Archiwum autora: Adrian Sielicki

O Adrian Sielicki

Po pierwsze - człowiek. Po drugie - grzesznik. Po trzecie - pokochany i zbawiony przez Syna Bożego teolog biblijny. Największą przygodę mojego życia zacząłem w dniu, kiedy otworzyłem Biblię. Wszystko inne było po.

GENEALOGIA MESJASZA cz. 3.

onlinelogomaker-111415-2005

Kain i Abel 

Historia Kaina i Abla jest nam doskonale znana i wielokrotnie komentowana. Dlatego ja chciałbym akurat tutaj troszeczkę skupić się na innej sprawie, choć jak zwykle – musimy zachować pewną kolejność.

Mężczyzna nazwał swą żonę „Ewa” – po hebrajsku: Chawwah. To hebrajskie imię zostało wyprowadzone z innego hebrajskiego słowa: chajah – „żyć”. Dlatego właśnie w Piśmie Świętym czytamy: „Mężczyzna dał swej żonie imię Ewa, bo ona stała się matką wszystkich żyjących”.

Ewa urodziła dwóch synów – Kaina i Abla. Lecz ani Kain ani Abel nie są przodkami Jezusa. Jest nim Set.

Set urodził się po zamordowaniu Abla przez Kaina. I kiedy się urodził, Ewa powiedziała: „dał mi Bóg innego potomka w zamian za Abla, którego zabił Kain”. Set, to hebrajskie Szet od hebrajskiego czasownika szat, które oznacza: „on mi udzielił”. Bóg dał – udzielił – Ewie nowego syna. I to udzielenie zawarte jest w imieniu Seta. I od Seta – jeśli przeczytacie sobie 5 rozdział Księgi Rodzaju – wywodzi się Noe. Z kolei od Noego wywodzi się Abraham.

Jednak okazuje się, że sprawa nie jest wcale taka prosta…

Kto czyim potomkiem?

Świetną myśl podaje Tomasso Federici.

W Księdze Liczb (Lb 24, 21) czytamy, że Kenici są potomkami Kaina. Jednak nie  jest to tak oczywiste w przekładzie Pallottinum.  A kim są Kenici? Jest to plemię kananejskie, którego nazwa wywodzi się od Kaina. Kenici zamieszkiwali wśród Amalekitów. W Biblii Jerozolimskiej (ale nie chodzi o wydanie z Pallottinum, lecz o wydanie francuskie) dodaje się imię Kain do wersetu 21, gdyż uważa się, że jest to potrzebne dla poprawienia rytmu i przywrócenia gry słów między qajin („Kain”) i qen („gniazdo”). Wtedy mielibyśmy tak: Twoja siedziba jest trwała, Kainie / a twoje gniazdo uwite na skale.

Kenici to nomadzi (1 Krn 2,55, gdzie są braćmi Rekabitów), bardzo ściśle związani z Madianem (np. Lb 10, 29 i Sdz 1,16). Wyparci przez Edomitów osiedlają się w kraju Amalekitów (Sdz 1, 16; 1 Sm 15,4-6). Kaina należy powiązać z Kenazem poprzez imię ojca, Otniela, który sam był bratem lub bratankiem „Kaleba Kenizyty”, który spokrewniony był z pokoleniem Judy (Lb 32, 12).

I teraz robi się ciekawie!

Potomek pierwszego mordercy?

Na czele pokolenia Judy stoi Kaleb, zwany „Kenizzytą”. To właśnie jemu Jozue wyznacza dział ziemi Judy. „Kenici” są więc „częścią pokolenia Judy” i posiadają ziemię na „terenie górzystym”, ze stolicą w Hebronie. Ta ziemia obejmowała również Betlejem.

Bóg, spośród wszystkich narodów ziemi (Rdz 10) wybrał Sema i jego potomstwo (Rdz 11, 27-33). Spośród synów Teracha wybrał Abrama (Rdz 12, 1-3) i jego potomstwo: Izaaka i Jakuba. Spośród dwunastu synów Jakuba wybrał Bóg pokolenie Judy (Rdz 49, 8-12). Z pokolenia Judy wybrał półpokolenie Kainitów (inaczej albo Kenizzytów albo Kenitów) z Kalebem i stolicą w Hebronie (Joz 14, 6-15). Z tej połowy pokolenia wybrał rodzinę Jessego, a spośród ośmiu jego synów wybrał Dawida (1 Sm 16, 1-12) na którego zesłał swego boskiego Ducha, wszechmocnego i mesjańskiego (1 Sm 16, 13). Co to oznacza? Otóż Bóg wyprowadził Mesjasza z klanu MORDERCY – Kaina. Pierwszego mordercy w dziejach ludzkości, o którym mówi Biblia!

Oto otchłań, w jaką zstępuje Nieśmiertelny, Przedwieczny, ażeby przyjąć ciało grzeszników. Jezus przygarnia w ten sposób do siebie wszystkich Kainów z wszystkich czasów. Po co? To proste! Żeby go zbawić!

A co do Seta…

Wbrew pozorom nie stoi to w sprzeczności z tym, że Jezus wywodzi się z rodu Seta. Bo jak najbardziej również i od niego się wywodzi.

Set był synem Adama i bratem Kaina. Dopiero 5 rozdział Rdz mówi o tym, że Bóg stworzył człowieka – jednego człowieka jako mężczyznę i niewiastę – pobłogosławił im i nazwał ich „ludzie” (Rdz 5, 2). Co ciekawe – okazuje się, że istnieje różnica między „człowiekiem” a „ludźmi”. Ciekawe…

Kiedy Set się urodził, Adam patrząc na niego zauważył, że jest do niego podobny jak obraz. Adam miał 130 lat, gdy zorientował się, że jego potomstwo jest „na jego obraz”, czyli tak, jak on jest na „obraz Boży”. Podobieństwo Boże jest więc pewnym znamieniem natury, które pierwszy człowiek przekazuje swoim potomkom. Jesteśmy więc powołani do bycia na podobieństwo Boże i wciąż to znamię podobieństwa posiadamy w sobie, ale musimy się nauczyć korzystać z tego faktu.

No i tak na koniec – Henoch, potomek Seta (Rdz 5, 18-24). Henoch był PIERWSZYM WNIEBOWZIĘTYM CZŁOWIEKIEM. Naprawdę. Pisze o tym autor Rdz: „Żył więc Henoch w przyjaźni z Bogiem, a następnie znikł, bo zabrał go Bóg”. Podobnie było przecież z Eliaszem i najprawdopodobniej z Mojżeszem (przypomnijcie sobie to, co napisałem w konferencji nt. śmierci Jezusa w opisie z Ewangelii wg św. Marka). Wniebowzięcia nie są dla nas żadną nowością. Od dawien dawna one istnieją i dostąpili ich ludzie szczególnie zaprzyjaźnieni z Bogiem ludzie. A więc już tutaj otwierają się nam drzwi do dogmatu o wniebowzięciu Matki Boga. Kto by pomyślał?

GENEALOGIA MESJASZA cz.2

onlinelogomaker-111415-2005

Syn Adama.

             Skoro Łukasz kończy genealogię Jezusa na Adamie, to my od Adama zaczniemy. Kim jest Adam? Łukasz nazywa go „Synem Bożym” (Łk 3, 38). Dlaczego? Bo jest to pierwszy człowiek, bezpośrednio stworzony przez Boga. Ten początek nie będzie zbyt prosty. Ale później zrobi się milej. Jednak, aby zrozumieć wiele spraw, trzeba nam zrozumieć początek. Inaczej dalsza droga będzie naprawdę niełatwa.

Drugi rozdział Księgi Rodzaju kończy się wspaniałym i bardzo wymownym obrazem jedności człowieka stworzonego mężczyzną i niewiastą. W Księdze Rodzaju (1,27) czytamy: „Stworzył więc Bóg człowieka (hbr. adam) na swój obraz, na obraz Boży go stworzył; stworzył mężczyznę (hbr. zahar) i niewiastę (nekewa)”.

Okazuje się, że człowiek jest dopiero wtedy człowiekiem, kiedy potrafi z drugim człowiekiem wejść w taką relację jedności, że tworzą wspólnotę jednego ciała (por. Rdz 2, 24). Według zacytowanego wyżej fragmentu człowiek to: mężczyzna i niewiasta. Nie jedno z nich, lecz oboje.

Warto zwrócić uwagę, że w owym wersecie została podkreślona mocno płeć obojga. Hebrajskie słowo zahar – tu przetłumaczone jako mężczyzna – nie odnosi się jedynie do gatunku ludzkiego, ale określa płeć męską. Podobnie ma się sprawa ze słowem nekewa oddanym przez tłumaczy jako kobieta, a określającym płeć żeńską u wszystkich stworzeń, nie tylko u ludzi. To tak jakby piszący ten fragment chciał powiedzieć: mężczyzna i kobieta to człowiek!

Adam, czyli człowiek (ale też w szerszym rozumieniu ludzkość), to zahar i nekewa. Jest to jedność która zawiera w sobie różność i urzeczywistnia się przez dawanie siebie drugiemu w sposób doskonały, nie ograniczony niczym poza odniesieniem do samego Boga jako Stwórcy tej jedności. To jedyne ograniczenie człowieka dawało mu moc i zdolność wolnego oddawania siebie drugiemu na obraz i podobieństwo Boga.

Gdy Adam i Ewa zgrzeszyli, przestali żyć w jedności. Adam, jako winowajczynię popełnionego grzechu, wskazał Ewę, Ewa wskazała węża, a wąż… On już nie miał na kogo wskazać. Wąż dokonał swego – poróżnił i rozdzielił ludzi, między którymi pojawił się egoizm, indywidualizm, życie dla siebie.

Od tego momentu człowiek chce żyć z innymi tylko pod takim warunkiem, że wszystko będzie tak, jak on tego chce. Ja chcę żyć. Inni mi w tym przeszkadzają, więc albo będą mi posłuszni, albo moja egoistyczna agresja pozbawi ich godności, dobrego imienia, a w konsekwencji – wolności i życia.

Bóg szuka człowieka, który chce się przed Nim ukryć, bo grzech obnaża ludzką nagość, słabość i niemoc. Na tym właśnie polega dramat poszukiwania człowieka, w którym objawia się piękno troskliwego Boga: On sam wychodzi z inicjatywą szukania tego, który się wobec Niego sprzeniewierzył. Szukania tego, który postanowił nie szukać Boga!

Kto jest Obrazem Boga?

Wiemy , że Adam to obraz Boga. Ale Adam nie jako sam zahar, ale jako zahar i nekewa. Razem. Bóg stworzył człowieka – w sensie Adam – jako wspólnotę. Ludzkość jest powołana do wspólnoty. Dlaczego? Bo Bóg jest Wspólnotą!

Zwróćmy uwagę na jeden szczegół. Autor Rdz kolejne etapy stwarzania świata przez Boga kończy konstatacją: „widział Bóg, że było dobre”. W jednym momencie Bóg stwierdza: „nie jest dobrze, aby był sam”. Chodzi o ten etap stworzenia, który odnosi się do Adama. Nie jest dobrze, aby adam był sam. Użyte w tym miejscu hebrajskie wyrażenie lebado, które określa sytuację adama, można przetłumaczyć (zinterpretować) nie tylko w znaczeniu „sam”, ale także jako „sam dla siebie”. Znaczyłoby to, że nie jest dobrze dla adama, aby był sam dla siebie oraz, że nie jest on jeszcze w pełni takim stworzeniem, które zostało zamierzone przez Stwórcę jako Jego obraz i podobieństwo, czyli zdolnym do przeżywania relacji.

Widząc sprawę człowieka jako wspólnoty dwóch osób, zdolnych do wzajemnego przenikania się, tracenia siebie w drugim, przechodzenie ku drugiemu i dawanie drugiemu racji bycia w sobie i kiedy zdajemy sobie sprawę, że Bóg stworzył ludzkość na Swój OBRAZ i PODOBIEŃSTWO, to nie można nadal uważać, że Bóg nie jest Trójcą.

Anna Świderkówna napisała w jednej ze swoich książeczek: „Trójca Święta to (…) tajemnica radości Boga, który jest jeden, a nie jest samotny”. Dlaczego? Bowiem Jego istotą jest komunia, miłość różnych osób – Ojca, Syna i Ducha Świętego. Odbicie takiego właśnie sposobu życia Bóg złożył w tym, którego uczynił koroną stworzenia – w człowieku: mężczyźnie i niewieście (zob. Rdz 1,26n). Stworzył dwoje różnych, uzdolnionych do jedności, mogących być jednością, to znaczy mających w sobie zdolność i moc bycia jednym ciałem (zob. Rdz 2,24). Z jednej strony mamy idealną komunię człowieka (jako wspólnoty osób) z Bogiem, z drugiej – komunię ludzi między sobą.

Ale tu chodzi o ludzkość, nie o jednego człowieka.

Ale człowiek zgrzeszył…

             Człowiek jednak uległ szatanowi.

Nie pamiętam kto był autorem pewnego artykułu, którego treść zapamiętałem tak dobrze, że bez problemu przytaczam jego słowa, ale oddaje on sedno problemu.

Często mamy pretensję do Boga o to, że „stworzył śmierć”. Po pierwsze – BÓG NIE STWORZYŁ ŚMIERCI! Księga Mądrości mówi: „Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą” (Mdr 2, 23-24). I uwaga! MY JUŻ NIE NALEŻYMY DO SZATANA! Zapytacie: „to dlaczego umieramy?”. Umieramy? Na pewno? W jakimś sensie – tak, ale… Nie do końca! Bo Jezus zmartwychwstał. Bo On nas wykupił. Ten temat jeszcze wróci i postaram się go nieco rozwinąć. Na razie chciałbym, abyście zrozumieli jedno – Bóg śmierci nie uczynił, Bóg dopuścił do nas śmierć.

Dlaczego?

Po grzechu pierworodnym padły z ust Boga bardzo mocne słowa do mężczyzny (Rdz 3, 16-19). Przez grzech, który człowiek popełnił, spadło niejako przekleństwo na całą ziemię. Mężczyzna będzie pracował w trudzie na ziemi, która będzie rodziła ciernie i oset, a kobieta w bólach będzie rodziła. Beznadzieja! Wyobrażacie sobie żyć BEZ KOŃCA w takiej beznadziei? Każdy ból, każda choroba, wszystko, co złe nas spotyka jest konsekwencją grzechów. Wyobrażacie sobie życie BEZ NADZIEI na jakąkolwiek zmianę? W ciągłym i coraz większym bólu?

Obietnica

             Lecz Bóg powiedział coś jeszcze, gdy mówił do węża: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono ugodzi cię w głowę, a ty ugodzisz je w piętę” (Rdz 3, 15). Oto Bóg przeciwstawił człowieka diabłu. Oto rozpoczyna się walka, lecz Bóg od razu, nie czekając na cokolwiek pokazuje, że końcowe zwycięstwo należy do człowieka. Oto pierwszy promyk nadziei i zbawienia. Nazywa się go Protoewangelią.

Co z tego, że szatan czasami godzi Ciebie w piętę, zadaje Ci ból? Co z tego? Bóg sprawi, że właśnie Ty, ugodzony przez szatana, zetrzesz mu głowę, zmiażdżysz ją. Nie swoją mocą. Ty jej nie masz. Ale mocą Boga. Mocą, jaką otrzymasz od Boga, kiedy on definitywnie Ciebie zbawi. A zbawił. W Jezusie Chrystusie, potomku Adama.

GENEALOGIA MESJASZA cz.1

onlinelogomaker-111415-2005

Wstęp wstępu

             W Nowym Testamencie mamy dwie genealogie Jezusa – tak przynajmniej twierdzą różni bibliści. I mają rację, choć ja nie do końca się z nimi zgadzam. Uważam bowiem, że nie mamy w NT dwóch, ale trzy genealogie.

Pierwsza zamieszczona jest w Ewangelii według św. Mateusza (Mt), druga – w Ewangelii według  św. Łukasza (Łk) i trzecia w Ewangelii według św. Jana (J), czyli tak zwany Prolog. I będę bronił tej tezy, ale nie teraz. Nieco później.

Kiedy pierwszy raz usiadłem nad genealogiami – bałem się. Wydawały mi się nudne, niczego niewnoszące. Dopiero kiedy zastanawiałem się nad kolejnymi „małymi rekolekcjami” dla Brewiarzowych Mordek, pomyślałem sobie, że może warto ruszyć te genealogie. I po prostu zmiotło mnie z nóg.

Po raz kolejny mogę z pełną świadomością stwierdzić jedno – gdyby nie Brewiarzowe Mordki, nie odkrywałbym tak wielu skarbów ukrytych w Biblii. Dziękuję Wszechmogącemu, Trójjedynemu Bogu za to, że dał mi tych moich kochanych ludków.

No dobrze – wystarczy słodzenia. Pora zrobić wstęp.

Po pierwsze – miało być krócej, ale to nie wyjdzie. Dlatego codziennie będzie kolejna odsłona. Jest naprawdę mało czasu, a treści dosyć sporo. Ale gwarantuję wam, że warto!

Genealogie 

Jak zwykle – planowałem inaczej, a wyszło inaczej. Miało być tak, że jednego tygodnie będzie rodowód z Mt, drugiego z Łk, a trzeciego z J. Ale to nie pyknie! No… Może oprócz J. Czwartą Ewangelię dotkniemy na końcu, choć – jak zobaczycie – ona właśnie dotyczy początku początków.

Zatem mamy Mt i Łk. Okazuje się, że choć są w wielu miejscach bardzo różne, to wypełniają się idealnie! Łukasz bowiem wychodząc od Jezusa idzie aż do Adama – pierwszego człowieka, natomiast Mateusz mówi o rodowodzie Jezusa, który ściśle łączy z Dawidem i Abrahamem (w takiej właśnie kolejności).

Mt najprawdopodobniej zapisuje rodowód Jezusa po linii Józefa, natomiast Łk – Maryi. O co chodzi? Rodowód Jezusa podany przez Łukasza mówi, że „Jezus (…) był, jak mniemano, synem Józefa…”. I choć zewnętrznie jest to rodowód Józefa, to rzeczywistości jest najprawdopodobniej rodowodem Najświętszej Panny. Jeżeli Maryja nie miała rodzeństwa, a przysługiwało jej prawo dziedziczenia, to Jej mąż wchodził w prawa i przywileje synowskie w stosunku do Jej ojca. Porównajcie z Lb 36, 6-12; 1 Krn 2, 34; Ezd 3, 2. Czyli to nie Maryja dziedziczyła, ale Jej mąż. Czyli Józef miał niejako dwie genealogie – swoją i swojej małżonki, z tym, że ta druga była RÓWNIEŻ jego własną. Nie jest to może łatwe do zrozumienia, bo my żyjemy w zupełnie innych czasach.

Sprawa genealogii w Łk jest interpretowana na wiele sposobów. Ja opowiadam się po stronie teorii powyższej.

Co więcej, Łukasz sięgając w genealogii Jezusa aż do Adama, chce pokazać, że Jezus i Jego posłannictwo nie dotyczą jedynie Izraela, ale całej historii powszechnej. Zbawienie, które On – Jezus – dokonuje, obejmuje wszystkich ludzi. To jednak nie wszystko! Łukasz rodowód Jezusa zapisuje dopiero po chrzcie. Łączą się tu dwie sprawy. Pierwsza – Łukasz zapisuje rodowód od Jezusa do Adama, niejako „w dół”. Sięga głębi. A Jezus, aby przyjąć chrzest, musiał zejść „w dół”. Miejsce chrztu było w depresji. A Jezus zszedł jeszcze niżej. Możemy tutaj dopatrzeć się niesamowitej sprawy – tak, jak Jezus pozwala zanurzyć się w wodzie pełnej śmieci, tak samo pozwoli zanurzyć się w śmierci, przyjmując na siebie wszystkie ludzkie „śmieci” ich grzesznych uczynków. Jezus zbawił całą ludzkość, gdyż zbawił nawet Adama – pierwszego człowieka.

I co dalej?

             Mateusz to jeszcze ciekawsza sprawa. Przedstawiony u niego rodowód Jezusa zawiera w sobie niesamowite treści teologiczne. Mateusz ogranicza się do ukazania izraelskiego pochodzenia Chrystusa i wiąże go z głównymi depozytariuszami obietnic mesjańskich: Abrahamem i Dawidem oraz z królewskimi potomkami tego drugiego. Mateusz ułożył ten rodowód Jezusa w serie 14 pokoleń, żyjących w trzech okresach historycznych. Ten „kod liczbowy” był czytelny dla adresatów Ewangelii, jednoznacznie wskazując na króla Dawida. Każda hebrajska litera miała swoją wartość liczbową. Tak więc 14 to suma wartości liter (cyfr) imienia Dawida! Serio! Zapisując 14 (cyfrę) literami (hebrajskim alfabetem), otrzymujemy człon imienia DAWID! Hebrajskie litery imienia Dawid – d-w-d – dają liczbę czternaście. A 14, to liczba symbolizująca doskonałość.

Jezus jest więc po trzykroć potomkiem Dawida, króla!

Mateusz chciał wykazać coś jeszcze.

Jezus pochodzi od Dawida, a więc jest On spadkobiercą obietnic danych przez Jahwe Narodowi Wybranemu. Lecz nie tylko, bowiem gdy Mateusz pisał, że Jezus pochodzi od Abrahama, chciał dowieść nam, że jest On również spadkobiercą powszechnej, przeznaczonej dla wszystkich narodów, obietnicy błogosławieństwa złożonej Abrahamowi przez Boga.

I jeszcze jedno – w naszym tłumaczeniu niestety to się zaciera. Kiedy Mateusz pisze o kolejnych osobach, zawsze używa słowa zrodził, np.: „Abraham zrodził Izaaka, Izaak zrodził Jakuba, Jakub zrodził Judę…”. Podkreślał tym samym fakt bezpośredniego ojcostwa (mówiąc dosadnie: to Abraham spłodził Izaaka, itd.). Jednak ta rytmicznie powtarzająca się formuła urywa się w jednym miejscu – kiedy Mateusz pisze: „Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem”. Józef nie zrodził Jezusa, a więc – Józef nie spłodził Jezusa. Józef był mężem Maryi, a Ona była Tą, z Której zrodził się Jezus Chrystus.

Jak więc będzie wyglądało nasze rozważanie?

Skupimy się na kolejnych imionach występujących w genealogii Jezusa. Czasami będą mocne skróty, niekiedy dłużej zatrzymamy się nad pewnymi historiami. Pierwsza rzecz, jaką odkryłem, to fakt, że nie można ograniczać Boga. Z drugiej jednak strony trzeba ogromnej pokory, gdyż o każdym występującym imieniu można by było napisać nową książkę. Dlatego sam musiałem czasami uznawać moją niemoc i słabość względem bogactwa kryjącego się pod danym imieniem.

Zachęcam jednak do tego, abyście sami zechcieli zgłębiać kolejne historie. Można się wiele od nich nauczyć.

I zaczniemy od Adama, aby później iść dalej.

Zaczynamy w Dzień Pański (Niedzielę) 29 listopada 2015 roku o godzinie 8:00. I tak codziennie do 24 grudnia 2015 r. (czwartek). Natomiast 25 grudnia 2015 roku, o godzinie 12:00 pojawi się pewna niespodzianka. Ale niech to będzie niespodzianka.

Eucharystia to nie ściema! – czyli katechezy liturgiczne

3. Jedność wielu w Eucharystii: Bóg, który służy, Bóg który kocha.

Ta konferencja, trzecia już dla Animatorów i Scholi, jest pierwszą dla naszych braci i sióstr Porządkowych! Dlatego właśnie teraz poruszona będzie sprawa służby. Niezależnie od tego, czy ktoś był wcześniej, czy nie, ta konferencja powinna być zrozumiała dla każdego.

Odczytanie: J 13

1. Zamiast słów konsekracji

Najpierw chciałbym zwrócić uwagę na słowa autora czwartej Ewangelii: Jezus, wiedząc, że nadeszła godzina Jego, by przeszedł z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie do końca ich umiłował. W czasie wieczerzy (…) wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło, nim się przepasał. Potem nalał wody do misy. I zaczął obmywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany.

Ten tekst dotyczy pierwszej Eucharystii. Zapisał go Jan Apostoł – naoczny świadek, uczestnik Ostatniej Wieczerzy. To on właśnie zajmował miejsce najbliżej Jezusa tak, że chcąc odpocząć, mógł oprzeć głowę na Jego piersi i wsłuchiwać się w bicie serca Jezusa. Uderzające jest, że w opisie Jana brakuje słów ustanowienia Eucharystii, Najświętszej Ofiary. Nie ma słów zapisanych u Marka, Mateusza czy Łukasza, a nawet przez św. Pawła w Pierwszym Liście do Koryntian: „Bierzcie i jedzcie; to jest Ciało moje. Bierzcie i pijcie; to jest Krew moja” (por. 11, 23-25).

Jan dlatego nie napisał słów ustanowienia, gdyż napisał nam, CZYM MA BYĆ Eucharystia i jak może ona przemienić, ukierunkować nasze życie. I zamiast napisać słowa ustanowienia, Jan opisuje obrzęd umywania uczniom nóg przez Jezusa – tak zwane mandatum.

Lecz nim się wgłębimy w ten gest i spróbujemy go zrozumieć, najpierw spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie: co to znaczy LITURGIA.

2. Liturgia – czyn ludu i czyn dla ludu

Słowo to pochodzi od greckiego słowa LEITURGIA, które jest zestawieniem dwóch słów, oznaczających kolejno lud i czyn. Najczęściej tłumaczy się to słowo w ten sposób: Czyn ludu i wyjaśnia się, że chodzi o mój konkretny czyn, moje postawy, gesty lub nawet szeroko pojętą akcję liturgiczną. Lud ma coś czynić, żeby zadowolić Boga, księdza wikarego, albo żeby dostać jakąś nagrodę. Ale słowo LEITURGIA  możemy przetłumaczyć w jeszcze jeden sposób: czyn DLA ludu. Ale powstaje pytanie: czyn kogo i dla kogo?

Gest umywania nóg ma wiele znaczeń i można go rozumieć na kilku poziomach. Po pierwsze – podanie wody do nóg było w Ziemi Świętej czymś oczywistym. Na ogół panują tam wysokie temperatury, wszędzie jest piasek, pył – wypada więc, by wchodzącym do domu gościom podać wodę do umycia nóg. Jest to zwykły przejaw gościnności. Przykładem jest Abraham czy Izaak, którzy wykonują ten gest wobec swoich gości, albo o kobietach, które przynoszą gościom wodę do umycia nóg. Taką czynność sprawowała Abigail wobec Dawida.

W czasie Ostatniej Wieczerzy gospodarzem w Wieczerniku był Chrystus, toteż właśnie ON zadbał o umycie nóg swoich gości. To On wykonał ten gest. Prawdą jest, że to uczniowie na polecenie Jezusa znaleźli salę i ją przygotowali do przeżycia Paschy, ale to Jezus był gospodarzem!

Na przykład w Kanie Galilejskiej – zaprosili Jezusa, a po chwili Jezus stał się gospodarzem troszczącym się o gości weselnych i przemienił wodę w wino. Tego wina było jakieś… 800 litrów!

Kiedy Chrystus zastawia stół, uczta jest przeobfita!

My często przychodzimy na Mszę Świętą z poczuciem, że to my coś z siebie dajemy, że robimy coś dobrego, że wykonujemy „pobożny uczynek” – bo przecież poświęcamy Panu Bogu całą godzinę, a w czasie rekolekcji to nawet więcej!

To prawda – my coś Panu dajemy, ale tak naprawdę to zawsze On jest tym, który obdarowuje. To On zastawia stół. To On jest gospodarzem.

Trzeba nam bardzo mocno wniknąć w tę prawdę!

Jezus umywa nam nogi, Chrystus nas obsługuje! My coś daliśmy z siebie – przyszliśmy, nalaliśmy wina do ampułki, wrzuciliśmy komunikant do pateny, przygotowaliśmy śpiewy, zrobiliśmy próbę asysty, ale kiedy rozpoczyna się Msza, to JEZUS OBSŁUGUJE SWÓJ LUD. Wielka to sprawa! Pomimo wszystkich naszych przygotowań, poświęconego czasu, pozwolić na to, by to On zajął miejsce gospodarza, a nie ja. By to On był Panem, a nie ja.

3. Chrystus Sługa

Druga kwestia, to sprawa Chrystusa Sługi.

Jezus nie bez przyczyny składa szaty. To stwierdzenie: złożył szaty jest niesamowicie głębokie! Przytoczę słowa z 10 rozdziału Ewangelii według św. Jana, dokładnie – 17 i 18 werset: Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je znów odzyskać. Nikt mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Użyte tutaj sformułowania oddać [położyć – tithemi] i odzyskać [otrzymać – lambano] mają swoje bliźniacze znaczenie w 13 rozdziale: złożył i przywdział.  Jezus mówi: Mam moc oddać życie i odzyskać życie, a nieco później Jezus pokazuje uczniom, że jest to prawda – składa szaty i znów przywdziewa je. Greckie słowa są (niemalże) identyczne, mają ten sam źródłosłów, etymologię! To pokazuje Jezus: składam przed wami moje życie, aby was obsłużyć i ja odzyskam życie – a wy? Wy będziecie mieli życie, jeśli pozwolicie mi na to, bym Was obsłużył.

I tutaj przyjrzyjmy się postawie Piotra.

Piotr, jak zawsze z resztą, jest taki, jak u synoptyków: wyrywa się ze swoją wiarą, a ponadto jest niesamowicie popędliwy: nie rozumiejąc gestu umywania nóg, najpierw odmawia Jezusowi, a po chwili gorąco Go prosi o umycie całego ciała! Równie nierozważnie przysięga, że pójdzie za Nim nawet na śmierć, wymachuje mieczem w Ogrójcu i wreszcie, zanim zapieje kogut, wypiera się swojego Mistrza i Pana. Ale skupmy się na tym geście umywania nóg.

Jezus podchodzi do Piotra i chce mu umyć nogi. A Piotr na to: Non lavabis mihi pedes in aeternum! – tak z greckiego na łacinę przełożył zdanie Piotra św. Hieronim w Wulgacie, a więc w łacińskim przekładzie Biblii. Co to znaczy? Nie będziesz mi umywał nóg na wieczność! Parafrazując: Choćbyś mnie całą wieczność prosił, nie zgodzę się na to! Jaki on zaborczy!

Ale gdy tylko Jezus mówi mu, że jeśli na to nie pozwoli, to nie będzie miał udziału z Nim – wtedy Piotr mówi: Całego mnie umyj! No bo jak już pojawia się zysk, udział, wtedy zmienia się rozmowa! Piotr ma chrapkę na dużo, bo nawet CAŁEGO siebie chce dać do mycia.

Piotr nie zrozumiał w ogóle gestu Jezusa. Piotr szukał zysku. I te dwie postawy Piotra powinny być dla nas przestrogą, gdyż i w naszym życiu jest tak, że albo wszystko my, albo wszystko Bóg. Już tłumaczę, co mam na myśli.

Często przyjmujemy wobec Liturgii dwie skrajne postawy. Pierwsza: Panie Boże, Ty sobie tu stój, a ja Ci kwiatki ułożę, ja kartki w Mszale ładnie poodwracam, ja ślicznie będę śpiewał, ja odprawię, ja przeczytam, ja, ja, ja… Druga postawa: Panie Boże, skoro chcesz, to masz mnie, ja Ci się cały daję, a Ty rób, co chcesz, ja Ci nie będę przeszkadzał. Rób jak chcesz i co chcesz. Nie będę się odzywał, śpiewał, angażował się, bo po co. Przecież Ty i tak mnie kochasz takiego, jakim jestem.

Ani w jednej, ani w drugiej postawie nie ma właściwego podejścia do Liturgii, bowiem pierwsza postawa to jest NADAKTYWNOŚĆ, natomiast druga, to zwyczajne OLEWATORSTWO.

Piotr, zabraniając Jezusowi umycia swoich stóp, głęboko się myli! Okazuje się, że to nie Chrystus, ale Piotr chce odwrócić rzeczywistą relację między Bogiem a człowiekiem. O tym, jaka jest rzeczywista relacja między Bogiem a człowiekiem, najlepiej mówi tekst zaczerpnięty z Ewangelii według św. Łukasza 12, 37: Kiedy Pan ich zastanie czuwających, gdy wróci, to każe im zasiąść za stołem, a sam obchodząc będzie im usługiwał. Czyli w wieczności, w Raju, będzie tak, że my usiądziemy za stołem, a Chrystus będzie nam usługiwał! Człowiek, który chce służyć Bogu, ostatecznie odkryje, że tak naprawdę to Bóg służy jemu.

Liturgia, to jest ciągle uobecniana w życiu Kościoła służba Chrystusa dla zbawienia człowieka, służba, która wyraża się w posłuszeństwie aż do śmierci na krzyżu. Jezus został wywyższony w zmartwychwstaniu, dlatego że stał się posłuszny, że się uniżył. To jest tajemnica paschalna Chrystusa – przejście Chrystusa w postawie sługi, w posłuszeństwie przez całe życie, aż do śmierci. To jest właśnie rzeczywistość, która uobecnia się, trwa w życiu Kościoła przez liturgię.

Jeżeli tak popatrzymy na istotę liturgii, to od razu zrozumiemy głębiej jedną cechę z nią związaną – wymaganie posłuszeństwa Kościołowi w jej sprawowaniu. W liturgii nie można niczego dobrowolnie zmieniać! Wszyscy w Kościele są zobowiązani do sprawowania liturgii w duchu posłuszeństwa.

Ale i nie tylko posłuszeństwa, również do braterstwa.

4. Braterstwo miłości w Chrystusie

W 18 rozdziale Ewangelii Janowej, mamy bardzo ciekawy dialog Jezusa z Piłatem. Piłat pyta Jezusa, czy jest Królem, na co Jezus odpowiada Piłatowi: Królestwo moje nie jest z tego świata. Co Jezus ma na myśli? To, że Jego królestwo NIE JEST TAKIE, JAKIE SĄ KRÓLESTWA TEGO ŚWIATA!

W tym świecie walczonoby, zadawanoby śmierć, a Jezus mówi – takie Moje królestwo NIE JEST.

A jakie jest?

Odpowiedź jest ściśle związana z przykazaniem danym nam przez Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy: Aute estin he entole he eme, hina agapate allelus kathos egapesa hymas – To jest przykazanie Moje, abyście miłowali siebie nawzajem, jak ja umiłowałem was. To przykazanie dał nam Jezus podczas ostatniej wieczerzy.

Miłować, czyli greckie agape. Animatorzy i Schola znają już znaczenie tego słowa: kochać i być gotowym oddać wszystko, nawet życie dla drugiej osoby – to kryje się za słowem miłować. To jest miłość rzetelna! Miłość DO KOŃCA! Gotowa wybaczać zawsze i wszystko – niesamowicie miłosierna!

Ale my nie będziemy gotowi sami z siebie do takiego miłowania! Nigdy! Bo to miłowanie może w nas stać się rzeczywistością tylko wtedy, gdy Pan, gdy Chrystus, stanie się moim Panem. Nie moją mocą zacznę miłować, ale Jego mocą! On będzie mnie uczył takiego miłowania.

Umywanie nóg – gest czyniony w kontekście celebrowania tajemnicy Eucharystii i kapłaństwa – wyraża głębię tego, co jest istotą tych sakramentów: uczynienie siebie sługą w stosunku do drugiego człowieka. Być sługą na wzór Jezusa, to wybaczyć temu, który mnie zranił. Wtedy też uzyska swój pełny wymiar moje służenie tajemnicy Jezusa Chrystusa.

Jezus oddaje swoje życie za nas. Przybity do krzyża, cały pobity, ubiczowany, wyszydzony i upokorzony oddaje swego Ducha w ręce Ojca (Łk 23, 46).

Jezus wyciągnął ręce między Niebem a Ziemią. W historii Mojżesza ten gest pojawia się wiele razy. Mojżesz wyciąga ręce do Pana. Gdy trzyma je wzniesione, izraelici wygrywają w bitwie z Amalekitami. Gdy opadają mu ręce ze zmęczenia, Izraelici przegrywają. Wtedy Aaron i Chur przybiegają i podtrzymują ręce Mojżesza – aż do momentu zwycięstwa Izraelitów (Wj 17, 8-16). Natomiast ręce Jezusa po prostu przybito do krzyża.

I Jezus zwyciężył. Umarł, lecz zmartwychwstał. Zwyciężył w najważniejszym zmaganiu się: z wolą własnego Ojca, gdy błagał o miłosierdzie dla nas, miłosierdzie, które mogłoby złagodzić sprawiedliwość, prosił o miłosierdzie dla nas, którzy jesteśmy zapatrzeni we własne „bycie bogiem”, pomieszane „bycie bogiem”, które płodzi często nienawiść, złość, gniew, wojny, śmierć, kłamstwo… To są nasze owoce.

A owocem największej naszej zbrodni, czyli zabicia Jezusa, jest życie wieczne dla nas. I to nie ze względu na jakieś wielkie nasze zasługi! Nie. To dzięki temu, że Jezus pokazał nam, czym jest posłuszeństwo wobec Boga. To On pokazał nam, że pełne Jego posłuszeństwo dało nam wszystkim życie.

Tym jest też służba!

Kiedy ktoś mnie rani, ja wybaczam. Zawsze.

Eucharystia nas tego uczy! Przekazanie znaku pokoju, konieczność bycia w jednym budynku z kimś, do kogo być może nie pałam sympatią. Więcej nawet! I ja i ten, kogo mogę nie znosić, stajemy się jednym ciałem, gdy przyjmujemy Pana w komunii. Stajemy się JEDNYM JEZUSEM.

To jest królestwo Jezusa.

Pełne przebaczenia, miłości, dobra, piękna. Pełne całkowitego oddania siebie, zrezygnowania z własnych planów! Wszystko oddajemy w ręce Jezusa, jako słudzy wobec Niego po to, by On ostatecznie obsłużył nas i doprowadził do życia wiecznego.

To wszystko nieustannie wyraża Liturgia Eucharystii.

My przygotowujemy Mszę Świętą, ale to Bóg jest gospodarzem. Ojciec daje nam swojego Syna: w Słowie i pod postacią Chleba i Wina. Mamy Boga w naszych rękach. I co z Nim robimy? Zabijamy Go!

Rozdzielenie ciała od krwi to zabijanie! Krew jest w kielichu, a Ciało leży na patenie – Bóg zabity! Sama krew dla Izraelitów była symbolem życia, dlatego też krew ofiar składanych ze zwierząt była oddzielana od ich ciała i rozlewana na ołtarzu na znak, że Bóg jest Panem życia. Ale chwilę przed komunią, kapłan łamie Hostię i jej cząstkę wpuszcza do kielicha. W Eucharystii połączenie Ciała i Krwi Chrystusa wskazuje na obecność Zmartwychwstałego – żyjącego i chwalebnego.

I ten Żyjący daje się nam, a my Go spożywamy, zjadamy! Łamiemy Go, gryziemy, miażdżymy! Zabijamy! I co się dzieje?

Wchodzimy w komunię z Nim. On mieszka w nas. On upodabnia nas do Siebie. On nas przeprowadza przez życie i śmierć do Życia Wiecznego, do prawdziwego i jedynego Królestwa Niebieskiego, do Domu Ojca.

Kochani moi.

To Jezus w Eucharystii nas obsługuje. Oddał za nas życie i pozostawił nam Swoje Ciało i Krew, abyśmy wchodząc z Nim w komunię stawali się podobni do Niego i byśmy potrafili stanowić jedno w Nim.

I tak na koniec: Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich (Mt 18, 18). Te słowa z Ewangelii według świętego Mateusza padają chwilę przed pytaniem Piotra o to, ile razy trzeba przebaczać. Znamy odpowiedź: nie AŻ SIEDEM razy, ale SIEDEMDZIESIĄT SIEDEM RAZY!! Nie swoją mocą. To Jezus, obecny w nas i pośród nas umożliwi nam wybaczanie. W Nim bowiem wszystko jest możliwe.

Otwórzmy się więc na Jego działanie w Eucharystii.

[W przygotowaniu tej katechezy posłużyłem się: R.A. Burridge, Cztery Ewangelie, jeden Jezus?, Kraków 2014; F. Blachnicki, Chrystus Sługa światłem Kościoła, Kraków 2007; G. Ryś, Mandatum. To czyńcie na Moją pamiątkę (J 13, 1-20), Kraków 2013; Z. Kiernikowski, Dobra Nowina dla grzesznika, Pelplin 2004; Tenże, Od Paschy do Paschy. Katechezy wprowadzające w przeżywanie Triduum Paschalnego, Pelplin-Siedlce 2014; Tenże, Bliżej liturgii czyli o czym każdy wierzący wiedzieć powinien, Legnica-Wrocław 2015; I. de la Potterie, Męka Jezusa Chrystusa według Ewangelii Jana, Kraków 2006; oraz notatkami własnymi z medytacji.]

Eucharystia to nie ściema! – czyli katechezy liturgiczne

2. Jezus Drogą – Eucharystia Bramą: „Jam jest Drogą…”, czyli jak iść PO Jezusie.

Odczytanie: J 14

            Wiele treści jest w przytoczonym fragmencie, dokładniej mówiąc w tym 14 rozdziale Ewangelii według św. Jana. W jakiś sposób ukryte jest tu tyle znaczeń, że gdybym chciał wydobyć je wszystkie, to siedzielibyśmy tutaj aż do naszej dzisiejszej, wieczornej, Mszy Świętej. Ale to nie będzie konieczne!

1. Ewangelia

Ewangelia. Czym jest Ewangelia?!

Słowo ewangelia pochodzi od greckiego euangelion. Przedrostek eu- oznacza „dobry”, natomiast druga część tego słowa, to angelion, czyli słowo pochodzące od czasownika angello – „obwieszczać”, „zwiastować”. Stąd terminy grecki i łaciński (angelos, angelus) oznaczające anioła, czyli posłańca.

Euangelion, czyli po polsku Ewangelia, to „dobra wiadomość”, „dobre przesłanie”. Rozszerzając to pojęcie, możemy powiedzieć, że Ewangelia to nic innego, jak „dobre prowadzenie”, ukazanie dobrej drogi. Drogi dokąd? Do domu Ojca Jezusa (por. J 14, 2).

Wczoraj o tym domu była mowa – domu, w którym trwają symfonie na wielu płaszczyznach życia, wypływające z przebaczenia i pragnienia zbawienia dla nas – grzeszników. Pragnienia, które jest w Ojcu i jest możliwe dzięki Jego Synowi, Wcielonemu Słowu, Jezusowi Chrystusowi.

2. Droga

A o jaką drogę chodzi? Słyszeliśmy słowa Jezusa: Ja jestem drogą i prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie. To Jezus jest DROGĄ. Tekst grecki jest bardziej konkretny, bo Jezus mówi o sobie: Ego eimi he hodos kai he aletheia kai he dzoe – Ja jestem DROGA i PRAWDA i ŻYCIE. Tu nie chodzi o to, że Jezus jest czymś, czyli drogą (Kim jest Jezus? Drogą), ale Jezus to to samo co DROGA (to tak, jakbyśmy zapytali Go, jakie jest Twoje imię, a On by odpowiedział: Droga; Jak ci na imię? Droga).

Jest w nas taka pokusa, zauważam to również w sobie, że my lubimy wskazywać drogę DO Jezusa, albo mówimy komuś, że jak szuka prawdy, to powinien pójść DO Jezusa, a jeżeli chce żyć, to powinien prosić Jezusa, żeby mu to życie dał. I niby wszystko jest w porządku, ale coś mi się tutaj gryzie… Bo Jezus stawia sprawę bardzo konkretnie! Szukasz prawdy? Jezus! Szukasz życia? Jezus! Chcesz wejść na dobrą drogę? Jezus!

Każda inna droga, poza Jezusem, jest drogą błędną! Nie będziemy uszczęśliwieni, kiedy ruszymy jakąś drogą do Jezusa. Wybaczcie, jeśli brzmi to mocno. Ma tak brzmieć! Nie można tak mówić!! Jeżeli komukolwiek wskazujemy drogę do Chrystusa, to skazujemy go na niepowodzenie! Bo JEZUS JEST DROGĄ! Trzeba wprowadzać ludzi na Drogę – na Jezusa! Stawiać ludzi na Drodze, na Jezusie! Jeżeli ktoś chce poznać Prawdę, to trzeba postawić go przed Jezusem, zderzyć go z rzeczywistością Jezusa Chrystusa. A jeżeli ktoś chce żyć, to trzeba mu powiedzieć: jak nie będziesz w Jezusie, nie będziesz żył. Bo Jezus to Życie. Poza Nim nie ma życia!

3. Droga a Ewangelia

No i co teraz? I jak to wszystko ma się do Ewangelii?

Ewangelista Marek w pierwszym wersecie pierwszego rozdziału pisze: Arche tu euangeliu Jesu Christu hyju Theu – a my tłumaczymy to najczęściej: Początek Ewangelii Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. I ten sam Marek na końcu swojej Ewangelii przywołuje słowa Jezusa w szesnastym rozdziale, piętnastym wersecie: Kai eipen autois: poreuthentes eis ton kosmon hapanta keryksate to euangelion pase te ktisei, czyli: I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Albo nieco innymi słowami, za tłumaczeniem interlinearnym: Podążywszy na świat cały ogłoście dobrą nowinę całemu stworzeniu!

Jaka jest ta dobra nowina?! Co jest treścią tej dobrej nowiny?! Jak ją rozumieć?

Żeby dobrze zrozumieć kwestię dobrej nowiny, trzeba nam dobrze przełożyć pierwsze zdanie Ewangelii według świętego Marka. A jak ten dobry przekład by brzmiał? Ewangelia, którą jest Jezus Chrystus. Taki przekład jest najbardziej pełny i właściwy. Nie chodzi o to, że poprzedni był zły. Nie był zły, ale ten: Ewangelia, którą jest Jezus Chrystus jest po prostu nieco lepszy.

Moi kochani! Jezus jest DOBRĄ NOWINĄ DLA NAS?! Dlaczego? Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie.

4. Wydarzenie zbawcze Jezusa Chrystusa

Jezus Chrystus, który jest Słowem Boga, które było na początku (arche!), jak pisze św. Jan Ewangelista, przybył tutaj, na ziemię, pomiędzy ludzi. Zamieszkał pomiędzy nami! Dosłownie ten fragment 14 wiersza 1 rozdziału Ewangelii św. Jana, który brzmi: Kai ho logos sarks egeneto kai eschenosen en hemin tłumaczy się: I Słowo ciałem stało się i rozbiło namiot wśród nas. Tak, jak Arkę Przymierza przechowywano w namiocie podczas wędrówki z Egiptu do Ziemi Obiecanej, tak i Słowo między nami, pośród nas, rozbija swój Namiot. Jest obecne przy nas, z nami. Jest wśród nas. A 18 wiersz mówi: Boga nikt nigdy nie widział; ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, [o Nim] pouczył, albo, jak tłumaczy to Ignace de la Potterie SJ: Boga nikt nigdy nie widział; ten Jednorodzony Bóg, który powrócił na łono Ojca, On otworzył drogę.

Jezus otworzył nam drogę, kiedy wrócił do Ojca, kiedy powrócił na łono Ojca. W 14 rozdziale, który czytaliśmy na początku, Jezus sam o tym mówi – o swoim powrocie do domu Ojca. Ale nadal pozostaje pytanie: jak Jezus otworzył nam drogę do Ojca? Dlaczego On jest drogą? O co w ogóle w tym wszystkim chodzi?! Jest już tak gęsto od pytań…

Kochani moi.

Jezus przyszedł na świat. Jak o tym pisze św. Paweł w liście do Filipian: On to, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi (Flp 2, 6n). Bóg, który pozwolił na to, by być ograniczonym, by być podobnym do ludzi: być głodnym, jak oni, spragnionym, jak oni, by czuć ból i zmęczenie – jak oni. Stał się po prostu taki, jak my. Z jednym wyjątkiem: władca tego świata nie miał nic swego w Nim. Co to znaczy? Że Jezus był wolnym od grzechu. Jezus nie grzeszył. A jeżeli nie zgrzeszył, to nie ponosił odpowiedzialności, czy tez konsekwencji grzechu, a więc śmierci. Nie musiał umierać.

Nie musiał, to prawda, ale… Umarł. Wiemy o tym. Zmarł na krzyżu. Dlaczego? Aby  świat się dowiedział, że Jezus miłuje Ojca i tak czyni, jak Ojciec Mu nakazał. Jezus jest do końca posłuszny Ojcu.

Zanim Jezus stał się człowiekiem, w swojej boskiej naturze był ofiarą z siebie dla Boga Ojca, ponieważ każda Osoba Boska jest czystą relacją miłości z drugą Osobą Boską. Syn jest odwiecznym Aktem, całkowitym i bezkresnym aktem miłości do swojego Ojca; całkowicie i na zawsze ofiaruje się Ojcu, tak, jak Ojciec całkowicie daje się Synowi. Dlatego z chwilą, kiedy Jezus przyjmuje ludzką naturę, poniekąd musi tę naturę złożyć Ojcu w darze. I dzięki temu właśnie jest zawsze posłuszny Ojcu. Składa wszystko w ręce Ojca – bezdyskusyjnie i w pełni.

Po grzechu pierworodnym i po złamaniu Przymierza z Bogiem, które zawarte było pod Synajem i w ogóle w historii Narodu Wybranego jak również całej ludzkości, wszystkie grzechy wypełniały niejako Kielich Bożego gniewu. Ten Boży gniew jest sprawiedliwym gniewem, gdyż człowiek sam odwracał się od Boga, szukał pocieszenia we własnych pomysłach i planach, ukrywał się przed Bogiem, który nieustannie wychodził z kolejną propozycją, który szukał człowieka (m.in. por. Rdz 3, Wj 19. 32 i wiele innych). Człowiek obiecał Bogu gruszki na wierzbie, a kiedy okazywało się, że nie jest w stanie tego dokonać, dziwił się, gdy Bóg mu cokolwiek wypominał. Kielich Bożego gniewu wypełnił się.

W tekstach proroków i w Psalmach kielich jest symbolem stosunku do własnego życia (zob. Ps 16, 5). Brać kielich w ręce oznacza podejmować swój los wyznając, że jest w nim obecny działający Bóg (np. zob. Ps 116, 10-14). Otrzymać kielich do picia – to być poddanym konsekwencjom swego życia (zob. Ez 23, 31-34). Motyw przyjęcia kielicha symbolizuje wyrażenie zgody na swój los (jako spełnienie woli Boga) powraca też w czasie modlitwy Jezusa w Ogrójcu. Oddal ode mnie ten kielich – to znaczy: ten rodzaj umierania, ten mój los, lecz: nie moja, ale Twoja wola niech się stanie (Mk 14, 36 i paral.).

Jezus wziął na siebie odpowiedzialność za grzechy wszystkich ludzi! Gniew Jezusa za grzechy świata jest równie wielki jak gniew Ojca, jednak aby pojednać świat z Bogiem, Jezus pije kielich gniewu Bożego AŻ DO DNA, znosi trwogę konania i opuszczenia Boga przez grzeszników, bierze na siebie całą winę swych braci, ludzi, i w ten sposób kładzie kres gniewowi Bożemu.

To Jezus jako pierwszy wziął ten kielich, będący znakiem gniewu Boga (zob. Rz 1, 18) jako słusznej reakcji na grzech, by mocą swego wydania się za nas podać go nam jako kielich zbawienia.

W akcie męki i śmierci Jezusa wylał się na Niego cały kielich goryczy, gniewu Boga, kielich, którego my sami nie bylibyśmy w stanie przyjąć! Jezus go przyjął. I nie tylko przyjął, ale nie odpowiedział złem na zło, lecz pozwolił, by całe cierpienie, które go spotkało, wniknęło w Niego i na nim się zakończyło. On odpowiedział przebaczeniem: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.

Jezus umarł. Złożył ofiarę ze swego życia. A co nastąpiło później?

Jezus PRZESZEDŁ PRZEZ ŚMIERĆ i ZMARTYCHWSTAŁ!

Dla każdego z nas śmierć oznacza koniec. Umieramy i już. Nasza ludzka natura ulega rozkładowi. Koniec. Definitywny koniec. I tak było aż do dnia, kiedy Jezus zmartwychwstał! Ten nasz definitywny koniec – a więc niewola śmierci – został skruszony!

Po grzechu pierworodnym śmierć kończyła nasze życie. Jezus natomiast przyjął ludzką naturę i PRZEPROWADZIŁ ją przez śmierć. Zmartwychwstanie bowiem nie jest wskrzeszeniem – ktoś umarł i znów żyje w tym świecie i na zasadach tego świata. Nie! Bo to oznacza, że taki ktoś znów musi umrzeć! A Jezus WSTAŁ Z MARTWYCH! Powstał do życia. Przeprowadził ludzką naturę przez śmierć i wprowadził ją do życia. Na nowo! Exodus Jezusa Chrystusa polega właśnie na tym.

Tak, jak Bóg przeprowadził Izraela przez Morze Czerwone, tak Jezus przeprowadził ludzką naturę przez Śmierć. Tak, jak Izrael stał się wolnym od panowania Faraona, tak ludzka natura stała się wolna od definitywnej śmierci – ludzka natura została wprowadzona w życie przez Jezusa Chrystusa. Ale to jeszcze nie koniec!

Jezus wstąpił do Nieba nie porzucając ludzkiej natury! Wprowadził ludzką naturę, jak mawiała św. Katarzyna Sieneńska – w morze boskości.

A co to oznacza dla nas?

5. Wejść do Nieba przez Chrystusa

Kochani moi!

To Jezus ma moc przeprowadzić mnie i was tą samą drogą, którą On przebył. Przyjmując Go jako Pana i Zbawiciela, ufając Mu i w pełni oddając się Jemu w każdym aspekcie życia, pozwalam Mu na to, by On przeprowadził mnie PRZEZ ŚMIERĆ DO ŻYCIA w sposób, jaki On uzna za słuszny!

Czymże jest więc Msza Święta? Czym jest Misterium Eucharystyczne? To rzeczywista obecność, to Ofiara! Ofiara to najwyższy akt religii, gdyż sprawia, iż uczestniczymy w samym życiu Syna Bożego: jest czystym aktem czci i miłości złożonym Ojcu na wieki. Chrystus wprowadza nas wszystkich w ten czysty akt bezgranicznej czci i miłości.

To cudowne! My ofiarowujemy Bogu Syna: składamy Twojemu Najwyższemu Majestatowi z otrzymanych od Ciebie darów: ofiarę czystą, świętą, doskonałą, która jest Twoim Synem. Tak mówi kapłan podczas Mszy Świętej. My za pomocą własnych cnót nie możemy wejść na łono  Ojca, ale Chrystus, wstępując do Nieba, zabiera nas wszystkich ze sobą na łono Boga. Bo jak w Adamie wszyscy zgrzeszyliśmy, a przez grzech podlegamy śmierci, tak w Jezusie i przez Jego posłuszeństwo wszyscy będą mieli udział w radości życia wiecznego (por. Rz 5, 12-21).

To właśnie przeżywamy podczas Mszy Świętej. Wchodzimy w najściślejsze życie Boga, w ową tajemniczą komunikację miłości, jaką Ojciec przekazuje Synowi, i która od Syna wstępuje do Ojca. W owym ogromnym strumieniu miłości zostajemy porwani przez samego Ducha Chrystusa; i przeżywamy tę ofiarę, ponieważ Syn Boży prowadzi nas ze sobą. Bo On stał się dla nas Drogą.

To jest właśnie Dobra Nowina, moi Kochani.

Nie przez nasze zasługi Bóg nas Zbawia, ale dzięki Synowi, w Nim i przez Niego. Jezus Chrystus ma moc dokonać w naszym życiu tego, czego dokonał w swoim życiu w ciele. Nasza ludzka natura, upodlona, może dostąpić chwały Nieba w dniu Zmartwychwstania, ale tylko wtedy, kiedy On stanie się naszym Panem i Zbawicielem, Przewodnikiem, jedyną Prawdą w która będziemy wierzyli (nie ma innej, prawdziwszej drogi do zbawienia!), jedyną Drogą, którą będziemy szli i Życiodajnym Źródłem (a nie szamani, uzdrowiciele, drzewka szczęścia, talizmany, amulety…).

Dlatego tak ważne jest wejście w komunię z Jezusem podczas Eucharystii – by On, będąc we mnie, mógł mnie przeprowadzić przez życie i śmierć. Bo jak pisze św. Paweł: Jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała MOCĄ MIESZKAJĄCEGO W WAS SWEGO DUCHA (Rz 8, 11).  Jezus sam powiedział przecież: Jeśli kto spożywa ten chleb [który zstąpił z nieba], będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim (J 6, 51. 54. 56)

Karmiąc się Jezusem pozwalam Mu na to, by to On decydował w moim życiu i by mnie wprowadzał do domu Ojca. Nie zawsze będzie mi się to podobało, dlatego właśnie tak ważna jest ufność.

Zaufajcie Panu! Pozwólcie Mu na to, by upodabniał was do Siebie i pozwólcie Mu siebie przeprowadzić przez życie ziemskie i śmierć aż do życia wiecznego.

[W przygotowaniu tej katechezy posłużyłem się: D. Barsotti, Pascha z Chrystusem. Jak zrozumieć Mszę Świetą, Kraków 2009; H. U. von Balthasar, Księga Baranka. Medytacje nad apokalipsą św. Jana, Kraków 2005; I. de la Potterie, Męka Jezusa Chrystusa według Ewangelii Jana, Kraków 2006; Z. Kiernikowski, Światło i moc liturgii. Katechezy liturgiczne. Część II, Warszawa-Siedlce 2005; Tenże, Dobra nowina dla grzesznika, Pelplin 2004; Tenże, Eucharystia w życiu i misji Kościoła, [w:] A. Jarosiewicz, P. Kot, Teologia Eucharystii w dobie I Kongresu Eucharystycznego Diecezji Legnickiej, Legnica-Bolesławiec 2014, s. 18-38; Tenże, Od Paschy do Paschy. Katechezy wprowadzające w przeżywanie Triduum Paschalnego, Pelplin-Siedlce 2014; oraz notatkami własnymi z medytacji. ]