Część III – Poznanie Chrystusa i zdobycie życia wiecznego
1. Flp 3, 1-12
Co tak naprawdę przynosi mi radość? Pan, czy świat? Jezus Chrystus, czy jakiś człowiek? Skąd płynie moja radość? Co jest jej źródłem?
Tylko Pan może dać prawdziwą radość!
Obrzezanie ciała rodziło przekonanie, że to już wystarczy, aby osiągnąć zbawienie. Nie wystarczyło! I nigdy nie wystarczy. Żaden pobożny uczynek nie będzie wystarczająco zbawienny! Co więc jest zbawienne?
Kult determinowany nie przez ciało, ale kult sprawowany w Duchu Bożym, pełen chlubienia się nie sobą i swoją listą zasług, ale Jezusem Chrystusem. Więcej nawet – chlubieniem się w Nim.
Wszystko, co jest niejako poza Chrystusem, jest stratą. To w Jezusie jest moc i zbawienie. Ja sam siebie nie zbawię! Jestem tak bardzo napełniony miłością własną, pożądliwością i grzesznością, że tylko On ma moc to we mnie zmienić. Tylko On.
Znajomość tego świata jest bezwartościowa, bo najwyższą wartością jest poznanie Chrystusa – kiedy On staje się najważniejszy, wszystko wokół blednie. Nie odbywa się to bez trudu!
Wyzuć się ze wszystkiego i uznać to wszystko za śmieci, byleby tylko pozyskać Chrystusa. Czy jestem gotów dla Chrystusa wyrzec się wszystkiego co moje i światowe? Tylko wtedy znajdę się w Nim, a On we mnie będzie dokonywał największych cudów. Będę postępował sprawiedliwie dopiero wtedy, gdy On zacznie we mnie dokonywać swojego zbawczego dzieła.
Poznać Chrystusa, to poznać moc Jego zmartwychwstania i mieć udział w Jego cierpieniach mając nadzieję, że upodobniając się do jego śmierci, dojdę do pełnego powstania z martwych.
To Chrystus pierwszy nas zdobywa. Wszystko inne jest wtórne. Najpierw Chrystus zdobywa nas i jeśli my pozwolimy Mu na to zdobywanie nas, uznamy Go naszym Panem, to zbudzi się w nas pragnienie tego, by On był wszystkim, co ważne dla nas.
Teraz to ja muszę zapragnąć zdobyć Jezusa. To musi być mój wybór. Decyzja mojej woli.
Czy jestem gotów zrezygnować z wszystkiego dla Jezusa Chrystusa? Czy jestem gotów, by tylko od Niego czerpać pełnię radości?
2. Flp 3, 13 – 4,1
Paweł bardzo jasno stawia sprawę – on jeszcze nie zdobył tego, co czeka nas na końcu czasów. Paweł nie żyje rozpamiętywaniem przeszłości, ani nawet nie chce pamiętać o tym, że był obrzezany. Bo naprawdę nie chodzi o niewolnicze przywiązanie do przestrzegania litery Prawa danego przez człowieka.
On chce zapomnieć o tym, co było, aby całym sobą, wytężając siły, skierować się ku temu, co przed nim – ku Niebu. I znów – nie chodzi o mrzonki i marzenia o przyszłości, własne projekcje, wyobrażenia, planowanie. Nie! Chodzi o perspektywiczne patrzenie w przyszłość Nieba, która można osiągnąć jedynie w Chrystusie Jezusie. Jedyną pomocą w realizowaniu wezwania Ojca, by wznosić się górę, do Nieba, jest Jego Syn – Pomazaniec, Jezus Pan.
Nic innego nie pomoże! Tylko On!
I nawet jeżeli ktoś uważa tak, jak Żydzi, że osiąga doskonałość dzięki swoim uczynkom, w końcu to zrozumie, bo zostanie Mu to objawione – te jego uczynki nie są jego, lecz sa łaską daną od Boga.
To jest jedyna droga, jaką należy postępować i jedyny sposób na to, by żyć. W tym też trzeba naśladować Pawła.
Jedynym kluczem do osiągnięcia zbawienia jest krzyż Jezusa Chrystusa, nie pobożne uczynki, piękne gesty, cudowny wygląd i tak dalej… Nie. Skoro kluczem nie było obrzezanie, to i pobożne uczynki kluczem nigdy nie będą.
Ktokolwiek odrzuca krzyż Chrystusa, który jest jedynym kluczem do zbawienia, ten hołduje światu i jego losem będzie zagłada, bo bogiem stanie się coś, co bogiem być nie może i będą chlubić się tym, co generalnie powinno być przyczyną wstydu. Bo moje upadki zawsze są przyczyną wstydu, a nie chluby.
W tym, co nie jest Boże, nie odnajdzie się i nie osiągnie się zbawienia. Koniec!
Całe nasze życie musi być skierowane na życie wieczne, na Raj, na Niebo, które osiągniemy w pełni w dniu zmartwychwstania, gdy przybędzie Jezus Chrystus i swoją mocą dokona w nas tego, czego swą mocą dokonał w swoim ziemskim życiu – przekształci nasze poniżone ciało w podobne do swego chwalebnego ciała.
Dlaczego podobne?
Bo Jego ciało zostało przemienione poprzez przeprowadzenie go przez śmierć ku życiu wiecznemu przez Niego samego. Nasze ciała osiągnął życie nie dzięki nam, ale dzięki Niemu. To jest zasadnicza różnica: mu nie jesteśmy bogami, Jezus natomiast jest Bogiem wszystko dzieje się dzięki Jego, nie mojej mocy.
On jest Bogiem. On jest wszechmocny. On może uczynić wszystko.
I to właśnie w ten sposób trzeba nam trwać w Jezusie. Uchwycić się Go mocno i tylko w Nim pokładać swą nadzieję i ufność.
Modlitwa
Panie Jezu, proszę, króluj Ty w moim życiu. Skrusz mnie i dokonaj intronizacji Twojego panowania na ruinach mojego życia i odbuduj na nowo moje życie. Ty, Jezu, poprowadź mnie do życia. O to Ciebie Jezu proszę. Amen.

