Marek niesamowicie opisuje powołanie Lewiego. Można nawet je przeoczyć, albo uznać za nieistotne. Dwa wersety! Ale w tych dwóch wersetach jest wszystko, co ważne.
Celnik to ktoś, kto przez Żydów uważany był za zdrajcę, bo ściągał podatki od Żydów dla okupanta – Rzymu. Przy okazji tych różnych zajęć związanych z poborem podatków, celnicy czasami prowadzili hulaszcze życie, podatki ściągali stosując przemoc, byli bezwzględni, chciwi i nieludzcy.
Jezus mógł wybrać kogoś, kto przychodził do Niego i chciał Go słuchać. A On wybiera Lewiego, czyli kogoś, kto do Jezusa nie przyszedł! To Jezus przechodząc obok Matusza, powołuje go.
„Akoluthei moi” – Towarzysz mi.
Jezus proponuje Lewiemu coś, co dla celnika – od którego wszyscy stronili, od którego uciekali, na którego patrzyli z wyższością i nienawiścią, czy nawet obrzydzeniem – było wręcz nowością! Rzeczą niepojętą! Celnik mógł komuś towarzyszyć. A towarzyszyć, to stać się partnerem. Samotność Matusza mogła się zakończyć! Najbardziej podoba mi się to, że Lewi „wstał i poszedł za Nim”, czy też: „wstał i towarzyszył Mu”.
Jak pięknie jest być towarzyszem takiej osoby jak Jezus. Czy jednak Jezus może powiedzieć to samo o Mateuszu?
Wydaje się, że Jezus jest zadowolony z takiego towarzystwa, bo gdy tylko padło oskarżenie od faryzeuszów i uczonych w Piśmie, Jezus odpowiada: „Nie przyszedłem aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.
Kiedy ktoś uważa siebie za sprawiedliwego, prędzej czy później staje się samowystarczalnym i nie potrzebuje Boga. Tylko ktoś, kto jest świadomy swojej małości, grzeszności i niewystarczalności, potrafi zrobić miejsce dla Boga i pozwolić Bogu prowadzić się przez życie.
Moja mądrość nie jest ważna. Ani to, jak mnie postrzegają ci, którzy uważają się za bardziej sprawiedliwych ode mnie. Ważne jest, abym umiał w tej mojej słabości, grzeszności, beznadziei, może w byciu niezrozumianym, czy nawet nielubianych przez co niektórych, usłyszeć tę propozycję Jezusa: „Akoluthei moi”.
Jeżeli zawierzę Jego słowu i pójdę za Nim, to On sam będzie mnie bronił i prowadził.
I nawet jeśli pokażę Mu całe moje życie, wszystkich moich „kumpli” na uczcie wybaczenia (tak widzę ucztę w domu Lewiego, który Jezusowi pokazuje wszystkich swoich „kumpli”, którzy wcale nie byli święci, a Jezus zasiada między nimi i trochę jakby zapomina o ich grzechach), to Jezus nie ucieknie! W obliczu moich „kumpli”, dokładnie w środku mojego świata, starego życia, Jezus nie wyprze się mnie. On mnie chce właśnie takiego! Bo tylko On ma moc mnie odmienić. Tylko On!
Jezu.
Chcę dziś podziękować za to, że nieustannie chcesz mi towarzyszyć. Nie przerażasz się tym, jakie było moje życie do momentu spotkania Ciebie, ale proponujesz m zmianę mojego życia. Na życie o wiele lepsze, bo życie w Twoim towarzystwie. Proszę, abyś prowadził mnie mimo moich słabości. Bo Ty możesz moje życie uczynić o wiele lepszym. Bo Ty żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem w jedności Ducha Świętego. Trójjedyny Bóg na wieki wieków. Amen!

