo), łącząc Pwt 6, 44 z Kpł 19, 18. Początek brzmi: Shema Izrael! – SŁUCHAJ IZRAELU!

Słuchaj nie twojego własnego głosu, który chwali Ciebie! Słuchaj głosu, który Ci mówi, że PAN jest TWOIM BOGIEM! Nikt, ani nic innego!

Więc kochaj Pana CAŁYM SOBĄ! Bądź w Niego wpatrzony. Kontempluj Go, myśl o Nim. I kochaj bliźniego tak, jak kochasz siebie.

Właśnie! KOCHAĆ SIEBIE!

Bez miłości wobec Boga nie odkryję tego, jak bardzo Bóg mnie kocha. Lecz jeśli  odkryję to, jak bardzo Bóg mnie kocha (a prawdę o tym odkryję, gdy Boga pokocham), to zobaczę siebie jako dziecko Boże. I pokocham siebie, gdyż odkryję godność, jaką Bóg mi dał. Wielką godność! I odkryję wtedy, że każdy człowiek ma taką godność.

Kochać Boga – to pierwsza i najważniejsza sprawa, która rodzi się ze SŁUCHNIA Go. Druga – pokochać siebie takim, jakim się jest: słabym, biednym, niemocnym, bo Bóg troszczy się o mnie mimo tego! On mnie kocha właśnie takiego – do granic bólu i wytrzymałości normalnego, słabego, nic nie mogącego zrobić sam z siebie. Po trzecie: pokochać bliźniego tak jak siebie, a więc także jego słabości, niemoce, jego biedę. W oczach Boga jesteśmy bowiem wszyscy tacy sami.

Kiedy to odkryjesz, patrzenie na bliźniego się zmieni: w oczach Boga ja i Ty jesteśmy dokładnie tacy sami – Jego umiłowanymi dziećmi, które On chce zbawić i dać im życie.

   Panie.

            Pozwól mi usłyszeć Twoje słowa pełne miłości wobec mnie, pomimo moich słabości i ułomności. Pomóż mi odkryć ten bezcenny dar Twojej miłości we mnie i w bliźnich. Proszę. Amen.

36. Figi, winorośl, niewierni, modlitwa i wiele więcej… – Mk 11, 20 – 12, 12

Jesteśmy już w ostatnim tygodniu działalności Jezusa, który wygląda następująco:

  1. Niedziela: przybycie do Jerozolimy (11, 1-11);
  2. Poniedziałek: przeklęcie drzewa i wydarzenie w Świątyni (11, 12-19);
  3. Wtorek: Uschłe drzewo i mowy w Świątyni (11, 20 – 13, 37);
  4. Środa: dwa dni do Paschy i namaszczenie (14, 1-11);
  5. Czwartek: w przeddzień Paschy, ostatnia wieczerza i pojmanie (14, 12-72);
  6. Piątek: Pascha; ukrzyżowanie i pogrzeb Jezusa (15, 1-47);
  7. Sobota: odpoczynek szabatowy (15, 42; 16, 1);
  8. Niedziela: to, co wydarzyło się później (16, 1nn).

Mamy więc wtorek (trochę nam się ten dzień przedłuży w rozważaniach, ale to dobrze).

Piotr zauważa, że drzewo, które Jezus dzień wcześniej przeklął, uschło. I zwraca na to uwagę Jezusa, który wtedy wykorzystuje moment i wyjaśnia uczniom moc modlitwy i to, na czym ona polega: prosić z wiarą, wierząc, że Bóg mi da to, o co go proszę. Wiadomo – musi to być zgodne z Jego wolą, dlatego też ważna jest sprawa przebaczenia: jeśli ja przebaczę, to i Bóg spełni to, o co ja go proszę, pomimo tego, że mógłby mi wiele zarzucić. Po prostu mi wybaczy i w miłosierdziu swoim wysłucha mnie. Bo realizuję w modlitwie dwie rzeczy: po pierwsze uznaje moją małość i braki, więc zwracam się do Boga i proszę go, a równocześnie poprzez przebaczenie, trwam w jedności ze wspólnotą, z bliźnimi i dzięki temu, że im przebaczam, jestem gotów nawet zaniechać moich fochów na Boga. To wielka rzecz! No i na modlitwie trzeba być wytrwałym, ufnym… To wszystko się tu mocno przenika.

Kiedy Jezus i Uczniowie weszli do Świątyni, arcykapłani, uczeni w Piśmie i starsi ludu pytali Jezusa: „Jakim prawem to czynisz?!”. Co czyni? Robi rozróbę w ich Świątyni, w której oni zaprowadzili własne porządki! Bo oni myślą, że Świątynia to jest tak bardziej ich własnością, którą Bóg im dał. Poza tym nie chcą uznać Jezusa za kogoś, kto ma prawo nad nimi sprawować władzę.

Nie ważne, co by Jezus odpowiedział na ich pytanie, oni i tak by to mogli wykorzystać przeciwko Niemu. Powiedziałby, że mocą Boga – uznaliby Go za bluźniercę i ukamienowaliby Go. Powiedziałby, że dlatego, iż jest Królem – ukamienowali by Go za bluźnierstwo, bo sam siebie ustanowił królem. Nie wiadomo co gorsze. Jezus więc odpowiada pytaniem na pytanie i wychodzi zwycięsko z potyczki, a do tego dokłada przypowieść o winnicy.

I tu wrócimy też trochę do drzewa figowego.

Szukanie fig na drzewie wyobraża daremne szukanie sprawiedliwych ludzi w Izraelu (np. Jr 8, 13; 29, 17; Mi 7,1). Ponadto figowiec uchodzi za naturalny symbol dobrobytu i pokoju (1Krl 15, 5; Mi 4,4). U proroków winorośl i figowce symbolizują często urodzajność Izraela po tym, jak pozostaje wierny Bogu (Oz 9, 10), ewentualnie jałowość, gdy postępuje wiarołomnie (Jr 8, 13; również: Oz 9, 16; Mi 7,1).

Motyw figowca otwiera i zamyka zdarzenie w Świątyni, lokując je w centrum. Jest to więc pewien tryptyk: 1. Przeklęcie drzewa; 2. Zdarzenie w Świątyni; 3. Uschnięte drzewo (nazajutrz) oraz nauka o modlitwie.

Jezus szuka owocu w czasie, który nie jest, czy też wydaje się być nieodpowiedni. Przeklęcie drzewa nie jest jednak wyrazem złości głodnego Jezusa, lecz dramatyczną ilustracją zdarzenia, które nastąpi niebawem: Jezus przeklina drzewo za to, że nie rodzi owoców, tak samo jak świątynię, że nie jest „domem modlitwy wszystkich Narodów”.

Niezależnie od pory drzewo, Świątynia i cały Izrael powinny rozpoznać przyjście Króla, wydając obfity owoc. Ten temat wraca w przypowieści o dzierżawcach winnicy, z której gospodarz nie ma plonów. Niewydawanie owocu ściągnęło na drzewo figowe oraz dzierżawców odrzucenie i zagładę.

Ten temat jeszcze wróci w tych naszych rozważaniach jutro. Na razie muszę sobie postawić pytanie: czy nie jest ze mną przypadkiem tak, że nadal uważam, iż nie jestem gotowy na to, by w pełni przyjąć to, co Pan mi daje? Czy nie ociągam się z przemianą myślenia? Nie odwlekam swego nawrócenia?

Jeżeli Jezus przyszedłby do mnie dziś, to znajdzie we mnie coś, co go zadowoli? Znajdzie we mnie wiarę? Albo sprawiedliwość, czyli życie wiarą, którą wyznaję?

Świątynia stała się miejscem „załatwiania” różnych spraw. A jak jest ze mną? Jestem w Kościele po to, by coś sobie załatwić, czy też dlatego, bo wierzę w obecność Boga i żyję wiarą? Bo może się zdarzyć, że będę w Kościele po to, by sobie coś załatwić, a kiedy przyjdzie Pan i wytknie mi moją nędzę, ja obruszony i urażony zapytam Go: „Jakim prawem to czynisz?! Przecież JA jestem panem swojego życia!!”.

Czyżby?

To już było – nie jestem panem swojego życia. Jeżeli odrzucę Boga, nie będę żył. Bo to Jezus jest życiem. Prawdziwym życiem!

I On nie ma obowiązku tłumaczyć mi swoich praw (przeczytajcie sobie Jr 18, 1-12, a nawet dalej). Idąc „za swoimi własnymi przekonaniami” wejdziemy na drogę śmierci. Stracimy życie które wydaje się nam być naszą własnością, bo ono nigdy naszą własnością nie będzie!

Możemy nawet zabić umiłowanego Syna Właściciela winnicy (w myślach, w przekonaniach, w sercu, a nawet naprawdę – na krzyżu), a i tak spotka nas zagłada! Bo pycha prowadzi do zagłady!

Panie Jezu.

Chcę dziś poprosić o trzy rzeczy: niezachwianą wiarę, głęboką pokorę i niewzruszoną wierność. Wiem jednak, że sam tego nie będę w stanie utrzymać. Dlatego proszę Cię, będąc świadomym mojej ludzkiej biedy i nędzy, abyś sprawił, by to wszystko zrealizowało się w moim życiu przez to, że Ty zanurzysz mnie w Tobie.

Zakróluj w moim życiu i zanurz je w Tobie.

Pozwól mi nieustannie wymieniać życiodajne tchnienie z Tobą. Bądź tak blisko, jak to tylko jest możliwe. Na wieki. Na zawsze. Do końca mego życia, do końca świata i już nieustannie w Niebie. Proszę. Amen.

35. Kiedy On przychodzi, wszystko się zmienia! – Mk 11, 1-19

W 2 Księdze Samuela (rozdziały 15  i 16) opisana jest historia Dawida, któremu jego syn Absalom odbiera tron. Król Dawid nie chcąc stawać do walki z własnym synem, postanawia uciec z Jerozolimy.

W pewnym momencie naprzeciw Dawida wyszedł Siba, sługa Meribbaala, aby ofiarować Dawidowi dwieście chlebów, sto gron rodzynek, sto świeżych owoców (dosłownie: owoców lata – najprawdopodobniej chodzi o figi) i bukłak wina. Na pytanie króla: „Po co to?” Siba odparł: „Osły niech służą do noszenia królewskiej rodziny, chleb i owoce na posiłek dla służby, wino zaś za napój dla odczuwających znużenie na pustyni”.

Osły niech służą do noszenia królewskiej rodziny. A Jezus prosi uczniów, by przyprowadzili Mu osła, na którym jeszcze nikt nie siedział.

Król wkracza do Jerozolimy na zwierzęciu przeznaczonym dla rodziny królewskiej.

Ciekawe jest też to, co mówią uczniowie z polecenia Jezusa: „Pan go potrzebuje”, choć DOSŁONIE „Ho KYRIOS autu chreian echei” należałoby przetłumaczyć: „Pan jego potrzebę ma”. To brzmi tak, jakby Jezus był jego właścicielem. A do takiego „uważania”, to chyba trzeba być królem, co? Poza tym – my już wiemy, że Jezus jest Panem świata zwierząt (Mk 1, 13). Nawet nad nimi On ma władzę. On ma władzę nad wszystkim…

Unoszące się z tłumu słowa psalmu 118, były wypowiadane podczas obrzędu obrzezania, jako słowa zwiastujące nadejście Mesjasza. No bo przecież każde dziecko, które było obrzezywane, mogło okazać się Mesjaszem! No i lud wita Jezusa tymi słowami.

I król, który wkroczył do swego miasta, który wszedł do swojej świątyni, obejrzał wszystko i… Wyszedł do Betanii. Chce mieć czas na przygotowanie się. Ale wróci. Bo to jego własność.

Sprawa figowca jest dla mnie jeszcze niezrozumiała. To nie jest lato, a więc czas na owoce figowca. Dlaczego więc Jezus przeklina to drzewo? Tego jeszcze nie wiem…

No i to, co już definitywnie pokazuje władzę i potęgę Jezusa: wchodzi do świątyni i robi porządek. Jak ja uwielbiam tego Jezusa!

Ci, którzy wymieniali pieniądze, jak i ci, którzy sprzedawali gołębie – to były ważne posługi. Ale łatwo jest z ważnych posług dla ludzi uczynić biznes z korzyścią dla siebie. Coś, co ma pomagać innym, przynosi także korzyść mnie. Poza tym! Łatwo z robienia biznesu z człowiekiem w świątyni przejść do „robienia biznesu” z Bogiem.

Dom, który miał być domem modlitwy, został zamieniony w jaskinię zbójców, w której można dobić targu: ja ci dam coś i ty mi dasz coś.

A do jakich ustawek chcę sprowadzić relację z Bogiem w moim sercu, które jest Jego świątynią? (1Kor 3, 16; 6, 19; 2Kor 6, 16; 1P 2,5). Zapraszam Go do rozmowy pełnej miłości, dziękczynienia, przeproszenia i uwielbienia (a więc modlitwy), czy też chcę dobić targu na zasadzie „coś za coś” (a więc z serca robię jaskinię zbójców)? Problem jest w tym, że z Bogiem nie dobiję targu! Ale z szatanem – jak najbardziej.

Kogo wpuszczam do mojego serca?

Kupczę w moim sercu, czy oddaję w nim chwałę Panu?

Jezus ma rację i dlatego przywódcy religijni ludu chcą Go zabić.

Jeżeli moje serce stanie się świątynią Boga, wypełnioną modlitwą, mogę być pewien – świat mnie znienawidzi i nie będzie mnie akceptował! Świat będzie chciał się mnie pozbyć, bo będzie bolał ich blask Prawdy, która mieszka we mnie, której apostołem jestem i według której żyję.

Ale Pan mnie ochroni.

Zawsze.

  Jezu.

            Przyjdź do mojego serca i dokonaj w nim tego, co je oczyści i z jaskini zbójców przemieni w Twój dom, dom modlitwy, miejsce, gdzie zawsze będę mógł spotkać Ciebie. Dokonaj swej intronizacji w moim sercu już na zawsze, na wieki. Bądź we mnie i pozwól mi dawać innym Ciebie. Już zawsze. Amen.

34. Ten, który biegnie objąć tron – Mk 10, 32-52

Jezus w otwarty sposób mówi o tym, co z Nim zrobią ludzie, którzy Go odrzucą. Ale co się dzieje chwilę wcześniej? Jezus do Jerozolimy wręcz BIEGNIE. Wyprzedza uczniów, którzy strwożeni wleczą się za Nim.

Dlaczego? Bo On naprawdę chce nam, ludziom, pomóc. Nawet kosztem oddania zycia. I bardzo mnie buduje to, że On biegnie. To pokazuje, jak bardzo Jezus chce nas zbawić. Aż się niecierpliwi. Aż biegnie! 

Jan i Jakub chcieli siedzieć po lewej i prawej stronie Jezusa. Wiadomo! Ważni są… Oni chcą siedzieć w chwale. Ambitni! Tylko pytanie: o jaką chwałę im chodzi? Chwałę Nieba, czy może chwałę ziemską? Tego nie wiemy, ale możemy się domyślać. Dlatego z pełną premedytacją twierdzę, że chodziło im o chwałę ziemi. 

A Jezus nadal tłumaczy. .. 

Kiedy reszta z Dwunastu się oburza, Jezus zatrzymuje swój bieg, przywołuje ich do siebie i znowu tłumaczy. Znowu mówi o służbie. Nie ważne jakie mam ambicje! Nie ważne, jakie otrzymałem godności, czy zaszczyty – mam być sługą! Tak, jak Jezus! 

A służba Jezusa, to stanie się prawdziwie sługą wszystkich. Bóg uniża siebie, by służyć nam. 

Czy pozwolę Jezusowi, aby On mnie obsłużył? Czy pozwolę Mu na to, by zbawił mnie swoją męką, czy też nadal ja sam chcę zbawić siebie? 
No i Bartymeusz…

Po przemieniu na górze i po nazwaniu przez Boga Jezusa Synem, i po nazwaniu Jezusa Mesjaszem przez Piotra, Bartymeusz nazywa Go Synem Dawida – a to jest tytuł mesjański. 

Różnica jest jedna: Jezus po raz pierwszy NIE zabrania siebie tak nazywać! Jezus biegnie do Jerozolimy i pozwala siebie tytulowac: „Synem Dawida”. To bardzo ważne! W Jerozolimie panował król Dawid, a Jezus jest Jego potomkiem (Mt 1, 1). Jezus idzie do Jerozolimy jak najprawdziwszy, królewski Lew Judy: spieszy się, by objąć tron. 

Teraz, gdy ludzie uznali Jego mesjańskie posłannictwo, Jezus idzie objąć tron. Idzie do siedziby swojego królestwa. Jest Synem Dawida, jest Mesjaszem, jest Synem Boga i wszystko się zgadza! Przepowiednia z 2Sm 7, 12-16 wchodzi w fazę realizacji – utwierdzania panowania na wieki.

„Rabbuni” znaczy „Mój Mistrzu”. 

Czy Jezus jest dla mnie Mistrzem? Prawdziwym MISTRZEM? Czy w to wierzę? 

Przejrzę na oczy, jeśli uwierzę w to i tym będę żył, że Jezus jest Mistrzem. Moim Mistrzem. I kiedy pozwolę Mu stać się dla mnie Mistrzem!

Panie Jezu. 
Spraw, bym biegł z taka radością ku zbawieniu, jak Ty – nawet kosztem cierpienia i nierozumienia. Niech nie Mi mój zapał, Panie. 
I zabierz ode mnie ambicje panowania i rządzenia, lecz daj mi pragnienie służby, mój Boże. I stan się moim Mistrzem, uzdrów moja ślepotę i pozwól mi iść za Tobą drogą, którą Ty obrałeś i którą Ty kroczyłeś. Synu Dawida – zakróluj w moim życiu. Amen.

33. Co sprawia, iż czuję, że żyję… – Mk 10, 17-31

Jezus ma wybrać się w drogę, a wtedy prosdramon eis kai gonupetesas auton… – podbiegłszy jeden i upadłszy na kolana (przed) Nim pyta, co ma czynić, aby osiągnąć życie wieczne.

Bogaty młodzieniec..

Ma dużo posiadłości, jest zamężny, dobrze mu się powodzi, więc BIEGNIE do Jezusa, bo chce, żeby to jego dostatnie życie trwało. I wcale nie żartuję teraz… On naprawdę chce tylko tego, by żyć wiecznie tu, pośród swego bogactwa. Chce być wiecznie żywy teraz. Gdy Jezus zacytował Dekalog, młodzieniec się ucieszył. Myślał, że skoro przestrzegał (że skoro czynił), to Jezus już zaraz da mu życie wieczne na ziemi, zagwarantuje je mu, że już zrobił, co miał zrobić i dostanie to, czego chce.

A Jezus umiłował go.

Nie polubił, nie pokochał, ale umiłował – to jest daleko więcej. Umiłować, to być gotowym oddać życie za tego młodzieńca –  a więc oddać wszystko. A młodzieniec? Jezus powiedział mu, co ma zrobić. I co? Ho de stygnasas epi to logo apelthen lupumenos – on zaś sposępniawszy na to słowo odszedł zasmucony…

Już nie biegnie, pełen zapału, ale odchodzi smutny, zastygły w posępności.

Bo najważniejsze pytanie brzmi: czy ja zgodzę się na to, by odejść z tego świata, zostawiając wszystko, idąc za Jezusem?

Można być bogatym w dobra materialne, ale także w dobra takie, jak: talent, duża ilość znajomych, albo i w rzeczy, które wcale nie są dobre: pornografia, nikotyna, alkohol, narkotyki, seks, przyjemność bez zobowiązań…

Jeżeli cokolwiek poza Bogiem sprawia, iż czuję, że żyję tu na Ziemi, to nie uda się mi żyć w wieczności. Będąc przywiązanym do czegokolwiek lub kogokolwiek, co nijak nie jest Boże – nie osiągnę życia wiecznego.

Z tego beznadziejnego położenia może mnie wyprowadzić tylko Bóg. U ludzi nie jest możliwe zbawienie! W niczym, co jest ludzkie, nie ma zbawienia! Zbawienie jest TYLKO W JEZUSIE CHRYSTUSIE! TYLKO W NIM!! Bo tylko BÓG MOŻE NAS ZBAWIĆ!

Rezygnując z tego, co uważam za swoje i robiąc to dla Ewangelii, dla Jezusa, dostanę o wiele więcej. Tylko muszę w to uwierzyć. Muszę tego zapragnąć. Pan pokieruje resztą…

        Jezu.

            Często biegnę do Ciebie, bo chcę zatrzymać moje teraźniejsze szczęście wypływające ze światowych przyjemności, a Ty mnie uczysz, że to nie jest najważniejsze. Proszę, pomóż mi rezygnować z tego świata. Rozwiąż moje przywiązania i pomóż mi żyć dla Ciebie i Ewangelii, a nie dla światowych przyjemności.

            Pomóż mi żyć dla Ciebie, Panie. Amen.