11. Jaka wspólnota jest, taka jest, ale… – Mk 3, 20-35

Bliscy Jezusa eks elthon kratesai auton (wyszli chwycić Go), bo uważali, że hoti ekseste (doprowadził się do szału, czy też bliżej znaczeniu dosłownemu: stanął poza sobą).

Krewni Jezusa chcą chwycić Go i przyprowadzić go w jakimś sensie „z powrotem do siebie”, bo myślą, że stanął poza sobą, że jest w nim jakieś rozdarcie. W rzeczywistości w Jezusie nie ma rozdarcia. Kiedy krewni przychodzą do Niego, ktoś Mu mówi: „Oto Twoja Matka i bracia ekso dzetusin se – zewnątrz szukają Cię”. A Jezus pokazuje na tych, którzy są wokół Niego.

Pokazuje na wspólnotę.

Jezus jest WE WSPÓLNOCIE!

Nie można Jezusa szukać „na zewnątrz”, gdzieś poza wspólnotą. Jezus jest WE WSPÓLNOCIE. W środku niej!

Pojawienie się Matki i krewnych Jezusa w jakiś sposób prowokuje Go, aby wykorzystać ich obecność do niesamowitego i pięknego porównania – tak, jak Jezus był bliski swojej rodzinie, tak też jest bliski we wspólnocie tych, którzy pełnią wolę Boga. Jezus staje się dla nich tak bliski, jak dla Matki i krewnych. Ale jest w tym coś więcej! My stajemy się tak samo bliscy dla Niego! Jesteśmy Mu bliscy jak Matka, jak bracia! Właśnie tacy, jacy jesteśmy! Nie inni! Rodzina nie zawsze jest idealna, ale ważne, by była sobie bliska.

Jaka wspólnota jest, taka jest, ale jest zgromadzona wokół Jezusa. I to jest najważniejsze.

I jeszcze jedno – brakuje porównania do Ojca. Dlaczego? Bo Ojciec dla Jezusa jest tylko jeden – Bóg Ojciec. Definitywnie. Ale! Jezus z Ojcem stanowią JEDNO. Nie są sobie tylko bliscy, ale są ze sobą w pełni zjednoczeni, stanowią jedno tak bardzo, że gdy widzi się Jezusa, widzi się Ojca, jak powiedział Jezus do Filipa.

Uczeni w Piśmie próbują Jezusa ośmieszyć. I to za Jego plecami. W obliczu swojej niemocy względem wielkich czynów Jezusa, uczeni w Piśmie stają się mało znaczący. Tracą jakby swój autorytet.

Ile razy było tak, że starałem się ośmieszyć kogoś, kto był mądrzejszy ode mnie, bardziej uzdolniony, fajniejszy? A ile razy ośmieszano mnie za moimi plecami?

Jezus umiał odrzucić te pomówienia, sprzeciwić się im. Mnie się to nie udało. Często w nie wierzyłem, tracąc o sobie jakiekolwiek dobre zdanie. Za każdym razem było coraz gorzej. Pewnego dnia po prostu straciłem wiarę w to, że mam jakąkolwiek wartość, i że nikt mi nigdy nie przebaczy mojej beznadziei, nikt nigdy mnie nie pokocha.

Najbardziej boli to, że nadal jest to we mnie. I jest to najbardziej przygniatający mnie ciężar. To moja największa rana, która często staje się prawdziwą przyczyną rozdarcia wewnętrznego.

A jednak Jezus kocha. Mimo wszystko. Bo jest bliski jak członek rodziny.

    Mój Jezu.

            Dzięki Twojej obecności we wspólnocie Świętego Kościoła, mogę czuć Twoją bliskość i mogę mieć pewność, że jestem dla Ciebie bliski tak bardzo, jak rodzina. Proszę Cię więc – zatroszcz się o mnie.

            Piękno Twojej obecności opromienia całe moje życie szczególnie wtedy, gdy jednoczysz się ze mną w Eucharystii. Dzięki wielkiej Twojej miłości mogę trwać w takiej jedności z Tobą, w jakiej Ty trwasz z Ojcem. Proszę, doprowadź mnie do jedności z Ojcem Niebieskim.

            Panie mój.

            Ulecz moje zranienia i doprowadź do harmonii moje życie dzięki żarowi miłości Ducha Świętego. Niech nie będzie we mnie rozdarcia, a moja tożsamość dziecka Boga niech uświadamia mi, że nie jestem beznadziejny, lecz jestem umiłowanym dzieckiem Ojca w Tobie. Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *