Nie jest ważne to, czy ktoś jest większy, czy mniejszy w godności, znaczeniu, czy czymkolwiek innym. Ważne jest to, by być człowiekiem wiary!
Zadanie osoby, która ma być solą, jest dwojakie. Po pierwsze: musi nadawać smak życiu, charakter wspólnocie, przełamywać mdły smak. I to jest pozytywne. Druga rzecz jest nieco negatywna (choć pozornie): musi piec. Czasami sól musi dostać się do rany i wywołać piekący ból, który zaprowadzi tego, którego zabolało, do lekarza, do kogoś, kto realnie uleczy ranę.
Sól nie tylko konserwuje! Sól ma wiele więcej właściwości.
I nie jest ważne stanowisko czy godność.
Bo można mieć wysokie stanowisko, a być mdłym, bez smaku, solą bez swoich właściwości.
Utracę wiarę, to utracę charakterystyczny smak – będę mdły. Jeśli w pełni utracę smak, to kto lub co mi go przywróci?
Ale też nie można przesolić, bo wtedy nie da się jeść. Dlatego Bóg jest niesamowity w tym swoim planie: posoli nas trochę, ale nie za wiele, tak, żebyśmy byli do zjedzenia, a nie wyplucia. I to mi się bardzo podoba, bo oznacza, że tu, na Ziemi, będzie raz lepiej, raz gorzej – po to, by smak był wyrównany.
No i to, co często wraca od 18 lutego – służyć. Służba okazuje się najważniejszą sprawą! Paradoks! Chcesz być pierwszy, to stań się ostatni.
Czy ja żyję tak?
Łatwo mi przychodzi zabranianie komuś czegoś, szczególnie wtedy, gdy komuś udaje się coś, w czym ja jestem nieudolny. Często chcę mieć wyłączne prawo do Chrystusa. Lecz nigdy takiego prawa nie otrzymam.
O wiele bardziej od ograniczenia imienia Jezusa, muszę ograniczyć swoje grzechy, walczyć z nimi, by nie stać się gorszycielem!
I rzecz równie ważna! Zachować pokój między sobą! Czy zachowuję pokój z bliźnimi?
Bo to jest prawdziwie ważne.
Jezu.
Nie pozwól mi utracić smaku, charakterystycznego smaku osoby ochrzczonej, a więc zanurzonej w Tobie. Nie pozwól mi utracić smaku wiary! I króluj w moim życiu Panie! Spraw, bym był narzędziem Twojego pokoju. I nigdy nie pozwól mi ograniczać Twojej mocy, mocy Twego imienia. Amen.

