Uf! Uf! A nie! To jednak zima… Hu-Hu-Ha!

Ostatnie, mroźne dni, wymusiły u mnie trochę myśli, z których najpiękniejszą okazuje się ta dotycząca Boga. Bo oto nastąpił taki moment w moim życiu, że w ogóle nie mam zielonego pojęcia, co powinienem zrobić z tym „moim życiem”. Ale zrozumiałem, że ja wcale nic nie muszę robić. No prawie! Bo jednak jedna rzecz zależy rzeczywiście tylko ode mnie. 

Pełnia księżyca okazała się zabójczą dla mojego snu – nie wiem dlaczego, ale jakoś dziwnie na pełnię reaguję. Raczej nie jestem wilkołakiem, ani nocnym Markiem, bo zazwyczaj o godzinie 22:00 wyczerpują się we mnie wszelkie pokłady jakiejkolwiek energii i po prostu idę spać. Ot tak – zasypiam. Różnica zasadnicza dotyczy ostatnich dni… 24:00, 1:00, 2:00 – i zero snu. Mądre filmiki na YouTube i te trochę głupsze, żartobliwe memy, wpisy znajomych, Instagram… Nic. Zero snu. Nie pomógł nawet tolkienowski „Silmarillion”.

Jak już zasnąłem, to obudziłem się (wybacz, dobry Boże!) o godzinie 10:00. Nawet pies spał razem ze mną w pokoju i zero budzenia swojego właściciela. Po prostu sen pełen spokoju. Problem polegał na tym, że następnego dnia (a raczej nocy) wszystko się powtórzyło. I tak kilka dni (nocy) z rzędu.

I w sumie wkurzyłem się ostatecznie na siebie. Bo zamiast wykorzystać ten czas dobrze, tak PO BOŻEMU, to próbowałem zmęczyć się bzdurnymi gierkami, niby-śmiesznymi filmikami, etc. A przecież mogłem w końcu w ciszy wejść w głąb siebie, usiąść przed Bogiem, który jest obecny TU I TERAZ i szczerze z Nim pogadać. Bo w końcu posypało mi się to i owo. Bo w sumie nie mogę się zmusić do jakiegokolwiek działania. Niby jest ok, ale w sercu ogromna wyrwa, której nic nie jest w stanie zapełnić.

Czuję, że jestem w Jego rękach i zapewnia mnie wciąż o swojej miłości i o tym, że to wszystko jest częścią Jego planów. I intelekt to przyjmuje. Serce też się stara. A jednak – O IRONIO! – emocje i poczucie pustki wciąż poddają wszystko pod wątpliwość.

Pomyślałem sobie, że może lepiej by było, gdybym jednak zaczął robić cokolwiek. Więc odświeżyłem zakurzonego bloga, skrobię pierwszy wpis i może coś z tego będzie? Bo największa moja tęsknota dotyczy… Boga. Mówienia o Nim, świadczenia o Nim. Należę do Niego i to się już nie zmieni.

Jedna rzecz zależy ode mnie. Tylko ta jedna. Czy wejdę w to, co Pan Bóg przygotował dla mnie? Czy zgodzę się pójść po tej pustyni z Nim? Czy pozwolę na dokonanie przez Niego w moim życiu wielkich rzeczy? Czy zaufam Jemu? Bogu? Panu mego życia? I czy ruszę z Nim w drogę.

Choć nie wykorzystałem dobrze nocnych godzin ciszy, to na szczęście są jeszcze samotne spacery – z jednego z nich pochodzi powyższe zdjęcie. Mróz jest tragiczny! Nie lubię mrozu! Ale Pan Bóg pokazał mi jedną rzecz – może i mrozu nie lubię, ale podziwiam Jego piękno. Odnieśmy to do mojego życia: może i nie podoba mi się to, co Pan Bóg stara się robić w tym moim życiu, ale jednak kiedyś, być może, będę podziwiał Go za to, czego dokonał.

Obym tylko poszedł z Nim.