#oJedenDzieńBliżej – 8. Pocieszajcie mój lud

Już dwukrotnie chciałem przestać pisać te posty. Powodem jest to, że w tym roku adwentowe Słowo przenika mnie tak mocno, że w ogóle nie jest to miłe uczucie. To mnie przerasta, bo Słowo wydobywa ze mnie tak wiele, że czasami piszę posty z zaszklonymi oczami. Nawet teraz, kiedy czytam: „Pocieszajcie, pocieszajcie mój lud! – mówi wasz Bóg”. Przecież to jest piękne! Bóg woła, by POCIESZAĆ Jego lud, bo nasza nieprawość została odpokutowana, bo już odebraliśmy słuszną karę, bo czas naszej służby się już zakończył. Czasami wydaje się nam, że mija już zbyt dużo czasu w trudzie, że to, co złe nie ma końca. Ale jeden dzień dla Boga jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat, jak jeden dzień. Bóg widzi dalej. Bóg wie, że to jedynie krótka chwila, nie wieczność cierpienia. Że to lekarstwo jest nam potrzebne. Po co? Może właśnie po to, byśmy się nawrócili, czyli zmienili sposób naszego myślenia, byśmy zrozumieli, że sami nie damy rady, że jesteśmy zbyt słabi, że potrzebujemy Go – Boga, który ma moc sprawić, że gwiazdy rozsypią się w ogniu, a nam nic się nie stanie. Potrzebujemy Boga, który jedyny ma moc obdarzyć nas szczęściem trwałym i prawdziwym, nie tym pseudo-szczęściem, którym karmi nas świat. „Pocieszajcie, pocieszajcie mój lud!”. Jak ja potrzebuję tego pocieszenia! Jak bardzo tęsknię za słowem otuchy! Chcę usłyszeć, że już wystarczy, że moje grzechy są już odpokutowane. Nigdy nie będę godzien rozwiązać rzemyk u sandała Mocniejszego, którego przyjście jest #oJedenDzieńBliżej. I nawet nie chcę tego robić. Pragnę raczej czegoś zupełnie innego – by Ten, który chrzci Duchem Świętym, wziął mnie na swoje ramiona i zaniósł tam, gdzie powinienem być. By zaniósł mnie do domu. Do stada. Tam, gdzie moje miejsce – przy Nim. Tak, chcę by to była moja nagroda: otarcie łez, pocieszenie, przygarnięcie, pokój serca, sprawiedliwość i zbawienie. Po prostu chciałbym, żeby był blisko.

Iz 40, 1-5,9-11 ; Ps 85 ; 2P 3, 8-14 ; Mk 1, 1-8

#oJedenDzieńBliżej – 7. Nie martw się

Przyjdzie taki dzień, kiedy już nie będziesz płakać. Nadejdzie taka chwila, kiedy Bóg okaże łaskę gdy tylko usłyszy Twój głos. Ledwie usłyszy, a już odpowie! Nie martw się. Nawet jeżeli teraz Bóg podaje ci chleb ucisku i wodę utrapienia, to nie znaczy, że ciebie porzuci, odrzuci, wyrzeknie się ciebie. Nie. On już od ciebie nie odstąpi. Ten chleb ucisku i woda utrapienia mogą być jedynie gorzkim lekarstwem w Jego rękach. Lekarstwem, które uzdrowi, uleczy, przemieni twoje i moje życie, by nasze oczy mogły patrzeć na naszego Mistrza, Nauczyciela i Zbawiciela, a nasze uszy by mogły Go usłyszeć, kiedy wskazuje drogę. Nawet jeśli dzisiaj wszystko jest beznadziejnie – nie martw się. Pan opatrzy rany swojego ludu i uleczy jego sińce po razach, uleczy złamanych na duchu i będzie opatrywał nasze rany. Wiesz dlaczego? Bo wie, że bez niego będziemy jak owce bez pasterza. Jezus patrzył na tłumy i widział, jak bardzo byli znękani i porzuceni. I litował się nad nimi. Więc nie martw się… Nawet jeśli się pogubiłeś, odszedłeś od stada, nie wiesz, którą drogą powrócić, to Ten, którego przyjście jest #oJedenDzieńBliżej wyśle kogoś do ciebie, być może  już wkrótce, by powiedział ci, że Jego królestwo jest już blisko. Że Pan ciebie szuka. Że znajdzie. Że opatrzy twoje rany. Że już nigdy, NIGDY nie będziesz czuł się samotny. I już nigdy nie będziesz gorzko płakał.

#oJedenDzieńBliżej – 6. Wypaplali

Wiecie, co mnie bawi w historii dwóch niewidomych? Jezus SUROWO im przykazał, żeby nikt nie dowiedział się od nich, że to On ich uzdrowił. A oni, gdy tylko wychodzą za drzwi, rozpowiedzieli o tym w CAŁEJ tamtejszej okolicy. Takie to ludzkie, takie prawdziwie mówiące wiele o nas. Możemy się zastanawiać, czy zrobili źle, czy dobrze? W końcu złamali SUROWY NAKAZ Jezusa! No to zrobili źle. A z drugiej strony – zrobili coś dobrego: dawali świadectwo, że Ten, w którego moc uwierzyli, odmienił ich życie. Nie wiem, dlaczego Jezus kazał im milczeć. Może Jezus zna nas lepiej, niż my samych siebie i wie, że często robimy na opak. „Nie jedz owocu” – to jemy. „Nie miej bogów cudzych przede Mną” – no to mamy. Wiele takich przykładów można mnożyć. Lubimy robić wiele rzeczy na opak. Niezależnie od tego – bo można się z tym zgadzać, bądź nie – porusza mnie to, że Jezus nie od razu ich uzdrawia. Niewidomi muszą za Nim iść, wołać. Dlaczego tak często ja tak nie robię? Dlaczego nie upieram się, nie proszę, nie krzyczę? Bo myślę sobie, że tak trochę głupio być nachalnym wobec Boga. No to dzisiaj zrozumiałem, że trzeba być. Nie wiem dlaczego – ale z jakiegoś powodu Bóg oczekuje od nas nachalności, może wytrwałości? Może chodzi o to, byśmy byli do końca pewni, że tego potrzebujemy, by już więcej nie rumienić się ze wstydu? „Odtąd Jakub nie będzie już się rumienił ani oblicze jego już nie przyblednie” – słowa Boga – ODKUPICIELA – zapisane przez Izajasza. Bóg nie chce, byśmy się rumienili ze wstydu. Niewidomi wypaplali wszystko, bo przestali się wstydzić. Odzyskali godność. Nie bali się ludzi, ich surowej oceny, politowania z ich strony, albo pogardy, bo ci są niewidomi. Już odzyskali wzrok. Odzyskali swoja godność. Jezus, którego przyjście jest #oJedenDzieńBliżej tego dokonał, bo oni wołali, prosili i błagali. Jezus, który jest światłem i zbawieniem człowieka dokonał tego w ich życiu. Dlaczego niemiałby dokonać tego i w naszym? Ja zamierzam być teraz bardzo nachalny. A wy?

Iz 29, 17-24, Ps 27, Mt 9, 27-31

#oJedenDzieńBliżej – 5. Nie gadaj tyle

Nie przepadam za tymi słowami, które wypowiada Jezus. Jeszcze niedawno słyszeliśmy, że kto wyzna swoimi ustami Jezusa Panem i uwierzy w Jego zmartwychwstanie, osiągnie zbawienie. A tu nagle weryfikator wagi ciężkiej wjeżdża w adwentowej Liturgii Słowa: „Nie każdy, kto mówi Mi <<Panie, Panie!>> wejdzie do królestwa niebieskiego”. Trach, bum! I ziemia okazuje się jednak twarda, kiedy zostajesz ściągnięty na nią tymi słowami. Można mówić, że się wierzy. Można opowiadać o tym, jak to pięknie czuło się bliskość Jezusa. Można wołać, że jest się katolikiem od pokoleń! I można nie wejść do królestwa niebieskiego. Mnie to otrząsa z ułudy. „Lecz ten, kto spełnia wolę Mojego Ojca, który jest w niebie” wejdzie do królestwa niebieskiego. Najłatwiej jest mówić, ale prawdziwie weryfikuje naszą wiarę to, co czynimy i czy jest to zgodne z wolą Boga. Nie wystarczy słuchać słów Jezusa, ale trzeba jeszcze je wypełniać, by stać mocno jak dom zbudowany na skale. Nie ważne, jakie przeciwności losu na ciebie spadną – przetrwasz. I wejdziesz do królestwa niebieskiego. Muszą jednak zadziałać te dwie rzeczy: usłyszeć i uczynić. Usłyszeć Jezusa i uczynić to, do czego On wzywa. Trudne to. Często niewygodne. Problematyczne. Jednak mamy też wskazaną pomoc w naszej bezsilności wobec tych słów Jezusa: trzeba złożyć nadzieję w Panu, Jemu dziękować, uciekać się do Niego i w Nim pokładać ufność, nie w ludziach, nie w ich opiniach o nas, nawet nie w ich słowach pełnych pustych obietnic. Bóg jest wiekuistą skałą, na której nasze życie nie legnie w gruzach, przetrwa najgorsze momenty. Wtedy zostaną otwarte przed nami bramy sprawiedliwości i przejdziemy przez nie dziękując Bogu za to, że wysłuchał nasze modlitwy, że okazał się wierny do końca. Kiedy Jego przyjście jest #oJedenDzieńBliżej warto wołać do Pana i prosić o rzeczy wielkie. A rzeczą wielką jest zdolność usłyszenia i uczynienia, nie gadania.

Iz 26, 1-6, Ps 118, Mt 7, 21.24-27

#oJedenDzieńBliżej – 4. Człowiek potrzebuje człowieka

Poruszyła mnie jedna rzecz. Jezus przyszedł po prostu na górę i tam usiadł. Takie to zwyczajne – usiadł na górze niedaleko Jeziora Galilejskiego. I wtedy dzieje się rzecz piękna! Przychodzą do Niego wielkie tłumy, niosąc chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych. Kiedy o tym przeczytałem, pomyślałem sobie, że jest tak wielu ludzi, którzy swoją niemoc, swoje cierpienie, odrzucenie, muszą dźwigać sami. Nikt ich nie niesie. Są pozostawieni sami sobie. Samotni, porzuceni, zapomniani. Można by było stwierdzić, że przecież Pan Bóg jest przy nich, że wciąż jest blisko. Tak, to prawda, ale… Tak po ludzku człowiek potrzebuje człowieka, który zatarga go tam, gdzie jest Jezus, by mogły zadziać się cuda. Niekiedy człowiek nie może dostrzec drogi, nie widzi Boga, bo życie jak gdyby zakryło jego twarz zasłoną bólu, samotności, pustki. Żeby Bóg mógł tę zasłonę zerwać, to trzeba czasami pomóc temu człowiekowi znaleźć się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Gdy zasłona zostanie zerwana, gdy człowiek spotka Boga, wtedy pójdzie za Nim. Jak długo? Nie wiem. Jak daleko? Nie mam pojęcia. Ale pójdzie, bo Pan stanie się jego Pasterzem, poprowadzi tam, gdzie zamiast lęku, bólu samotności i cierpienia doświadczy radości i odpoczynku. Zamiast cierpieć głód, spożyje wyborny posiłek, albo przynajmniej naje się do syta chlebem i rybą. Można pomyśleć: „ale co ja mogę? ja mam tak niewiele!”. No to daj to swoje niewiele w ręce Jezusa, którego przyjście jest #oJedenDzieńBliżej. On to rozmnoży i wystarczy zarówno dla Ciebie, jak i dla wielu innych. Bo On jest Bogiem. On potrafi dokonywać rzeczy prawdziwie wielkich. My nie. Ale On potrafi.

Iz 25, 6-10a, Ps 23, Mt 15, 29-37