Apostoł-Morderca

Mówimy, że spadł z konia, chociaż Dzieje Apostolskie wcale tak nie opisują tego zdarzenia. Mówimy o nim „Apostoł Narodów” – i w sumie to dobrze, jednak prawdą jest, że był faryzeuszem i mordercą. Nie wiem, czy kiedykolwiek popatrzyliście na Pawła z tej perspektywy, z jakiej kiedyś sam na niego spojrzałem: MORDERCY, który zaczął KOCHAĆ…

Łatwo jest wylewać z siebie żale i pretensje. Nienawiść dla każdego z nas staje się od czasu do czasu powszednim chlebem. Karmić się niechęcią do drugiego człowieka – to żadna sztuka. Wystarczy włączyć telewizję. Ot! Pokarmu wtedy od groma i ciut ciut.

Tak żył Paweł. Nienawidził ludzi, którzy twierdzili, że jakiś tam Jezus z Nazaretu to Mesjasz, Chrystus (Namaszczony). Ba! Mówili, że jest BOGIEM!! A za to była przewidziana jedna kara dla wszystkich – śmierć.

Więc Paweł mordował. Nawet jeśli nie własnymi rękami, to jednak przyzwalał na to, by zabijać tych, którzy głosili takie „bzdury”. Wystarczy sobie przypomnieć opis męczeńskiej śmierci Szczepana – Szaweł stoi obok, a ubrania Szczepana składają u jego nóg. A ten młody chłopak umiera. Kiedy wyobrażam sobie tę scenę, to widzę Pawła, który uśmiecha się lekko pod nosem, nieco ironicznie, a już na pewno jest to uśmieszek tryumfu. Kolejny wyznawca Jezusa z Nazaretu zgładzony. Pora iść po innych.

Jakim trzeba być człowiekiem, żeby zabijać innych? Cóż… Sprawa jest w tym wypadku złożona, bo Paweł WYPEŁNIAŁ PRZEPISY PRAWA! Tak, tak! On robił dokładnie TO, CO NALEŻAŁO ZROBIĆ! Popełniał grzech? Nie! Wypełniał PRAWO MOJŻESZOWE! Trzeba to chcieć zrozumieć – Szaweł z perspektywy żydowskiej tamtego czasu był człowiekiem prawdziwie gorliwym i sprawiedliwym. Bluźnierców należało kamienować. Koniec.

Jednak Jezus postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i objawia się Szawłowi. „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Ja jestem Jezus Nazarejczyk, którego ty prześladujesz”. Dwa zdania niesamowicie ważne. Przecież Paweł nie prześladował Jezusa, ale Jego wyznawców. I to jest pierwsza lekcja, jaką otrzymuje Paweł i będzie dawał temu wyraz w swoich listach – Jezus i Jego wyznawcy są jednością, jak jedno ciało, w którym Jezus jest Głową. Są jednym – nie ma już Greka, ani Żyda, ani  poganina, ale wszyscy są jednym w Chrystusie. Walczysz z wyznawcą Jezusa? To znaczy, że walczysz z Nim. Ranisz tego, kto wierzy w Jezusa? Ranisz Jezusa. I nie ma żadnego odstępstwa od tej reguły.

A czym Paweł zasłynął moim zdaniem najbardziej? Cóż… Kiedy pisał list do Koryntian, zaczął wytykać im ich błędy, wzywać do nawrócenia. Pisał do wspólnoty złożonej (nie przesadzam!) z prostytutek, handlarzy ludźmi, pijaków, włóczęgów, skrytobójców, oszustów i wielu innych uwikłanych ludzi, bo Korynt, to miasto portowe. Z jednej strony miejsce ścierania się najróżniejszych myśli filozoficznych, z drugiej miejsce, w którym ścierały się drogi wszelkiego marginesu. Bo tam szło się jakoś dorobić. I co zrobił Paweł, kiedy zabrakło mu jakichkolwiek argumentów? Kiedy wydawało mu się, że nic już nie przemówi do tych ludzi? Ani jego łzy, ani prośby, a już tym bardziej groźby? Napisał Hymn o Miłości.

Człowiek, który zabijał innych zakochał się w Jezusie. I zrozumiał, że tylko miłość Chrystusa i miłość do Chrystusa mogą w człowieku cokolwiek zmienić. Ostatecznie to jest jedyna gwarancja nawrócenia – MIŁOŚĆ.

Można się gorszyć, że nazywam Pawła mordercą. Jednak Apostołka Apostołów była prostytutką, Judasz powołany przez Jezusa był złodziejem, Piotr był kłamcą, Jan i Jakub pyszałkowatymi awanturnikami, Mateusz był oszustem… Można tak o każdym coś powiedzieć. Ale kiedy spotkali Jezusa – stali się APOSTOŁAMI.

Szczerze? Nie ważne kim jesteś dzisiaj. Ważne kim możesz się stać, kiedy na serio zakochasz się w Jezusie. Kiedy zrozumiesz, że ty i On jesteście jedno. Kiedy ciebie ranią – ranią Go. Kiedy ty ranisz innych – ranisz Go. Ostatecznie – myślę, że Święty Paweł w tym momencie mi przytakuje z uśmiechem pełnym podziwu – chodzi o Jezusa. Tylko o Niego.

Zawsze chodziło i chodzi o Jezusa.