Poruszyła mnie jedna rzecz. Jezus przyszedł po prostu na górę i tam usiadł. Takie to zwyczajne – usiadł na górze niedaleko Jeziora Galilejskiego. I wtedy dzieje się rzecz piękna! Przychodzą do Niego wielkie tłumy, niosąc chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych. Kiedy o tym przeczytałem, pomyślałem sobie, że jest tak wielu ludzi, którzy swoją niemoc, swoje cierpienie, odrzucenie, muszą dźwigać sami. Nikt ich nie niesie. Są pozostawieni sami sobie. Samotni, porzuceni, zapomniani. Można by było stwierdzić, że przecież Pan Bóg jest przy nich, że wciąż jest blisko. Tak, to prawda, ale… Tak po ludzku człowiek potrzebuje człowieka, który zatarga go tam, gdzie jest Jezus, by mogły zadziać się cuda. Niekiedy człowiek nie może dostrzec drogi, nie widzi Boga, bo życie jak gdyby zakryło jego twarz zasłoną bólu, samotności, pustki. Żeby Bóg mógł tę zasłonę zerwać, to trzeba czasami pomóc temu człowiekowi znaleźć się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Gdy zasłona zostanie zerwana, gdy człowiek spotka Boga, wtedy pójdzie za Nim. Jak długo? Nie wiem. Jak daleko? Nie mam pojęcia. Ale pójdzie, bo Pan stanie się jego Pasterzem, poprowadzi tam, gdzie zamiast lęku, bólu samotności i cierpienia doświadczy radości i odpoczynku. Zamiast cierpieć głód, spożyje wyborny posiłek, albo przynajmniej naje się do syta chlebem i rybą. Można pomyśleć: „ale co ja mogę? ja mam tak niewiele!”. No to daj to swoje niewiele w ręce Jezusa, którego przyjście jest #oJedenDzieńBliżej. On to rozmnoży i wystarczy zarówno dla Ciebie, jak i dla wielu innych. Bo On jest Bogiem. On potrafi dokonywać rzeczy prawdziwie wielkich. My nie. Ale On potrafi.
Iz 25, 6-10a, Ps 23, Mt 15, 29-37

