Jesteśmy już w ostatnim tygodniu działalności Jezusa, który wygląda następująco:
- Niedziela: przybycie do Jerozolimy (11, 1-11);
- Poniedziałek: przeklęcie drzewa i wydarzenie w Świątyni (11, 12-19);
- Wtorek: Uschłe drzewo i mowy w Świątyni (11, 20 – 13, 37);
- Środa: dwa dni do Paschy i namaszczenie (14, 1-11);
- Czwartek: w przeddzień Paschy, ostatnia wieczerza i pojmanie (14, 12-72);
- Piątek: Pascha; ukrzyżowanie i pogrzeb Jezusa (15, 1-47);
- Sobota: odpoczynek szabatowy (15, 42; 16, 1);
- Niedziela: to, co wydarzyło się później (16, 1nn).
Mamy więc wtorek (trochę nam się ten dzień przedłuży w rozważaniach, ale to dobrze).
Piotr zauważa, że drzewo, które Jezus dzień wcześniej przeklął, uschło. I zwraca na to uwagę Jezusa, który wtedy wykorzystuje moment i wyjaśnia uczniom moc modlitwy i to, na czym ona polega: prosić z wiarą, wierząc, że Bóg mi da to, o co go proszę. Wiadomo – musi to być zgodne z Jego wolą, dlatego też ważna jest sprawa przebaczenia: jeśli ja przebaczę, to i Bóg spełni to, o co ja go proszę, pomimo tego, że mógłby mi wiele zarzucić. Po prostu mi wybaczy i w miłosierdziu swoim wysłucha mnie. Bo realizuję w modlitwie dwie rzeczy: po pierwsze uznaje moją małość i braki, więc zwracam się do Boga i proszę go, a równocześnie poprzez przebaczenie, trwam w jedności ze wspólnotą, z bliźnimi i dzięki temu, że im przebaczam, jestem gotów nawet zaniechać moich fochów na Boga. To wielka rzecz! No i na modlitwie trzeba być wytrwałym, ufnym… To wszystko się tu mocno przenika.
Kiedy Jezus i Uczniowie weszli do Świątyni, arcykapłani, uczeni w Piśmie i starsi ludu pytali Jezusa: „Jakim prawem to czynisz?!”. Co czyni? Robi rozróbę w ich Świątyni, w której oni zaprowadzili własne porządki! Bo oni myślą, że Świątynia to jest tak bardziej ich własnością, którą Bóg im dał. Poza tym nie chcą uznać Jezusa za kogoś, kto ma prawo nad nimi sprawować władzę.
Nie ważne, co by Jezus odpowiedział na ich pytanie, oni i tak by to mogli wykorzystać przeciwko Niemu. Powiedziałby, że mocą Boga – uznaliby Go za bluźniercę i ukamienowaliby Go. Powiedziałby, że dlatego, iż jest Królem – ukamienowali by Go za bluźnierstwo, bo sam siebie ustanowił królem. Nie wiadomo co gorsze. Jezus więc odpowiada pytaniem na pytanie i wychodzi zwycięsko z potyczki, a do tego dokłada przypowieść o winnicy.
I tu wrócimy też trochę do drzewa figowego.
Szukanie fig na drzewie wyobraża daremne szukanie sprawiedliwych ludzi w Izraelu (np. Jr 8, 13; 29, 17; Mi 7,1). Ponadto figowiec uchodzi za naturalny symbol dobrobytu i pokoju (1Krl 15, 5; Mi 4,4). U proroków winorośl i figowce symbolizują często urodzajność Izraela po tym, jak pozostaje wierny Bogu (Oz 9, 10), ewentualnie jałowość, gdy postępuje wiarołomnie (Jr 8, 13; również: Oz 9, 16; Mi 7,1).
Motyw figowca otwiera i zamyka zdarzenie w Świątyni, lokując je w centrum. Jest to więc pewien tryptyk: 1. Przeklęcie drzewa; 2. Zdarzenie w Świątyni; 3. Uschnięte drzewo (nazajutrz) oraz nauka o modlitwie.
Jezus szuka owocu w czasie, który nie jest, czy też wydaje się być nieodpowiedni. Przeklęcie drzewa nie jest jednak wyrazem złości głodnego Jezusa, lecz dramatyczną ilustracją zdarzenia, które nastąpi niebawem: Jezus przeklina drzewo za to, że nie rodzi owoców, tak samo jak świątynię, że nie jest „domem modlitwy wszystkich Narodów”.
Niezależnie od pory drzewo, Świątynia i cały Izrael powinny rozpoznać przyjście Króla, wydając obfity owoc. Ten temat wraca w przypowieści o dzierżawcach winnicy, z której gospodarz nie ma plonów. Niewydawanie owocu ściągnęło na drzewo figowe oraz dzierżawców odrzucenie i zagładę.
Ten temat jeszcze wróci w tych naszych rozważaniach jutro. Na razie muszę sobie postawić pytanie: czy nie jest ze mną przypadkiem tak, że nadal uważam, iż nie jestem gotowy na to, by w pełni przyjąć to, co Pan mi daje? Czy nie ociągam się z przemianą myślenia? Nie odwlekam swego nawrócenia?
Jeżeli Jezus przyszedłby do mnie dziś, to znajdzie we mnie coś, co go zadowoli? Znajdzie we mnie wiarę? Albo sprawiedliwość, czyli życie wiarą, którą wyznaję?
Świątynia stała się miejscem „załatwiania” różnych spraw. A jak jest ze mną? Jestem w Kościele po to, by coś sobie załatwić, czy też dlatego, bo wierzę w obecność Boga i żyję wiarą? Bo może się zdarzyć, że będę w Kościele po to, by sobie coś załatwić, a kiedy przyjdzie Pan i wytknie mi moją nędzę, ja obruszony i urażony zapytam Go: „Jakim prawem to czynisz?! Przecież JA jestem panem swojego życia!!”.
Czyżby?
To już było – nie jestem panem swojego życia. Jeżeli odrzucę Boga, nie będę żył. Bo to Jezus jest życiem. Prawdziwym życiem!
I On nie ma obowiązku tłumaczyć mi swoich praw (przeczytajcie sobie Jr 18, 1-12, a nawet dalej). Idąc „za swoimi własnymi przekonaniami” wejdziemy na drogę śmierci. Stracimy życie które wydaje się nam być naszą własnością, bo ono nigdy naszą własnością nie będzie!
Możemy nawet zabić umiłowanego Syna Właściciela winnicy (w myślach, w przekonaniach, w sercu, a nawet naprawdę – na krzyżu), a i tak spotka nas zagłada! Bo pycha prowadzi do zagłady!
Panie Jezu.
Chcę dziś poprosić o trzy rzeczy: niezachwianą wiarę, głęboką pokorę i niewzruszoną wierność. Wiem jednak, że sam tego nie będę w stanie utrzymać. Dlatego proszę Cię, będąc świadomym mojej ludzkiej biedy i nędzy, abyś sprawił, by to wszystko zrealizowało się w moim życiu przez to, że Ty zanurzysz mnie w Tobie.
Zakróluj w moim życiu i zanurz je w Tobie.
Pozwól mi nieustannie wymieniać życiodajne tchnienie z Tobą. Bądź tak blisko, jak to tylko jest możliwe. Na wieki. Na zawsze. Do końca mego życia, do końca świata i już nieustannie w Niebie. Proszę. Amen.

