6. Podnoszący przyjaciele – Mk 2, 1-12

            Jezus wrócił do Kafarnaum, ale dopiero po pewnym czasie posłyszano, że jest w domu. Może po prostu chciał odpocząć? A może Jezus jest wolny od spektakularnych akcji, powrotów? Z resztą – czy nie jest tak, że nie zauważam Jezusa, który jest w moim życiu i dopiero wtedy sobie o Nim przypominam, gdy jest mi potrzebny? Potrzebny do osiągnięcia pewnych korzyści? Przykro mi to stwierdzić, ale ja mam tak często.

Przed domem, gdzie przebywa Jezus, zbierają się ludzie. Zebrało się ich naprawdę wielu. Jednak nadal są to ludzie.

Kai érchontai férontes pros autón paralytikón airómenon hypó tessáron – i przychodzą niosący do Niego paralityka podnoszonego przez czterech. Poruszyło mnie to zdanie. My mamy: „którego niosło czterech”. Tłumaczenie interlinearne mowi: „podnoszonego przez czterech”.

Tego paralityka podnosiło czterech. Podnosiło i nie mogło podnieść! Grzech go sparaliżował, ale to dopiero odsłoni Jezus, do którego postanowili przyprowadzić tego paralityka.

Jednak spotykają przeszkodę.  „Wielu ludzi” zamieniło się w „tłum”.  A tłum to nic dobrego!

Tłum przeszkadza w tym, żeby przyjść do Jezusa. Bo tłum jest zbudowany z wielu indywidualności, które chcą wyrwać coś dla siebie. A jeśli jeden nie dostanie, to i innemu nie da! To jest okropna i ślepa logika tłumu. Innym nie dać, a nawet wyrwać (walka o karpia w Lidlu… to jest właśnie zachowanie tłumu), bo albo wszyscy, albo nikt. Taki jest tłum. Tłum to nic dobrego! Tłum nie zauważa ludzi! Szczególnie tych prawdziwie potrzebujących. Tłum ślepo pędzi, choć nie do końca sam wie po co.

Ale przyjaciele znajdują sposób i Jezus uzdrawia paralityka ze względu na „ich wiare”. I choć oni go podnosili i nie mogli podnieść, Jezus mówi do paralityka (po całym sporze o odpuszczanie grzechów): „Mówię ci – WSTAŃ! „.

Kiedy Jezus odpuszcza nam grzech, robi to w pełni. I zapomina o nim! Usposobia nas do tego, byśmy wstali! Choćby wszyscy przyjaciele chcieli nas podnieść z paraliżu grzechu, to się nie uda do momentu, gdy Jezus nam odpuści grzechy – wtedy wstaniemy. Sami! Ale dobrze mieć takich przyjaciół, którzy próbują. Bo w końcu to ich wiara mnie uzdrawia. Ja i tak nic nie mogę nieraz zrobić – leżę tylko sparaliżowany. Jak dobrze mieć PRAWDZIWYCH przyjaciół, którzy nie boją się podnosić.

Jezu.   

Dziękuję Ci za moich przyjaciół, których tak często nie doceniam. Dziękuję Ci za to, że są i próbują nieraz podnosić mnie z paraliżu mojego życia, smutku, trosk. Naucz mnie być takim przyjacielem. Naucz mnie kłaść przed Tobą tych, którzy potrzebują twojej pomocy. I proszę Cię – nie pozwól mi wejść w ślepotę tłumu i stać się jego częścią. Amen .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *