Archiwum kategorii: Biblijnie

#oJedenDzieńBliżej – 6. Wypaplali

Wiecie, co mnie bawi w historii dwóch niewidomych? Jezus SUROWO im przykazał, żeby nikt nie dowiedział się od nich, że to On ich uzdrowił. A oni, gdy tylko wychodzą za drzwi, rozpowiedzieli o tym w CAŁEJ tamtejszej okolicy. Takie to ludzkie, takie prawdziwie mówiące wiele o nas. Możemy się zastanawiać, czy zrobili źle, czy dobrze? W końcu złamali SUROWY NAKAZ Jezusa! No to zrobili źle. A z drugiej strony – zrobili coś dobrego: dawali świadectwo, że Ten, w którego moc uwierzyli, odmienił ich życie. Nie wiem, dlaczego Jezus kazał im milczeć. Może Jezus zna nas lepiej, niż my samych siebie i wie, że często robimy na opak. „Nie jedz owocu” – to jemy. „Nie miej bogów cudzych przede Mną” – no to mamy. Wiele takich przykładów można mnożyć. Lubimy robić wiele rzeczy na opak. Niezależnie od tego – bo można się z tym zgadzać, bądź nie – porusza mnie to, że Jezus nie od razu ich uzdrawia. Niewidomi muszą za Nim iść, wołać. Dlaczego tak często ja tak nie robię? Dlaczego nie upieram się, nie proszę, nie krzyczę? Bo myślę sobie, że tak trochę głupio być nachalnym wobec Boga. No to dzisiaj zrozumiałem, że trzeba być. Nie wiem dlaczego – ale z jakiegoś powodu Bóg oczekuje od nas nachalności, może wytrwałości? Może chodzi o to, byśmy byli do końca pewni, że tego potrzebujemy, by już więcej nie rumienić się ze wstydu? „Odtąd Jakub nie będzie już się rumienił ani oblicze jego już nie przyblednie” – słowa Boga – ODKUPICIELA – zapisane przez Izajasza. Bóg nie chce, byśmy się rumienili ze wstydu. Niewidomi wypaplali wszystko, bo przestali się wstydzić. Odzyskali godność. Nie bali się ludzi, ich surowej oceny, politowania z ich strony, albo pogardy, bo ci są niewidomi. Już odzyskali wzrok. Odzyskali swoja godność. Jezus, którego przyjście jest #oJedenDzieńBliżej tego dokonał, bo oni wołali, prosili i błagali. Jezus, który jest światłem i zbawieniem człowieka dokonał tego w ich życiu. Dlaczego niemiałby dokonać tego i w naszym? Ja zamierzam być teraz bardzo nachalny. A wy?

Iz 29, 17-24, Ps 27, Mt 9, 27-31

#oJedenDzieńBliżej – 5. Nie gadaj tyle

Nie przepadam za tymi słowami, które wypowiada Jezus. Jeszcze niedawno słyszeliśmy, że kto wyzna swoimi ustami Jezusa Panem i uwierzy w Jego zmartwychwstanie, osiągnie zbawienie. A tu nagle weryfikator wagi ciężkiej wjeżdża w adwentowej Liturgii Słowa: „Nie każdy, kto mówi Mi <<Panie, Panie!>> wejdzie do królestwa niebieskiego”. Trach, bum! I ziemia okazuje się jednak twarda, kiedy zostajesz ściągnięty na nią tymi słowami. Można mówić, że się wierzy. Można opowiadać o tym, jak to pięknie czuło się bliskość Jezusa. Można wołać, że jest się katolikiem od pokoleń! I można nie wejść do królestwa niebieskiego. Mnie to otrząsa z ułudy. „Lecz ten, kto spełnia wolę Mojego Ojca, który jest w niebie” wejdzie do królestwa niebieskiego. Najłatwiej jest mówić, ale prawdziwie weryfikuje naszą wiarę to, co czynimy i czy jest to zgodne z wolą Boga. Nie wystarczy słuchać słów Jezusa, ale trzeba jeszcze je wypełniać, by stać mocno jak dom zbudowany na skale. Nie ważne, jakie przeciwności losu na ciebie spadną – przetrwasz. I wejdziesz do królestwa niebieskiego. Muszą jednak zadziałać te dwie rzeczy: usłyszeć i uczynić. Usłyszeć Jezusa i uczynić to, do czego On wzywa. Trudne to. Często niewygodne. Problematyczne. Jednak mamy też wskazaną pomoc w naszej bezsilności wobec tych słów Jezusa: trzeba złożyć nadzieję w Panu, Jemu dziękować, uciekać się do Niego i w Nim pokładać ufność, nie w ludziach, nie w ich opiniach o nas, nawet nie w ich słowach pełnych pustych obietnic. Bóg jest wiekuistą skałą, na której nasze życie nie legnie w gruzach, przetrwa najgorsze momenty. Wtedy zostaną otwarte przed nami bramy sprawiedliwości i przejdziemy przez nie dziękując Bogu za to, że wysłuchał nasze modlitwy, że okazał się wierny do końca. Kiedy Jego przyjście jest #oJedenDzieńBliżej warto wołać do Pana i prosić o rzeczy wielkie. A rzeczą wielką jest zdolność usłyszenia i uczynienia, nie gadania.

Iz 26, 1-6, Ps 118, Mt 7, 21.24-27

#oJedenDzieńBliżej – 4. Człowiek potrzebuje człowieka

Poruszyła mnie jedna rzecz. Jezus przyszedł po prostu na górę i tam usiadł. Takie to zwyczajne – usiadł na górze niedaleko Jeziora Galilejskiego. I wtedy dzieje się rzecz piękna! Przychodzą do Niego wielkie tłumy, niosąc chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych. Kiedy o tym przeczytałem, pomyślałem sobie, że jest tak wielu ludzi, którzy swoją niemoc, swoje cierpienie, odrzucenie, muszą dźwigać sami. Nikt ich nie niesie. Są pozostawieni sami sobie. Samotni, porzuceni, zapomniani. Można by było stwierdzić, że przecież Pan Bóg jest przy nich, że wciąż jest blisko. Tak, to prawda, ale… Tak po ludzku człowiek potrzebuje człowieka, który zatarga go tam, gdzie jest Jezus, by mogły zadziać się cuda. Niekiedy człowiek nie może dostrzec drogi, nie widzi Boga, bo życie jak gdyby zakryło jego twarz zasłoną bólu, samotności, pustki. Żeby Bóg mógł tę zasłonę zerwać, to trzeba czasami pomóc temu człowiekowi znaleźć się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Gdy zasłona zostanie zerwana, gdy człowiek spotka Boga, wtedy pójdzie za Nim. Jak długo? Nie wiem. Jak daleko? Nie mam pojęcia. Ale pójdzie, bo Pan stanie się jego Pasterzem, poprowadzi tam, gdzie zamiast lęku, bólu samotności i cierpienia doświadczy radości i odpoczynku. Zamiast cierpieć głód, spożyje wyborny posiłek, albo przynajmniej naje się do syta chlebem i rybą. Można pomyśleć: „ale co ja mogę? ja mam tak niewiele!”. No to daj to swoje niewiele w ręce Jezusa, którego przyjście jest #oJedenDzieńBliżej. On to rozmnoży i wystarczy zarówno dla Ciebie, jak i dla wielu innych. Bo On jest Bogiem. On potrafi dokonywać rzeczy prawdziwie wielkich. My nie. Ale On potrafi.

Iz 25, 6-10a, Ps 23, Mt 15, 29-37

#oJedenDzieńBliżej – 3. A co, jeśli…

Łatwo jest widzieć siebie w grupie prostaczków, uznać siebie za biednego czy ubogiego, albo za nędzarza, którego Pan ocali od śmierci. Zadałem sobie jednak pytanie, czy przypadkiem nie jestem w grupie zupełnie innej. Izajasz mówi, że wyrośnie „różdżka z pnia Jessego, wypuści odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej duch Pański”. Odrośl nie będzie „sądził z pozorów, ani wyrokował według pogłosek”. Chwilę później mówi o biednych i o pokornych – tutaj też jest miło siebie zobaczyć. Ale nie o tej grupie myślę. W mojej głowie pojawiło się pytanie dotyczące fragmentu późniejszego: „Rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego”. A co, jeśli jestem tutaj? Co jeśli w oczach Bożych należę do grupy bezbożnych gwałtowników? On nie będzie wyrokował według pogłosek, a już tym bardziej sądził z pozorów. Ludzie mogą mieć o mnie dobre zdanie, a ja mogę tworzyć piękne pozory. Tyle, że to w ogóle Pana nie zainteresuje. Liczy się coś zupełnie innego – prawda o mnie. Prawda bez tej całej otoczki, którą każdy z nas może tworzyć wokół siebie. Ta otoczka może nas mocno pokomplikować i utrudnić zauważenie przychodzącego Chrystusa, bo przez nią skupiamy się nie na Nim, ale na sobie, dbamy o to, by ludzie patrzyli na nas z podziwem. Być prostym, znaczy zrezygnować z tej skomplikowanej otoczki… Czyli pokazać prawdę, choćby teraz, gdy Jego przyjście jest #oJedenDzieńBliżej. Prawdę, która często bardziej przeraża nas samych, niż ludzi wokół nas. Ale warto. Bo wtedy, być może, usłyszymy słowa Jezusa: „szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie”. Możemy Go zobaczyć, gdy przestaniemy skupiać się na otoczce. A wtedy zrozumiemy, co znaczy szczęście.

Iz 11, 1-10, Ps 72, Łk 10, 21-24

#oJedenDzieńBliżej – 2. To nie takie proste

Wydawać by się mogło, że to wszystko takie proste. Wyznać, że Jezus jest Panem, uwierzyć, że zmartwychwstał i cyk – zbawiony jesteś, nim zdążysz w ogóle o tym zamarzyć. Tyle, że św. Paweł pisze coś dalej. Wiara rodzi się ze słuchania, a żeby słuchać, trzeba usłyszeć słowo Chrystusa. Żeby usłyszeć Jego słowo, trzeba Go spotkać. Ale spotkanie Jezusa może przerodzić się w konieczność dokonania bardzo konkretnego czynu – pójścia za Nim. Dokąd? Doskonale znamy kierunek – ku Golgocie. Piotr i Andrzej zostawili sieci i poszli za Nim. Jan i Jakub zostawili swojego ojca i poszli za Jezusem. Spotkanie Chrystusa jest momentem podjęcia decyzji – idziesz za Nim, czy zostajesz? Oni nie znali kierunku. My znamy go doskonale. Wiara nie jest czymś miłym, dającą poczucie bezpieczeństwa emocją, ale konkretnym wezwaniem do drogi, ciężkiej i krętej, do podjęcia trudu, który związany jest z poświęceniem. Zrezygnujesz z dobrze płatnej pracy? Zostawisz rodzinę? To są konkretne pytania, na które powinno się odpowiedzieć samemu sobie dzisiaj, gdy przyjście Pana jest #oJedenDzieńBliżej. Bo gdy przyjdzie, gdy stanie przede mną i przed Tobą, możemy usłyszeć: „Pójdź za mną”. Co zrobisz? Bo ja modlę się, żebym umiał zostawić sieci, łódź, a nawet bliskich i pójść, choć wiem, że kierunek to Golgota. Ale Ewangelia nie kończy się na Golgocie. Ewangelia kończy się na Górze Wniebowstąpienia, a ja chciałbym do Nieba wejść. Pytanie tylko, czy wystarczy mi odwagi by pójść, bo dzisiaj myślę, że miałbym niemały problem.

Rz 10, 9-18, Ps19, Mt 4, 18-22