Archiwum kategorii: czy Jezus miał z czego być dumny?

GENEALOGIA MESJASZA cz. 12

Logo

Samuel, Saul i Dawid

            Dopiero w 16. rozdziale 1 Księgi Samuela pojawia się Dawid. Lecz zanim się pojawi, dzieje się wiele różnych rzeczy.

Najpierw autor 1Sm opisuje historię narodzenia Samuela, oddania go na służbę Bożą i jego powołanie na proroka, czy też sędziego, lub – na jedno i drugie. Tak można to rozumieć. Kiedy Samuel się zestarzał, przyszła do niego cała starszyzna izraelska (1Sm 8) i zażądali… ustanowienia króla nad nimi.

Całkiem ciekawa sprawa, gdyż Bóg nie jest zadowolony! Jego słowa, skierowane do Samuela, są dosyć mocne: „nie ciebie odrzucają, lecz Mnie odrzucają jako króla nad sobą”. Czy nie jest tak czasami w naszym życiu, że wolimy, by to człowiek nami się opiekował? To jest opieka namacalna, i wcale nie musimy wtedy zawierzać Bogu w pełni. Mamy człowieka. Tyle, że jeden z psalmów mówi, że nadzieja pokłada w człowieku staje się… beznadzieją.

Izrael dostał króla – silnego, wysokiego, dorodnego (1Sm 9, 1n) Saula. Jego imię Saul (hebr. Szaul) oznacza „Pożądany”. Tak – lud izraelski pożądał takiego króla, jego mocy, siły, wzrostu. Po ludzku patrząc – ideał, pociągający i zachwycający. Kto by nie chciał takim być? Kto by nie chciał mieć takiego władcy – charyzmatycznego, pięknego, przystojnego, silnego? Po ludzku – wszyscy by chcieli!

Lecz Saul – ów Pożądany – zapragnął stanąć w miejscu Boga. Został więc odrzucony (1Sm 15).

Nie może być tak w naszym życiu, że gdy Bóg mówi: „Nie”, to my jednak mówimy: „Tak”. Jeżeli Bóg coś nakazuje, to my, mając pod sobą ludzi, nie możemy im pozwalać na coś, co zostało zakazane. Inaczej stajemy się Saulem.

Nakazał więc Pan Samuelowi udać się do domu Jessego Betlejemity (tak, tego, który wywodził się od Rut i Booza), albowiem upatrzył sobie jednego z jego synów na króla. Samuel udał się więc do domu Jessego. Bardzo lubię to opowiadanie z 16. rozdziału 1Sm. Przeczytajcie ten rozdział.

Wiecie kogo wybrał Bóg? Wiecie – Dawida. Ale… czy wiecie, jaki był status Dawida? Nikt ważny! Samuel namaścił na króla najmłodszego syna Jessego! Było siedmiu synów, a Bóg wybrał sobie najmłodszego, który nie miał nawet cienia szansy na zdobycie pożądanego spadku po ojcu (wyprzedzało go sześciu starszych braci). Był rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd i jakieś dwadzieścia lat.

Ani silny, ani dorodny, ani wysoki, tylko pięknooki rudzielec o pociągającym wyglądzie. No kto by wziął go na poważnie?! No kto?! No NIKT!

Okazało się jednak, że jest sprytny i to tak bardzo, ze aż pokonał Goliata (1Sm 17). Padają tam wspaniałe słowa: „Kiedy sługa twój pasał owce u swojego ojca, a przyszedł lew lub niedźwiedź i porwał owcę ze stada, wtedy biegłem za nim, uderzyłem na niego i wyrywałem mu ją z paszczęki, a kiedy on mnie napadał, chwytałem go za szczękę, biłem i uśmierciłem. Sługa twój kładł trupem lwy i niedźwiedzie, nieobrzezany Filistyn będzie jak jeden z nich, gdyż urągał wojskom Boga żywego”. Są to słowa, jakie Dawid wypowiedział do Saula, który jeszcze nie wie, że Dawid został namaszczony na króla.

Pyszałkowaty Dawid 

Pozory mogą mylić.

Dawid ma słaby, choć piękny wygląd, ale jest prawdziwie mężnym i silnym człowiekiem, można powiedzieć, że nieustraszonym. Saul wyglądał na silnego, potężnego wojownika, a okazał się niewierny wobec poleceń Boga.

Lecz… Nie tylko Saul.

Mateusz pisze w swojej genealogii: „Dawid był ojcem Salomona, a matką była [dawna] żona Uriasza” – tak zapisuje słowa z Mt 1,6 Biblia Tysiąclecia. Ale nawiasy kwadratowe stosuje się po to, by dodać słowa w tekście NIEWYSTĘPUJĄCE. Jak więc jest? „Dawid był ojcem Salomona, a matką była żona Uriasza”. Ta historia dotyczy momentu, kiedy Dawid jest już królem, Saul nie żyje, a dokładnie jest opisana w 2Sm 11.

Był początek roku, kiedy to królowie zwykli wchodzić na wojnę. Dawid na wojnę nie poszedł. Wyprawił Joaba i swoje sługi wraz z całym Izraelem, ale sam pozostał w swoim pałacu. Wyszedł pewnego dnia na taras swego królewskiego pałacu i zobaczył z niego, że gdzieś poniżej kąpie się kobieta – bardzo piękna kobieta. Dowiedział się kim ona jest, posłał po nią, ona przyszła i… spali ze sobą. Później ona wróciła do swego domu, mija jakiś czas i Dawid dostaje wiadomość: „Jestem brzemienna!”

Dawid DOKŁADNIE WIEDZIŁ,  z kim spał! Wiedział, że Batszeba jest zoną Uriasza Chittyty. Wiedział, że Uriasz jest na wojnie. Miał tego doskonałą świadomość!

To, co Dawid robi później, nie mieści się po prostu w głowie.

Posyła po Uriasza, Uriasz przybywa, a Dawid każe mu iść do domu, odpocząć. Uriasz jednak nie wykonuje polecenia króla. Mówi, że Arka, Izrael i Juda przeywają w namiotach, że jego wódz, Joab, wraz z towarzyszami wojennymi także mieszkają w namiotach, dlatego on  nie pójdzie do domu by jeść, pić i spać ze swoją żoną. Później Dawid próbuje go spić, ale Uriasz i tak nie idzie do domu.

Wiecie o co chodziło?

Dawid chciał, żeby Uriasz spał ze swoją żoną i aby wyszło na to, że Batszeba jest w ciąży z własnym mężem. Ale Uriasz znał zasady, jakimi kierowali się wojownicy – jeśli wszyscy walczą, to wszyscy, jeśli wszyscy cierpią z powodu niewygody, to wszyscy, itd.

Co więc wymyślił Dawid?

Odesłał Uriasza na pole bitwy z listem. Uriasz w swoich rękach niósł wyrok na swoje życie. Dawid bowiem kazał Joabowi, by ten postawił Uriasza w miejscu zaciętej walki, a gdy „zrobi się gorąco”, mieli odstąpić od niego, a on miał zginąć. Że niby w walce, że niby przez przypadek. I tak się stał. I jeszcze te słowa Dawida, gdy dowiedział się, że jego plan się powiódł: „Miecz dosięga raz tego, raz innego…”.

Dawid to potwór!

Ten wybrany przez Boga na króla, namaszczony, sprytny i dzielny Dawid okazał się wyrachowanym potworem! Dlaczego? Bo z lenistwa nie wypełnił swego obowiązku. Bo z nudy łaził po tarasie. Bo pożądliwość przysłoniła mu oczy. Bo spał z zamężną kobietą. Bo w końcu ze strachu o swoją własną reputację i tchórzostwa zabił człowieka.

Nam również to grozi. Najpierw niewypełnienie obowiązku z lenistwa, później nadmiar czasu, nuda, ciekawość… I wpadamy w grzech po uszy. A nasz grzech, nawet najbardziej – zdawać by się mogło – ukryty, rani innych ludzi. Zawsze. Mniej lub bardziej, ale zawsze.

A Bóg mu tyle obiecał…! 

            Postawa Dawida może nas zaskakiwać, tym bardziej, że chwilę wcześniej, w 7. rozdziale 2Sm, w wersetach 11-16, możemy przeczytać wielką, mesjańską obietnicę daną Dawidowi.

Sam Pan zbuduje mu dom i wzbudzi mu potomka, Pan utwierdzi jego królestwo, jego tron na wieki. Sam Bóg będzie mu Ojcem, a On będzie dla Boga Synem. Być może Dawid widział w tych słowach obietnicę dla swojego pierworodnego syna? To jest możliwe. Lecz my wiemy, w kim ta obietnica się zrealizowała.

To wyniesienie domu Dawidowego jest dalszym etapem w zamiarach Bożych: coraz większa staje się nadzieja na przywrócenie tego porządku, który został utracony przez grzech pierwszych ludzi. W przymierzu z Noem błogosławieństwo przeszło na Sema, z Abrahamem – zacieśniło się do dzieci Izraela, umierający Jakub stwierdza, że nie będzie odjęte berło od Judy. Wreszcie po przymierzu na Synaju krąg wybranych zacieśnia się do potomstwa Dawida.

Dawid mógł wpaść w pychę. A to, co się wydarzyło między nim i Batszebą nie pozostało bez odzewu ze strony Boga.

Bóg wysłał do Dawida proroka Natana. I prorok Natan opowiedział Dawidowi piękną, choć smutną przypowieść. Przeczytajcie ją sobie – 2Sm 12, 1-4.

Dawid oburzył się na bogacza, który zabił jedyną owieczkę biedaka. Zażądał dla niego surowej kary, tak, by ten odpłacił w czwórnasób za odebraną biedakowi owieczkę! A wtedy Natan powiedział: „Ty jesteś tym człowiekiem”.

W 2Sm 12, 7-12 możemy przeczytać słowa, jakie Bóg skierował do Dawida. Bóg dał mu wszystko, czego Dawid tylko potrzebował. Lecz Dawid zlekceważył Pana, zabijając Uriasza mieczem Ammonitów. I choć Dawid uczynił to w ukryciu, to jego czyn stanie się znany wszystkim. I to się spełnia – wiemy, co złego zrobił Dawid. Urodzone z Batszeby dziecko zmarło – tak, jak zapowiedział prorok Natan w imieniu Pana.

Później Dawid i Batszeba mieli jeszcze jedno dziecko – Salomona. Pan umiłował to dziecko. Dlatego Natan nazywa Salomona – Jedidiasz („Umiłowany przez Jahwe”).

Jednak zanim przejdziemy do Salomona, to chciałbym zatrzymać się nad jeszcze jednym epizodem w życiu Dawida. Chodzi o bunt jego syna – Absaloma.

GENEALOGIA MESJASZA cz. 11

Logo

Czystość krwi  

            Żydzi zawsze dbali o to, by zachować „czystość krwi”. Oczywiście – zdarzały się wyjątki. Oczywiście bardzo często. Było to związane z zapisem w Lb 36, 6-12, który nakazywał, by dziedzictwo pozostawało w rodzie Izraela. Choć – należy zauważyć – dotyczyło to raczej kobiet, nie mężczyzn. Taka bardziej zażarta walka o zachowanie czystej krwi, to czasy nieco późniejsze, proroków Ezdrasza i Nehemiasza. Jak na razie jesteśmy w czasach sędziów.

Słodycz Pana Boga 

Kiedy w kraju nastał głód, z Betlejem do Moabu udał się Elimelek wraz z żoną Noemi i swoimi synami: Machlonem i Kilionem. Gdy byli już w Moabie, synowie Elimeleka wzięli sobie za żony dwie Moabitki – Orpę i Rut.

Stało się tak, że zmarli Elimelek, Machlon i Kilion. Noemi, Orpa i Rut zostały więc kim? Oczywiście wdowami. I tu opowiadanie z Ksiegi Rut zaczyna być naprawdę bardzo interesujące. Przeczytajcie sobie tę księgę – to tylko 4 rozdziały, a naprawdę ta historia jest piękna.

Mamy więc trzy wdowy, do tego bezdzietne. Noemi mówi więc swoim synowym, aby te powróciły do swych domów rodzinnych, lecz one nie chcą i płaczą. Noemi ponownie wysyła je do ich domów rodzinnych, więc znowu zaczynają obie głośno płakać. Jednak coś się zmienia – Orpa faktycznie odchodzi. Rut natomiast pozostaje przy swojej teściowej. Piękne słowa wypowiada Rut (Rt 1, 16-17). Są to słowa wypływające z miłości i wierności.

Rut wie, co czeka Noemi. Męża nie znajdzie, dzieci najprawdopodobniej nie urodzi, więc jest skazana na śmierć. Kobieta w takiej sytuacji, jak sytuacja Noemi, jest naprawdę skazana na powolną śmierć.

Poza tym – w Noemi jest coś dobrego, bo przecież jej imię oznacza: „Moja słodycz”. Czyją słodyczą jest Noemi? Wydaje mi się, że Boga, gdyż imię jej męża, Elimeleka, oznaczało: „Bóg mój jest Królem”. Jeśli tak spojrzymy na imiona tych małżonków, to zobaczymy, że Bóg, który jest królem Elimeleka, dał mu za żoną Swoją Słodycz. Noemi, jako Boża Słodycz, musiała być naprawdę dobrą kobietą, a świadczyć może o tym fakt niecięci Orpy i Rut do opuszczenia jej. Ona stała się także słodyczą dla innych ludzi, gdyż była słodyczą Boga.

Powrót do Betlejem 

Kiedy jednak przybyły Rut i Noemi do Betlejem, kobiety mówiły do siebie: „Więc to jest Noemi!”, na co teściowa Rut odpowiadała: „Nie nazywajcie mnie Noemi, ale nazywajcie mnie Mara”. Nie Moja Słodycz, ale Moja gorycz. Noemi miała męża i dwóch synów. Teraz została sama. Wdowa, którą czeka śmierć. Gorycz. Ale czyja gorycz. Noemi uważa się za gorycz w oczach Boga. No bo przecież wszystko wskazuje na to, że Bóg odebrał jej Swą łaskawość.

To, co dzieje się później, jest równie ciekawe. Rut postanowiła pójść na jakieś pole i zbierać kłosy za tymi, którzy zbierali je na polu – był bowiem czas żniw jęczmiennych.

W Prawie był zapis, który mówił, że podczas żniw, czy w czasie zbierania fig lub winogron, jeśli podczas zbierania kłosów jakiś spadł na ziemię lub przeoczono na drzewie jakąś figę, albo kiść winogron – nie można było po to sięgnąć po raz drugi. Uznawane to było z coś, co powinno pozostać dla wdów, sierot, ludzi ubogich. Coś w rodzaju jałmużny dla ubogich (Kpł 19, 9n; Pwt 24, 19-22).

Rut postanowiła z tego skorzystać.

Pole Booza

Przypadkiem trafiła na pole Booza. A kim był Booz? Był powinowatym Noemi, krewnym Elimeleka, jej męża. Booz zobaczył Rut na swoim polu. Kiedy dowiedział się, że jest to synowa Noemi, postanowił z nią porozmawiać, bowiem słyszał o tym, co uczyniła dla swojej teściowej. Obdarzył ją wielką życzliwością. Kazał swoim sługom nie dokuczać jej, ani nie przeszkadzać jej w zbieraniu kłosów. Co więcej – kazał pozostawiać sporo kłosów, które mogłaby ona zebrać.

W trakcie tej historii i podczas ich rozmowy, Rut padła na twarz przed Boozem i wypowiedziała słowa: „Dlaczego darzysz nie życzliwością, tak iż mnie uznajesz, choć jestem obca?” (Rt 2,10). No właśnie – obca. Rut jest Moabitką, a odpowiedź Booza nie pozostawia złudzeń – on robi to dlatego, bo usłyszał, co Rut zrobiła dla Noemi – przypominam! Booz darzy życzliwością Rut ze względu na Noemi, bo on jest spowinowacony z Noemi. Nie ma innego powodu. Ale! Pada kolejne piękne stwierdzenie, tym razem wypowiedziane przez Booza: „Niech cię wynagrodzi Pan za to, coś uczyniła i niech będzie pełna twoja nagroda u Pana, Boga Izraela, pod Którego skrzydła przyszłaś się schronić”. Jest to w jakiejś mierze nawiązanie do Rt 1,16, gdzie padają słowa Rut do Noemi: „a twój Bóg będzie moim Bogiem”. Rut jest – jak się okazuje – konwertytką!

To jest naprawdę bardzo interesujące w tej Księdze – tak naprawdę chodzi o przedłużenie rodu Elimeleka przez Booza i Rut dla Noemi. Ciągłość rodu była oznaką wielkiego Bożego błogosławieństwa. Jeśli ród będzie miał ciągłość nadal, to będzie to oznaczało, że Bóg znów błogosławi Noemi.

Goel

Gdzie w Rt 2, 20 mamy słowa: „jednym z mających względem nas prawo wykupu” i w Rt 3, 9: „jesteś powinowatym” (ale też w Rt 3, 12n; 4,1-4.6.8.14), tam w języku hebrajskim pojawia się słowo „goel”. I tu otwiera się przed nami tak wspaniała perspektywa, że aż się boję, że to się nie uda, abym umiał dobrze to wszystko wyjaśnić.

Najpierw przytoczę fragment z Kpł 25, 47-49: „Jeśli przybysz osiadły u ciebie się wzbogaci, a brat twój zubożeje i sprzeda siebie przybyszowi osiadłemu u ciebie albo potomkowi przybysza, to ten, który się sprzedał, może być wykupiony. Jeden z braci jego wykupi go. Także jego stryj, albo syn jego stryja, może go wykupić, albo którykolwiek z krewnych z jego rodziny wykupi go, albo też on sam siebie wykupi, jeżeli będzie go na to stać”.

Drugi fragment pochodzi z Pwt 25, 5-10: „Jeśli bracia będą mieszkać wspólnie i jeden z nich umrze, a nie będzie miał syna, nie wyjdzie żona zmarłego za kogoś obcego, spoza rodziny, lecz szwagier jej zbliży się do niej, weźmie ją sobie za żonę, dopełniając obowiązki lewiratu…” (możecie przeczytać całość).

W przypadku Noemi są ważne do spełnienia oba te prawa. Po pierwsze – trzeba ją wykupić, po drugie – trzeba spłodzić dziecko Elimelekowi. I to się ostatecznie dzieje. Booz wykupuje Noemi, Rut i ich ziemię, a do tego bierze Rut za żonę i rodzi im się syn- Obed. Hebrajskie Obed obok Ebed, może oznaczać sługę lub czciciela. Noemi wzięła dziecko i położyła je na swym łonie – był to znak adopcji, przyjęcia dziecka jako swoje. Dlatego kobiety mówiły do niej: „On będzie dla ciebie pociechą, będzie cię utrzymywał w twojej starości” (Rt 4, 15).

Obed jest kontynuacją rodu Elimeleka, a więc ma obowiązek otoczyć opieką Noemi. A jak sprawa ma się z goelem? Dlaczego o nim wspomniałem?

Najprawdziwszym goelem jest największy sługa Boga – Jezus Chrystus. On przyjął postać sługi (Flp 2,7). Ale co tutaj jest ważne? On nas – często tak mówimy – ODKUPIŁ, WYKUPIŁ, NABYŁ.

1 Kor 6, 19-20: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga i że już nie należycie do samych siebie? Za wielką bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!”.

Ps 130, 7-8: „U Pana jest bowiem łaska i w obfitości u Niego odkupienie. On odkupi Izraela ze wszystkich jego grzechów”.

Kiedy ludzkość popełniła grzech pierworodny, sprzedała się złu. Pycha praktycznie wrzuciła nas w ramiona szatana, który rozpoczął proces niszczenia nas, gnojenia i upokarzania. Ale Jezus przyszedł, by nas wykupić. Cena była wielka – Jego śmierć.

Mylił się szatan, jeśli myślał, że w ten sposób powstrzyma Boga przed Jego wielką miłością i miłosierdziem. Bo on naszymi – to jest ludzkimi – rękoma zabił Syna Bożego. Lecz zamiast ściągnąć na nas zniszczenie i zgładzenie, okazało się, że my dostąpiliśmy ogromnej i nieopisanej łaski.

Zostaliśmy wykupieni i zostało nam wszystko przebaczone. Coś, co – jak się zdawało – miało stać się dla nas potępieniem, stało się błogosławieństwem. I choć my, niestety, zbyt często zaprzedajemy się złu na powrót, to i tak On, Jezus, nas wykupuje przez łaskę miłosierdzia i miłości.

Booz i Rut byli rodzicami Obeda, Obed był ojcem Jessego, a Jesse był ojcem króla Dawida.

GENEALOGIA MESJASZA cz. 10

Logo

Błogosławieństwo 

Peres (nazywany również Fares), był synem Judy. I to właśnie Judzie Jakub pobłogosławił słowami, które zostały zapisane w Rdz 49, 8-12. Jest to kolejna zapowiedź, która w przyszłości nabierze charakteru mesjańskiego i w której Juda porównywany jest do lwa. Pamiętacie nasze rozważania z Ewangelii według św. Marka? A symbolikę tej Ewangelii? Tak, kochani – lew. Przytoczmy słowa błogosławieństwa: „Judo, ciebie sławić będą bracia twoi, twoja bowiem ręka na karku twych wrogów! Synowie twego ojca będą ci oddawać pokłon! Judo, młody lwie, na zdobyczy róść będziesz, mój synu: jak lew się czai, gotuje do skoku, do lwicy podobny – któż się ośmieli go drażnić? Nie zostanie odjęte berło od Judy ani laska pasterska [zabrana] spośród jego kolan, aż przyjdzie ten, do którego ono należy, i zdobędzie posłuch u narodów! Przywiąże on swego osiołka w winnicy i źrebię ośle i winnych latorośli. W winie prać będzie swą odzież, a w krwi winogron – swą szatę. Będą mu się iskrzyły oczy od wina, a zęby będą białe od mleka”.

Peres był ojcem Chesroma, Chesrom ojcem Rama, Ram był ojcem Aminadaba. Aminadab był w końcu ojcem Nachszona, Nachszon ojcem Szalmona (Rt 4, 18-20).

Szalmon natomiast wziął sobie za żonę Rachab.

Prostytutka z Jerycha 

Historia Rachab została spisana w Ksiedze Jozuego. Jej postać pojawia się w Joz 2 i Joz 6. A Rachab była prostytutką w mieście Jerycho. I nie przesadzam. Ani nie używam specjalnie tego słowa, aby dodać trochę pikanterii. Po prostu – Rachab była prostytutką, nierządnicą – jak tam obie chcecie. Nie wiem, czy zwróciliście uwagę na to, że tak naprawdę pominęliśmy całkiem spory kawał historii.

Mnie to trochę zaskoczyło. W genealogii Jezusa Chrystusa nie ma Mojżesza. Od Tamar, która podstępem zaszła w ciążę z własnym teściem, przechodzimy do Rachab – prostytutki z Jerycha, miasta zdobytego przez Jozuego po śmierci Mojżesza.

Praktycznie ominęliśmy Józefa, który stał się ważną osobą w Egipcie, Mojżesza, który wyprowadził Naród Wybrany z Egiptu po niewoli. Pomijamy nadanie Prawa. Z Pięcioksięgu mamy tylko Księgę Rodzaju. Tylko Genesis. Poczatek.

A teraz niejako stajemy przed Jerychem, aby przyjrzeć się prostytutce z całym tłem historii zdobycia Jerycha.

Zdobycie Jerycha 

Po śmierci Mojżesza Pan wyznacza Jozuego, syna Nuna, na przewodnika dla swego ludu, który wprowadzi naród wybrany do Ziemi Obiecanej. Pierwszym zaś miastem, które należy zdobyć, jest Jerycho.

W Jerychu mieszkała Rachab. Jednak jest tu ukryty pewien szczegół, na który zwrócił uwagę o. Adam Szustak – jej dom przylegał do muru miejskiego „i jakby w murze mieszkała” (Joz 2, 15). Co to znaczy? Raz, że nierządnica – to już wiemy, dwa – miasto tak bardzo się jej wstydzi, że stara się ją „wyrzucić” z siebie, „wypchać”. Jeśli pamiętacie z lekcji historii budowę grodów w średniowieczu, to łatwo wyobrazić sobie, że oto w centrum były bogte domy, natomiast im dalej w stronę murów, tym gorzej. Tak samo wygląda to tutaj – prostytutka już mieszka w murze, tak, jak dyby zaraz miała zostać wypluta przez to miasto.

I o. Adam Szustak mówi tak (parafrazuję): masz w sobie coś, co najchętniej być wywalił ze swojego życia? Bo się tego wstydzisz? Uważaj! Bo to właśnie tam przychodzi Bóg i szuka schronienia.

My czasami nie zwracamy uwagi na wiele szczegółów w opowiadaniach biblijnych. A one są naprawdę bardzo ważne.

Bóg wybiera Jozuego, Jozue wyznacza dwóch zwiadowców, a zwiadowcy udają się do Jerycha. Kto przyszedł do Jerycha? Bóg. Wbrew pozorom – Bóg. Ci zwiadowcy reprezentują Jozuego, ale Jozue reprezentuje Boga! I to nie jest bez znaczenia.

Zwiadowcy trafiają do domu nierządnicy, ona daje im schronienie, zmuliła ścigających zwiadowców. To się nazywa pomoc!

Po tych wydarzeniach prosi zwiadowców o przychylność dla niej i jej rodziny. Rodziny! Rozumiecie to? Ona ma rodzinę i jest prostytutką, którą miasto chce wyrzucić ze swoich murów. Jak bardzo musiała to być biedna rodzina! Zwiadowczy obiecują jej, ze tak też się stanie – ona i jej rodzina będą bezpieczni.

3, 4 i 5 rozdział opisują przygotowanie do zdobycia miasta. Najważniejsze jest to, jak ma wyglądać zdobycie miasta. Siedmiu kapłanów z trąbami z rogów baranich przed Arką, a przed kapłanami szli zbrojni wojownicy, a za Arką szła tylna straż. Przez sześć dni takim pochodem, jedynie przy dźwięku trąb, okrążali po jeden raz miasto. Siódmego dnia natomiast miało miejsce ostateczne zdobycie Jerycha. W jaki sposób?

Siedem razy okrążyli tego dnia miasto, w ciszy – grały jedynie trąby. I nagle, gdy siódmy raz kończyli okrążać miasto, na rozkaz Jozuego wszyscy wznieśli okrzyk i… mury runęły, Izraelici weszli do miasta, pozabijali wszystkich mieszkańców i wszystkie zwierzęta, oszczędzając jedynie Rachab i jej najbliższych.

Pomysł Boga 

Jak to możliwe, że tak się stało? Joz 6, 1-5 – polecenie dane przez Boga. Jozue uczynił wszystko dokładnie tak, jak Bóg mu nakazał, a więc co uczynił?

Codziennie, przez siedem dni, okrążał miasto w taki sposób, w jaki Bóg nakazł mu to czynić. Nie ma tu spektakularnych opisów bitew, szturmu na miasto, podpalania murów, broni, scen rodem z „Władcy pierścieni”! Nie. Jest pokorne, cierpliwe, wytrwałe, wierne czynienie tego, co Bóg nakazał. Zero twórczych pomysłów Jozuego.

Jeżeli chcę, aby runęły grzeszne obwarowania w moim życiu, to muszę być pokorny i posłuszny wobec Pana. Muszę Mu zaufać, zawierzyć Jego słowom, Jego obietnicy. Być może spotkam Boga w miejscu najbardziej mrocznym i grzesznym mojego życia. Być może to spotkanie uratuje moje życie i życie moich bliskich.

Łatwo mi niestety przychodzi przekreślać tych, którzy w moim rozumieniu są grzesznikami – Rachab była przecież prostytutką. Próbuję wtedy wyrzucić kogoś takiego z mojego życia. Byle się go pozbyć. Ale może to wynikać z mojej obwarowanej grzeszności , bo oto wewnątrz siebie mogę okazać się jeszcze gorszy od tej drugiej osoby.

Co innego mądre odsunięcie od siebie osoby grzesznej, która próbuje wejść w nasze życie, a co innego głupie napiętnowanie kogoś w celu zwrócenia uwagi innych na grzeszność i słabość tej drugiej osoby, tylko po to, abym ja sam nie został zdemaskowany. Musimy uważać! Bo w końcu zostaniemy zrównani z ziemią i zapomnieni, a ten drugi człowiek, pozostanie w pamięci wielu.

A jeśli to nas chcą się pozbyć, wyrzucić poza miasto – trudno. Jeśli przyjmiemy Pana, zostaniemy ocaleni.

Szalmon wziął za żonę nierządnicę Rachab. A ona urodziła Booza. Booz natomiast wziął sobie za żonę Rut – pogankę.

GENEALOGIA MESJASZA cz. 9

Logo

Zmarnowana męskość 

Zarówno Mateusz jak i Łukasz są zgodni co do tego, że kolejnym w drzewie genealogicznym po Jakubie (Izraelu) jest… Juda. Nie Józef Egipski – sprzedany przez pozostałych braci jako niewolnik, który robi wielką karierę, ale Juda. Człowiek, który… trochę za uszami miał.

Historia Judy i matki dwóch jego synów, których wymienia Mateusz (Łukasz tylko jednego wymienia w swoim spisie), jest dla wielu niesamowicie gorsząca.

Chodzi bowiem o Tamar.

Tamar była żoną pierwszego syna Judy – Era. Ale Er był złym człowiekiem i Pan zesłał na niego śmierć. Zgodnie z przekonaniami i prawem lewiratu, Juda wysłał do Tamar swego drugiego syna, który wziął ją za żonę. Chodziło o to, aby Er nie był bezpotomny. To może brzmieć nieco dziwnie, ale na tym polegało prawo lewiratu – jeśli umierał maż jakiejś kobiety i miał brata, to brat brał tę kobietę za żonę, spładzał dziecko, ale dziecko nie było jego, ale tego pierwszego męża (jego brata). Wynika to z przekonania, że brak potomstwa był hańbą, natomiast posiadanie potomstwa – błogosławieństwem. Również dla matki – jeśli nie miałaby syna, który mógłby ją utrzymać na starość i odziedziczyć majątek po ojcu – cóż… kiepsko by z nią było.

Onan, drugi syn Judy, zgrzeszył tak naprawdę podwójnie. Po pierwsze – unikał zapłodnienia Tamar, marnując nasienie wylewając je na ziemię. Tak to brzmi dosłownie i nie rozumiem, dlaczego tłumacze ubrali to w jakieś inne słowa, a dosłowne tłumaczenie zapisali w przypisie. Stąd pochodzi nazwa grzechu – onanizm – marnowanie potencjału mężczyzny poprzez marnotrawienie nasienia. Wielki grzech w oczach Boga, który powołał nad o płodności. To jest trochę tak, że mężczyzna dopuszczający się onanizmu marnuje swój potencjał i do tego sprzeciwia się swojej męskości, która jest darem i związana jest z płodnością. Ciekawe, czy gdyby chciał uniknąć płacenia podatku (a więc obowiązku), wyrzucałby pieniądze do śmieci…

Po drugie – Onan wie, co robi. Jeśli urodzi się dziecko z Tamar, wtedy zostanie ono uznane za syna Era (Er był pierworodnym synem), a więc to dziecko będzie miało prawo do dziedziczenia po pierworodnym synu Judy! A jeśli dziecka nie będzie, wtedy to Onan odziedziczy po pierworodnym!

Nasz Biskup często powtarza: Gdzie diabeł ma swoje młode? Tam, gdzie my, ludzie, mamy swój własny interes! I coś w tym jest. Złe to było w oczach Pana. I Onan zmarł.

Juda odesłał więc Tamar do jej rodziców i kazał jej czekać, aż podrośnie jego trzeci syn, Szela, i będzie mógł wziąć ją za żonę. Tyle, że Juda wiedział, że tego nie uczyni. Bał się o życie syna.

I to właśnie w tym miejscu zaczęły się ścierać potrzeby Tamar i Judy. Tamar potrzebowała męża i dziecka, gdyż raz poślubiona, nie mogła zmienić rodu męża! Gdy umrą jej rodzice (którzy de facto nie mają do niej już żadnych praw), ona umrze (nie może dziedziczyć po rodzicach, bo dziedziczyć mógłby tylko jej mąż). Juda natomiast potrzebował potomka, który przedłuży ród. Nie chciał, by jego ostatni syn zmarł.

Sprawiedliwy czyn nierządny?

Po śmierci żony Juda udał się do Timny. Doniesiono o tym Tamar, która przebrawszy się za nierządnicę sakralną, uwiodła Judę. I stała się brzemienna, natomiast Juda nie wiedział, że to jego synowa.

Jako zastaw gwarantujący zapłatę nierządnicy, zostawił jej Juda (na prośbę Tamar): sygnet z pieczęcią, sznur i laskę – czyli insygnia naszelnika szczepu.

Dlaczego Tamar to zrobiła? Dlaczego zdecydowała się na podstęp, który doprowadził do nierządu z jej teściem? Odpowiedź mamy w 14 wersecie: „Wiedziała bowiem, że choć Szela już dorósł, nie ona będzie mu dana za żonę”.

Kiedy okazało się po trzech miesiącach, że Tamar jest w ciąży, powiedziano Judzie, że oto Tamar dopuściła się czynu nierządnego i zaszła w ciążę. Co na to Juda? „Powiedział: Wyprowadźcie ją i spalcie!”.

Jak łatwo jest potępiać innych. Sam Juda postanowił złamać prawo lewiratu, obmyślił nawet to, w jaki sposób może to uczynić – ale sam siebie usprawiedliwiał. Natomiast oskarżenie Tamar przyszło mu z łatwością! Z resztą! Było mu to na rękę.

Ale Tamar miała jego insygnia. Pokazano mu je, a on stwierdził: „Ona jest sprawiedliwsza ode mnie, bo przecież nie chciałem jej dać Szeli, memu synowi!”. I w tym momencie zadajmy sobie pytanie: czy czyn nierządny może być czynem sprawiedliwym?

Otóż – może.

Tamar postąpiła bowiem zgodnie z prawem hetyckim, które obowiązkową regulacją małżeństwa, na skutek bezpotomnej śmierci krewnego (Pwt 25, 5-10), obejmowało również teściów. Ona działała w dobrej wierze – trzeba było dopełnić obowiązek wynikający z prawa. To Juda unikał tego obowiązku. Nie Tamar.

Jeżeli mamy na sobie jakiś obowiązek, nie wolno nam go unikać. Jeżeli mamy obowiązek wobec drugiej osoby – nie wolno nam go unikać! Bo narażamy tę osobę na wielkie cierpienie i niesprawiedliwość!

Tak nie wolno!

Tamar urodziła bliźniaki: Peresa i Zeracha, choć najpierw pojawiła się rączka Zeracha, lecz Peres urodził się jako pierwszy. Peres urodził się jako pierwszy. Peres znaczy: „Przerwanie”, a Zerach: „Gwiazda, która dopiero wzeszła”. Peres – „Przerwanie” – gdyż przerwał narodziny swego brata.

I to właśnie od Peresa wywodzi się Jezus.

GENEALOGIA MESJASZA cz. 8

Logo

Podróż i obietnica 

            Historia Jakuba obfituje w najróżniejsze historie. Lecz, znów, trzeba nam skrócić je do koniecznego minimum. Wciąż bowiem staramy się poznać genealogię Jezusa i to, co za nią się kryje.

Jakub powędrował do krewnego swej matki – Labana. W drodze, kiedy zrobiło się późno – położył się podkładając sobie kamień pod głowę i zasnął. We śnie zobaczył drabinę i aniołów, którzy wchodzili po niej i schodzili, a drabina sięgała od nieba do ziemi. I Pan stał nad Jakubem. Powiedział do niego Bóg, że ziemia, na której on leży, Pan mu da i jego potomstwu zapewniając go, że będzie go strzegł nieustannie. Cała ta historia, skądinąd piękna, opisana została w 28 rozdziale Rdz.

Jakub w końcu przyszedł do Charanu. 29 i 30 rozdział opisują jego pobyt u Labana i to, jak został oszukany i zamiast Racheli dostał za żonę Leę (a to za Rachelę zgodził się pracować siedem lat u Labana) i jak Laban zgodził się mu dać Rachelę za kolejne siedem lat służby…

Różnica w kochaniu

Jakub bardziej kochał Rachelę od Lei, więc Bóg sprawił, że to Lea dawała dzieci Jakubowi, a nie Rachela (Bóg też ma ciekawe poczucie humoru!). To trzeba przeczytać, bo nie sposób opisać tę zaciętą walkę na porody! Naprawdę! Dla nas najważniejsze jest to, że oto Jakub ma 11 synów: Rubena, Symeona, Lewiego, Judę, Dana, Neftalego, Gada, Asera, Issachara, Zabulona i Józefa. Z tym, że Józef został zrodzony przez Rachelę (nie jej siostrę Leę i nie przez niewolnicę). Później Rachela urodziła jeszcze Beniamina (Rdz 35, 18).

Dwanaście synów Jakuba, czyli dwanaście pokoleń Izraela. Ale! Jakiego Izraela? Trzeba nam spojrzeć na Rdz 33, 25-33. Bo oto mamy bardzo ciekawą i tajemniczą scenę.

Bóg walczący z człowiekiem  

Jakub przygotował się na spotkanie z Ezawem, który szedł w jego stronę z czterystoma ludźmi. Jakub zwyczajnie zaczął się bać. Nie wiedział, co go czeka. Przeczytajcie Rdz 32, 2-24, a wtedy będziecie wiedzieli co i jak z przygotowaniem Jakuba do spotkania z Ezawem. Przyszedł moment, że Jakub pozostał sam po tej stronie potoku, z której przeniósł swe żony i swój dobytek. .

I kiedy został sam jeden, ktoś zmagał się z nim aż do jutrzenki. I ten ktoś widząc, że nie może pokonać Jakuba, wywichnął jego staw biodrowy. Ale nawet to nie przechyliło szali zwycięstwa na stronę tej tajemniczej osoby. Więc musiała w końcu ta osoba prosić Jakuba: „Puść mnie, bo już wschodzi zorza!”. A Jakub na to: „Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz”.

Jakub zmagał się z Bogiem!

I nie zdezerterował!

Odniósł nawet – po ludzku patrząc – szkodę, ale i tak się nie poddał!

Podstępem zdobył błogosławieństwo od swego ojca Izaaka, ale Bóg jest ponad ludzkimi wyobrażeniami i udziela błogosławieństwa komu zechce, a nie według ludzkich zwyczajów. Jakub to zrozumiał. I był wytrwały.

Niejako udowodnił Bogu, że zasługuje na błogosławieństwo nie przez oszustwo, ani nie przez własne zasługi, ale przez swą wytrwałość. Nawet kosztem doświadczanego bólu. Pozostał wytrwały. Pozostał wierny!

I Bóg mu pobłogosławił, zmieniając mu imię na Izrael. A Izrael oznacza: „Bóg walczy”.

Tak, nasz Bóg walczy!

Walczy w naszej obronie z naszymi wrogami, walczy w naszej obronie także z nami. Kiedy my sami stajemy się dla siebie przeciwnikiem i krzywdzicielem – Bóg z nami walczy, bo chce, żebyśmy byli ludźmi wolnymi.

Bóg łamie w nas to, co nie jest Boże.

Definitywnie i ostatecznie czyniąc Z NAS zwycięzców, choć czasami musimy pokuśtykać.

Bóg nam błogosławi nie za naszą podstępność, za nasz spryt, za jakieś zasługi – nie! Bóg nam błogosławi jedynie za wierność. Bądź wierny Bogu, a Bóg będzie walczył o Ciebie nawet z Tobą samym, jeśli będzie trzeba.