Eucharystia to nie ściema! – czyli katechezy liturgiczne

1. Eucharystia darem dla grzeszników: Jak to było z Marnotrawnym?

Piętnasty rozdział Ewangelii według świętego Łukasza nazywa się Ewangelią  w Ewangelii. Rozdział ten składa się z trzech przypowieści: o zagubionej owcy, o zgubionej drachmie oraz o synu marnotrawnym. W związku z tym, że mamy trochę ograniczony czas, skupimy się od razu na przypowieści trzeciej.

Odczytanie: Łk 15, 11-32

1. Dać komuś spadek

Co znaczy dać komuś spadek?

Albo inaczej: jeśli ja teraz bym poszedł do mojego taty i powiedział mu: daj mi mój spadek, to co bym mu powiedział tak między wierszami? Dla mnie już umarłeś. Dla mnie nie istniejesz. Nie chcę, byś był moim ojcem.

Ojciec tego młodego człowiek na pewno został głęboko zraniony, ale szanował wolę swojego syna, więc podzielił spadek i dał mu to, czego ten zażądał. Syn wziął swoją część i poszedł w świat. I wszystko roztrwonił! A gdy roztrwonił swoje pieniądze, wtedy… w owej krainie, w której przebywał, nastał głód.

Nie macie czasami wrażenia, że póki macie materialne dobra (pieniądze, iphony, super laptopy, ekstra samochody, modne ciuchy) to jesteście kimś? Bo ludzie was szanują, akceptują? Czy nie jest tak, że grupa w której jesteście, akceptuje was tylko dlatego, bo przynosicie materialny zysk? A kiedy zabraknie pieniędzy, modnych ciuchów, super aut, iphona i tak dalej – nagle pojawi się głód? Głód obecności drugiego człowieka? Głód akceptacji? Głód miłości?

2. Być mniej niż świnią

Ten młody człowiek właśnie czegoś takiego doświadczył. Przestał się liczyć, bo stracił pieniądze. Stał się nikim w oczach nawet nierządnic, na które wydał większość swoich dóbr.

Stał się więc sługą mieszkańca owej krainy, człowieka, który zajmował się świniami. I tutaj rozjaśnia się pewna sprawa…

Świnie dla Żydów to zwierzęta nieczyste. Stado świń, to to wręcz gnój nieczystości! Ktoś, kto pasie świnie, to człowiek zepsuty do szpiku kości, brudny, nieczysty do głębi! Ojciec Adam Szustak, dominikanin, w jednej ze swoich konferencji powiedział, że idąc tym tropem, bardzo łatwo jest dojść do przekonania, że ten właściciel świń, to sam szatan. I coś w tym jest. Talmud, czyli komentarz do Tory, mówi: Przeklęty człowiek, który hoduje świnie (i przeklęty ten, który naucza swojego syna mądrości greckiej). Ale w tym fragmencie jest jeszcze jeden ciekawy zwrot!

Kiedy Łukasz pisze, że młodzieniec udał się do tego człowieka, nasze tłumaczenie mówi: przystał do jednego z obywateli owej krainy. Łukasz użył tam słowa: ekollēthē – dosłownie: przykleił się. Jak łatwo jest nam przykleić się do zła! Chcemy zaspokoić głód, przyklejając się do zła! Żebrzemy o jego łaskawość! Bo może nas przyjmie do domu?! Nie przyjmie. Wyśle cię do świń!

Nasz bohater chciał dostać chociaż strąki. Był tak głodny, że liczył chociaż na strąki! Ale szatan nas, ludzi, traktuje gorzej niż świnie. Świnie mają pokarm, a nasz bohater? Od nikogo strąków nie dostał…

To z nami robi szatan: traktuje nas gorzej niż świnie, chce nas poniżyć do poziomu gnoju, w którym siedzą świnie. Dla szatana to jest jedyne miejsce dla człowieka.

I w końcu ten młody człowiek zastanowił się, lub też, mówiąc inaczej, wrócił do siebie. Przestał żyć marzeniami. Dokonał zimnej kalkulacji, bardzo przyziemnej, i wiedział, że słudzy ojca mają co jeść. Przygotował sobie w myśli, co powie Ojcu. To tak, jakby napisał ściągę na ręce: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników, zabrał się i poszedł do Ojca.

Od tak.

3. Można przestać być synem?

Ojciec już z daleka zobaczył tego swojego syna. Co to znaczy? To znaczy, że go wyglądał. Ojciec nie przekreślił swojego syna! Czekał na niego! Też wzruszył się głęboko, do głębi. Mieliście kiedyś tak?

Ojciec biegnie do syna, rzuca mu się na szyję, całuje go, przytula do siebie, a syn…? Do końca wyrachowany, wyciąga rękę i zaczyna czytać to, co sobie przygotował: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem… i?

I głos mu zamiera…

Nie być synem…

Poczuł się dokładnie tak, jak poczuł się jego ojciec, kiedy ten młody człowiek zażądał od niego swojego majątku. On zabił ojcostwo w ojcu, teraz natomiast – zabił swoje synostwo. A zabić w sobie synostwo, to pozbawić siebie nadziei. On stracił nawet nadzieję…

Nie być synem. Zabić w sobie synostwo… Co za tragedia!

Lecz ojciec powiedział do sług… Ojciec nie zwraca się do syna, ale do sług i nakazuje im przynieść dla syna: najlepszą szatę, pierścień, sandały i przygotować ucztę.

Ubrał syna, by nie było widać, jak strasznie się sponiewierał w świecie. Odział go na nowo w godność człowieka. Dostał nawet sandały – najprawdopodobniej więc nie miał nawet obuwia. A kto chodził wtedy bez obuwia? Niewolnik. Syn przestał być niewolnikiem. No i pierścień… Pierścień jest związany niejako ze sprawą spadku – jeśli ojciec by umarł, syn musiałby udowodnić, ze jest jego synem. Jak? Pokazując pierścień, sygnet, znak, że ma prawo do spadku. Syn odzyskał spadek, który roztrwonił!

4. Symfonia

Starszy syn owego ojca był wtedy na polu. Kiedy wracał, usłyszał „muzykę i tańce”, dosłownie: ēkůsen symfōnías kaí chorōn.

Usłyszał symfonie! Nie jedną symfonię, ale wiele symfonii! Co kryje się za słowem symfonia? Symfonia różnych instrumentów jest możliwa wtedy, gdy każdy z nich dostroi się do kamertonu. Tutaj, w Ewangelii według świętego Łukasza, dźwięki symfonii, jakie doszły do uszu starszego syna, zwiastują mu stan radosnego pojednania, serdecznej harmonii tych, którzy są w domu ojca.

Ale starszy syn ēkůsen chorōn – usłyszał też śpiewy tańczących. Czym one są?

Choroí były to helleńskie tańce, a wśród nich, był specjalny, zwany perichórēsis – taniec wykonywany na okrągłym podium, zwanym również perichórēsis. Anaksagoras, astronom i filozof, określił tym słowem gigantyczny taniec kosmosu, ruch ciał niebieskich, natomiast teologia Wschodu nie znalazła lepszego słowa dla wyrażenia prawdy wewnętrznego życia Boga nad to słowo. Stąd i w teologii Kościoła Zachodniego perychoreza oznacza ów wir odniesień międzyosobowych, który Jezus objawia podczas ostatniej wieczerzy J 14, 6-11.

Starszy syn spotkał piękny świat, świat ludzi pojednanych, który go zaprasza.

Ale on jedynie się rozgniewał. Dlaczego? Bo w domu trwa symfonia z grzesznikiem! Cudzołożnikiem! Człowiekiem, który był niesprawiedliwy i niegodny w oczach swego starszego brata! A starszy brat siebie uważał za sprawiedliwego i godnego.

Jemu się należało. Tamtemu – nie.

5. Eucharystia

To dzieje się także dziś. Symfonia i śpiewy w domu, to nic innego, jak Eucharystia. Eucharystia jest DAREM DLA GRZESZNIKA! Na jakiej podstawie to stwierdzam?

Akt pokuty.

W języki łacińskim słowa celebransa brzmią: Agnoscamus peccata nostra, ut apti simus ad sacra misteria celebranda. Nasze tłumaczenie brzmi: Przeprośmy Pana Boga za nasze grzechy, abyśmy mogli z czystym sercem złożyć Najświętszą Ofiarę. A jak brzmiałoby tłumaczenie bardziej dosłowne? Uznajmy nasze grzechy, abyśmy stali się stosownymi/odpowiednimi/przystosowanymi do celebracji świętych tajemnic.

Sparafrazuję to nieco: Stańmy w prawdzie o nas i uznajmy, że jesteśmy grzesznikami, bo tylko wtedy będziemy dobrze usposobieni do przeżycia rzeczywistości Eucharystii, do przyjęcia daru od Boga!

Istnieje wielka pokusa, aby siebie uznawać za godnego, sprawiedliwego, miłego, wspaniałego, a równocześnie innych uznawać za gorszych od siebie! Na tym symfonia domu Ojca NIE POLEGA!

Kościół, który celebruje Eucharystię, Mszę świętą, Ofiarę i Ucztę, jest wspólnotą, która mając świadomość, że jest grzeszna i zbawiana jedynie dzięki Bogu, cieszy się z grzeszników, którzy pragną wrócić do Ojca, bo wie, że sama także potrzebuje nieustannego nawrócenia.

I to dokonuje się w trakcie Eucharystii.

Każdy z nas, bez wyjątku, jest grzesznikiem! I właśnie w tym jesteśmy tacy sami. Jedni może grzeszą bardziej, a inni mniej, ale każdy JEST grzesznikiem. I trzeba stanąć w prawdzie przed sobą i przed innymi, szczególnie przed Bogiem Trójjedynym, uznając to.

Bo może w nas powstać fałszywe przekonanie, że ja jestem bardziej godny bycia na Mszy, niż ten, który siedzi obok, bo nigdy nie przekroczyłem Bożego nakazu! Tak myśli człowiek pyszny, w którym nie ma pokory. Każdy z nas jest pyszny – to nasza skaza, pozostałość po grzechu pierworodnym: chcemy żyć dla siebie.

Symfonia domu Ojca, w którym odbywa się Uczta, polega na tym, że my wszyscy, stojący na tym samym stanowisku – grzesznika, pozwalamy na to, by Duch Święty, bez względu na nasze ludzkie zasługi, mniej lub bardziej dobre uczynki, jednoczył nas z Jezusem Chrystusem, który nikogo nie odtrąca, jeśli tylko przyjdzie się do Niego i uzna się, że On jest Panem, który może odmienić moje życie. Jezus nas wtedy usynawia, to znaczy – sprawia, że stajemy się dziećmi Boga, poprzez to, że Jezus upodabnia nas do siebie, jednocząc nas z Sobą.

Do Ojca możemy wrócić tylko poprzez bycie w Jezusie mocą Ducha. Nie dlatego, że ładnie wykonujemy gesty (to też jest ważne, ale nie najistotniejsze!), albo dużo dajemy na tacę, ale dlatego, że On nam przebacza. BÓG DAJE SZANSĘ! On tego chce i On tego dokonuje!

W 21 rozdziale Ewangelii według świętego Jana opisana jest historia, jaka wydarzyła się nad brzegiem Jeziora Tyberiadzkiego. Zanim jednak omówię to, co wydaje mi się istotne, zrobimy teraz szybki kurs greki.

W języki greckim mamy cztery słowa na określenie MIŁOŚCI: Eros, Storge, Filia i Agape.

Jakie są ich (uproszczone) znaczenia?

Eros – od tego słowa mamy polskie słowo erotyka. Jest to miłość cielesna. Storge – określa miłość w sensie czułości i przywiązania, np. miłość do matki. Filia – to kochanie, kochać kogoś. Natomiast Agape to miłować. A co znaczy miłować? To kochać całym sobą, będąc gotowym do wielkich poświęceń, do oddania wszystkiego, nawet własnego życia. To w całości, w pełni, oddać się drugiej osobie.

W przywołanym dwudziestym pierwszym rozdziale Ewangelii według świętego Jana mamy zapisany dialog Jezusa z Piotrem.

Chciałbym dotknąć tylko jednej kwestii.

Jezus pyta Piotra: Agapas me? (Miłujesz mnie?), a Piotr odpowiada: Filo se! (Kocham cię!). Jezus pyta Piotra o konkretną sprawę: czy jesteś gotów oddać za Mnie swoje życie? Piotr się zarzekał jeszcze niedawno, przed śmiercią Jezusa, że choćby wszyscy odeszli od Niego, to nie on, nie Piotr. A gdyby przyszło mu umrzeć z Jezusem – to umarłby! Ale… Jego słowa się nie sprawdziły. Zaparł się Jezusa, uciekł…

Jezus dwa razy pyta Piotra: Agapas me?, a Piotr dwukrotnie Mu odpowiada: Filo se.

Piotr staje w prawdzie o sobie – on tylko kocha. Kiedy Jezus po raz trzeci pyta Piotra, to pyta inaczej. Mówi: Fileis me? Kochasz mnie? Tylko mnie kochasz? Czyli jednak nie miłujesz?

Nie dziwię się, że Piotr posmutniał. Bardzo też lubię jego odpowiedź, szczególnie w języku łacińskim niesamowicie mnie porusza: Domine, Tu omnia scis, Tu scis quia amo Te – Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham. Panie, Ty wiesz, że ja jestem w stanie Ciebie tylko kochać. Tylko kochać… A Jezus mówi do Niego: paś owce Moje.

Właśnie taki Piotr – prawdziwy, słaby, nieumiejętny – staje się pasterzem trzody Pana.

Taka jest też prawda o nas: jesteśmy słabi i potrafimy tylko kochać. Filia – kochanie – dziś jest, a jutro może przestać być.

A Pan oddał za nas życie. Za nas, grzeszników.

Nie bez przyczyny rozpoczęliśmy tę konferencję od Przypowieści o Synu Marnotrawnym z Ewangelii według świętego Łukasza. Bo Łukasz jest kronikarzem miłosierdzia – jak określił go bp. Grzegorz Ryś. Dlaczego? Bo to w tej Ewangelii – i wyłącznie w niej – znajdują się opisy spotkań Jezusa z kobietą grzeszną, która obmyła Jezusowi nogi olejkiem (7, 36-50), epizod ze zwierzchnikiem celników Zacheuszem (19, 1-10), relacja o dobrym łotrze współczującym Jezusowie na krzyżu (23, 40-43). Tylko Łukasz zapisał też dwie najpiękniejsze przypowieści Jezusa o Bożym miłosierdziu. Jedna mówi o miłosiernym Samarytaninie (10, 25-37), druga o miłosiernym ojcu i dwóch braciach (15, 11-32). I w końcu to Łukasz kończy Kazanie na Górze słowami Jezusa: Bądźcie miłosierni, jak miłosierny jest wasz Ojciec (por. Łk 6, 27-36).

Jezus przychodzi do grzeszników. A co się stanie, jeśli my będziemy chcieli zapomnieć, że jesteśmy grzesznikami? Przestaniemy potrzebować Pana. No bo po co komuś, kto jest sprawiedliwy nad sprawiedliwymi Bóg pełen przebaczającego miłosierdzia?

Pomyślcie o tym do jutra. Zastanówcie się, czy stoicie przed Panem w prawdzie o sobie. Czy potraficie uznać, że jesteście słabi i grzeszni i, prawdę powiedziawszy, w ogóle niegodni Jego daru – Eucharystii, która potrafi przemieniać życie. Ja też się nad tym zastanowię. Bo to wszystko dotyczy nas w takiej samej mierze.

Jutro ciąg dalszy.

[W przygotowaniu tej katechezy posłużyłem się: L. Mycielski, Ewangelia w Ewangelii i moja spowiedź, Biskupów 2012; G. Ryś, Skandal miłosierdzia. Rozważania dla każdego, Kraków 2012; Z. Kiernikowski, Światło i moc liturgii. Katechezy liturgiczne. Część I, Warszawa-Siedlce 2004 oraz nagraniami konferencji o. Adama Szustaka i notatkami z własnych medytacji. ]