Archiwum kategorii: Biblijnie

ŚWIĘTEGO PAWŁA LIST DO FILIPIAN

Część I – Sługa w kajdanach, który głosi Ewangelię

             W ramach przygotowania do Spotkania Młodych 2015 w Legnickim Polu, wraz z grupką Brewiarzowe Mordki, chcemy przeżyć małe rekolekcje „Świętego Pawła list do Filipian”. Do ich przeżycia zapraszamy WSZYTKICH chętnych! Zasada jest prosta – otwierasz List Świętego Pawła Apostoła do Filipian, czytasz dany fragment, potem czytasz komentarz, a gdy przeczytasz cały rozdział (na każdy dzień jeden rozdział) i komentarze do niego, kończysz modlitwą – albo podaną na końcu, albo ułożoną przez Ciebie. Resztę oddaj Bogu – On dokona w Tobie swego dzieła.

1. Flp 1, 1-11

Sługa Chrystusa zwraca się do wszystkich świętych w Chrystusie Jezusie. Bo tylko w Jezusie można być świętym. Jedynie Jezus jest dawcą świętego, a więc zupełnie nowego, innego życia.

Łaska od Boga, Ojca naszego. Bóg Ojcem! Tak jakoś teraz przyszło mi do głowy, że największą łaską dana od Jezusa, jest dar usynowienia! Nie ma większego daru! W Jezusie, a więc w Synu Ojca, ja sam staje się dzieckiem Ojca, a On staje się moim Ojcem.

Czy ja raduję się ludźmi, których dał mi Pan? Czy dziękuję za nich Bogu? Czy ja modlę się za innych, czy tylko za siebie? Ważne pytanie! Odpowiedź przychodzi sama – za mało modlę się za innych…

Każde dzieło zapoczątkowane jest przez Boga Ojca w Jezusie, to znaczy – dzieło we mnie dokonuje się dlatego, że jestem zanurzony w Chrystusie. To Bóg zapoczątkowuje dzieło w ludziach (nawet za pomocą narzędzia – innego człowieka), a dzieło to realizowane jest przez Jezusa w nas!

Otwarte serce, czyli takie, które przyjmuje innych i staje się dla nich schronieniem, a nie więzieniem! Nawet kajdany (różnie rozumiane) mogą uczynić ludzi braćmi! Ważne jest to, że serce nie staje się więzieniem! Jest to możliwe, ale tylko wtedy, gdy dany człowiek, gdy ja jestem ożywiony miłością Chrystusa. To On daje najczystszą miłość!

I to właśnie w Jezusie miłość się doskonali. Dzieję się tak, gdy wchodzimy coraz głębiej w poznanie Jezusa. To w Nim przynosimy plon sprawiedliwości na chwałę Boga.

Tylko w Jezusie!

2. Flp 1, 12-26

Są kajdany? To trzeba głosić Chrystusa! I trzeba to robić bezinteresownie, w taki sposób, aby kajdany te stały się głośne nie ze względu na nas, ale ze względu na Chrystusa.

Kajdany Pawła przyniosły korzyść Ewangelii. Dlaczego? Bo mógł głosić Chrystusa więźniom i całemu pretorium! Jak nie słowem, to przynajmniej swoją postawą, ale głosi Chrystusa! I to ośmiela innych! Nie spektakularność ewangelizacyjna, ale fakt nieustannego bycia świadkiem Chrystusa nawet w kajdanach, w niewoli!

Są dwa sposoby głoszenia Ewangelii: pierwszy –  z zawiści i z przekory, drugi – z dobrej woli.

Z zawiści i z przekory głoszą ci, którzy najprawdopodobniej chcą zbudować wspólnotę, w której to ONI, a nie Paweł, będą przywódcami. Bo jak to tak?! Przywódca w więzieniu?!

Z dobrej woli głoszą Chrystusa ci, którzy robią to z miłości. Oni nie chcą budować wokół siebie, ale wokół Pawła, bo widzą, że on przeznaczony jest do obrony Ewangelii. Tak powinno być i dziś – budować należy wokół Biskupa, bo to Biskup ma władzę nauczania, on jest następcą Apostołów.

Pięknie Paweł to konkluduje: czy to obłudnie, czy naprawdę (szczerze) na wszelki sposób głosi się Chrystusa. I właśnie z tego cieszy się Paweł – że głosi się Chrystusa! I to jest najważniejsze. Poprowadzenie ludzi do Chrystusa jest o wiele ważniejsze od czegokolwiek innego, a już tym bardziej od własnej pozycji.

Paweł żyje dla Chrystusa i dla Jego, a nie swoich spraw! Jego życie, tak samo z resztą i nasze, moje, może przynieść owoc dzięki pracy – ludzie poznają Chrystusa. Ale i tak śmierć jest lepsza, gdyż prowadzi do konkretnego zysku – życia wiecznego z Chrystusem!

Trzeba być ufnym, a gdy się trafia do ludzi, to trzeba być źródłem ich postępu i radości W WIERZE! Nie moja obecność ma dawać radość, ale to, że mogę przekazywać i umacniać WIARĘ – to ona jest źródłem radości. Ma rosnąć duma nie moja, ale tych, do których jestem posłany i to nie ze względu na mnie, ale z względu na Chrystusa. Duma z faktu bycia odkupionym dzieckiem Bożym!

3. Flp 1, 27-30

Sprawować się w sposób godny Ewangelii Bożej, Ewangelii Jezusa Chrystusa, to trwać mocno w jednym duchu, jednym sercem walczyć wspólnie o wiarę w Ewangelię i w niczym nie dać się zastraszyć przeciwnikom.

Jedność, przepowiadanie i odważna ufność – tak można sparafrazować powyższe zdanie. Bo co innego może człowiekowi dać większą radość, jeśli nie jedność? Być jednością z innymi, to przeciwstawić się grzechowi pierwszych rodziców, który wprowadził nieszczęśliwy podział. To jedność buduje, uczy pokory. Jedno serce i jeden duch to nic innego jak to, że wszyscy mają serca ukształtowane przez Boga na wzór Jezusa i dusza każdego człowieka dąży do jedności z Bogiem i jest na Niego ukierunkowana.

Przepowiadanie, czyli dzielenie się własnym doświadczeniem wiary z innymi, głoszenie Dobrej Nowiny o Zbawieniu , które można osiągnąć w Jezusie Chrystusie. Mówić o Panu i Jego dziele zbawczym – jak również żyć według tej tajemnicy i ukazywać ją, jako jedyną drogę do życia.

Odważna ufność. Przeciwności będzie co niemiara! Niemalże wszystko będzie jedną, wielką przeciwnością! Bo nieustraszona postawa wyznawcy Chrystusa, jego bycie nieugiętym w sprawach wiary, co wypływa z jedności z Chrystusem, budzi lęk w tych, którzy są daleko od Jezusa. Postawa takiego człowieka jest zapowiedzią zagłady dla tych, którzy nie żyją według Ewangelii Jezusa Chrystusa, gdyż widzą słabość swojej własnej pomysłowości, słabość swojego życia, jego ulotność. To budzi lęk w tych ludziach, a skoro odczuwają lęk z tego powodu, to chcą zniszczyć źródło tego lęku – wyznawcę Chrystusa, który posiada tę odważną ufność.

I z tego powodu doświadcza się cierpienia, jeśli jest się odważnym świadkiem Jezusa.

Ale jeżeli to cierpienie jest, to dobrze! Jest to bowiem dobry znak! Wbrew pozorom! I jest to takie dobre cierpienie. Dobre w tym sensie, że choć się cierpi, to czuje się wielkie wsparcie Boga i to, że to On prowadzi. To właśnie cierpienie uczy nas pokory i uświadamia nam naszą niemoc i bezsilność. Wtedy zawsze przychodzi się do Boga i prosi się: „Panie, pomóż, bo nie daję rady. Pomóż mi, bo bez Ciebie niczego nie dokonam”.

I niech tak będzie.

Modlitwa

Panie, proszę Ciebie o umiejętność otwarcia się na Twoje Słowo, na Twoje prowadzenie. Daj mi łaskę ufności wobec Ciebie, nie wobec ludzi czy świata. Daj mi Panie przylgnąć do Ciebie całym sobą.

Uwielbiam Ciebie, o Trójjedyny, za dar Twojej obecności i życia, które dajesz nam wszystkim. Uwielbiam Ciebie za dar zbawienia. Uwielbiam Ciebie Ojcze w Jezusie Chrystusie i w łasce Ducha Świętego. Amen.

46. Ostatni rozdział – Mk 16, 1-20

Mało kto wie, że najstarsze przekazy spisanej Ewangelii według św. Marka kończą się na 8 wersecie 16 rozdziału: „One wyszły i uciekły sprzed grobu: ogarnęło je bowiem zdumienie i przestrach. Nikomu też nic nie powiedziały, bo się bały”.

Gdy minął szabat, kobiety udały się do grobu Jezusa i martwiły się tym, że nie poradzą sobie z kamieniem zatoczonym przed wejściem. Zastały jednak kamień odsunięty.

Mi też się często wydaje, że nie poradzę sobie z tym, co oddziela mnie od Jezusa, że sobie nie poradzę z przesunięciem tego wielkiego „kamienia grzechu”. I bardzo dobrze!

Gdy zaczęliśmy rozważać tę Markową Ewangelię, Jezus jawił mi się jako odległy bohater historii nie z tego świata. Wydawało mi się, że oddziela mnie od Niego wielka przepaść, ziejąca strachem i niepojętym wszystkim…

A co dziś zrozumiałem?

Że nie ma przepaści, bo On ją przekroczył i zbliżył się do mnie. Kamień nie jest już problemem – został odsunięty. Nie jestem niewolnikiem mojej niemocy. Mogę wejść do grobu mego życia i usłyszeć w nim: „śmierci nie ma”, „śmierć przegrała”, „idź. głoś”.

W moim życiu mogę spotkać Boga. Zmartwychwstałego Jezusa, który powstał, który odsunął kamień niemocy, który zniżył się do dna mego życia i pozostawił w nim na świadectwo dla mnie płótna, w które Go owinięto. Miały Go one ograniczyć, ale to się nie udało. Porzucił je i „uciekł” od mojej próby ograniczenia Go (porównaj z Mk 14-50-52).

Strach może spowodować milczenie. Ale Jezus i tak sobie poradzi – przyjdzie, ukaże się nam i być może wyrzuci nam brak wiary. Bo nie jest łatwo wierzyć ludziom. Szczególnie, jeśli On wyrzucił z nich siedem złych duchów. I ja mogę nie wierzyć, lub też mi inni mogą nie uwierzyć.

I tu jest pytanie: Czy ja jestem gotowy iść i głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu?

WSZELKIEMU stworzeniu?

Wszystkim. Bez wyjątku. Przepowiadając lub po prostu milcząc i świadcząc postawą wypływającą z wiary?

Kochani!

Kobiety szły do grobu, bo chciały namaścić Jezusa. Celem był Jezus. I wyszły z domu i szły. Miały w głowie myśl o kamieniu, ale nie zniechęciły się. Mogły zostać w domu stwierdzając, że kamień jest zbyt ciężki. A one poszły – wbrew logice! Najprawdopodobniej nie poradziłyby sobie z kamieniem, ale szły, bo chciały NAMAŚCIĆ JEZUSA! Chciały zobaczyć JEZUSA! Być może po raz ostatni być przy Nim. I dobrze, że szły. Bo co zobaczyły? Odsunięty kamień i pusty grób i od młodzieńca dowiedziały się, że Jezus żyje.

Czasami wydaje nam się, że nigdy nie przeskoczymy naszych problemów i słabości i rezygnujemy z pójścia drogą do Jezusa. Dziś chcę Wam życzyć, z głębi mego serca, abyście szli. Bo Jezus odsunie kamień. I zawsze będzie zmartwychwstały.

Życzę Wam, byście zawsze pragnęli iść do Jezusa.Do zabitego Baranka, który żyje.

Jezu.

 Nie pozwól mi prawdy o Twoim zwycięstwie nad śmiercią pozostawić tylko dla siebie. Pozwól mi doświadczyć Twego zwycięstwa w moim życiu.

 Proszę, odsuń kamień grzechu, który mnie od Ciebie oddziela i pozwól mi zrozumieć, że jeśli pozwolę na to, byś Ty mnie prowadził – nie umrę. Będę żył.

 Jezu, proszę, bądź w moim życiu i w życiu Oli, Natalii, Piotrka, Jędrka, Kuby i Janka wszystkim. Bądź dla nas wszystkim. Bądź wszystkim w nas. Napełniaj nas swoją OBECNOŚCIĄ. Amen. Amen. Amen!

P.S. Dzięki za 46 dni wędrówki i poznawania Jezusa 🙂

45. Jak umiera Król, Syn Ojca? Mk 15, 20b-47

Żeby nieść krzyż Jezusa, trzeba było być przymuszonym. Nikt nie chciał pomagać
z własnej woli. Możemy zarzekać się niczym Piotr i inni, ale… ostatecznie też uciekniemy. Muszę skonfrontować się z tą prawdą o sobie – ucieknę przed krzyżem Jezusa! Jego krzyż zawsze będzie mnie przerastał i zawsze będę przed nim uciekał. Dlatego Jezus mówił, żeby ci, którzy chcą iść za Nim, brali swój krzyż, nie Jego. Mam naśladować Jezusa dźwigając swój krzyż.

Jezusa przyprowadzono na Miejsce Czaszki (Golgotę). Sama góra miała złowrogi wygląd czaszki. Ale ważniejsze jest chyba to, że uważano to miejsce za grobowiec pierwszego człowieka – Adama. Krew Baranka musiała skropić kości Adama, by je oczyścić, by je odkupić.

Jezus nie przyjmuje wina zaprawionego mirrą. Baranek paschalny podczas składania go w ofierze (przecinano jego szyję, aby się wykrwawił), nie mógł być ogłuszony w żaden sposób! Musiał być w pełni świadomy – inaczej byłby nieczysty (niekoszerny). Jezus nie pozwala się odurzyć, bo On jest prawdziwym Barankiem Paschalnym, czystym i wolnym w tym akcie oddania siebie.

Zaliczono Go w poczet złoczyńców. Co było Jego winą? To, że BYŁ KRÓLEM. Piłat nie pisze nic innego! Marek jest do końca wierny przesłaniu: Jezus jest królem! Nawet na krzyżu. To pokazuje, że Piłat w jakimś sensie uwierzył Jezusowi…

Króla zaliczył Jego własny naród w poczet złoczyńców…

Wszyscy Go lżą, wyśmiewają, drwią z Niego. Wszyscy!

A do kogo Jezus się zwraca?

„Ho Theos mu, ho Theos mu, eis ti egchatelipes me?” – Boże mój, Boże mój, dlaczego pozostawiłeś mnie?

W tym okropnym wrzasku nienawiści Jezus trwa w jedności z Ojcem. Tylko do Ojca się zwraca.

My, ludzie, mamy tendencję oczekiwać spektakularnych akcji, cudów, zdarzeń. Żądamy ich i ich oczekujemy.

A Jezus?

Jezus apeis ponen megalen eksepneusen – Jezus wydawszy głos wielki oddał ducha. Wyzionął ducha. Ostatnie tchnienie życia z Niego uszło. Stał się w jakimś sensie pusty.
W Nim nic nie pozostało, niczego nie zostawił „dla siebie”.

Bardzo dosłowne tłumacząc – oddał ducha. Komu? Ojcu. A więc Ojciec był blisko. Wcześniejsze pytanie w tym miejscu odnajduje odpowiedź. Ojciec był przy Nim, więc Jezus mógł oddać Mu swoje życie, złożyć je w Jego rękach. Niczym Mojżesz (Pwt 34), który „umarł przez usta Pana”, składając Bogu pocałunek i swego ducha oddając w usta Boga.

Mojżesz wyszedł na górę Nebo i tam umarł „według postanowienia Pana”, lub też, jak inni tłumaczą: „zgodnie ze słowem Pana/zgodnie z tym, co usta Pana wyrzekły”. Tłumaczenia są różne i zasadniczo oddają one sens tłumaczenia z Septuaginty.

Jak więc widzimy tę scenę? Mojżesz nie sprawdził się, kiedy był kuszony wraz
z całym narodem nad Meriba i zamiast raz, uderzył dwa razy laską w skałę, a wtedy Bóg powiedział: „Nie dość broniłeś mojej chwały, więc nie wejdziesz do Ziemi Obiecanej”.
I następnie wyprowadził Mojżesza na górę Nebo, pokazał Ziemię Obiecaną, pogroził palcem
i powiedział: „Ty tam nie wejdziesz”. Dosłownie beznadziejny obraz Boga…

Ale tak nie jest!!

Oryginalny tekst hebrajski mówi: „Mojżesz umarł przez usta Pana”. Komentarze żydowskie dość jednoznacznie mówią, że MOJŻESZ UMARŁ PODCZAS POCAŁUNKU Z BOGIEM. Nie można ani piękniej, ani delikatniej umrzeć, niż wydając ostatnie tchnienie
w usta Boga. Oryginalny tekst nie ukazuje Bożej groźby i kary. Mówi o największej możliwej intymności człowieka z Bogiem. Przypomnijcie sobie słowa z Pieśni nad pieśniami: „Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust” (Pnp 1,2). Kto całuje pocałunkiem? TYLKO BÓG!
To jest „największy pocałunek nad innymi pocałunkami” w dosłownym rozumieniu tego tekstu.

Septuaginta i nasze przekłady idące za nią piszą dalej: „pochowano go i nikt nie wie, gdzie”. Ale tak nie jest! Znowu. Tekst hebrajski mówi wprost, że Bóg pochował Mojżesza. Dlatego „nikt nie wie, gdzie” to jest. I dlatego też tradycja rabinistyczna mówi, że Mojżesz został wzięty do Nieba tak, jak Eliasz (2Krl 2) , jak Henoh (Rdz 5,16; Syr 49,16).

W konsekwencji okazuje się, że Bóg ukazał Mojżeszowi Ziemię Obiecaną
i powiedział:”Spójrz. Dokonałeś tego, co miałeś dokonać i przyprowadziłeś ich do tej Ziemi. Teraz zjednocz się ze Mną. Zapraszam Cię do radości wiecznego obcowania ze Mną”.

Tak i Jezus – oddaje życie Bogu.

Ojciec Go nie opuścił. Nie zostawił, choć po ludzku sytuacja była beznadziejna.

Zasłona przybytku rozdarła się. Użyte tutaj słowo ma taki sam źródłosłów, jak opis rozwierającego się Nieba podczas chrztu – schizo (Mk 1,10). Od tego słowa mamy słowo schizma – rozerwanie, rozdzielenie. Najpierw rozerwało się Niebo, bo Bóg stał się bliski nam, ludziom. Teraz rozrywa się zasłona przybytku, gdyż Bóg nie jest już tylko Bogiem Żydów. Oni Boga zabili, stare Prawo zostało wypełnione… Miejsce przebywania Boga przestało być tak bardzo ograniczone. Teraz Bóg mieszka pośród nas – w Eucharystii, we wspólnocie. Choć wtedy nikt jeszcze tego nie rozumiał i nie spodziewał się.

Setnik, poganin, wyznał, że Jezus „istotnie był Synem Bożym”. Jaki obraz widział? Co miał przed oczami? Znieważonego, oplutego, ubiczowanego, przybitego do krzyża i umarłego człowieka, który w całym tym wrzasku wokół Niego, trwał w niesamowitej ciszy. Nawet Jego śmierć była pokorna. I zachował godność – nie klął, nie wyklinał tych, którzy stali pod krzyżem…

Kto z nas potrafiłby tak pokornie umrzeć, tak bardzo ufając Bogu?

Kto z nas dobrowolnie ODDAŁBY życie?

Kto z nas wchłonąłby w siebie całe zło, które na niego spadło, i by się nie uskarżał?

Kto z nas potrafiłby tak umrzeć?

Jezu.

W Twoje ręce składam moje życie. Przeprowadź mnie przez umieranie do życia. Pomóż mi trwać w nieustannym dialogu z Tobą. Amen.

44. Król i Buntownik – Mk 15, 1-20a

Żydzi wydają Jezusa Piłatowi. Dlaczego? Nie mogli oni wydać wyroku śmierci, który zarezerwowany był dla Rzymian. Jedynie w przypadku bluźnierstwa wypowiedzianego lub uczynionego w Świątyni mogli oni kogoś ukamienować.

Jezus nie zbluźnił w Świątyni.

Więc wysyłają Go do Piłata. Nie dla sprawiedliwego sadu, ale dlatego, bo oczekują kary śmierci.

Wystarczy spojrzeć na scenę, gdzie Piłat pyta Jezusa, czy jest królem Żydowskim. Jezus odpowiada: „Tak, ja nim jestem”. Tak. On jest królem.

A później?

To jest bulwersujące, że uwolniono Barabasza, a pozbyto się (skazano na śmierć) Jezusa. Buntownik za Króla. Buntownik za sprawiedliwego. Siła  fizyczna za Pana wszystkiego. Nie ważne, co złego uczynił, „Ukrzyżuj Go!”. Nie podoba się nam. Wypieramy się Go. UKRZYŻUJ! Tylko tyle masz zrobić – skazać na śmierć.

Tak, jak Żydzi chcieli zgnieść w Jezusie Jego dumę, tak też i Rzymianie. Wierzący i poganie. Poniżano Jezusa. I co się zdarzyło? Nic. Wyczekał do końca. „A gdy Go wyszydzili…”. Pozwolił im na to. Cierpliwie przyjął wszystko i milczał.

Rodzi się ty niełatwe pytanie: czy ja potrafię przyjąć zło we mnie wymierzone, bez obrony siebie, w pełni?

To jest możliwe tylko dla tego, kto wie, że jest dzieckiem Boga. Kto wie, że w najgłębszym upokorzeniu może odnaleźć Jezusa. Może Go tam spotkać i od Niego zaczerpnąć siły. Bo On też przez to przeszedł.

 

 Jezu.

 Nie ważne jest to, kim jestem. Ważne jest to, że chętniej upokarzam, niż pozwalam upokarzać siebie. Ratuj mnie. Wzmocnij mnie. Amen.

43. Niezbywalna godność Syna Boga – Mk 14, 53-72

Żydzi próbują jak najszybciej skazać Jezusa. Potrzeba było dwóch zgodnych w zeznaniach świadków, a byłoby po sprawie (przeczytajcie 13 rozdział Księgi Daniela). Problem ich polegał na tym, że nie znalazło się dwóch świadków zeznających identycznie.

Kłamią na temat Jezusa, a On stoi, milczący i godny. Wie, że to są kłamstwa – nie dyskutuje z nimi. Jezus odzywa się dopiero wtedy, gdy pada pytanie: „Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Błogosławionego?”, mówiąc: „EGO EIMI! – Ja jestem. I od razu przywołuje proroctwo, które było znane Żydom (Ps 110, 1; Dn 7, 13).

Ktoś, kto jest po prawicy, ma współudział we wszystkim, co należy do tego, po którego prawej stronie stoi. Miejsce uprzywilejowane! Wielkie wyróżnienie! I Jezus daje im tymi słowami do zrozumienia, że On jest Synem Człowieczym.

My naprawdę nie potrafimy odczuć ciężkości tych Jezusowych słów. Jesteśmy ubodzy w rozumienie tych stwierdzeń. Ale Żydzi rozumieli je bardzo dobrze. Dlatego nie potrafili ich udźwignąć patrząc na Jezusa.

Zauważyliście kiedyś, że wszystkie ciosy wymierzone w Jezusa, dotykały Jego twarzy? Pluli Mu w TWARZ. Zakrywali Mu TWARZ. Policzkowali Go po TWARZY. Nawet słudzy bili Go pięściami PO TWARZY! JAKŻE WIELKĄ DUMĘ I GODNOŚĆ MUSIAŁA WYRAŻAĆ TWARZ JEZUSA! I jak bardzo musieli chcieć Go pozbawić tej dumy i godności.

Z czego wypływała ta duma?

Jezus wiedział, kim jest i nikt nie mógł pozbyć Go dumy i zaszczytu bycia Mesjaszem, Synem Najwyższego.

Za co więc Go skazali?

Za prawdę.

Jezus jest Synem Bożym i tego nie ukrywał. Co więc zrobili? Postanowili Go zabić.

To, że bili Go nawet słudzy, pokazuje jedno: przez swoich współbraci Jezus uznany został za… kogoś, kto nie jest człowiekiem. Słudzy to także niewolnicy, a niewolnik często był traktowany jak przedmiot. Skoro niewolnik (sługa) bije kogoś po twarzy, to ten ktoś musi być jak zwierzę… Na pewno nie człowiek..

Kiedy Jezus przed swymi oskarżycielami odsłonił swą tożsamość, Piotr się Go zapierał. Trzy razy. A tak bardzo się zarzekał…

Służąca najpierw odezwała się do Niego. Później do innych. Na koniec ci, którzy tam stali, odezwali się do Piotra, stwierdzając: „Na pewno jesteś jednym z nich…”. A Piotr zaczął się zaklinać i przysięgać…

Kai epibalon echlaien – i rzuciwszy się płakał. Nie wybuchnął płaczem. Rzucił się. Może na ziemię, może do ucieczki, a może na ratunek? Nie wiemy. Rzucił się i płakał.

Nie potrafił przyjąć prawdy o swojej słabości od Jezusa. Teraz – nie potrafił przyjąć prawdy o swojej tożsamości. Tożsamości ucznia Jezusa.

Jezus znał swą tożsamość i był dumny. Piotr – wypierał się swej tożsamości. A ja? Gdzie jestem? Gdzie siebie odnajduję?

 Jezu.

 Pozwól mi być dumnym z bycia Twoim uczniem, dzieckiem Ojca w Tobie. Pozwól mi. I spraw, bym był wiadomy swojej tożsamości do końca i pomimo trudności, strachu, bólu… Proszę. Amen.