Być źródłem miłości dla innych.

        Pan Bóg bardzo często stawia nas w pewnej przestrzeni, która jest wolna od jakiejkolwiek miłości i mówi: „Oto powierzam ci tą przestrzeń, abyś zasadził w niej miłość”. Proste polecenie. Często przez nas nierealizowane.

 

Dziś nie chcę odwoływać się do Pisma Świętego, wielkich teologów, psychologów czy innych. Chcę po prostu podzielić się pewnym doświadczeniem, po części także i mojego krótkiego życia.

Każdy z nas żyje w pewnej przestrzeni. Czasami w przestrzeni życia rodzinnego, innym razem studenckiego czy seminaryjnego, szkolnego czy kawiarnianego. Za każdym razem jest to przestrzeń, która nie należy do mnie, ale jest mi ofiarowana. Ofiarodawcą danej przestrzeni życia jest sam Bóg.

Kiedyś poczyniłem dwa wpisy mówiące konkretnie o miłości Boga i o tym, że to On jest Miłością i jedyne, czego od nas oczekuje, to miłość. Dziś przyszło mi do głowy, że Bóg chce, abyśmy byli siewcami Miłości czyli siewcami Jego Osoby.

Zastanów się, drogi czytelniku, w ilu przestrzeniach przyszło Ci żyć? W jednej, dwóch? Pięciu a może nawet i dziesięciu? W ilu przestrzeniach, w których żyjesz, jesteś świadkiem Miłości, jesteś Jej siewcą, źródłem? Czy każdy człowiek, postawiony na Twojej drodze, może czerpać od Ciebie Miłość?

Nie mam tutaj na myśli miłości fizycznej, ale miłość bardziej duchową, miłość braterską, przyjacielską. Masz wokół siebie więcej wrogów czy ludzi, których kochasz pomimo uprzedzeń i niechęci? Więcej przyjaciół niż nieprzychylnych Tobie ludzi czy może na odwrót a jeśli na odwrót, to czy pomimo braku przychylności z ich strony, jesteś nadal świadkiem Miłości? Czy też jesteś osobą, która stwierdza: „nie muszę wszystkich kochać!”?

Jeśli tak myślisz, to niestety – jesteś w błędzie. Jezus był strasznie konkretny w tych sprawach. I tak, jak konkretny był, tak też konkretnie nakazał, by kochać KAŻDEGO, bez względu na to, czy jest Samarytaninem, Poganinem, Celnikiem, Cudzołożnicą czy kimkolwiek innym. Kochać każdego, znaczy KAŻDEGO, nie wybiórczych i nie tylko tych, którzy są nam bardziej lub mniej przychylni. Nawet dalej się posunę: mamy kochać BARDZIEJ tych, którzy są nam NIEPRZYCHYLNI od tych, którzy stoją po naszej stronie. Na tym bowiem polega bycie wyznawcą Pana.

Przestrzeń, w której żyjemy, coraz częściej okazuje się być pustynią: niekochający ojciec, niekochająca matka, wrogowie, niewierzący wujek czy wredna ciotka. Nasze życie coraz częściej okazuje się toczyć na pustyni pozbawionej wodopoju miłości. My natomiast, jako Katolicy, winniśmy być źródłem – nie wyschniętym, a tętniącym życiem, pełnym ochłody, którą daje Miłość, darowanie win, pomoc, miłosierdzie, słuchanie drugiego człowieka. Takie proste nic, które wydaje nam się tak trudne.

Jezus z miłości oddał życie a my z miłości mamy jedynie być źródłem miłości. Do heroicznych czynów nikt z nas nie jest predestynowany. Jedyna predestynacja naszego życia, to predestynacja do miłości i dla Miłości.

Tak często pragniemy być kochani, ale żeby być kochanym, najpierw trzeba pokochać. Najpierw trzeba zaufać, żeby ktoś mógł zaufać nam. Trzeba stać się źródłem miłości dla innych, aby ożywić ich jako źródło miłości dla nas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *