W 2 Księdze Samuela (rozdziały 15 i 16) opisana jest historia Dawida, któremu jego syn Absalom odbiera tron. Król Dawid nie chcąc stawać do walki z własnym synem, postanawia uciec z Jerozolimy.
W pewnym momencie naprzeciw Dawida wyszedł Siba, sługa Meribbaala, aby ofiarować Dawidowi dwieście chlebów, sto gron rodzynek, sto świeżych owoców (dosłownie: owoców lata – najprawdopodobniej chodzi o figi) i bukłak wina. Na pytanie króla: „Po co to?” Siba odparł: „Osły niech służą do noszenia królewskiej rodziny, chleb i owoce na posiłek dla służby, wino zaś za napój dla odczuwających znużenie na pustyni”.
Osły niech służą do noszenia królewskiej rodziny. A Jezus prosi uczniów, by przyprowadzili Mu osła, na którym jeszcze nikt nie siedział.
Król wkracza do Jerozolimy na zwierzęciu przeznaczonym dla rodziny królewskiej.
Ciekawe jest też to, co mówią uczniowie z polecenia Jezusa: „Pan go potrzebuje”, choć DOSŁONIE „Ho KYRIOS autu chreian echei” należałoby przetłumaczyć: „Pan jego potrzebę ma”. To brzmi tak, jakby Jezus był jego właścicielem. A do takiego „uważania”, to chyba trzeba być królem, co? Poza tym – my już wiemy, że Jezus jest Panem świata zwierząt (Mk 1, 13). Nawet nad nimi On ma władzę. On ma władzę nad wszystkim…
Unoszące się z tłumu słowa psalmu 118, były wypowiadane podczas obrzędu obrzezania, jako słowa zwiastujące nadejście Mesjasza. No bo przecież każde dziecko, które było obrzezywane, mogło okazać się Mesjaszem! No i lud wita Jezusa tymi słowami.
I król, który wkroczył do swego miasta, który wszedł do swojej świątyni, obejrzał wszystko i… Wyszedł do Betanii. Chce mieć czas na przygotowanie się. Ale wróci. Bo to jego własność.
Sprawa figowca jest dla mnie jeszcze niezrozumiała. To nie jest lato, a więc czas na owoce figowca. Dlaczego więc Jezus przeklina to drzewo? Tego jeszcze nie wiem…
No i to, co już definitywnie pokazuje władzę i potęgę Jezusa: wchodzi do świątyni i robi porządek. Jak ja uwielbiam tego Jezusa!
Ci, którzy wymieniali pieniądze, jak i ci, którzy sprzedawali gołębie – to były ważne posługi. Ale łatwo jest z ważnych posług dla ludzi uczynić biznes z korzyścią dla siebie. Coś, co ma pomagać innym, przynosi także korzyść mnie. Poza tym! Łatwo z robienia biznesu z człowiekiem w świątyni przejść do „robienia biznesu” z Bogiem.
Dom, który miał być domem modlitwy, został zamieniony w jaskinię zbójców, w której można dobić targu: ja ci dam coś i ty mi dasz coś.
A do jakich ustawek chcę sprowadzić relację z Bogiem w moim sercu, które jest Jego świątynią? (1Kor 3, 16; 6, 19; 2Kor 6, 16; 1P 2,5). Zapraszam Go do rozmowy pełnej miłości, dziękczynienia, przeproszenia i uwielbienia (a więc modlitwy), czy też chcę dobić targu na zasadzie „coś za coś” (a więc z serca robię jaskinię zbójców)? Problem jest w tym, że z Bogiem nie dobiję targu! Ale z szatanem – jak najbardziej.
Kogo wpuszczam do mojego serca?
Kupczę w moim sercu, czy oddaję w nim chwałę Panu?
Jezus ma rację i dlatego przywódcy religijni ludu chcą Go zabić.
Jeżeli moje serce stanie się świątynią Boga, wypełnioną modlitwą, mogę być pewien – świat mnie znienawidzi i nie będzie mnie akceptował! Świat będzie chciał się mnie pozbyć, bo będzie bolał ich blask Prawdy, która mieszka we mnie, której apostołem jestem i według której żyję.
Ale Pan mnie ochroni.
Zawsze.
Jezu.
Przyjdź do mojego serca i dokonaj w nim tego, co je oczyści i z jaskini zbójców przemieni w Twój dom, dom modlitwy, miejsce, gdzie zawsze będę mógł spotkać Ciebie. Dokonaj swej intronizacji w moim sercu już na zawsze, na wieki. Bądź we mnie i pozwól mi dawać innym Ciebie. Już zawsze. Amen.

