Poszedlem na spacer. Czasami mi się zdarza. I byłem tam całkiem sam. Przynajmniej tak mi się wydawało… 

Nie jestem wielkim fanem pieszych podróży. Na pielgrzymce byłem może trzy razy, w tym tylko jedna trwała dłużej, niż jeden dzień. Czasami jednak zdarza mi się pójść na spacer do pobliskiego parku.

Chodziłem kilka godzin. Mijałem ludzi roześmianych i tych zabieganych, zniecierpliwionych i spokojnych. Ot – taki spacer. Niby nic nadzwyczajnego. Miałem też cel tej podróży, mianowicie ławkę, gdzie lubię sobie czasami usiąść i pomyśleć. O życiu. Wiecie – człowiek czasami takiego miejsca potrzebuje.

Kiedy już docierałem na miejsce, poczułem coś tak mocno, że aż mi się nogi ugięły. A była to samotność. Usiadłem na tej ławce, a łzy napłynęły mi do oczu. I nie chodziło o samotność związaną z brakiem ludzi. Ja po prostu zatesknilem za Bogiem.

Wtedy też z głębi serca wypłynęła prosta modlitwa: „Odnajdź mnie, proszę!”. Bo mam 29 lat. Skończyłem studia. Zrealizowałem kilka naprawdę fajnych projektów. A jednak nie wiem, co robić ze swoim życiem. Czuję się tak, jakbym był w jakiejś próżni, w jakimś zawieszeniu. Kto, jak nie Bóg, może cokolwiek zmienić? Staram się jak mogę ogarniać moje życie, ćwiczyć się w cnotach i walczyć z wadami. Pewnie, że nie zawsze mi wszystko wychodzi! Jestem słaby i grzeszny. Po prostu ostatnio wszystko straciło sens. I w ogóle nie jest to dla mnie łatwe.

Kryzys? Jak już, to kryzys życia. Bo wiary Pan Bóg mi nie pożałował. Beznadzieja? Też nie – mam nadzieję w miłosierdziu Boga. Staję przed Nim taki, jaki jestem. Nawet nie staram się udawać, bo to nie ma sensu. Przecież Bóg zna mnie najlepiej. Wie o mnie wszystko.

To była chwila, kiedy po prostu zatesknilem za Nim. Po raz kolejny. Siedziałem na tej ławce w parku i wiem, że On siedział obok mnie, mówiąc: „poczekaj, bądź cierpliwy”. To czekanie jest najtrudniejsze. Taka Boża pedagogia. Umacniać, ale nie wyręczać. Wspierać, ale nie dyktować warunków. Pocieszać, ale nie użalać się. Ta relacja z Bogiem jest zawsze… Jakby to powiedzieć… To taka trochę relacja „w pół kroku”. Ja robię krok w Jego stronę, bo wydaje mi się, że Pan się zbliża, a On wtedy jakby się cofał o pół kroku. Trochę tak, jak rodzic uczący chodzić swoje małe dziecko. Zawsze jest blisko, ale równocześnie jest zachowany odpowiedni dystans.

Tak się właśnie czuje w ostatnich dniach, a nawet miesiącach. Jakby Bóg uczył mnie chodzić na nowo w tym świecie, w myślach i emocjach. Tęsknota, którą czuję, to pragnienie, by Pan wziął mnie w swoje ręce i poniósł tam, gdzie mam dojść. Jednak On tak nie chce. On woli mnie kształtować powoli, lecz skutecznie. Uczy mnie przy tym samodzielności, która prowadzi do prawdziwej wolności. Wiem to. A jednak czasami po prostu wydaje mi się, że już nie dam rady.

Najpiękniejszym momentem tej posiadówki w parku było to, kiedy w duchu poczułem zalewający mnie pokój. Powiedziałem wtedy po prostu: „ufam Ci, nie mam innego wyjścia”. To był moment, kiedy wiedziałem, że Bóg się uśmiechał do mnie. I poczułem się trochę jak Piotr mówiący Jezusowi, że nie mają gdzie pójść, bo tylko On ma słowa życia wiecznego. I choć ta droga wydaje się być trudna i zbyt długa, to warto nią iść.