Zadaję sobie pytanie, co powiedziałby Jezus, gdyby zobaczył nas dzisiaj. Podzielonych, poróżnionych, nieszanujących innych ludzi. We wspomnienie św. Brata Alberta, o którym kardynał Wojtyła pisał, że Bóg zgiął jego kolana przed nędzą człowieka, zastanawiam się, czy my jeszcze w ogóle postępujemy zgodnie z Ewangelią. Czy przypadkiem nie zapomnieliśmy o nauce Jezusa…? 

Już raz napisałem, że to nie jest moja wojna. Wciąż to utrzymuję. To w ogóle nie jest moja wojna. Jednak jako teolog, Katolik i Polak, chcę napisać dwa słowa. Bo oczywiście myśli kotłują się w mojej głowie od kilku tygodni.

Jezus Chrystus nauczał, by MIŁOWAĆ swoich nieprzyjaciół! Nie kazał nam ich tolerować, ani nawet szanować, ale MIŁOWAĆ! Każdy, kto nazywa siebie chrześcijaninem, ma OBOWIĄZEK MIŁOWANIA SWOICH NIEPRZYJACIÓŁ! Koniec. Tu nie ma możliwości powiedzenia, że są jakiekolwiek odstępstwa od tej zasady. Bo ich nie ma!

Miłość była znakiem wierzących w Chrystusa. Pierwsi Chrześcijanie nie nosili krzyżyków na szyjach, medalików, różańców na palcach… A jednak można było ich rozpoznać. Jak? BO MIŁOWALI! Nie unosili się pychą, nie obrażali, dzielili się z tymi, którzy nic nie mieli, nawet jeśli nie byli wierzącymi w Chrystusa, przebaczali. Wystarczyło spojrzeć na tych ludzi i można było się zachwycić ich miłością.

A my? Ludzie patrzą na nas, którzy tworzymy Kościół… I co widzą? Kłucących się oświadczeniami i listami Biskupów? Obrażających się nawzajem polityków, twierdzących, że są wierzący? Ludzi, którzy obrażają się nawzajem, bo jedni są lepsi od drugich?

Boże! Ratuj!

Patrzę na to, co się dzieje i żałuję, że święty Benedykt nie zjawił się w naszych czasach. Bo jego głównym przesłaniem była MIŁOŚĆ. Żałuję, że święty Franciszek nie żyje dzisiaj, bo krzyczalby: „kochajcie Miłość, bo Miłość jest niekochana!”. Święty Dominik rozpalałby miłość i pokój głosząc Ewangelię.

Ja naprawdę jestem przekonany, że my dzisiaj nie potrzebujemy walki z kimkolwiek i czykolwiek. Potrzebujemy EWANGELII JEZUSA CHRYSTUSA!! Ewangelii przebaczenia, miłosierdzia, miłości. To jest przecież jedyny sposób, by uratować człowieka, który błądzi.

Jezus przebaczył cudzołożnej kobiecie, nie potępił jej, ale uchronił jej życie i wezwał do nawrócenia. Nie wypominał Piotrowi zdrady, ale zapytał, czy Go miłuje. Rozmawiał z Samarytanką, z którą żaden Żyd by nawet słowa nie zamienił i powiedział jej prawdę o niej samej w cztery oczy. To Jezus kazał przebaczać siedemdziesiąt siedem razy. To Jezus dał Nowe Przykazanie. To Jezus kazał nadstawiać policzek. To Jezus kazał oddać nawet płaszcz. To Jezus jadał z celnikami, grzesznikami i cudzołożnikami. To Jezus mówił, że lekarza potrzebują chorzy! I w końcu to Jezus zabronił nam osądzać innych.

Teraz, dzisiaj, my wierzący nie potrzebujemy walki z kimkolwiek. My potrzebujemy miłości. Mój Proboszcz, gdy cofnięto obostrzenia, stanął na ambonie i powiedział ludziom, że tęsknił za nimi i że nas, swoich parafian, kocha. Tydzień później było dwa razy tyle ludzi w kościele. To było najpiękniejsze powitanie po czasie pandemii, jakie tylko mogło być. Poczuliśmy się chciani i kochani. Właśnie te słowa sprawiły, że ludzie zaczęli wracać i to tłumnie. Jakże to było piękne!

Chcecie nawrócić ludzi? To zacznijcie ich MIŁOWAĆ, szanować tak, jak Chrystus. Pójdźcie do ich domów i zjedzcie z nimi obiad. Porozmawiajcie z nimi. Pokażcie, że zależy wam na CZŁOWIEKU i że walczycie O CZŁOWIEKA, a nie przeciwko komukolwiek lub czegokolwiek.

Jezus nas uczy miłości. Miłości aż po krzyż. Aż po śmierć. Miłości do końca.