Archiwum kategorii: czy Jezus miał z czego być dumny?

GENEALOGIA MESJASZA cz.2

onlinelogomaker-111415-2005

Syn Adama.

             Skoro Łukasz kończy genealogię Jezusa na Adamie, to my od Adama zaczniemy. Kim jest Adam? Łukasz nazywa go „Synem Bożym” (Łk 3, 38). Dlaczego? Bo jest to pierwszy człowiek, bezpośrednio stworzony przez Boga. Ten początek nie będzie zbyt prosty. Ale później zrobi się milej. Jednak, aby zrozumieć wiele spraw, trzeba nam zrozumieć początek. Inaczej dalsza droga będzie naprawdę niełatwa.

Drugi rozdział Księgi Rodzaju kończy się wspaniałym i bardzo wymownym obrazem jedności człowieka stworzonego mężczyzną i niewiastą. W Księdze Rodzaju (1,27) czytamy: „Stworzył więc Bóg człowieka (hbr. adam) na swój obraz, na obraz Boży go stworzył; stworzył mężczyznę (hbr. zahar) i niewiastę (nekewa)”.

Okazuje się, że człowiek jest dopiero wtedy człowiekiem, kiedy potrafi z drugim człowiekiem wejść w taką relację jedności, że tworzą wspólnotę jednego ciała (por. Rdz 2, 24). Według zacytowanego wyżej fragmentu człowiek to: mężczyzna i niewiasta. Nie jedno z nich, lecz oboje.

Warto zwrócić uwagę, że w owym wersecie została podkreślona mocno płeć obojga. Hebrajskie słowo zahar – tu przetłumaczone jako mężczyzna – nie odnosi się jedynie do gatunku ludzkiego, ale określa płeć męską. Podobnie ma się sprawa ze słowem nekewa oddanym przez tłumaczy jako kobieta, a określającym płeć żeńską u wszystkich stworzeń, nie tylko u ludzi. To tak jakby piszący ten fragment chciał powiedzieć: mężczyzna i kobieta to człowiek!

Adam, czyli człowiek (ale też w szerszym rozumieniu ludzkość), to zahar i nekewa. Jest to jedność która zawiera w sobie różność i urzeczywistnia się przez dawanie siebie drugiemu w sposób doskonały, nie ograniczony niczym poza odniesieniem do samego Boga jako Stwórcy tej jedności. To jedyne ograniczenie człowieka dawało mu moc i zdolność wolnego oddawania siebie drugiemu na obraz i podobieństwo Boga.

Gdy Adam i Ewa zgrzeszyli, przestali żyć w jedności. Adam, jako winowajczynię popełnionego grzechu, wskazał Ewę, Ewa wskazała węża, a wąż… On już nie miał na kogo wskazać. Wąż dokonał swego – poróżnił i rozdzielił ludzi, między którymi pojawił się egoizm, indywidualizm, życie dla siebie.

Od tego momentu człowiek chce żyć z innymi tylko pod takim warunkiem, że wszystko będzie tak, jak on tego chce. Ja chcę żyć. Inni mi w tym przeszkadzają, więc albo będą mi posłuszni, albo moja egoistyczna agresja pozbawi ich godności, dobrego imienia, a w konsekwencji – wolności i życia.

Bóg szuka człowieka, który chce się przed Nim ukryć, bo grzech obnaża ludzką nagość, słabość i niemoc. Na tym właśnie polega dramat poszukiwania człowieka, w którym objawia się piękno troskliwego Boga: On sam wychodzi z inicjatywą szukania tego, który się wobec Niego sprzeniewierzył. Szukania tego, który postanowił nie szukać Boga!

Kto jest Obrazem Boga?

Wiemy , że Adam to obraz Boga. Ale Adam nie jako sam zahar, ale jako zahar i nekewa. Razem. Bóg stworzył człowieka – w sensie Adam – jako wspólnotę. Ludzkość jest powołana do wspólnoty. Dlaczego? Bo Bóg jest Wspólnotą!

Zwróćmy uwagę na jeden szczegół. Autor Rdz kolejne etapy stwarzania świata przez Boga kończy konstatacją: „widział Bóg, że było dobre”. W jednym momencie Bóg stwierdza: „nie jest dobrze, aby był sam”. Chodzi o ten etap stworzenia, który odnosi się do Adama. Nie jest dobrze, aby adam był sam. Użyte w tym miejscu hebrajskie wyrażenie lebado, które określa sytuację adama, można przetłumaczyć (zinterpretować) nie tylko w znaczeniu „sam”, ale także jako „sam dla siebie”. Znaczyłoby to, że nie jest dobrze dla adama, aby był sam dla siebie oraz, że nie jest on jeszcze w pełni takim stworzeniem, które zostało zamierzone przez Stwórcę jako Jego obraz i podobieństwo, czyli zdolnym do przeżywania relacji.

Widząc sprawę człowieka jako wspólnoty dwóch osób, zdolnych do wzajemnego przenikania się, tracenia siebie w drugim, przechodzenie ku drugiemu i dawanie drugiemu racji bycia w sobie i kiedy zdajemy sobie sprawę, że Bóg stworzył ludzkość na Swój OBRAZ i PODOBIEŃSTWO, to nie można nadal uważać, że Bóg nie jest Trójcą.

Anna Świderkówna napisała w jednej ze swoich książeczek: „Trójca Święta to (…) tajemnica radości Boga, który jest jeden, a nie jest samotny”. Dlaczego? Bowiem Jego istotą jest komunia, miłość różnych osób – Ojca, Syna i Ducha Świętego. Odbicie takiego właśnie sposobu życia Bóg złożył w tym, którego uczynił koroną stworzenia – w człowieku: mężczyźnie i niewieście (zob. Rdz 1,26n). Stworzył dwoje różnych, uzdolnionych do jedności, mogących być jednością, to znaczy mających w sobie zdolność i moc bycia jednym ciałem (zob. Rdz 2,24). Z jednej strony mamy idealną komunię człowieka (jako wspólnoty osób) z Bogiem, z drugiej – komunię ludzi między sobą.

Ale tu chodzi o ludzkość, nie o jednego człowieka.

Ale człowiek zgrzeszył…

             Człowiek jednak uległ szatanowi.

Nie pamiętam kto był autorem pewnego artykułu, którego treść zapamiętałem tak dobrze, że bez problemu przytaczam jego słowa, ale oddaje on sedno problemu.

Często mamy pretensję do Boga o to, że „stworzył śmierć”. Po pierwsze – BÓG NIE STWORZYŁ ŚMIERCI! Księga Mądrości mówi: „Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą” (Mdr 2, 23-24). I uwaga! MY JUŻ NIE NALEŻYMY DO SZATANA! Zapytacie: „to dlaczego umieramy?”. Umieramy? Na pewno? W jakimś sensie – tak, ale… Nie do końca! Bo Jezus zmartwychwstał. Bo On nas wykupił. Ten temat jeszcze wróci i postaram się go nieco rozwinąć. Na razie chciałbym, abyście zrozumieli jedno – Bóg śmierci nie uczynił, Bóg dopuścił do nas śmierć.

Dlaczego?

Po grzechu pierworodnym padły z ust Boga bardzo mocne słowa do mężczyzny (Rdz 3, 16-19). Przez grzech, który człowiek popełnił, spadło niejako przekleństwo na całą ziemię. Mężczyzna będzie pracował w trudzie na ziemi, która będzie rodziła ciernie i oset, a kobieta w bólach będzie rodziła. Beznadzieja! Wyobrażacie sobie żyć BEZ KOŃCA w takiej beznadziei? Każdy ból, każda choroba, wszystko, co złe nas spotyka jest konsekwencją grzechów. Wyobrażacie sobie życie BEZ NADZIEI na jakąkolwiek zmianę? W ciągłym i coraz większym bólu?

Obietnica

             Lecz Bóg powiedział coś jeszcze, gdy mówił do węża: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono ugodzi cię w głowę, a ty ugodzisz je w piętę” (Rdz 3, 15). Oto Bóg przeciwstawił człowieka diabłu. Oto rozpoczyna się walka, lecz Bóg od razu, nie czekając na cokolwiek pokazuje, że końcowe zwycięstwo należy do człowieka. Oto pierwszy promyk nadziei i zbawienia. Nazywa się go Protoewangelią.

Co z tego, że szatan czasami godzi Ciebie w piętę, zadaje Ci ból? Co z tego? Bóg sprawi, że właśnie Ty, ugodzony przez szatana, zetrzesz mu głowę, zmiażdżysz ją. Nie swoją mocą. Ty jej nie masz. Ale mocą Boga. Mocą, jaką otrzymasz od Boga, kiedy on definitywnie Ciebie zbawi. A zbawił. W Jezusie Chrystusie, potomku Adama.

GENEALOGIA MESJASZA cz.1

onlinelogomaker-111415-2005

Wstęp wstępu

             W Nowym Testamencie mamy dwie genealogie Jezusa – tak przynajmniej twierdzą różni bibliści. I mają rację, choć ja nie do końca się z nimi zgadzam. Uważam bowiem, że nie mamy w NT dwóch, ale trzy genealogie.

Pierwsza zamieszczona jest w Ewangelii według św. Mateusza (Mt), druga – w Ewangelii według  św. Łukasza (Łk) i trzecia w Ewangelii według św. Jana (J), czyli tak zwany Prolog. I będę bronił tej tezy, ale nie teraz. Nieco później.

Kiedy pierwszy raz usiadłem nad genealogiami – bałem się. Wydawały mi się nudne, niczego niewnoszące. Dopiero kiedy zastanawiałem się nad kolejnymi „małymi rekolekcjami” dla Brewiarzowych Mordek, pomyślałem sobie, że może warto ruszyć te genealogie. I po prostu zmiotło mnie z nóg.

Po raz kolejny mogę z pełną świadomością stwierdzić jedno – gdyby nie Brewiarzowe Mordki, nie odkrywałbym tak wielu skarbów ukrytych w Biblii. Dziękuję Wszechmogącemu, Trójjedynemu Bogu za to, że dał mi tych moich kochanych ludków.

No dobrze – wystarczy słodzenia. Pora zrobić wstęp.

Po pierwsze – miało być krócej, ale to nie wyjdzie. Dlatego codziennie będzie kolejna odsłona. Jest naprawdę mało czasu, a treści dosyć sporo. Ale gwarantuję wam, że warto!

Genealogie 

Jak zwykle – planowałem inaczej, a wyszło inaczej. Miało być tak, że jednego tygodnie będzie rodowód z Mt, drugiego z Łk, a trzeciego z J. Ale to nie pyknie! No… Może oprócz J. Czwartą Ewangelię dotkniemy na końcu, choć – jak zobaczycie – ona właśnie dotyczy początku początków.

Zatem mamy Mt i Łk. Okazuje się, że choć są w wielu miejscach bardzo różne, to wypełniają się idealnie! Łukasz bowiem wychodząc od Jezusa idzie aż do Adama – pierwszego człowieka, natomiast Mateusz mówi o rodowodzie Jezusa, który ściśle łączy z Dawidem i Abrahamem (w takiej właśnie kolejności).

Mt najprawdopodobniej zapisuje rodowód Jezusa po linii Józefa, natomiast Łk – Maryi. O co chodzi? Rodowód Jezusa podany przez Łukasza mówi, że „Jezus (…) był, jak mniemano, synem Józefa…”. I choć zewnętrznie jest to rodowód Józefa, to rzeczywistości jest najprawdopodobniej rodowodem Najświętszej Panny. Jeżeli Maryja nie miała rodzeństwa, a przysługiwało jej prawo dziedziczenia, to Jej mąż wchodził w prawa i przywileje synowskie w stosunku do Jej ojca. Porównajcie z Lb 36, 6-12; 1 Krn 2, 34; Ezd 3, 2. Czyli to nie Maryja dziedziczyła, ale Jej mąż. Czyli Józef miał niejako dwie genealogie – swoją i swojej małżonki, z tym, że ta druga była RÓWNIEŻ jego własną. Nie jest to może łatwe do zrozumienia, bo my żyjemy w zupełnie innych czasach.

Sprawa genealogii w Łk jest interpretowana na wiele sposobów. Ja opowiadam się po stronie teorii powyższej.

Co więcej, Łukasz sięgając w genealogii Jezusa aż do Adama, chce pokazać, że Jezus i Jego posłannictwo nie dotyczą jedynie Izraela, ale całej historii powszechnej. Zbawienie, które On – Jezus – dokonuje, obejmuje wszystkich ludzi. To jednak nie wszystko! Łukasz rodowód Jezusa zapisuje dopiero po chrzcie. Łączą się tu dwie sprawy. Pierwsza – Łukasz zapisuje rodowód od Jezusa do Adama, niejako „w dół”. Sięga głębi. A Jezus, aby przyjąć chrzest, musiał zejść „w dół”. Miejsce chrztu było w depresji. A Jezus zszedł jeszcze niżej. Możemy tutaj dopatrzeć się niesamowitej sprawy – tak, jak Jezus pozwala zanurzyć się w wodzie pełnej śmieci, tak samo pozwoli zanurzyć się w śmierci, przyjmując na siebie wszystkie ludzkie „śmieci” ich grzesznych uczynków. Jezus zbawił całą ludzkość, gdyż zbawił nawet Adama – pierwszego człowieka.

I co dalej?

             Mateusz to jeszcze ciekawsza sprawa. Przedstawiony u niego rodowód Jezusa zawiera w sobie niesamowite treści teologiczne. Mateusz ogranicza się do ukazania izraelskiego pochodzenia Chrystusa i wiąże go z głównymi depozytariuszami obietnic mesjańskich: Abrahamem i Dawidem oraz z królewskimi potomkami tego drugiego. Mateusz ułożył ten rodowód Jezusa w serie 14 pokoleń, żyjących w trzech okresach historycznych. Ten „kod liczbowy” był czytelny dla adresatów Ewangelii, jednoznacznie wskazując na króla Dawida. Każda hebrajska litera miała swoją wartość liczbową. Tak więc 14 to suma wartości liter (cyfr) imienia Dawida! Serio! Zapisując 14 (cyfrę) literami (hebrajskim alfabetem), otrzymujemy człon imienia DAWID! Hebrajskie litery imienia Dawid – d-w-d – dają liczbę czternaście. A 14, to liczba symbolizująca doskonałość.

Jezus jest więc po trzykroć potomkiem Dawida, króla!

Mateusz chciał wykazać coś jeszcze.

Jezus pochodzi od Dawida, a więc jest On spadkobiercą obietnic danych przez Jahwe Narodowi Wybranemu. Lecz nie tylko, bowiem gdy Mateusz pisał, że Jezus pochodzi od Abrahama, chciał dowieść nam, że jest On również spadkobiercą powszechnej, przeznaczonej dla wszystkich narodów, obietnicy błogosławieństwa złożonej Abrahamowi przez Boga.

I jeszcze jedno – w naszym tłumaczeniu niestety to się zaciera. Kiedy Mateusz pisze o kolejnych osobach, zawsze używa słowa zrodził, np.: „Abraham zrodził Izaaka, Izaak zrodził Jakuba, Jakub zrodził Judę…”. Podkreślał tym samym fakt bezpośredniego ojcostwa (mówiąc dosadnie: to Abraham spłodził Izaaka, itd.). Jednak ta rytmicznie powtarzająca się formuła urywa się w jednym miejscu – kiedy Mateusz pisze: „Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem”. Józef nie zrodził Jezusa, a więc – Józef nie spłodził Jezusa. Józef był mężem Maryi, a Ona była Tą, z Której zrodził się Jezus Chrystus.

Jak więc będzie wyglądało nasze rozważanie?

Skupimy się na kolejnych imionach występujących w genealogii Jezusa. Czasami będą mocne skróty, niekiedy dłużej zatrzymamy się nad pewnymi historiami. Pierwsza rzecz, jaką odkryłem, to fakt, że nie można ograniczać Boga. Z drugiej jednak strony trzeba ogromnej pokory, gdyż o każdym występującym imieniu można by było napisać nową książkę. Dlatego sam musiałem czasami uznawać moją niemoc i słabość względem bogactwa kryjącego się pod danym imieniem.

Zachęcam jednak do tego, abyście sami zechcieli zgłębiać kolejne historie. Można się wiele od nich nauczyć.

I zaczniemy od Adama, aby później iść dalej.

Zaczynamy w Dzień Pański (Niedzielę) 29 listopada 2015 roku o godzinie 8:00. I tak codziennie do 24 grudnia 2015 r. (czwartek). Natomiast 25 grudnia 2015 roku, o godzinie 12:00 pojawi się pewna niespodzianka. Ale niech to będzie niespodzianka.